Sobota, 29 lutego 2020. Imieniny Lecha, Lutomira

Przyjaciel chciał mnie zabić

2020-01-19 16:01:58 (ost. akt: 2020-01-17 15:21:48)
Zdjęcie jest tylko ilustracją do tekstu

Zdjęcie jest tylko ilustracją do tekstu

Autor zdjęcia: pixabay

To nie scenariusz filmowy, to historia, która zdarzyła się naprawdę. Jej bohater mógł stracić życie. Wyrok na niego wydał... przyjaciel. — Miałem takie lęki, że nie mogłem normalnie oddychać — mówi bohater tej ciemnej opowieści.

Kiedy Andrzej* jedzie autem, czasem się za siebie z lękiem obejrzy. Lęk pozostanie na zawsze, choć od koszmarnych wydarzeń minęły miesiące. Na szczęście ma wsparcie bliskich osób, które nie pozwolą mu się załamać.

Bohater tej historii z zawodu jest tapicerem. Ale w zawodzie nie pracuje, ma głowę do interesów. Z powodzeniem prowadził biznes taksówkarski. Teraz, ze względów formalnych biznes przejęła jego partnerka. Ma 46 lat i i poważniej myśli o życiu, niż kiedyś. Za młodu popełnił kilka głupstw. Nie zaprzecza, że święty nie był. Musiał odsiedzieć trzy lata więzienia za skup papierosów z przemytu. Prawo złamał prawie 15 lat temu. Jednak sąd się po niego upomniał po latach. Jak mówi, w tym czasie przeszedł 17 operacji, miał bardzo poważne problemy ze zdrowiem.

Kiedy dowiedział się, że musi iść do zakładu karnego, nie buntował się. Do olsztyńskiego aresztu stawił się sam. Bliscy tłumaczyli mu, że odsiedzi swoje i przynajmniej będzie miał z głowy. Kiedy zamykały się za nim drzwi do więzienia, był na bardzo dobrym etapie życia. Prowadził swój biznes taksówkarski, był w nowym szczęśliwym związku, miał dwóch synów z byłą żoną. — Mimo rozwodu z żoną, mieliśmy świetne, przyjacielskie relacje. Żona wyprowadziła się, a mój ukochany młodszy syn chciał zostać ze mną, bo miał tu kolegów, szkołę — głos więźnie Andrzejowi w gardle. — Moje oczko w głowie...

Już go nie ma, zginął w wypadku samochodowym. Andrzej dowiedział się o tym będąc w celi. Miał ochotę uderzać głową w kratę. Na pogrzeb dostał przepustkę. Wracał z niego na kolanach. Z rozpaczy nie miał siły iść.

Jego powiernikiem w trudnych chwilach stał się strażnik więzienny R. Zaczęli dużo rozmawiać. Andrzej chciał jak najwięcej się dowiedzieć o wypadku, a szwagier strażnika akurat pracował w straży pożarnej. Załamany ojciec opowiedział mu o szczegółach tragedii. Strażnik pocieszał Andrzeja i wydawać by się mogło, że nawiązała się między nimi nić przyjaźni. Zaczęli rozmawiać o wielu sprawach.

R. dowiedział się, że pan Andrzej prowadzi taksówkarski biznes. Żalił się, że pieniądze ze służby nie wystarczają mu na godne życie, że nie ma popłaconych rachunków za prąd, że wisi na nim kredyt. Wiadomo, w domu żona, dwójka dzieci. Andrzejowi zaczęło być go szkoda. W czasie jego odsiadki biznesem zarządzała ówczesna partnerka. Andrzej zadzwonił do niej, poprosił, żeby przyjęła R. do pracy. W te dni, kiedy odbierał wolne za dyżury, mógł akurat pojeździć na taryfie i dorobić parę groszy. Starszy syn, kiedy przychodził na widzenia, ostrzegał ojca przed strażnikiem. Ale ten nie brał tego do głowy. Cieszył się, że ma takiego dobrego kolegę. Na drugiej przepustce dowiedział się, że jego partnerka zdradza go.... właśnie z R. Ziemia usunęła mu się spod nóg.

