Wtorek, 10 grudnia 2019. Imieniny Danieli, Bohdana, Julii

Stanisław Sątowicz: Byłem gorylem Gomułki i Gierka. Wtedy nie było nadgodzin [ROZMOWA]

2019-11-17 17:00:00 (ost. akt: 2019-11-15 14:07:59)

Autor zdjęcia: Archiwum prywatne

Stanisław Sątowicz, były funkcjonariusz Biura Ochrony Rządu robił to, co dziś funkcjonariusze Służby Ochrony Państwa. Strzegł bezpieczeństwa najważniejszych ludzi w PRL. Chronił Władysława Gomułkę, a Edwarda Gierek zaprosił go na wigilię. Tamte lata opisał w książce "Byłem gorylem Gomułki i Gierka".

— Chronił pan najważniejszych dygnitarzy PRL. Jednak dopiero teraz ukazała się pana książka "Byłem gorylem Gomułki i Gierka". Co zdecydowało, że sięgnął pan po pióro?
— Złożyło się na to kilka rzeczy. Po pierwsze, ja państwa nie zawiodłem, a państwo mnie zawiodło, odbierając mi środki do życia. Miałem rentę, która obcięto pozostawiając mi tysiąc złotych jałmużny. Jak do tego dołoży pan rozpasanie władzy, które teraz widzimy, to ma pan powody. Za moich czasów z Gomułką jeździło nas trzech, a dziś za współczesnym Gomułką chodzi dwudziestu ochroniarzy. Za moich czasów w BOR było 500 funkcjonariuszy, dziś w SOP jest trzy tysiące ludzi. Po to napisałem też tę książkę, żeby młodym pokazać jaka jest różnica między pracą wtedy w BOR a dziś. Wtedy nie było nadgodzin. Wiedzieliśmy, że jest bieda wszędzie wkoło, trzeba pracować.

— Może czasy mamy inne?
— Proszę pana, wtedy dygnitarze chodzili po ulicach. Cyrankiewicz, który był premierem, praktycznie w ogóle nie miał ochrony. Oficjalnie miał jednego, ale sam jeździł autem, sam załatwiał swoje sprawy.

— VIP-y się nie bały?
— A czego miały się bać. Dziś słyszymy, że był wtedy reżim, ale jakoś nikt na ludzi nie napadał na ulicy, nie było tyle chuligaństwa.

— Jak się zostawało w tamtych czasach gorylem Gomułki i Gierka? Swoją drogą, tytuł książki jest chwytliwy...
— Bo byłem gorylem, co tu upiększać. Nazwa przyszła z Francji i tak już zostało. Byłem akurat w wojsku, odbywałem czynną służbę w Gdańsku. Wtedy sytuacja na świecie była mocno napięta, bo wybuchł kryzys kubański, powstał mur berliński. Dlatego nam też ciągle przedłużali służbę, nie chcieli puścić do rezerwy. Pewnego dnia do jednostki przejechali przedstawiciele BOR, proponując kilku z nas pracę. Zgodziłem się, bo miałem do wyboru: albo iść i pracować za pieniądze, albo dalej służyć za darmo. Wybrałem to pierwsze, tym bardziej że praca była w Warszawie.

— A pan urodzony warszawiak. Wiedział pan, co to jest BOR?
— Pojęcia nie miałem, bo i skąd. Zresztą sam BOR istniał dopiero od kilku lat, bo powstał w 1956 roku.

— Z książki wiem, że na początku chronił pan mury, budynek KC?
— I to jest naturalna droga prawdziwego ochroniarza. Tak jak policjant powinien zaczynać od krawężnika, tak funkcjonariusze BOR od ochrony zewnętrznej, żeby mieli czas oswoić się z tymi dygnitarzami, VIP-ami. Podobnie zresztą jak kierowcy, którzy muszą zdobyć doświadczenie. A dziś słyszę, że kierowca SOP był doświadczony, bo wcześniej pięć lat jeździł jako kurier, to teraz może wozić premiera.

— Później trafił pan do ochrony osobistej Władysław Gomułki, który był wtedy I sekretarzem PZPR.
— Dopiero po kilku latach. Najpierw musiałem zdobyć doświadczenie, zrobić maturę, bo przerwałem naukę przed wojskiem. Poszedłem do pracy, żeby pomóc rodzicom. Miałek 14 i pół roku, kiedy zacząłem pracować. I teraz, po 60-latach pracy, nie mam za co żyć.

