Niedziela, 5 kwietnia 2020. Imieniny Ireny, Kleofasa, Wincentego

Męski punkt widzenia. Komandos z dwiema gwiazdkami

2019-12-14 13:22:00 (ost. akt: 2019-12-15 08:26:23)

Autor zdjęcia: Arch. prywatne

Trzeba być twardzielem, żeby przebiec maraton. A co dopiero powiedzieć, kiedy przychodzi biec z dziesięcioma kilogramami kociego żwirku na plecach? Z podporucznikiem Straży Granicznej Piotrem Kalinowskim rozmawia Andrzej Mielnicki.

— W tegorocznym XVI Maratonie Komandosa w Lublińcu okazał się pan najszybszy wśród startujących tam funkcjonariuszy Straży Granicznej. Taki z pana twardziel?
— Czy twardziel? Nie, po prostu lubię sobie stawiać wyzwania. I dążyć do celu. To był mój już trzeci start w tym maratonie i jak do tej pory najlepszy.

— Gratuluję, ale przyzna pan, że trzeba być twardzielem, żeby przebiec 42 kilometry i to z 10-kilogarmowym obciążeniem na plecach? Można paść na zawał.
— Na pewno jest to wyzwanie, jest to obciążenie, ale trzeba się też do takiego startu odpowiednio przygotować. Odpowiednio wcześniej zacząć treningi. W takich biegach dużą rolę odgrywa psychika, może nawet większą niż samo przygotowanie fizyczne. Bo jeśli organizm mówi, że mam już dosyć, już nie chce, to mimo wszystko głowa podpowiada: dasz radę. I to jest taka walka podczas biegu: dasz radę czy nie dasz.

— Ale to jest maraton inny od wszystkich, chociażby nie biegniecie w szortach i adidasach, a w pełnym umundurowaniu.
— Na pewno mundur polowy, buty wojskowe, gdzie regulamin maratonu określa, że cholewki muszą mieć co najmniej 18 centymetrów wysokości, jest to spore utrudnienie. Przed biegiem zresztą sędziowie dokładnie sprawdzają ubiór, jak coś jest nie tak, to trzeba to poprawić.

— Chyba jednak największym wyzwaniem jest ten 10-kilogarmowy plecak, który dźwigacie na plecach podczas biegu. Co jest w środku cegły, hantle?
— Ja mam w plecaku żwirek dla kota.

— Rozumiem, że jest pan miłośnikiem kotów?
— Nie dlatego. Żwirek jest elastyczny, fajnie dopasowuje się do kształtu pleców podczas biegu. Nie powoduje obtarć, choć są zawodnicy, którzy mają w plecakach rzeczywiście ciężarki z siłowni. Inni znowu stawiają na książki i czasopisma owinięte w folię. Nieważne, kto co ma w plecaku, ale plecak musi ważyć minimum 10 kilogramów. Zarówno na starcie, jak i na mecie, plecak jest ważony.

— No tak, to nie da się odchudzić nieco plecaka po drodze. Czy jest jakiś limit czasu, w którym trzeba przebiec Maraton Komandosa?
— Siedem godzin, z tym że na półmetku to musi być 3 godziny i 20 minut. I zwykle zawodnicy mieszczą się w tych limitach.



— To nie jest zwykły maraton, to bieg dla żołnierzy, funkcjonariuszy służb mundurowych.
— Dokładnie tak, ale startują też cywile, którzy lubią takie wyzwania.

— Powiedział pan, że liczy się psychika, ale też ważna jest kondycja. Jak pan przygotowuje się do takiego maratonu? Jak wygląda pana trening?
— Biegam, chodzę na siłownię. Ponadto jestem członkiem bartoszyckiej grupy biegowej i zawsze we czwartki spotykamy się na stadionie miejskim w Bartoszycach. Naszym terenem jest Mirosław Figat. Maraton Komandosa jest zawsze rozgrywany w ostatnią sobotę listopada, dlatego już od początku września biegam w mundurze, z plecakiem. Powoli przyzwyczajam organizm do tak dużego wysiłku.

— Nie biorą pana za żołnierza, który biegnie na alarm do jednostki?
— Tam, gdzie biegam, dobrze już mnie znają. Przyzwyczaili się już do mego widoku.