Partnerka przyznała się do zdrady, ale nie powiedziała z kim ma romans. Płakała, tłumaczyła, że postąpiła źle. Andrzej w ciągu kilku minut zabrał swoje rzeczy i przeniósł do mieszkania starszego syna. Po przepustce wrócił do zakładu karnego. Udawał, że nic nie wie. — Gryzłem to wszystko w sobie — opowiada. — A strażnik dalej pracował na moich taksówkach.

Na kolejnej przepustce R. zaprosił do siebie Andrzeja, który przy jego żonie ostrzegł go, że jeśli dowie się, że łączy go coś z jego partnerką, będzie awantura. Andrzej wiedział, że partnerka nadal pozostawała w kontakcie z R. Zostawił jej auta, nie chciał niczego z wyjątkiem spokoju. Po przepustce wrócił za kraty. Wtedy miał usłyszeń groźbę z ust strażnika. — Poukładać ci życie w więzieniu?

Potem jego życie zamieniło się w koszmar. Nagle zniknęło prawo do przepustek. Pan Andrzej najbardziej bał się, strażnik do celi podrzuci mu narkotyki. Wtedy byłby bez szans.

Potem pan Andrzej miał zostać przewieziony do innego zakładu karnego. — Wszystko działo się w nocy. Nikt nie wiedział gdzie przebywam, nawet moja matka — opowiada.

Jak mówi, zabrano mu wszystkie przywileje. W olsztyńskim więzieniu bardzo lubił pracę na magazynie. Ze względów zdrowotnych nic nie dźwigał, zajmował się sprawami papierkowymi. Okazało się, że teraz pracować nie może. Nie może też mieć czajnika ani telewizora. — Jak chciałem zaparzyć sobie kawę, trzymałem fusy w rękach i lałem wodę z kranu — opowiada. — Potem trafiłem do kolejnego zakładu karnego.

Twierdzi, że wszystko to działo się dlatego, że strażnik mścił się na nim za to, że kiedy o jego romansie z żoną Andrzeja dowiedziała się żona, odeszła...

Andrzej starał się o warunkowe zwolnienie. Nie udzielono mu go. Mijał czas i mężczyzna w sądzie białostockim wreszcie uzyskał decyzję o zwolnieniu.

Był w szoku, kiedy dowiedział się, że strażnik pracuje jakby nigdy nic. Miał dostać naganę, ale szybko wrócił do obowiązków. — Dostałem telefon z prokuratury. Dowiedziałem się, że R. namawiał dwóch osadzonych z długimi wyrokami, żeby mnie zabili. Miał też wnosić narkotyki. Usłyszałem, że dostanę ochronę, mam zmienić imię i nazwisko i wyjechać z kraju. Nie chciałem tego robić. Byłem już w nowym związku z kobietą, która ma 8- letniego synka. Tu chcieliśmy żyć. Zrzekłem się ochrony — twierdzi.

Odezwała się depresja po stracie syna. Zaczęła się mieszać z lękiem o życie. — Bałem się wszystkiego — opowiada. — Kąpiel, przejście przez pasy: wszystkie proste czynności przerastały mnie. Pomogła mi psycholog.

Dziś stara się układać życie na nowo. Z obecną ukochaną chce wbudować dom. O strażniku woli nie myśleć.

Jakie są losy R.?
— W śledztwie prowadzonym przez tutejszą prokuraturę jest podejrzanym, wobec którego sąd zastosował tymczasowe aresztowanie — poinformował nas Krzysztof Stodolny, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Olsztynie. +

Strażnik jest podejrzany o podżeganie do dokonania zabójstwa oraz nadużycie uprawnień.

at

*Imię bohatera zostało zmienione, a strażnika nazwaliśmy R.


Czytaj e-wydanie
Gazeta Olsztyńska zawsze pod ręką w Twoim smartfonie, tablecie i komputerze. Roczna prenumerata e-wydania Gazety Olsztyńskiej i tygodnika lokalnego tylko 199 zł.

Kliknij w załączony PDF lub wejdź na stronę >>>kupgazete.pl

Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (1) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Ola #2852056 | 188.146.*.* 19 sty 2020 21:23

    Znam Lukasza jego rodzine ,rodziców ciężko mi w to wszystko uwiezyc

    ! - + odpowiedz na ten komentarz