Niedziela, 15 grudnia 2019. Imieniny Celiny, Ireneusza, Niny

Tędy jeździł Jagiełło i Kopernik

2019-11-22 18:37:02 (ost. akt: 2019-11-22 18:39:23)
Gościniec Niborski

Gościniec Niborski

Autor zdjęcia: archiwum prywatne

Kiedyś konno i pieszo, dzisiaj rowerami. O Gościńcu Niborskim przez długie lata niewiele było wiadomo i mało o nim mówiono. Dziś powstała o nim nawet książka. Bo to jedyny trakt na Warmii, który powstał w średniowieczu i niezmieniony przetrwał do dziś.

Łynostrada była strzałem w dziesiątkę. Została otwarta w ubiegłym roku i jest atrakcją Olsztyna. Ale dróg, którymi można jeździć na dwóch kółkach w jego okolicach, jest znacznie więcej. Jedną z nich jeździł nawet sam Mikołaj Kopernik, żeby odwiedzić Bartąg lub Pluski. Co prawda nie na rowerze, bo ten wynaleziono dopiero trzysta lat po jego śmierci.

A Gościniec Niborski, bo o nim mowa, prowadził do Niborka, czyli do Nidzicy. Taka wędrówka zajmowała więc cały dzień. Ale co najciekawsze, Gościniec Niborski powstał w średniowieczu. To część Szlaku Królewskiego prowadzącego z Warszawy do Królewca. Warmiński kawałek do dziś jest prawie w całości zachowany w swoim pierwotnym historycznym kształcie. To jeden z nielicznych średniowiecznych traktów, który nie został zamieniony w asfaltowe drogi. A było ich kilka...

Z samego Olsztyna wychodziło dziesięć dróg. Ale to niborski doskonale oddaje atmosferę podróżowania i starych dziejów. Dlatego powstała książka „Gościniec Niborski”. Pozwala zagłębić się w przeszłość, ale przede wszystkim poznać coś, co… zapomniane.

— Zaczęło się od organizacji integracyjnych rajdów rowerowych. Przed nami dwunasty rajd, który odbędzie się w przyszłym roku — mówi Andrzej Małyszko, inicjator i działacz na rzecz Gościńca Niborskiego z Rusi. — Jednak sam poznałem gościniec znacznie wcześniej. Z mieszkańcem Muchorowa, który jest kolonią Rusi, rozmawiałem o okolicy. Mówił trochę gwarą warmińską, więc usłyszałem od niego, że nieopodal był „gościaniec”. Zaciekawiłem się: jaki gościaniec? Dla tutejszych było oczywiste, że jest i prowadzi przez las łański aż do Nidzicy. Ja, który w Rusi się nie urodziłem, byłem ciekaw, co to takiego. Zacząłem więc drążyć temat. Okazało się, że dotąd nie został opisany i niewiele mogłem się o nim dowiedzieć. Ale na starych mapach był! Na nowych go brakowało, ale to się udało zmienić dzięki prof. Zofii Rzepeckiej z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego.

Dziś Gościniec Niborski upodobali sobie rowerzyści. Jego przebieg przez stulecia praktycznie się nie zmienił. Wiedzie z Olsztyna przez Stary Dwór, Bartąg i dalej pomiędzy jeziorami Łańskim a Plusznem, następnie przez wyludnione już Orzechowo, dochodzi do Ząbia, a przed Kurkami przecina historyczną granicę Warmii z Mazurami. Dalej, mówiąc w ogromnym skrócie, prowadzi do Niborka właśnie. A Nibork w gwarze warmińskiej to Nidzica. Po drodze mija się wioseczki, kapliczki, cmentarze i ślady dawnej kultury ludowej. Ale największą siłą traktu jest przyroda. Podziwiał ją nie tylko Kopernik, ale wcześniej również król Jagiełło, być może nawet Mikołaj Rej i Jan Kochanowski, a później Napoleon Bonaparte. Tą drogą również powstańcy listopadowi wracali do domów. Nie bez powodu Andrzej Małyszko jest tak ciekawy tej trasy.

— Odkrywałem Gościniec Niborski również… szczotką. Zmiatałem nią piach i natrafiłem na ślady dawnego utwardzenia drogi — wspomina Andrzej Małyszko.
— Zorganizowaliśmy nawet inscenizację „odkrywania gościńca”. Chcielibyśmy, żeby został wpisany w rejestr zabytków.

