Grzeczni Rosjanie w Olsztynie. Płacili, dziękowali i zdejmowali czapki

2024-02-20 10:00:00(ost. akt: 2024-03-08 09:33:10)
— Nazajutrz zajęli Rosyanie miasto i zagospodarowali się; trzeba przyznać, że zachowywali się skromnie. Krótko trwało panowanie Rosyan w Olsztynie, bo już w piątek po południu przyszło nasze dzielne wojsko i nas wyswobodziło — tak wspominał redaktor Gazety Olsztyńskiej krótkotrwałe rządy Rosjan w Olsztynie w 1914 roku.
— W 1914 roku Olsztyn liczył 34 tysiące mieszkańców. Pięć tysięcy pracowało na kolei, siedem tysięcy w urzędach, pięć tysięcy w handlu, osiem tysięcy w rzemiośle, dwa tysiące w zakładach przemysłowych i budownictwie — pisze prof. Stanisław Achremczyk w książce "Olsztyn. Stolica Warmii i Mazur". W Olsztynie było 5 banków, 11 hoteli, 3 kina. W mieście pracowało 11 zegarmistrzów, 8 fotografów i 31 malarzy pokojowych. Co wkrótce okazało się ważne, w mieście było także 32 piekarzy. Pracowali wtedy także przedstawiciele nieistniejących już dzisiaj zawodów jak powroźnik, kołodziej czy parasolnik.

Olsztyn przed wybuchem Wielkiej Wojny był miastem dynamicznie rozwijającym się co po części zawdzięczał doprowadzeniu do miasta kolei. Dość wspomnieć, że w 1867 roku mieszkało w nim niespełna 6 tysięcy mieszkańców, a pod koniec wieku około 25.

Nic więc dziwnego, że w 1912 roku rozpoczęto budowę nowego ratusza, który miał zaświadczać o cywilizacyjnym awansie miasta. Zanim jednak ukończono jego budowę wybuchła Wielka Wojna, a w Prusach pojawili się rosyjscy żołnierze. Nacierali od wschodu i południa.


Zdobyli Szczytno i Nidzicę. To ostatnie miasto trzy razy przechodziło z rąk do rąk. Kiedy do Nidzicy wjechał rosyjski patrol, został ostrzelany. W odwecie rosyjski generał kazał zbombardować miasto.


Rosjanie mieli wystrzelić na miasto około 300 granatów i szrapneli. W ciągu 3 godzin zniszczyli 2/5 zabudowy miasta, w tym większość zabudować wokół rynku. Jednak stojący przy rynku kościół ewangelicki zniszczyły nie pociski, ale podpalili go pijani Rosjanie. Nidzica została wtedy zniszczona w 50%.

W Olsztynie czuć już było wtedy wojnę. — Blisko tydzień gazeta nie mogła wychodzić, żyliśmy odcięci od świata, przezywaliśmy straszne chwile, których póki życia stanie nie zapomnimy — pisała Gazeta Olsztyńska w tekście z 30 sierpnia 1914 roku.

— Ale popłoch jaki ogarnął naszą ludność doszedł szczytu: tysiące ludzi, zwłaszcza familie urzędników odjeżdżały koleją, ludność wiejska z tem, co zabrać mogła uciekała na drabiniastych wozach uciekała Gietkowską szosą. Wnet miasto było puste, tylko garstka najodważniejszych obywateli i biedacy zostali, Z niepokojem oczekiwano nieproszonych gości, lecz kozacy się nie zjawili. Za to nie kozacy, lecz olsztyński motłoch kradł i plądrował na głównym dworcu i po sklepach — pisał we wspomnianym artykule Stanisław Nowakowski.

Rosyjscy kozacy w końcu w Olsztynie jednak się pojawili. — Aż tu nagle nagle nad wieczorem galopem pędzi do Olsztyna ruska patrolka. Nazajutrz zajęli Rosyanie miasto i zagospodarowali się; trzeba przyznać, że zachowywali się skromnie. Krótko trwało panowanie Rosyan w Olsztynie, bo już w piątek po południu przyszło nasze dzielne wojsko i nas wyswobodziło — pisała Gazeta.


— W sierpniu 1914 r. Olsztyn na okres jednej doby zajęły wojska carskie. można by odnieść wrażenie, że były to kurtuazyjne odwiedziny, a nie jednodniowa okupacja. Rosjanie zachowywali się wyjątkowo przyzwoicie. Nie było rabunków, gwałtów i podpaleń. Sołdaci płacili za kupowane towary i pozwalali się fotografować. Ich wizyta zakończyła się równie nagle, jak się rozpoczęła. Rankiem żołnierze Klujewa odmaszerowali w kierunku Olsztynka. Nie zdążyli nawet zabrać chleba, który z takim mozołem wypiekały przez całą noc olsztyńskie kobiety — podsumował 1-dniowe zajęcie Olsztyna Rafał Bętkowski w "Debacie" (9/2011).

