Wtorek, 7 kwietnia 2020. Imieniny Donata, Herminy, Rufina

Profesor Mariusz Rutkowski: Niewykluczone, że literackiego Nobla dostanie kiedyś jakiś twórczy algorytm

2020-02-18 12:01:51 (ost. akt: 2020-02-18 18:55:57)

Autor zdjęcia: Przemysław Getka

Profesor Mariusz Rutkowski mówi o sobie, że jest życzliwym obserwatorem zmian zachodzących w języku polskim. Stawia jednak wyraźną granicę. I zapewnia, że w obronie ogonków nad literkami mógłby się nawet... „Rejtanem rzucić”.

Zobacz także: Poloniści z UWM uczczą Dzień Języka Ojczystego Poloniści z UWM uczczą Dzień Języka Ojczystego 26 lutego w budynku Wydziału Humanistycznego UWM przy ul. Obitza 1 (Aula Teatralna) obchodzony będzie Dzień Języka Ojczystego. Jego organizatorami są Katedra...

— Panie profesorze, niedawno rozstał się pan z gabinetem dyrektora Instytutu Polonistyki i Logopedii, żeby stanąć przed kolejnym zadaniem. Jest pan teraz szefem Instytutu Językoznawstwa...
— To zmiana w dużym stopniu wymuszona przez nową ustawę o szkolnictwie wyższym, która przewiduje ocenę poszczególnych dyscyplin naukowych, a nie jak do tej pory — całych wydziałów. Uniwersytet dostosował się do tego, tworząc instytuty zajmujące się jedną dyscypliną naukową, a dotychczasową polonistykę tworzyli pospołu literaturoznawcy i językoznawcy. Stąd podział starego instytutu. Ja będę czuwał nad jakością badań naukowych w zakresie językoznawstwa. Chciałbym, mimo wielu zastrzeżeń, patrzeć na tę zmianę pozytywnie. Są podstawy, żeby sądzić, że w obecnej formie łatwiej będzie prowadzić spójną strategię rozwoju naukowego.

— To nie jedyne nowe stanowisko w pańskim CV. Od niemal roku jest pan członkiem Rady Języka Polskiego PAN. To nie tylko duże wyróżnienie, ale i szansa. Ma pan realny wpływ na to, co będzie uznawane za poprawne. Czy pana zdaniem czekają nas jakieś rewolucyjne zmiany w ortografii? Są tacy, którzy nie mogą doczekać się chwili, w której z języka polskiego znikną np. „ó”, „ch” czy „rz”. Jest na to jakakolwiek szansa?

— Można żartobliwie zapytać, dlaczego zniknąć miałyby właśnie „ó”, „rz” i „ch”, a nie „u”, „ż” i „h”? Pamiętajmy, że wszystkie te „trudne” litery mają swoje uzasadnienie historyczne. Język oczywiście zmienia się, ale jako system jest on w znacznym stopniu zachowawczy, właśnie po to, aby zapewnić ciągłość i więź komunikacyjną.
Rada Języka Polskiego stoi — mówiąc nieco patetycznie — na straży czystości i poprawności, wyznacza pewne wzorce, propaguje dobre praktyki, ale też reaguje na zmiany i komunikacyjne potrzeby społeczne. Ostatnio na przykład wydała pozytywną opinię na temat akceptowalności żeńskich form zawodów i stanowisk. Nawet jednak RJP nie ma ani siły, ani powinności, by cokolwiek w języku narzucać czy regulować siłowo. Język polski jest „własnością” wszystkich Polaków i to my wszyscy decydujemy, w jakim kierunku będzie się on zmieniał. Bo że będzie, to pewne.
O los polskich znaków diakrytycznych, tych wszystkich kresek, ogonków pod literami i kropek nad nimi jestem jednak spokojny, bo spełniają one ważną rolę właśnie w sensie podtrzymywania tradycji i samej logiki systemu językowego. Proszę zresztą sięgnąć choćby po teksty futurystów międzywojennych i sprawdzić, czy zapis „uproszczony” jest rzeczywiście taki łatwy i atrakcyjny. Weźmy taki „Nuż w bżuhu” chociażby… Brrr, aż ciarki przechodzą.

— Czyli, jak rozumiem, na rewolucję zgody nie ma. A co z ewolucją? Jest pan językowym „konserwatystą” czy raczej ze spokojem dopuszcza pan do zmian w słownikach?
— Ja bym się określił jako ciekawy tych zmian obserwator, raczej życzliwy niż wygrażający palcem. Oczywiście w pewnych granicach: w obronie „ó” bym się Rejtanem rzucił…

— Są i takie zmiany, na które użytkownicy języka czekają ze szczególnym utęsknieniem. Myślę o języku urzędowym, którym się pan także zajmował. Kiedy dostajemy list z urzędu, często mamy wrażenie, że ma on niewiele wspólnego z językiem polskim.
— To prawda, język urzędowy to szczególna odmiana, przeradzająca się niekiedy w niezrozumiały żargon. Ta niezrozumiałość czemuś służy: z moich badań wynika, że przede wszystkim odtwarzaniu władzy urzędnika nad klientem. Zmienia się jednak sporo, m.in. propagowana jest prosta odmiana polszczyzny w komunikacji publicznej, wdraża to np. ZUS. Sam zajmuję się na bazie swoich badań szkoleniami dla sędziów i urzędników, aby próbowali mówić i pisać do ludzi nieco inaczej, prościej. We współpracy z lubelskim środowiskiem sędziowskim opracowujemy obecnie podręcznik pisania prostszych, bardziej zrozumiałych uzasadnień wyroków. Takich, które mógłby zrozumieć każdy podsądny bez konieczności ich tłumaczenia przez adwokata.

