Niedziela, 5 lipca 2020. Imieniny Antoniego, Bartłomieja, Karoliny

Czy moja babcia i dziadek byli Warmiakami?

2020-05-03 11:06:23 (ost. akt: 2020-04-30 15:23:02)
Czy mieszkaniec przedwojennego Allenstein i dzisiejszego Olsztyna są Warmiakami?

Czy mieszkaniec przedwojennego Allenstein i dzisiejszego Olsztyna są Warmiakami?

Im młodsze pokolenie, tym identyfikacja z Warmią i z Mazurami jest silniejsza. Bo one nie kojarzą się im z zaszłościami historycznymi. Młodzi nie przywiązują wagi do jakiegoś momentu założycielskiego — przekonuje olsztyński socjolog.

Moja babcia po kądzieli urodziła się w Zalesiu na Wileńszczyźnie. Ponieważ pochodziła z rodziny na wskroś polskiej, już w ostatnich dniach II wojny światowej wiadomo było, że Zalesie trzeba jak najszybciej opuścić. I udać się na tzw. ziemie odzyskane.

Z kolei dziadek i wszyscy jego przodkowie pochodzili z Warszawy i okolic. W czasie wojny postanowił jednak walczyć — jak się okazało po 1945 r. — nie w tej armii, co trzeba. Ponieważ wojsko i mundur wielbił, uznał, że w powojennej zawierusze najlepiej będzie zmylić tropy w Olsztynie, który właśnie przestawał być Allensteinem i gdzie wszystko trzeba było tworzyć od zera, kolej też.

Czy moja babcia i dziadek byli Warmiakami? Jeśli nawet, to z pewnością nie z własnego wyboru. Babcia wciąż wspominała lata swojego dzieciństwa i młodości w Zalesiu, na Warmii żyjąc niejako z dnia na dzień, a dziadek wciąż tęsknił za Warszawą. I właściwie pół życia planował powrót do stolicy, tym bardziej że przywiązania do Warmii i Olsztyna kompletnie nie czuł. Niezmiennie nazywał ten region Prusami Wschodnimi, a jak był w nastroju szczególnie wisielczym — wręcz ziemiami krzyżackimi!

— Pierwsi powojenni mieszkańcy dzisiejszej Warmii i Mazur przyjechali z Wileńszczyzny, bo stamtąd ich wypędzili. Ukraińcy z południowo-wschodniej Polski, bo ich stamtąd wywieziono. Mieszkańcy północnego Mazowsza — za chlebem. Każdy trochę dlatego, że musiał — mówi dr hab. Jacek Poniedziałek, socjolog z Olsztyna.. — Pani dziadkowie znaleźli się tu podobnie...

A potem przyszłam na świat ja. Owszem, czuję się Warmianką, ale jaka — w kontekście poczucia tożsamości regionalnej — jest różnica między mną a kobietą, która przyszła na świat, powiedzmy w Guttstadt (dzisiejszym Dobrym Mieście) w roku 1924? A kto dziś czuje się Mazurem i czym różni się od Mazurów zamieszkujących Mazury przed wojną?

— Sama kategoria mazurskości powstała w XIX w. — tłumaczy dr Poniedziałek. — Gdy bowiem dotrzeć do materiałów historycznych, to ci tzw. Mazurzy samych siebie określali wtedy mianem Wschodnioprusaków i w większości mówili po polsku. Ale ideologia nacjonalizmu zaczęła tworzyć nowoczesne narody i trzeba było przyporządkować grupy z pogranicza, które nie mieściły się w żadnych kategoriach narodowych. Sami zainteresowani mieli dość swobodny stosunek do swojej przynależności narodowej. Wmówiono im więc, że są Prusakami, a potem Niemcami. My przekonywaliśmy ich natomiast, że skoro używają języka polskiego, muszą być Polakami. Tym bardziej że ich przodkowie pochodzili z Mazowsza. Sami Mazurzy mówili o sobie po prostu: tutejsi i na pytanie: skąd jesteście? — wszyscy odpowiadali: stąd. Ale jeśli co rusz przyjeżdżał do nich jakiś nowy badacz i określał ich mianem Mazurów, dochodzili do wniosku, że tymi Mazurami są, bo przecież mądrzy ludzie tak o nich mówią…

Przynależność do poszczególnych grup w przypadku Mazurów i Warmiaków wyznaczało przede wszystkim wyznanie. Warmiacy uważali się za Warmiaków, bo byli katolikami. W zderzeniu z religią kwestie etniczne lub językowe miały wręcz drugorzędne znaczenie. Taka ludność pogranicza jak w dawnych Prusach Wschodnich używała wielu języków, a to „przełączanie” się z jednego języka na drugi było automatyczne, instynktowne, podświadome. Natomiast religia to bardzo silny wyznacznik. O ile możemy przynależeć do kilku nacji i używać kilku języków nawet jako ojczystych — z wyznaniem taka „ekumenia” nie przejdzie: albo się jest katolikiem, albo luteraninem. No a w XIX w. na Warmii doszedł jeszcze czynnik etniczny. Z jednej strony nastąpiło wygenerowane przez nacjonalistów tzw. przebudzenie narodowe, a z drugiej — reakcja na germanizację i Kulturkampf Bismarcka. Warmiacy sami sobie uświadomili, że muszą być inni, skoro ktoś wytyka palcem ich polskie modlitwy.