— To nie dziwię się, że nie jest pan specjalnie zadowolony z III RP.
— To nie chodzi o zadowolenie. Wobec nas zastosowano odpowiedzialność zbiorową. Do jednego worka zostali wrzuceni wszyscy: my, kierowcy, sekretarki, piłkarze, bokserzy i nawet murarz, który był na etacie milicyjnym w BOR. Wszystkim pozabierali renty i emerytury.

— Ktoś powie, że to sprawiedliwość dziejowa...
— Za chwilę może okazać się, że może spotkać współczesnych. Nic nie trwa wiecznie.

— Pewnie już nieraz pytali pan jaki był Gomułka, jaki był Gierek?
— Gomułka to był ideowy człowiek, jego świat obracał się wokół polityki. Jemu nic nie było potrzebne. Żeby uszyć mu garnitur, czy żeby szewc zrobił mu nowe buty, bo miał jedną nogę krótszą, żona musiała mocno się nagimnastykować. Skromny człowiek, żadnych prezentów. Był bardzo punktualny, z domu wychodził zawsze o tej samej porze.

— Czy to prawda, że gustował w ziemniakach ze skwarkami i zsiadłym mlekiem?
— Tak, jadał przeważnie w domu, i zwykle to, co mu ugotowała żona labo gosposia. Lubił też mielone z kaszą, chociaż mięsa nie jadł zbyt często. Lubił też zupy: pomidorową, kartoflankę i zawsze z chlebem.
Żona Gomułki w ogóle nie miała ochrony. Mogła jedynie wykorzystywać samochód BOR z kierowcą, ale też nie zawsze, bo nie zawsze było wolne auto. Mieszkali też skromnie, w bloku komunalnym zarządzanym przez Urząd Rady Ministrów. Żadnych drogi mebli, dywanów...

— A Edward Gierek, ponoć to był światowy człowiek ?
— Inny człowiek, inny charakter. Wychodził do ludzi, bo Gomułka nie bratał się ze społeczeństwem. Gierek odwrotnie. Nas raz nawet na wigilię zaprosił do siebie. Razem z generałem Ziętkiem, który był wojewodą śląskim, stanowili doskonały duet. Bardzo byli lubiani na Śląsku, szanowani, dbali o górników, o sport. Śląsk wtedy kwitł. Jak tam jestem, zawsze zajeżdżam na grób Gierka. I zawsze są tam świeże kwiaty, palą się znicze.

— Gierek zasłynął z tzw. gospodarskich wizyt...
— I nie uprzedzał o nich, bo chciał zobaczyć Polskę, porozmawiać ze zwyczajnymi ludźmi. Jednak zrezygnował z tych wizyt, bo działacze partyjni swoimi kanałami dowiadywali się o nich. A Gierek nie chciał oglądać malowanej trawy.

— Gomułka, Gierek, obaj byli najważniejszymi osobami w państwie. Nogi nie drżały na myśl o spotkaniu z nimi?
— Nogi by drżały, gdybym do ich ochrony trafił z przysłowiowej łapanki. A ja już ich widziałem, byłem opatrzony z nimi, pracując w ochronie zewnętrznej.

— Powie pan coś więcej o tym zamachu na Gomułkę koło Sosnowca?
— Opisuję to w książce. Nie byłem jeszcze w jego ochronie. To było w grudniu 1961 roku. Ktoś próbował zdetonować bombę na trasie przejazdu Gomułki. Sam Gomułka nie ucierpiał, bo eksplozja nastąpiła przed przejazdem kolumny, ale ranne zostały przypadkowe osoby, mężczyzna i dziecko. Sprawca Stanisław Jaros został zatrzymany pod koniec grudnia. Zeznał, że nie chciał zabić, co najwyżej wyrazić swój protest przeciwko komunizmowi. Został skazany na karę śmierci.