— Gościniec Niborski to doskonały produkt turystyczny, zwłaszcza dla rowerzystów. Ale to nie jest wcale taka łatwa trasa, zwłaszcza gdy jedzie się z małymi dziećmi. Droga biegnie przez las i między jeziorami. Nie ma tu na przykład restauracji, ale według mnie to nie jest wada, a wręcz zaleta — dodaje Anna Westfeld, wydawca książki. — Gościniec dzisiaj ma już swoją markę, choć nie wszyscy o nim wiedzą. Ale często można spotkać tam rowerzystów, więc przyciąga. Myślę jednak, że turystycznie rozwinie się, gdy będzie się o nim mówić w kontekście Łynostrady. Łatwo ją połączyć z gościńcem. Były nawet takie plany. Ta trasa jest dziś znakowana na odcinku od zjazdu z drogi powiatowej między Bartągiem a Rusią. Szlakowana droga kończy się w Napiwodzie. Po drodze można odwiedzić świetne rezerwaty: Koniuszkankę z osiemdziesięcioma pomnikami przyrody, w tym pachnącymi cytrusami daglezjami i dębem Cesarza Wilhelma. Jest też rezerwat żółwia błotnego. Ciekawostką jest natomiast strumień, który zanika i wypływa dwa kilometry dalej. Z ziemi. Czary! To niezwykłe zjawisko sufozji polega na „zapadaniu” się rzeczki — strugi pod ziemię. To nie wszystko. Można też odbyć niezapomnianą wycieczkę do rezerwatu Źródła Łyny. Właściwie można wymieniać i wymieniać. Chociażby można zobaczyć Orzechowo, którego nie ma. Został tylko kościół.

A Andrzej Małyszko dodaje: — Spoglądając na mapę widać, że w wielu miejscach Gościniec przebiega doliną Łyny, chwilami zbliżając się do rzeki. Łyna była niegdyś spławna, wykorzystywana jako naturalna droga wodna. W okresie wojen napoleońskich rzeką transportowano zaopatrzenie, a w późniejszym okresie spławiano drewno do Królewca. Tratwy spławiano z jezior Łańskiego i Ustrychu, a także z jeziora Kielary koło Rusi — opowiada. — Do dziś zachowała się nazwa Binduga (dawniej Wienduga) — stromego zbocza nad Kielarami, skąd zrzucano o wody przywiezione z lasu kłody. Przekopany kanał łączył jezioro Kielary z Łyną, dziś zarośnięty, trudny do przebycia nawet kajakiem. Pnie drzew wiązano w tratwy, po czym spławiano je aż do Królewca, skąd po 2–3 tygodniach flisacy wracali do Rusi na rowerach, które zabierali ze sobą na tratwy. To był flisacki dwubój! Na gościńcu nie da się spłynąć, za to znakomicie służy turystyce rowerowej lub pieszej. Niekoniecznie trasę trzeba pokonać jednego dnia, choć to możliwe. Warto Gościniec poznawać odcinkami, posmakować.

W„Gościnicu Niborskim” o gościńcu piszą ludzie różnych profesji — m.in. prof. Janusz Jasiński – historyk, prof. Zofia Rzepecka — geodeta, dr Jarosław Sobieraj — archeolog, Stanisław Dąbrowski — przyrodnik, Adam Płoski — historyka i Mirosław Arczak — cyklista. Książkę można kupić w księgarniach.

— No rowerze po lesie jechać może każdy. Ale z wiedzą kto, kiedy i dlaczego tędy jeździł, to już zupełnie inna jazda — zachęca do lektury Andrzej Małyszko.

ADA ROMANOWSKA

Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (3) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Grzegorz #2824099 | 212.160.*.* 25 lis 2019 12:44

    Mapa, tablice, kierunkowskazy czy przewodniki w Miejskich Urzędach mocno by wzbogaciłyby wiedzę o tym co mamy wokół. Z Łynostradą wozimy się długo z właściwym marketingiem czy oznakowaniem. Przykro i szkoda. Rzecz niewielka a ucieszyłaby.

    Ocena komentarza: warty uwagi (3) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. Magnet #2823585 | 148.75.*.* 24 lis 2019 14:20

    Brakuje tylko mapy tego szlaku rowerowego

    Ocena komentarza: warty uwagi (6) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. G. #2822679 | 77.115.*.* 22 lis 2019 19:21

    Wyjątkowa, regionalna książka. Każdy kto żyje na Warmii powinien ją poznać. Szacunek dla Pana Małyszko i współautorów. Miło widzieć Was co jakiś czas i wymieć się choćby spostrzeżeniami nt. pogody ;) czy grzybów w lesie za rogiem. Pozdrowienia z Rusi.

    Ocena komentarza: warty uwagi (8) ! - + odpowiedz na ten komentarz