Poniedziałek, 18 listopada 2019. Imieniny Klaudyny, Romana, Tomasza

Popkultura Bez Gorsetu: Zamień się ze mną na życie

2019-11-09 20:01:50 (ost. akt: 2019-11-08 13:22:05)

Autor zdjęcia: Materiały prasowe TTV/TVN

Trawa po drugiej stronie płotu jest bardziej zielona. Chętnych do tego, by zajrzeć do sąsiada nie brakuje. "Wieśniaczki" chcą poznać codzienność "Dam", żony zamienić się mężami. Póki co, tylko w telewizji, która wymyśla nowe formaty i karmi powtórkami.

Programy telewizyjne, które opierają się na pomyśle zamiany sytuacji życiowej dwóch osób i osadzenia ich w „innym” świecie, cieszą się sporą popularnością. A ponieważ kontrasty są tym, co jako widzowie lubimy najbardziej, bohaterowie różnią się jak ogień i woda. Zachęceni dobrymi wynikami oglądalności, twórcy formatów telewizyjnych prześcigają się w wymyślaniu kolejnych programów, które pokażą nam życie ludzi z różnych światów. "Dżentelmeni" spotykają się więc z "wieśniakami", a żony, które wiodą dość stereotypowy styl życia, trafiają do domów mężów, którym w głowie zupełnie inne wartości.

Damy, dżentelmeni i reszta
„Damy i wieśniaczki” oraz „Dżentelmeni i wieśniaki” to programy, których tytuły mogą nieco wprowadzać w błąd. „Damy” i „dżentelmeni”, których poznajemy, nie są osobami z wyższych sfer, a ich maniery często pozostawiają wiele do życzenia. Tymczasem o „wieśniactwie” pozostałych bohaterów świadczyć ma nie tyle ich pochodzenie, czy, odnosząc się do stereotypowego znaczenia „wieśniactwa”, brak ogłady, ale... ubóstwo. Bo oglądając to, co chcą nam pokazać twórcy tych programów, można mieć wrażenie, że tak naprawdę o tym, czy jesteśmy damą, czy wieśniaczką, decyduje wyłącznie zasobność portfela. I, rosnąca wprost proporcjonalnie do jego grubości, pewność siebie.

Kiedy tytułowe „damy” zamieniają się z „wieśniaczkami”, widz ma im towarzyszyć w czasie szoku kulturowego, który przeżywa i jedne, i drugie. „Wieśniaczki” zamierają więc na widok zawartości szaf „dam” i przeliczają pary butów na wymarzony remont łazienki. A „damy” te niewyremontowane łazienki w domach „wieśniaczek” próbują doszorować. Oczywiście, nadal z tipsami i na obcasach. Bo przecież nie byłoby komizmu i dramatyzmu, gdybyśmy razem z „damą” nie drżeli z obawy o jej paznokcie czy ubrania od projektantów. Przy okazji obie panie mierzą się z zadaniami, które na co dzień realizują ich zmienniczki. Dobrze sytuowana kobieta z miasta zajmuje się więc np. zwierzętami gospodarskimi, gotuje obiad i dba o dom, a kobieta ze wsi ma w tym czasie kupić sobie sukienkę czy pójść do kosmetyczki.


Rzecz jasna, twórcy programów wyraźnie dają nam do zrozumienia, że nie chodzi im tylko o emocje widza, ale i o to, by i jedna, i druga strona odebrały coś na kształt lekcji.

O ile jednak jasne jest, że w przypadku tych, którym na co dzień żyje się łatwo, miło i dostatnio, ma to być lekcja życia i pokory, o tyle trudno powiedzieć, czego nauczyć się mają ci, którzy wrócą do swojego ubogiego domu z apartamentu. Tego, że amerykański sen jest możliwy? To wiedzą z telewizora. Żeby złagodzić krytyczny ton oceny tego programu, można doszukiwać się pozytywów. Otóż „wieśniaczki” mogą się od swoich bogatszych koleżanek nauczyć pewności siebie i zdrowego egoizmu. Często bywa przecież tak, że kobiety, które poznajemy za sprawą programu, są tak zajęte obowiązkami i rodziną, że nie znajdują czasu na to, by sprawić sobie najdrobniejszą przyjemność. Bywa, że te kilka dni spędzone z dala od bliskich to dla nich jedyna okazja, by poświęcić sobie samej trochę uwagi. Bo, nie łudźmy się, potem wrócą do swojego życia, a pieniądze nie spadną z nieba.

