środa, 20 czerwca 2018. Imieniny Bogny, Rafaeli, Rafała

Podziel się:

Podziel się:

"Gienia, dziadek Eustachy i wiadro moroszki" - Dzień 65

Granie, zbieranie i polowanie :)

(28.09.2015, niedziela, 9:30, dwa dni przed powrotem)
Przegrałem! Przegrałem 2:1 choć w samej końcówce miałem jeszcze 100 procentową sytuację na doprowadzenie do remisu, a tym samym na dogrywkę, zabrakło mi jednak zimnej krwi. Aby zwyciężać, trzeba mieć mentalność zwycięzcy, której mi w tym meczu niestety zabrakło. Najchętniej zabrałbym Wieśka ze sobą do Polski żeby mieć z kim grać, bo gra się z nim bardzo przyjemnie z racji podobnych do moich umiejętności, przez co często wyniki aż do samego końca pozostają wielką niewiadomą. To znaczy z reguły wygrywa on, ale na ostatnie mecze udaje mi się na tyle zmobilizować, by te właśnie decydujące mecze wygrywać, co jest motorem napędowym na dzień kolejny. Bo jak to tak, żeby nie chcieć się odegrać?  Wiem, że mógłbym po powrocie do Polski dalej katować Fifę grając z Wiesiem przez Internet, ale możecie mi wierzyć, że żaden Internet nie jest w stanie oddać wam tego, co Wiesław wyczynia wczuwając się w swojego zawodnika, o czym opowiem wam nieco później. Andrzej zaoferował mi swoją pomoc przy zbieraniu borówki, pojedziemy w jedno z jego miejsc, zobaczę wreszcie przy pracy zawodowca. Po obiedzie wyskoczę jeszcze do sklepu po śledzie, ponoć bardzo smaczne, a skoro słyszałem to od Ewy i Wiesia, to coś w tym musi być. Zapowiada się piękny dzień, ostre słońce, błękitne niebo, mało chmur. Dobre światło do zdjęć, no ale ja mam pełną kartę, bo nie dałem już niestety w nocy rady. Zupka chińska zjedzona, jeszcze tylko kawa i w drogę, znaczy się dozbierać te brakujące kilogramy. Aha, człowiek którego wczoraj spotkałem nazywa się Asle Hjellbrekke, i brzmi to równie niesamowicie, co samo nasze wczorajsze spotkanie. Ale jest to fakt, naprawdę go spotkałem, wracającego 150 km do domu, z mokrą nogawką, Nikonem za pazuchą oraz żoną czekającą w aucie. Zastanawialiście się może kiedyś, na ile ludzie których spotykacie w swoim życiu na nie wpływają? Drugim pytaniem jest, ile jest w tym przypadku? Konkludując dalej można powiedzieć, że jeśli nie wierzycie w przypadek, to i siłą rzeczy poznanie kogoś musi mieć jakiś głębszy, ukryty sens. W innym przypadku, jak powiedział lis w jednym z filmów von Triera „wszystko jest chaosem”. Czy zatem w moim przypadku spotkanie pana Asle będzie miało jakikolwiek wpływ na moje dalsze życie, trudno powiedzieć, ale jest to na tyle sympatyczny gość, że wcale tego spotkania nie żałuję. A i pośmiałem się trochę, kiedy się wpakował do wody . A co się jeszcze tyczy zbierania po nocy, to warto mieć też na uwadze zwierzęta, z których to nie wszystkie przecież prowadzą nocny tryb życia, a te które tego nie robią, chciały by się najzwyczajniej w świecie wyspać. A ty nie widzisz wkładając łapę ze zbieraczką pod gałęzie, czy coś tam przypadkiem nie siedzi i nie użre cię w paluch. Nie widzisz też, czy coś nie siedzi również w szczelinach do których wpada twoja noga, a co również może cię w twój palec użreć, tym razem jednak w palec u nogi. No więc jak masz „szczęście” to czeka cię kumulacja  Za duże ryzyko, naprawdę. Zapowiada się kolejny, ładny dzień, tylko Corano gdzieś mi polazł, a mieliśmy jeszcze raz pyknąć w nogę przed moim wyjazdem po zaległą borówkę. Muszę się przecież odegrać! A może by tak zapolować też dziś na łosia? Trochę miejsca na karcie bym zrobił, pogoda jest, czas jest, chęci są, oprócz chęci mam jeszcze dwie parówki na wabia. Głupie by były jakby nie przyszły, chociaż same parówki do najsmaczniejszych nie należą. Pocieszne mają te pyski, a jak się widzi gdy niezgrabnie gramolą się na skałkę, to jest to zaiste widok który może rozczulić. Pif paf! W oddali rozlega się jeden po drugim huk wystrzałów, hałas, coś pędzi ku mnie dziko poprzez knieje. Łoś to pędzi, zipiąc przeraźliwie, nagle hamuje łapiąc z trudem powietrze. Stoję jak wryty, pierwszy raz widząc łosia w hełmie . – Mówiła że jest pełnoletnia! – krzyczy za siebie i po chwili dostrzega też mnie – naprawdę tak mówiła. Ale teścia to bym miał strasznie nerwowego – kręci głową. – Wiesz – próbuję