Quantcast

Sobota, 28 listopada 2020. Imieniny Jakuba, Stefana, Romy

Dominik Łuszczyński: Strachy są tylko w naszej głowie [ROZMOWA]

2020-10-03 17:10:23 (ost. akt: 2020-10-02 11:16:07)
Dominik Łuszczyński

Dominik Łuszczyński

Autor zdjęcia: Zbigniew Woźniak

Pochodzi z mrocznego Podkarpacia, ale od trzech lat mieszka w Olsztynie. Kiedy nie śpi, pisze horrory. Dominik Łuszczyński, młody pisarz, wydał właśnie „Strachociny. Strzeż się stracha”. Nam mówi, dlaczego warto od małego oswajać lęki.

— Czego najbardziej bał się pan, będąc małym chłopcem?
— Bałem się ciemności i oczywiście jednej z postaci z „Muminków” Tove Jansson, czyli Buki. Strachów i lęków było pewnie sporo więcej, jednak zdążyłem już wyrzucić je z pamięci. Mimo tego sam sięgałem po horrory dziecięce i powieści grozy. Dlaczego? Bo nutka dreszczyku wywołuje dość przyjemne emocje.
Pierwszymi opowieściami tego typu z którymi się zetknąłem były: „Duch na deskorolce” z serii „Szkoła przy cmentarzu” oraz „Klątwa z Przeszłości“ z serii „Gęsia Skórka“. Ta ostatnia była swego czasu bardzo popularna w Polsce. Te dwie książki wprowadziły mnie w świat horroru dla dzieci. W życiu dorosłym każdy człowiek czegoś się boi, ale te lęki teraz są bardziej racjonalne. Związane z pracą, z dzieckiem, z relacjami w rodzinie. Myślę, że moje teraźniejsze lęki czy obawy są uniwersalne, podobne do lęków większości ludzi.

— Teraz stanął pan po tej drugiej stronie i sam stworzył horror dla dzieci. Czego mały czytelnik może się bać w pana książce „Strachociny. Strzeż się stracha”? Oprócz stracha...
— Nie chcę za wiele zdradzać (śmiech). Ale w książce, jak i w całej serii, pojawiają się pewnego rodzaju sztandarowe motywy, których zasadniczo dzieci się boją. A więc mamy tu nagromadzenie potworów, stworów i innych postaci, którym towarzyszą dziwne i niewyjaśnione zjawiska.

— Ale po co właściwie dzieci mają się bać?
— Na dobrą sprawę w realnym życiu dzieci nigdy nie powinny się bać ani odczuwać jakichkolwiek lęków. Jednak dreszczyk emocji wywołany przez literaturę i związany z tym, że obcujemy z czymś nieznanym, z czymś, co przekracza nasze możliwości zrozumienia, jest w pewien sposób czymś zaspokajającym ciekawość odkrywania nowych odczuć.

— Horror spełnia jeszcze inne funkcje?
— Nie chodzi tylko o straszenie dzieci, wręcz przeciwnie. Chodzi o to, żeby ten młody czytelnik uświadomił sobie, że pewne strachy są tylko wytworem jego wyobraźni. I że można z nimi walczyć za pomocą zdrowego rozsądku. Jeśli chodzi o moje książki, to są one wielowątkowe: są motywy związane z przyjaźnią i rozwojem relacji międzyludzkich. Przecież powstają książki dla dzieci dwu- czy trzyletnich, które pokazują w sposób obrazkowy, że strachy są tylko w naszej głowie. Że nie ma czego się bać, bo te rzeczy, których dzieci na ogół się boją, związane są z niezrozumieniem czy niepoznaniem różnych aspektów życia.

— Do tej pory odbiorcami pańskich utworów były osoby dorosłe. Chociażby wydane niedawno „Chorały z pogranicza czasu”. Skąd pomysł, żeby tworzyć literaturę dziecięcą?
— Po moje utwory sięgały do tej pory osoby zainteresowane dość specyficzną, klasyczną formą literatury grozy. Napisanie „Strachocin” to pewnego rodzaju powrót do korzeni, do lat, kiedy sam odkrywałem świat książek. Chciałbym też zaprezentować czytelnikowi swoją wersję opowieści z dreszczykiem i wprowadzić młodego książkoluba na literacką drogę, która jest dość niedoceniana. Mam wrażenie, że horrory poszły w cień na rzecz powieści detektywistycznych czy przygodowych. Fakt, że w niektórych z nich również występują zjawiska paranormalne, np. popularnej serii „Nelly Rap” autorstwa Martina Widmarka. Niewiele jest natomiast ścisłych opowieści z dreszczykiem. Z dużych tytułów właściwie mamy „Stranger Things” na podstawie serialu o tym samym tytule.
Jestem też fanem filmu grozy. Prowadzę swój autorski cykl wyświetleń filmów grozy w Książnicy Polskiej: Vintage Horror Show, który cieszy się niemałą popularnością. Takim kinem zacząłem się interesować będąc nastolatkiem. Jeśli chodzi o literaturę dla dorosłych to moimi ulubionymi twórcami są: Edgar Allan Poe oraz Howard Phillips Lovecraf.

„Strachociny” mają być w zamierzeniu serią, więc opowieści skupionych wokół tego miasteczka będzie naprawdę sporo. Oficjalna premiera nastąpi 28 października. Ale wcześniej, bo z 16 na 17 października, czyli podczas Nocy Księgarń, będę prowadził dwie zabawy dla dzieciaków, w tym grę plenerową w strasznych klimatach horrorów.

— Czym pan się zajmuje, kiedy... nie straszy?
— Pracuję na stanowisku menedżera ds. marketingu i promocji sieci księgarskiej Książnica Polska. Całe życie zajmowałem się handlem.

— Czyli zero dreszczyku? Żadnego kościotrupa w tle tej historii...?
— Z wykształcenia jestem archeologiem. Pół roku spędziłem na badaniach między innymi na Ukrainie, w Czech oraz w Bułgarii. Kościotrupów może nie wykopałem, ale za to odnajdowałem starożytne cmentarzyska ciałopalne pełne urn.

Aleksandra Tchórzewska



Czytaj e-wydanie
Gazeta Olsztyńska zawsze pod ręką w Twoim smartfonie, tablecie i komputerze. Codzienne e-wydanie Gazety Olsztyńskiej, a w piątek z tygodnikiem lokalnym tylko 2,46 zł.

Kliknij w załączony PDF lub wejdź na stronę >>>kupgazete.pl

Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (1) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Olsztynianka #2980329 | 94.254.*.* 3 paź 2020 23:04

    Troszkę niepokoi to połączenie dzieci i horroru nawet w oprawie książkowej :) . Pewnych rzeczy się już potem nie da "odczytać" dziecku, które jednak nie zrozumie, że to tylko wytwór wyobraźni autora. Mimo wszystko życzę powodzenia.

    ! - + odpowiedz na ten komentarz