— Kiedy był pan już ochronie VIP-ów też doszło do zamachu.
—Tak, to było w 1970 roku. Polecieliśmy razem z przewodniczym Rady Państwa Marianem Spychalskim z oficjalną wizytą do Pakistanu. Po wylądowaniu w Karaczi nasza delegacja na czele ze Spychalskim udała się w stronę komitetu powitalnego. Nagle zza naszego samolotu wyłoniła się ciężarówka, tzw. auto cargo do wywożenia śmieci z samolotów. Kierowca rozpędził się i ruszył w stronę komitetu powitalnego. Spychalski stał w otoczeniu naszych i pakistańskich polityków. Byli przy nim moi koledzy z BOR. Nagle od grupy odszedł wiceminister spraw wewnętrznych Zygfryd Wolniak i ruszył w stronę witających dzieci, żeby odebrać od nich kwiaty. Zamachowiec pewnie pomyślał, że to najważniejsza persona i po chwili ciężarówka uderzyła w ministra. Zginął on, dwóch fotografów pakistańskich i ich zastępca szefa wywiadu. Około 20 osób zostało rannych. To była kompromitacja służb... I naszych, i pakistańskich. Dziś myślę, że to był pierwszy zamach terrorystyczny państwa islamskiego, którego wtedy jeszcze nie było. Dlaczego tak sądzę, bo po zamachu zamachowiec, którego zatrzymali moi koledzy, podniósł ręce do góry, ale nie żeby się poddać, ale ułożyć palce w kształcie litery V.

— Czy wtedy funkcjonariusze BOR biegali dla VIP-ów po przysłowiowe hamburgery?
— Takie rzeczy w ogóle nie wchodziły w rachubę, jedyna rzecz, którą robiliśmy taką niekonwencjonalną, co pozostało do dziś, to były wyjścia z psami na spacer. Gomułka miał Miśka, to był chow-chow, trochę mi nie pasował do wizerunku pierwszego sekretarza. Ale Misiek lubił Gomułkę.

Andrzej Mielnicki
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (8) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. STOP #2821350 | 83.17.*.* 20 lis 2019 13:29

    Uwielbiam takich komunistycznych funkcjonariuszy. Każdy z nich wmawia, że czasy były złe, ale ludzie dobrzy. Po prostu każdy... i dlatego bardzo mnie Cieszy to, że tacy smutni panowie mają teraz "tysiąc złotych jałmużny". To brzmi wręcz groteskowo przy arogancji i bucie, jaka takim ludziom została po PRL, ale nawet tyle nie jest warta. Wiele osób, kilkakroć inteligentniejszych niż ochroniarze Gomułki, miało złamanych życie przez ten totalitarny ustrój, tylko dlatego, że śmiało myśleć inaczej niż panowie towarzysze. Z pewnością pan Sątowicz biegając za Gomułką pochylał się nad ich losem. Z pewnością pan Sątowicz pochyla się nad ich losem i dziś, rozważając ilu z takich prawych ludzi też dostawało 1000zł przez całe życie. Pisanie o 1000zł jałmużny w kontekście waszej służalczości aparatczykom PRL i skrzywdzonych przez ten ustrój ludzi to zwykłe chamstwo. Jak chcesz chłopie robić za bohatera, to wiedz że już za późno. Trzeba nim było być 40 lat temu.

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-6) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (3)

    1. my fszyscy #2821124 | 79.185.*.* 20 lis 2019 05:33

      Dzisiaj trzeba być księdzem katolickim a będziesz miał to wszystko jak za komuny , aaa nawet lepiej .

      Ocena komentarza: warty uwagi (3) ! - + odpowiedz na ten komentarz

    2. mk2 #2820273 | 79.184.*.* 18 lis 2019 08:22

      Aż nie chce się komentować tych bredni... Warto natomiast przypomnieć, że ustawa wcale nie pozbawiła emerytur byłych funkcjonariuszy komunistycznego reżimu, a jedynie zmniejszyła otrzymywane przez nich wysokie świadczenia do poziomu średniej krajowej.

      Ocena komentarza: poniżej poziomu (-8) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)

      1. Emeryturę zabrali za służbę !!! #2820269 | 83.5.*.* 18 lis 2019 08:02

        Emeryturę zabrali za służbę !!! Teraz trzeba pisać książki. Takie mamy posrane czasy.

        Ocena komentarza: warty uwagi (2) ! - + odpowiedz na ten komentarz

      2. ojojoj #2820167 | 194.153.*.* 17 lis 2019 18:41

        Biedny taki. Za komuny żył jak król , a teraz mu ucięli rentę, którą otrzymał w wieku 40 lat. Taki biedny. Mieszkanie służbowe, towary kupowane poza kolejnością i bez kartek, totalna bezkarność... Robił co chciał...

        Ocena komentarza: poniżej poziomu (-3) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (2)

        Pokaż wszystkie komentarze (8)