Poniedziałek, 18 listopada 2019. Imieniny Klaudyny, Romana, Tomasza

Agata Wacławska-Matyjasik: Jeżeli marzenia cię nie przerażają, to znaczy, że są zbyt słabe [ROZMOWA]

2019-11-03 19:50:00 (ost. akt: 2019-11-01 17:25:01)
Archiwum prywatne

Archiwum prywatne

Agata Wacławska-Matyjasik – przepłynęła wpław Jeziorak, najdłuższe jezioro w Polsce. Wyczyn pokonania 27 km trwał 16,5 godziny. Tyle trwała walka o własne marzenia.

- Agato dokonałaś prawie niemożliwego wyczynu. Przepłynęłaś wpław najdłuższe jezioro w Polsce, a dokładnie 27 km.
- Tak, dla amatora to spory wyczyn. Nie ja pierwsza zresztą, wcześniej trzech mężczyzn dokonało tego wyczynu. Ja natomiast jestem pierwszą kobietą, która podjęła wyzwanie i dopłynęła do brzegu.

- Jak wyglądały przygotowania?
- Przygotowania to był pewien cykl, który trwał 1,5 roku. Były to zarówno przygotowania typowo sportowe, ale najistotniejsze było przygotowanie głowy, na to co ma nadejść. A wysiłek był niewyobrażalny, więc mózg musiał zrozumieć po co ciało ma tak cierpieć. Oprócz treningów, poświęcałam tez dużo czasu na wizualizację tego co ma nadejść. Co się będzie działo gdy dopłynę, jaką radość będę czuła, że się udało, że dokonałam czegoś absolutnie niebywałego. I gdy stanę na brzegu o własnych siłach, powiem sobie „Tak zrobiłam to”

- I zrobiłaś to!
- Żadna z moich wizualizacji nie była w stanie przewidzieć tego, co się naprawdę wydarzyło. Starałam się myśleć o tym wyczynie bardzo pozytywnie. Pojawiały się momenty lęku, szczególnie gdy widziałam niepokój w oczach moich bliskich, gdy opowiadałam im czego pragnę dokonać. Wtedy nachodziły mnie wątpliwości. Gdy już padła konkretna data, czas i miejsce, dopadła mnie taka obezwładniająca myśl: "naprawdę chcę to zrobić?". Całe to przedsięwzięcie wzbudziło duże emocje w moim mieście, doświadczyłam ciepła i serdeczności ze strony ludzi. Oni czekali na mnie na brzegu do godziny 23:00, a wcześniej kibicowali mi na trasie, na moście między Małym a Dużym Jeziorakiem. Szli brzegiem, gdy ja ostatkami sił płynęłam. To były takie emocje, których nie byłabym sobie w stanie nawet wyobrazić.

- To musiało być niezwykle wspierające, bo tak naprawdę walczyłaś sama ze sobą.
- W pierwotnym założeniu płynęłam dla siebie. Chciałam zrealizować swoje marzenie. Często próbujemy żyć pod kogoś, spełniać oczekiwania innych. A w momencie kiedy postanowiłam zrobić coś dla siebie to się nagle okazało, że setki osób jest ze mnie dumnych, zadowolonych z tego czego dokonałam. Niektórych to nawet inspiruje by spełniać jakieś swoje marzenia.

- Jak się narodził ten pomysł?
- Wypada tutaj powiedzieć, ze z głowy, czyli z niczego. Gdzieś to świtało i ta myśl błąkała się po głowie. Kiedy jeden iławianin, Czarek Zapadka, z którym trenowałam, przepłynął ten dystans, gratulując mu powiedziałam, ze zrealizował właśnie moje marzenie. Wtedy on powiedział, że jeszcze wszystko przede mną. Wydawało mi się to absurdalne, ale jednak gdzieś to zaczęło kiełkować. Bo jeżeli twoje marzenia cię nie przerażają, to znaczy, że są zbyt słabe (Richard Branson) i zaczęłam się zastanawiać, które z moich marzeń budzi we mnie takie emocje, że bałabym się podjąć jego realizacji. I to było właśnie ten Jeziorak.