mu delikatnie wytłumaczyć błędny tok rozumowania – to chyba się bardziej rozchodzi o rozpoczęcie sezonu polowań. – Hę? – zrobił minę totalnie zdziwionego łosia – to już? Aaa, jak tak to spoko – z wyraźną ulgą wypuścił powietrze. Ulga jednak nie trwała długo, bo tylko do momentu świstu śrutu tuż przy uchu. Mówię wam, „Matrix” to się chowa przy ekwilibrystycznych sztuczkach które wykonał łoś nim popędził w zarośla. I tyle go widzieli, oczywiście o robieniu zdjęć też nie mogło być już przecież mowy. A co do samej idei polowania, czy już nawet upraszczając temat do samych myśliwych, to zbytnio za nimi nie przepadam, a to z tej prostej przyczyny, że szanse obu stron nie są w żadnej mierze choćby zbliżone. Dajcie zwierzakom broń, hełmy, i zobaczymy kto jest większym twardzielem. Ale takie czajenie się na bezbronne istoty z nadzieją na odebranie im życia, tego zaakceptować nie potrafię, a nawet nie zamierzam. Opowiem wam teraz historię, która nie jest co prawda moja, lecz zasłyszana. Dzięki temu jest jednak duża szansa że wydarzyła się naprawdę . Szwecja, sezon w pełni, trwa pogoń za łosiem. Myśliwi nie dają za wygraną a łosiek wieje ile sił w nogach. Wpada na czyjeś podwórze, rozpaczliwie szuka ucieczki, ale w zasadzie zostaje przyparty do muru. Myśliwi napierają, celują, biedaczysko fajdoli w galoty. Palec nerwowo igra na spuście, oddech wstrzymany, wystarczy już tylko palcem wskazującym odebrać zwierzęciu to, co ma najcenniejsze. Nagle z chaty wybiega kobieta krzycząc na myśliwych, że nie pozwala na strzelanie na swojej posesji. A prawo rzecz święta. Myśliwi obeszli się z pyszna, a łoś przytrzymując w górze opadające od ciężaru gatki, strategicznie wycofał się na palcach do lasu. I w ten oto sposób, bohaterska Szwedka ocaliła łosia, aż się by chciało z wdzięczności ucałować ją w czoło, choć pojęcia nie mam kto to był. Jeśli któreś z was ją jednak zna, to ucałujcie ją proszę w moim imieniu. Rany, na dobrą sprawę to nie pamiętam nawet, kto mi tę historię opowiedział. A skoro już jesteśmy przy nie moich historiach, to bardzo ciekawa przydarzyła się kiedyś Zbyszkowi. Ilekroć ją sobie wizualizuję, nie mogę wprost powstrzymać się od śmiechu. Podążał sobie kiedyś radośnie z pełnym workiem runa leśnego na plecach, kiedy to nagle poczuł pukanie, dosłownie PUKANIE, i jest to słowo klucz które niezmiennie rozpala moją wyobraźnie doprowadzając do śmiechu. Zbyszek, zdziwiony z lekka ściąga worek na ziemię, otwiera i co się okazuje? W środku była żmija. Co w tym zabawnego zapytacie? No to wyobraźcie sobie teraz taką kompletnie zaskoczoną żmiję w worku, która orientuje się, że jej naturalne środowisko uległo zmianie i kompletnie nie wie gdzie się znajduje. Wie jednak, że chce się z tej sytuacji jak najszybciej wydostać. Widzę to, widzę jak końcówką ogona puka Zbyszka w plecy ze słowami – Excuse me! Czy byłby pan łaskaw na chwilę otworzyć worek? Znów puka go w plecy – naprawdę Sir. Mniemam, że zaszło tu drobne nieporozumienie. Hahaha, no nie mogę, a muszę się powstrzymywać bo nie jestem sam i dopiero mogę zostać wzięty za dziwaka, który sam się do siebie śmieje. A co się zaś tyczy bycia dziwakiem i polowania, to ja rozumiem, że są koła łowieckie. Że oni nie strzelają dla samej radości zabijania, a pełnią swą rolę w społeczeństwie, bo choćby usuwają szkodniki, czy regulują ilość zwierzyny w stadach. Czyli wszystko ok.? Nie, nie jest ok. To człowiek wkroczył do świata zwierząt, rozpoczął ekspansję, dostosowując świat do własnych wizji. Karczując lasy, wybijając zwierzynę, paląc i grabiąc. Jakoś bez ingerencji człowieka zwierzęta sobie przecież całkiem nieźle radziły. To trochę tak, jakby splądrować i spalić jakąś osadę, wybić niemal wszystkich jej mieszkańców, a następnie zreflektować się w ostatniej chwili i pozostałych przy życiu wziąć pod ochronę i otoczyć opieką. Coś wam to przypomina? Więc kiedy człowiek mówi o konieczności regulacji pogłowia zwierzyny, to robi to, bo nie wpisują się one w świat który stworzył. Natura upomina się jednak o swoje, a kataklizmy przybierają na sile.
Artykuł został umieszczony przez naszego użytkownika na jego profilu: Krzysiek Cegiełka
Oceń artykuł:

(0)