— Badania, którymi zajmował się pan w przeszłości, dotyczyły m.in. nazw związanych ze wspinaczką czy muzyką. Czy dobrze przypuszczam, że łączy pan swoje zainteresowania językoznawcze z tymi, które nie są związane z pana pracą?
— To dawne dzieje, choć wciąż na ogół staram się zajmować tym, co mnie autentycznie ciekawi. Ostatnio opisywałem strukturę rozmowy urzędowej, a w tej chwili kończę współautorską książkę o nowej metodzie opisu nazw w dyskursie publicznym. Pokazujemy w niej, jak nazwy działają w komunikacji, np. czym różni się użycie nazw Jan Paweł II i Karol Wojtyła, jakie sensy kryją się (i dla kogo) za Smoleńskiem, jakie znaczenia ukrywa twarz, i nie tylko twarz, Kim Kardashian. Książka ukaże się w tym półroczu w Krakowie, myślimy też o jej angielskim wydaniu.


— Interesuje pana nie tylko teoria, ale i praktyka. Pogotowie Językowe, którego jest pan członkiem, cieszy się zainteresowaniem osób zmagających się z poprawnością. Zespół jest zgodny w swoich poradach? A może zdarza się państwu spierać o odpowiedzi?
— Nie spieramy się w zespole, raczej wzajemnie szanujemy nasze (nie zawsze jednomyślne) wyjaśnienia. A pytania bywają naprawdę zaskakujące. Sporo zastanowienia wymagało rozstrzygnięcie, jak się pisze: „wołowina wolno gotowana” czy „wolnogotowana” (odsyłam na stronę pogotowia). Z niektórymi zaś w ogóle sobie nie poradziłem, np. na moim dyżurze ktoś zapytał o akceptowalność połączeń „dostać okres” i „dostać menstruację”. Poddałem się i poprosiłem o pomoc koleżanki z pogotowia.

— O „okresie” kiedyś mówiono tylko w prywatnych rozmowach. Teraz pozwalamy sobie na więcej. Język debaty publicznej to coś, co powinno nas martwic? Czy rzeczywiście jest coraz gorzej?

— Jest to chyba oczywiste dla każdego, kto choć trochę obserwuje polszczyznę publiczną. Jedno zjawisko widziałbym tu jako nadrzędne, a mianowicie zacieranie granicy między mówieniem prywatnym a publicznym.
Obecnie w przestrzeni publicznej mamy w zasadzie pełen obraz niedbałości i niechlujstwa, typowy dla języka prywatnego, włącznie z wulgaryzmami. Takie upublicznianie czy wręcz ekshibicjonizm to jednak cecha całej współczesnej kultury. Język również poddaje się temu trendowi, a media, zwłaszcza internet wręcz się nim karmią.

— Wspomniał pan o internecie. Jak zmienia się językoznawstwo pod wpływem technologii? A może i językoznawstwo zmienia w jakiś sposób sztuczną inteligencję?
— Język jest narzędziem komunikacji, także z maszynami. One już do nas mówią, np. gdy kierujemy samochodem z nawigacją, wysyłają też komunikaty pisane. Większość z tych komunikatów jest na razie programowana przez ludzi, choć pojawiają się już formy twórczości literackiej autorstwa komputerów.

Niewykluczone więc, że literackiego Nobla dostanie kiedyś jakiś twórczy algorytm.

Język komunikacji między nami a maszynami jest na razie ludzkim wytworem, ale niewykluczone, że nasze praprawnuki będą musiały się uczyć „komputerowego”, a języki „ludzkie” będą przechowywane w postaci nagrań w jakimś muzeum, do którego w Dniu Języka Ojczystego wstęp będzie bezpłatny.


Więcej informacji o naszym uniwersytecie: >>> kliknij tutaj.

http://www.uwm.edu.pl/sites/default/files/uploads/logotypy-uwm/uwm_logo1.png


Czytaj e-wydanie
Gazeta Olsztyńska zawsze pod ręką w Twoim smartfonie, tablecie i komputerze. Roczna prenumerata e-wydania Gazety Olsztyńskiej i tygodnika lokalnego tylko 199 zł.

Kliknij w załączony PDF lub wejdź na stronę >>>kupgazete.pl


Daria Bruszewska-Przytuła

Polub nas na Facebooku:

Zobacz także