Quantcast

Sobota, 26 września 2020. Imieniny Cypriana, Justyny, Łucji

Pierwsze takie bliźniaki w Polsce

2020-04-03 13:59:00 (ost. akt: 2020-04-03 14:12:08)
Pani Monika i jej córki czują się dobrze. To pierwsze takie bliźniaczki w Polsce.

Pani Monika i jej córki czują się dobrze. To pierwsze takie bliźniaczki w Polsce.

Autor zdjęcia: Miejski Szpital Zespolony w Olsztynie

W Klinice Ginekologii, Ginekologii Onkologicznej i Położnictwa MSZ w Olsztynie przyszły na świat bliźnięta z cięcia cesarskiego przeprowadzonego metodą FAUCS. To pierwszy tego typu zabieg w Polsce. O tej innowacyjnej metodzie rozmawiamy z prof. Marcinem Jóźwikiem.

— Pacjentki często mówią, że w dobie epidemii trochę się boją. Zwłaszcza że nie ma porodów rodzinnych. Czy w tym przypadku też były takie obawy? Zarówno ze strony pacjentki, jak i personelu?

— Stosujemy ogólnie przyjęte zasady epidemiczne. Ograniczyliśmy kontakt z osobami z zewnątrz, nie ma też porodów z partnerem, żeby zapewnić pacjentce, ale też tym pacjentkom, które urodziły wcześniej, maksymalny komfort i zabezpieczenie przeciw przenoszeniu zakażenia. Pacjentka w ciąży bliźniaczej zawsze obarczona jest większym ryzykiem, że coś może się wydarzyć. Te ciąże często kończone są wcześniej, żeby zapobiec ewentualnym powikłaniom. Dlatego zawsze są wyzwaniem dla lekarzy, a powodują też niepokój u ciężarnych. Ale jeśli są w oddziale dedykowanym do odpowiedniego stopnia opieki, a Szpital Miejski w Olsztynie posiada drugi stopień opieki okołoporodowej, to zapewnia to dużą dozę bezpieczeństwa. Poród pani Moniki przewidziano do zakończenia cięciem cesarskim i zaproponowaliśmy innowacyjną metodę cięciem FAUCS. Pacjentka chętnie wyraziła zgodę, bo wiąże się z mniejszymi dolegliwościami pooperacyjnymi.

— Na czym polega metoda FAUCS?

— Opracowali ją położnicy francuscy i izraelscy. Jest proponowana do porodów nienagłych, czyli nie w przypadku, gdy trzeba wydobyć noworodka spod stanu zagrożenia. Występuje w tej metodzie inne nacięcie powłok brzusznych. O ile skórę nacinany poprzecznie, jak przy tradycyjnym cięciu cesarskim, o tyle powięź mięśnia nacinamy podłużnie. Dlatego występuje mało dolegliwości bólowych po porodzie. Poza tym pacjentka współuczestniczy w porodzie. Pod kontrolą położnej i lekarza wywiera skurcze parte, żeby urodzić dziecko. Co więcej, cięcie jest wykonane tak, że pacjentka, bezpośrednio po porodzie, czyli po około dwóch godzinach, może wstawać, chodzić, jeść, opiekować się dzieckiem i nie ma założonego cewnika. To duża różnica z korzyścią dla pacjentki względem tradycyjnego cięcia. Ale sam przebieg operacyjny jest nieco dłuższy i bardziej wymagający wobec operatora.

— To znaczy?

— Ten sposób jest dużo bardziej delikatny wobec tkanek, więc pacjentka czuje się lepiej, szybciej dochodzi do siebie. Dzieci nie przebywają tak długo pod opieką pediatrów, a kontakt z mamą jest przyspieszony. Tak, jak przy zwykłym porodzie. Ponadto pacjentka, która szybko się uruchamia, ma niższe ryzyko zakrzepicy. Trudność dla operatora polega jednak na tym, że cięcie jest w innym miejscu, nie pośrodku, a nieco wyżej. Dlatego metoda jest przeznaczona do wykonywania przez doświadczonych operatorów.

— Czemu przeprowadzamy tak mało tego typu zabiegów?

— Trzeba podkreślić, że francuscy lekarze, którzy tę metodę wprowadzili i propagują, zostali zaproszeni do Olsztyna z inicjatywy dr. Marka Gowkielewicza ze Szpitala Wojewódzkiego. Olsztyn jest pierwszym miastem w Polsce, który wykonano takie operacje. W Szpitalu Miejskim w Olsztynie wykonaliśmy już wcześniej dwa takie cięcia, ale to jest pierwszy raz, gdy zrobiliśmy to w przypadku bliźniąt. Cieszę się, że ta metoda dotarła do Polski. Jest warta rozważenia. Może nie dla wszystkich pacjentek, ale dla wielu z nich może to być dobra alternatywa, która oszczędzi im bólu i cierpienia. To całkowita nowość, więc jeszcze nie jest w Polsce rozpowszechniona.

— Jak się czują dzieci?

— Dziewczynki czują się bardzo dobrze. Urodziły się z dobrą punktacją w skali Apgar. Są pod kontrolą neonatologów, a z ich dobrego samopoczucia zadowolona jest ich mama. Może też karmić. 

— Czy pacjentka miała jakieś wątpliwości przed zastosowaniem tej metody?

— Była spokojna, choć decyzję podjęliśmy dosyć szybko. Myślę, że gdyby miała więcej czasu na zastanowienie się, to może miałaby więcej pytań (śmiech). Cieszę się, że możemy tę informację rozpowszechnić, bo przekazując, że takie cięcia są dostępne w Szpitalu Miejskim w Olsztynie, skracamy drogę poszukiwań na ten temat. Chętnie zaproponujemy takie cięcie wtedy, gdy tylko pozwoli na to stan ciężarnej i płodu.

Paweł Jaszczanin



Czytaj e-wydanie
Gazeta Olsztyńska zawsze pod ręką w Twoim smartfonie, tablecie i komputerze. Codzienne e-wydanie Gazety Olsztyńskiej, a w czwartek i piątek z tygodnikiem lokalnym tylko 2,46 zł.

Kliknij w załączony PDF lub wejdź na stronę >>>kupgazete.pl


W piątkowym (3 kwietnia) wydaniu m.in.


Paweł i Michalina podczas nauki w domu. Nie zawsze są pełni zapału do pracy.Zupa na gazie i szczypta matmy
Koronawirus zamknął w domach dzieci, a wraz z nimi sporą grupę rodziców. Część mam i ojców mogła skorzystać z urlopów opiekuńczych, część natomiast pracuje zdalnie. Czyli pracują, uczą matematyki i... jednocześnie gotują zupę. Jak nie zwariować w tym czasie?

Głosowanie kopertowe?
Politycy PiS przygotowali projekt w sprawie głosowania korespondencyjnego. Jeżeli zostanie przyjęty, to wybory prezydenckie odbędą się bez potrzeby wychodzenia do lokali wyborczych.

Żyjemy z tym już miesiąc
Tak, to już miesiąc. 4 marca minister zdrowia Łukasz Szumowski powiedział nam to, czego się obawialiśmy, choć nie potrafiliśmy jeszcze wtedy tego zrozumieć, jak bardzo to coś zmieni nasze życie. Tego dnia dowiedzieliśmy się, że w Polsce mamy pierwszego chorego z koronawirusem. Dzisiaj jest ich już ponad dwa tysiące. I, jak powiedział kilka dni temu minister — to nie tylko nie jest początek końca epidemii, ale to nie jest nawet koniec jej początku.


Polub nas na Facebooku:

Źródło: Gazeta Olsztyńska

Zobacz także