- Kiedy nauczyłaś się pływać?
- Nauczyłam się pływać jako dziecko w jeziorze. W Iławie nie było wtedy basenu. Wpłacałam przy świadectwie na znaczek, z którego dochód był przeznaczony na budowę basenu, a ten powstał wiele lat później. Nigdy nie miałam śmiałości by się w tym temacie doskonalić. Będąc na studiach w Olsztynie w ramach zajęć wuefu zapisałam się na basen. Było tam wiele osób, które bardzo dobrze pływały i onieśmielało mnie to na tyle, że nie podjęłam wyzwania. Dopiero gdy wróciłam do Iławy po studiach doktoranckich, czyli po 10 latach, basen już był wybudowany i wówczas jako osoba dorosła zapisałam się na zajęcia doskonalące. Tak więc nauczyłam się podstaw kraula mając lat 30. Teraz wiem, że nigdy nie jest za późno by się w czymś doskonalić, szczególnie jeżeli chodzi o pływanie.

- Ile czasu zajęło ci przepłynięcie wpław dystansu 27 km?
- W sumie płynęłam 16,5 godz. Sportowo byłam przygotowana na 12 godzin. Brałam pod uwagę swoje umiejętności pływackie i przeliczając to w jakim czasie jestem w stanie przepłynąć 100 m na takim długim dystansie obliczyłam, że będzie to w okolicach 11,5-13 godzin, w zależności od tego co może się jeszcze wydarzyć w trakcie. Ale w trakcie działo się tyle, że czas wydłużył się prawie do 17 godzin i tutaj musiała mocno zapracować głowa. W momencie kiedy mijała 12 godzina, pierwszy raz zapytałam moją ekipę asekuracyjną, ile zostało do końca, bo starałam się o tym nie myśleć za dużo. Jak usłyszałam, że jeszcze 6 km, czyli z jednej strony tylko 6 km dzielące mnie od spełnienia marzenia a z drugiej strony aż 6 km. Przy takim zmęczeniu, wiedziałam, że potrwa to jeszcze ok. 4,5-5 godzin i pociekły mi łzy po policzkach. Trochę dosoliłam Jeziorak i wiedziałam, że muszę płynąć dalej.

- Płynęłaś bez przerwy czy mogłaś w trakcie wyjść na brzeg aby uzupełnić płyny czy coś zjeść?
- Całe odżywianie odbywało się w wodzie. Nie wychodziłam na brzeg. Miałam ekipę wspierającą (Kasia, Adam, Krzysiek, Tato, Yoda, dziękuję Wam bardzo), która asekurowała mnie z łodzi i z kajaka i oni czuwali nad tym bym regularnie przyjmowała płyny i posiłki. Jedzenie odbywało się co 30 minut z łodzi, z której to za pomocą takiego podajnika zmontowanego z kija malarskiego i wiaderka, otrzymywałam wodę i ciepłe jedzenie, by utrzymywać odpowiednią temperaturę i się nie wychłodzić.

- Czy woda była zimna?

- Nie odczuwałam tej temperatury w takich kategoriach, nie było mi zimno. Bałam się tego, ale nasza strategia dotycząca odżywiania okazała się trafiona. Co pół godziny piłam ciepły zblendowany rosół, ciepłą herbatę i to dzięki temu organizm się systematycznie dogrzewał.

- Naznaczyłaś Jeziorak swoją osobą.
- To miejsce też naznaczyło mnie bardzo. Dokonała się we mnie taka metaforyczna przemiana. Od dłuższego czasu funkcjonowałam w takim trybie maskującym. Można powiedzieć, że latami oblepiałam siebie taką gliną, kryjąc swoje emocje oraz to, co faktycznie czuję. Płynąc w wodach Jezioraka ta glina się po prostu rozpuściła. Mogę z pełną świadomością powiedzieć, że jestem w końcu sobą. Odnalazłam siebie sprzed lat i odkrywam każdego dnia na nowo. Dziękuję wszystkim, którzy ze mną byli i są nadal.

Karolina Rogóz-Namiotko
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także