— I tak te kategorie etnoregionalne powstały — dodaje dr Poniedziałek. — Narzucano je odgórnie, natomiast sama ludność nie bardzo dbała o swoją przynależność narodową i bardzo często przerzucała się z jednej identyfikacji na drugą. W mieście Mazur był Niemcem, u siebie Mazurem, a jak odwiedzili go ludzie z zaboru rosyjskiego — to był Polakiem. Co to za kłopot?! To dopiero silne nacjonalizmy polski i niemiecki zaczęły na nich wymuszać konieczność opowiedzenia się tylko po jednej ze stron. A ponieważ Niemcy, w przeciwieństwie do Polski, jako państwo istnieli, funkcjonowali i byli silni — Warmiakom i Mazurom bardziej opłacało się przynależeć do Niemców. Również dlatego, że opowiedzenie się po niemieckiej stronie bardzo często oznaczało po prostu awans społeczny — lepszą pracę i dostęp do wyższej cywilizacji. Widać zatem, że w zależności od etapu ta kategoria warmińskości i mazurskości była różnie konstruowana i narzucana. No i różna była jej recepcja.

A potem była wojna, która o ile nie zniszczyła, to przynajmniej odmieniła wiele spraw. Odwróciła porządek i stała się dla Warmii i Mazur swoistą cezurą.
— Po wojnie propaganda komunistyczna instrumentalnie wykorzystała warmińskość i mazurskość, do swoich celów — mówi dr Poniedziałek. — Jeśli coś odzyskujemy — to przecież to musiało wcześniej być nasze… Co w przypadku Mazur jest bardzo wątpliwe. Stąd komunistyczne władze w 1945 r. przeorganizowały tę mazurskość treściowo. I tak Mazur stał się tym uciskanym klasowo Polakiem, który całą wojnę siedział i z utęsknieniem wyglądał Armii Czerwonej i polskich władz, a z nimi narodowego i klasowego wyzwolenia. Jak przez sito przeleciały więc wszelkie cechy niemieckie, a zostało tylko to, co polskie. Zaczęły też powstawać zbiory baśni i legend mazurskich, a sama mazurskość miała stać się cepeliowską formą polskości. W ciągu 45 lat po wojnie ta forma ulegała zmianom, ale figura odzyskanego Warmiaka i Mazura cały czas gdzieś tam funkcjonowała. A jednocześnie proces włączania się ludności tzw. autochtonicznej przebiegał pod bardzo silną presją polonizacyjną. Albo zmuszano ich, by wyjechali do Niemiec.

Aż przyszedł rok 1989 i kategorię warmińskości i mazurskości znów trzeba było przedefiniować, a jednocześnie zastanowić się, do czego ona teraz ma służyć.
— Pojawiła się choćby strategia pierwotnościowa: nie może być Mazurem ten, kto nie urodził się z matki lub ojca Mazura — mówi dr Poniedziałek. — Jakby kategoria prawa krwi. Druga strategia polegała na zerwaniu z łatką nacjonalizmu: i polskiego, i niemieckiego — a powrót do korzeni. Zakorzeniamy Warmiaków i Mazurów najpierw w regionie, a następnie te dalsze korzenie osadzamy w źródłach kulturowych związanych z tą ziemią. Takie drzewo jest wtedy silniejsze. Cały pomysł opierał się też na tym, że czerpiemy z przeszłości różnych grup etnicznych, które przewinęły się przez te ziemie. Miał to być swoisty impregnat przeciw nacjonalizmom i dowód na to, że jednego prawdziwego Warmiaka lub Mazura po prostu nie ma — że wszyscy jesteśmy hybrydami. Od jakiegoś czasu funkcjonuje trzecia strategia — replika pomysłów komunistycznych przy wsparciu instytucjonalnym i duchowym obecnych władz. Polega ona na zerwaniu z różnorodnością kulturową i utrzymywaniu, że Warmia i Mazury są polskie, bo zawsze były. A dla mnie osobiście mieszkańcy Warmii i Mazur są tutaj trochę nie z własnej woli...

— Czym zatem jest dziś warmińskość?
— Naukowcy czy regionaliści mogą tworzyć różne figury, a ludzie i tak najczęściej wiedzą swoje. I muszą czuć, z czym konkretnie chcą się utożsamiać. I bardzo często są w tym bardzo rozumni. Zauważam, że im młodsze pokolenie, tym ta identyfikacja z Warmią i Mazurami jest silniejsza. Bo one nie kojarzą się z zaszłościami historycznymi — ale z tu i teraz. I można powiedzieć, że ci działacze autochtoni ponieśli niejaką porażkę, bo jeśli ktoś w czwartym pokoleniu urodził się na Warmii, nie można mu tej warmińskości odmówić. Młodzi nie przywiązują wagi do jakiegoś momentu założycielskiego, czym dodatkowo tę swoją identyfikację z Warmią lub Mazurami autentyzują.