Rosjanie po wejściu miasta w pierwszej kolejności zażądali właśnie chleba. I to aż 120 tysięcy bochenków.

— Natychmiast otwarto sklepy i wydano wojsku -według kursu rubel=dwóm markom-25 100 kg chleba, 4110 kg kaszy i ryżu, 3110 kg soli...Rosjanie nakazali też wszystkim kobieto zgłosić się do pieczenia chleba dla wojska — czytamy w książce "Olsztyn.1343-1945".

Rosjanie w Olsztynie zachowywali się grzecznie. Po zajęciu miasta wielu z nich udało się...na zakupy. — Tłumek kłębi się w składach Schoeneberga, Woythalera oraz olsztyńskich trafikach. Szczególnym wzięciem cieszą się papierosy, herbata i cukier. Ceny wyznacza się w rublach licząc dwie marki za rubel. Sołdaci są grzeczni, nie targują się, płacą ile żądają kupcy. Dziękują salutując lub zdejmując czapkę.

Pozwalają się fotografować, oglądać swoją broń i oporządzenie. Są też bardzo rozmowni. Nietrudno się z nimi porozumieć: niektórzy nieźle władają niemieckim, wedle relacji świadków „wielu” posługuje się również językiem polskim, podobnym do tego, jakiego używają na co dzień miejscowi Warmiacy — pisze we wspomnianej publikacji Rafał Bętkowski.

Z Olsztyna Rosjanie pomaszerowali w stronę Ostródy, dotarli prawie pod Gietrzwałd, nie zajęli go już jednak. Andrzej Samulowski, jeden z współzałożycieli Gazety Olsztyńskiej, dostrzegł w tym boska ingerencję.

Po tej jednodniowej "wizycie" pozostały w Olsztynie dwie pamiątki. Na frontonie olsztyńskim ratuszu już po wojnie przedstawiono scenę z pieczenia chleba oraz zestrzelenia rosyjskiego samolotu nad leżącym niedaleko Barczewa Jedzbarkiem.

Otóż pilot tego samolotu miał wieźć rozkaz spalenia Olsztyna, a miasto ocalał tylko dzięki temu, że nie dotarł na miejsce. To jednak tylko niczym nie potwierdzona legenda. Płaskorzeźby przetrwały 1945 roku. Zniszczono je dopiero pod koniec 1969 roku.


Drugą pamiątką są dwa cmentarze znajdujące się przy wylocie Wojska Polskiego w kierunku Dywit. Po lewej (patrząc od strony Olsztyna) pochowano żołnierzy niemieckich, którzy zginęli w potyczkach o Olsztyn, kiedy Rosjanie się z niego wycofywali. Po prawej żołnierzy rosyjskich.

Cmentarz niemiecki jest uporządkowany i odnowiony. Spoczywają tam też żołnierze, którzy zginęli w czasie II wojny. Odrestaurowano go w 1992 r. z inicjatywy przewodniczącego Związku Mniejszości Niemieckiej w Olsztynie. Najstarszy zachowany krzyż pochodzi z 24.08.1914, najmłodszy z 22.02.1945 roku. W sumie zachowało się 13 krzyży z I wojny i 28 z II wojny światowej. Część krzyży nie ma żadnych oznaczeń.


Z kim walczyli rosyjscy żołnierze, którzy w 1914 roku polegli w walkach o Olsztyn, a którzy spoczywają na drugim cmentarzu? Z tym jest pewien problem. Na cmentarzu nie zachowały się żadne żołnierskie mogiły, ale stoi nadal kamień, jaki postawili tam po wojnie Niemcy.

Obok znajduje się współczesna tabliczka z dwujęzycznym tłumaczeniem niemieckiego napisu. Polacy dowiadują się z niej, że Rosjanie polegli w walce z "wyzwolicielami" Prus Wschodnich, bo byli wierni "rozkazowi swojego władcy". I jest to dość wierne tłumaczenie sensu oryginalnego napisu, jaki dla rosyjskich żołnierzy wyryli Niemcy.

Rosjanie z kolei są przekonani, że ich rodacy polegli "spełniając swój żołnierski obowiązek". W książce Wiktora Knercera "Cmentarze wojenne z okresu I wojny światowej w województwie olsztyńskim" mamy jeszcze inne tłumaczenie. Tam Rosjanie polegli z przykazania swoich władz w kolejnych walkach przeciwko zwycięzcom".

Rosjan pochowano na cmentarzu dla bezpaństwowców. Zachowały się na nim dwa groby z 1928 i 1929 roku i polski grób dziecka z okresu już powojennego

Jak wspomniałem rosyjski lotnik, niemieccy żołnierze i piekące chleb Warmianki zniknęli z ratusza w 1969 roku. W tym czasie zniszczono cztery olsztyńskie cmentarze: koło szpitala miejskiego, ewangelickie na Wojska Polskiego i przy Partyzantów i żydowski przy Zyndrama z Maszkowic.

Igor Hrywna