Czwartek, 5 grudnia 2019. Imieniny Kryspiny, Norberta, Sabiny

Bez małych miejscowości nie ma rozwoju

2019-10-07 05:00:00 (ost. akt: 2019-10-06 23:47:26)

Autor zdjęcia: arch

Nasz region może być silny pięknem małych miejscowości, a podział na miejskie centra i prowincjonalne peryferia trzeba niwelować zrównoważonym rozwojem. Rozmawiamy z Mironem Syczem, który przekonuje, że warto mieszkać na Warmii i Mazurach.

— Pan zawsze podkreśla, że pochodzi z małej miejscowości. Jest taki stereotyp, który raczej każe się tego wstydzić. On Pana nie dotyczy?
— To prawda. Zawsze to podkreślam. Więcej, ja się tym chwalę. Podkreślam, że mieszkanie w miejscowości, w której prawie wszyscy się znają ma bardzo wiele zalet. Tu, jeśli coś źle robisz, to możesz liczyć, że bardzo szybko się o tym dowiesz. Ludzie są bardziej otwarci i szczerzy. Rozmawiają ze sobą i nie wstydzą się mówić sobie prawdy w oczy, a przecież to zawsze daje możliwość korygowania tego, co robimy.
Do tego dochodzi piękno Warmii i Mazur, które najlepiej widać właśnie na tej, tak zwanej prowincji. Oczywiście są też trudności związane z mieszkaniem w małej miejscowości. My prowincjusze znamy je bardzo dobrze. To na przykład trudność w dostaniu się do lekarza specjalisty czy to, że na premierę nowego filmu musimy czasem pojechać do Olsztyna czy Elbląga.

— Jeżdżąc po Warmii i Mazurach trudno nie zauważyć jednak dosyć smutnego widoku wielu częściowo opuszczonych miejscowości. Naprawdę wiele osób wyjechało z naszego regionu szukać lepszej przyszłości, a to w innych regionach, a to zagranicą…
— To też jest prawda. Dlatego zasypywanie tej przepaści między regionami Polski, między standardem mieszkania w dużym mieście i małej miejscowości to dla mnie priorytet. Działam w tym kierunku od lat. Moja aktywność społeczna i udział w polityce są na to właśnie ukierunkowane. Można to oczywiście mądrze nazywać ukierunkowaniem na zrównoważony rozwój, ale to musi być bardzo wymierne. To muszą być konkretne działania.
Z perspektywy samorządu to doskonale widać. My tu lokalnie potrafimy się dogadać i ze sobą działać. Odpowiednie wsparcie z Warszawy jest jednak niezbędne do tego, żebyśmy mogli skutecznie realizować takie programy, jak program Polski Wschodniej.

Politycy muszą wbić sobie do głów, że bez Braniewa czy Morąga, bez Ostródy czy Pasłęka nie można mówić o rozwoju naszego regionu. Oczywiście bez Elbląga też. Musimy także pamiętać o tym, że nasz region to nie tylko Mazury.

— Jest Pan wicemarszałkiem województwa. Co samorząd wojewódzki zrobił, żeby te nierówności zniwelować?
— Większe miasta mają swoje programy rozwojowe. My na te mniejsze miejscowości przeznaczyliśmy ponad 7 miliardów złotych. Znaczna część z tej kwoty jest już zakontraktowana. Ponad 70 procent. To naprawdę znaczne środki. Sporo poszło na te tereny od zawsze traktowane tak trochę po macoszemu, na tereny przygraniczne. Staramy się naprawić wiele błędów poprzednich dziesięcioleci. To jeszcze nie wyrównuje tych szans, ale to jest poważny zastrzyk. Niedawno podpisaliśmy umowy z samorządami powiatowymi i organizacjami pozarządowymi na prawie 100 milionów złotych. To kolejne 100 milionów złotych między innymi na cyfryzację, e-usługi.

Kolejne pieniądze to efektywność energetyczna. Podpisujemy cały czas umowy. Staramy się zrobić, co tylko możliwe żeby mieszkańcy Warmii i Mazur mogli czerpać nie tylko z piękna naszych terenów, ale żeby można było powiedzieć, że tu się dobrze żyje. Żeby mieszkańcy tu zostawali, a nawet nowi przyjeżdżali tu mieszkać.

— To wykonalne?
— Oczywiście. Tylko to wymaga konsekwentnego działania. Ważny jest powrót do małego ruchu granicznego. To bardzo stymulujący czynnik. Jego zatrzymaniem zrobiliśmy krzywdę nie Rosjanom, którzy i tak jeżdżą po całym świecie, ale sobie samym. Przecież na tym, że tutaj przyjeżdżali zarabiali mieszkańcy Elbląga, Braniewa czy Bartoszyc. Rosjanie z Kaliningradu to możliwość zarobku dla bardzo wielu branż. I to takich, które zatrudniają całe rodziny. To perspektywa właśnie łączenia walorów przyrodniczego piękna, inicjatywy tu mieszkających ludzi i położenia geograficznego.
Ja cały czas powtarzam, że właśnie w tych terenach przygranicznych trzeba widzieć wielki potencjał. Bo tak właśnie jest, że ludzie tu mieszkający, choć czasem czują się opuszczeni, to ciągle mają wielką chęć do działania i potrafią to skutecznie robić. Trzeba tylko tworzyć do tego warunki, a nie je zamykać.

Rozmawiał Stanisław Kryściński


Polub nas na Facebooku:

Zobacz także