Magdalena Maria Bukowiecka


Czytaj e-wydanie


Gazeta Olsztyńska zawsze pod ręką w Twoim smartfonie, tablecie i komputerze. Codzienne e-wydanie Gazety Olsztyńskiej, a w czwartek i piątek z tygodnikiem lokalnym tylko 2,46 zł.

Kliknij w załączony PDF lub wejdź na stronę >>>kupgazete.pl


W weekendowym (30 kwietnia - 3 maja) wydaniu m.in.


Wnuczka została naszą córką
Zostali rodzicami dla wnuczki, bo córka miała 15 lat, jak zaszła w ciążę. Nie potępili jej, tylko wychowali wnuczkę jak rodzoną córkę. — Może w pierwszej chwili człowiek jest w szoku, ale okazuje się, że to, co się stało, nadaje naszemu życiu sensu — mówią małżonkowie.

Warmia i Mazury liczą na polskiego turystę
Rząd ogłosił kolejny etap łagodzenia restrykcji związanych z koronawirusem. Po majówce mają zostać otwarte m.in. hotele i miejsca noclegowe. Na tę decyzję czekała branża turystyczna, która w wyniku obostrzeń stoi i krwawi.

Do więzienia nie szłam z myślą, że czeka na mnie bandyta
Mój pierwszy rozmówca w więzieniu był przystojnym mężczyzną z modną fryzurą. Usiadł przede mną, ułożył palce w piramidkę i mówił z taką dykcją, jakby był prezenterem „Faktów" — mówi Nina Olszewska, autorka książki „Pudło. Opowieści z polskich więzień”.

Chcę być blisko ze wszystkimi, więc wróciłam na Mazury
Po siedmiu latach spędzonych w Nowej Zelandii Joanna Miller wróciła na dłuższą „chwilę” do Ostródy. Od najbliższej rodziny, męża i dwóch synów, dzielą ją tysiące kilometrów, więc spotykają się co tydzień w sobotę, żeby porozmawiać w internetowym Zoom Meetings.


Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (14) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Tutejszy #2916440 | 82.139.*.* 5 maj 2020 21:27

    Opisana w artykule postawa przedwojennych mieszkańców tych terenów najlepiej pokazuje, że jako zwykli ludzi byli o stokroć mądrzejsi od ówcześnie rządzących nimi polityków (zarówno polskich, jak i niemieckich), ponieważ określenie "być tutejszym" doskonale ukazuje prostotę życia tu i teraz, bez sztucznych podziałów. Kilku urzędników na wysokich stołkach uznało, że ten kawałek ziemi zamieszkują "iksowie", a tamten "igrekowie". Natworzyli sztucznych podziałów, chyba tylko po to, aby na pokaz nie wyjść na bezkształtną masę państwową, którą i tak gruncie rzeczy są. Wystarczy spojrzeć na obecne mapy wewnątrz-migracyjne, aby zobaczyć, że rodzin mieszkających w jednym miejscu z dziada pradziada jest jak na lekarstwo. Większość ludzi, co kilka pokoleń, przenosi się do innych regionów kraju. A nazwy regionalne przydają się obecnie już tylko celom turystycznym. Jesteśmy Polakami i to jest najważniejsze. Kto wie czy za 100 lat znowu ktoś nam granic nie przesunie i nie wylądujemy nad Morzem Czarnym. Czy wtedy też jakieś "mądre głowy" nakażą nam się odtąd nazywać "Czarnomorzaninami" lub "Krymianinami"? Czy nie lepiej wówczas jednak nazwać się ponownie "tutejszymi", jak już kiedyś mądrze prości ludzie sami się określali. Pozdrawiam wszystkich.

    Ocena komentarza: warty uwagi (13) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. Warmiak katolik z korzeniami rodzinnymi od XV #2915683 | 78.35.*.* 4 maj 2020 16:34

    Olsztyn i okolice to po 1945-tym miasto ruskich i polskiej prymitywnej komuny, po prostu upadek i brak tolerancji wobec innych, tutejszych.... i tak jest niestety nadal, bo tak wychowujecie swoich...

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. Henryk #2915399 | 31.0.*.* 4 maj 2020 07:52

    Polecam książkę Wieczny Początek Beaty Szady.

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  4. Warmiak #2915366 | 217.138.*.* 4 maj 2020 00:40

    No jasne że nie byli! Byli kurpiami, zabugowcami i kim tam jeszcze. Ani oni ani wy nie rozumiecie naszego regionu i próbujecie z nas zrobić warszawiaków zapominając że wszyscy mówili po niemiecku a niektórzy dodatkowo po warmińsku i zawsze nam bliżej było do Berlina czy już nawet Poznania niż do Wilna. Byliście i zostaniecie tutaj zawsze obcy i niechciani! Obcy u nas!

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)

    1. zniesmaczony #2915358 | 81.190.*.* 3 maj 2020 23:14

      powojenny napływ zniszczył tę piękną krainę

      Ocena komentarza: poniżej poziomu (-3) ! - + odpowiedz na ten komentarz

    Pokaż wszystkie komentarze (14)