Przypomnijmy, że w pierwszych edycjach polskiej wersji programu w roli dam wystąpiły m.in. celebrytki Agnieszka Orzechowska i Ola Ciupa (znana m.in. z teledysku Donatana „My Słowianie”). Ciupa na kilka dni zamieniła się miejscem zamieszkania z Sylwią z podelbląskich Rychlik.

— Po programie bardziej wierzę w siebie, wyleczyłam się z części kompleksów. Mam zupełnie inny tok myślenia, bardziej pozytywny. Wiem już, że muszę brać swoje życie w swoje ręce i myśleć też o sobie. Zyskało moje małżeństwo. To jest dla mnie najważniejsza korzyść z tego programu. Po programie usiadłam z mężem, porozmawialiśmy o tym, co nas boli. Teraz między nami jest o wiele lepiej — mówiła niedługo po emisji programu pani Sylwia.

Fot. Materiały prasowe TTV/TVN


Nowa żona, nowy ja?
„Zamiana żon” to program równie kontrowersyjny i równie popularny. Podobnie jak „Damy i wieśniaczki” gromadzi przed telewizorami publiczność w różnych krajach. Ten eksperyment społeczny ma jednak nieco bardziej „wywrotowy” charakter, bo tu element edukacyjny jest o wiele wyraźniej zaznaczony. Kiedy dwie kobiety zamieniają się domami, na początku muszą dostosować się do zasad panujących w nowej, tymczasowej rodzinie. Później jednak to one przejmują stery, by pokazać, co ich zdaniem warto byłoby zmienić i wprowadzają swoje reguły.

Rodziny mają się od siebie różnić tak, jak to tylko możliwe. Jeśli panią jednego domu jest dietetyczka, to wiadomo, że na „wymianę” trafi do rodziny gustującej w fast foodach. Jeśli jedną z żon będzie celebrytka Eliza Trybała, to jej zmienniczką będzie tzw. normalna kobieta, przeciwniczka operacji plastycznych, pogardliwie nazywająca kobiety z powiększonymi ustami „glonojadami”. Żonę gorliwego katolika twórcy posyłają z kolei do domu wyluzowanych wegetarian.

I chociaż mamy świadomość, że program nie przedstawia nam życia tych rodzin takim, jakim jest ono na co dzień, a dostajemy wyłącznie zlepek stereotypowych i przesadnie wyolbrzymionych sloganów i symboli, chodzi o to, by z tego spotkania obie rodziny wyszły z bagażem nie tylko nowych doświadczeń, ale i receptą na poprawę relacji. Bo częstym problemem w domach, które poznajemy dzięki twórcom, jest niesprawiedliwy podział obowiązków i brak szacunku dla wykonywanej pracy.

Gdyby trzeba było wskazać zalety tego programu, krytykowanego przecież przez psychologów, wypadałoby chyba zauważyć, że niezależnie od tego, jak wiele różni kobiety i ich bliskich, twórcy chcą nam udowodnić, że w każdym domu można zmienić zasady gry, jeśli kogoś one uwierają i sprawiają, że czuje się we własnej rodzinie nieszczęśliwy.

W podsumowującej program rozmowie rodziny wymieniają się doświadczeniami i dzielą refleksjami na temat tego, co im się podobało w danej rodzinie, a co uwierało. I chociaż trudno wierzyć, by po dwóch tygodniach pod rządami nowej pani domu, mąż, który przez lata nie zauważał wysiłków żony, zmienił swoje nastawienie i stał się zwolennikiem partnerskiego podziału obowiązków, warto mieć nadzieję. Nie wspominając już o tym, że często też okazuje się, że w domach, w których jest dostatnio i partnersko, bliscy mijają się i tak naprawdę nie spędzają ze sobą czasu.
A my, siedząc przed ekranami, wyśmiewamy często sytuacje, które zdarzają się i w naszych domach. Z bezpiecznej pozycji własnej kanapy, łatwiej przecież przychodzi dostrzeganie niedostatków u innych. I powtarzamy sobie słowa Tołstoja o tym, że „(...) każda nieszczęśliwa rodzina jest nieszczęśliwa na swój sposób”.


Daria Bruszewska-Przytuła
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (1) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Polecam ciekawy artykuł #2817017 | 188.146.*.* 10 lis 2019 17:23

    https://magazyn.wp.pl/artykul/facet-kont ra-smutek-studium-przypadku

    Ocena komentarza: warty uwagi (12) ! - + odpowiedz na ten komentarz