— Kto biega, ten wie, że podczas biegu przychodzi moment, że człowiek ma już wszystkiego serdecznie dosyć i najchętniej zszedłby z trasy.
— Po trzydziestym kilometrze czuje się już ten ciężar, wysiłek. Czasem zdarzy się tzw. ściana u biegaczy. Dlatego trzeba równo rozłożyć siły. W tym roku udało mi się to zrobić bardzo dobrze, bo dwa okrążenia, które składają się na maraton, pokonałem w podobnym czasie, różnica wyniosła ok. 10 minut. Można więc powiedzieć, że biegłem równym tempem. Nie było jakiegoś kryzysu.


— Buty wojskowe to nie adidasy. Człowiek nie ma bąbli, obtarć?
— Nie, to kwestia doboru obuwia, odpowiedniej skarpety. Noga musi się przyzwyczaić do buta.

— Słowem trzeba wrosnąć w ten but. Pan już długo tych żołnierskich butach?
— W Straży Granicznej służę od 2004 roku. Od najmłodszych lat pociągał mnie mundur, może dlatego, że ojciec był policjantem, a brat żołnierzem. A więc na tej decyzji zaważyły po części i zamiłowanie do munduru, i tradycje rodzinne.

— Pana czas na maratonie to 4 godz. 35 min. i 4 sekundy. Dla mnie szacun, ale byli od pana szybsi, i to nawet jedna kobieta, Patrycja Bereznowska. Na pana usprawiedliwienie, z nią przegrać, to żaden wstyd. To najlepsza ultramaratonka na świecie. W dwie doby przebiegła 401 kilometrów.
— Mistrzyni świata, wielka klasa. Biegła już któryś raz z rzędu w Maratonie Komandosa. Wielki szacun dla niej, ale też pani Patrycja zawodowo zajmuje się bieganiem.

— A pan biega po pracy.
— Bieganie to moja pasja, odskocznia od rzeczywistości, możliwość odreagowania od problemów dnia codziennego.

— Czy bieganie jest dla każdego?
— Tak by się wydawało, ale są osoby, które próbowały biegać, ale po pewnym czasie dawały sobie z tym spokój. To po prostu trzeba lubić, trzeba to pokochać. A bieganie wciąga, uzależnia, ale tak pozytywnie. Wystarczy, że przez jakiś czas nie biegam, to już mnie nosi po domu. Żona wtedy żartuje, to idź i sobie pobiegaj. Wracam jak nowo narodzony.

— To ile to musi być tych kilometrów w nogach, żeby pan usiedział spokojnie w fotelu?
— Zwykle są to 3-4 treningi w tygodniu, a dystans — 60-70 kilometrów. Nie jest to może dużo, ale dla mnie wystarczy, żeby przygotować się do „Komandosa” czy innych biegów.

— Zimą też pan biega?
— Nie ma złej pogody na bieganie, chyba że nie ma chęci. Najważniejsze wyjść na trening.


XVI Maraton Komandosa w Lublińcu odbył się 30 listopada. Na starcie stanęło 629 żołnierzy, funkcjonariuszy służb mundurowych m.in. z Polski, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Rosji, Białorusi i Słowacji, a także cywile. Zawodnicy mieli do pokonania trudną i wymagającą trasę liczącą 42,2 km w pełnym umundurowaniu z 10 kg plecakiem. Bieg wygrał Artur Pelo z Brygady Obrony Wybrzeża z Lęborka z czasem 3 godz. 7 min. W poprzednich edycjach Maratonu Komandosa biegał też gen. Roman Polko, jednej chyba z najbardziej znanych polskich komandosów. Tradycyjnie już maraton pod patronatem szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego zorganizował Wojskowy Klub Biegacza „Meta" Lubliniec.


Czytaj e-wydanie
Gazeta Olsztyńska zawsze pod ręką w Twoim smartfonie, tablecie i komputerze. Roczna prenumerata e-wydania tylko 199 zł.

Kliknij w załączony PDF lub wejdź na stronę >>>kupgazete.pl


Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (4) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. raf #2835718 | 88.156.*.* 15 gru 2019 00:45

    brawo

    Ocena komentarza: warty uwagi (3) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. Ta gwiazdka #2835697 | 5.173.*.* 14 gru 2019 23:10

    dwiema gwiazdkami

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. Zenek Zawał #2835489 | 82.31.*.* 14 gru 2019 14:59

    Jak biegam to zawsze biorę do plecaka trzy imadła.

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  4. wr #2835453 | 88.156.*.* 14 gru 2019 13:33

    brawo

    Ocena komentarza: warty uwagi (5) ! - + odpowiedz na ten komentarz