Poniedziałek, 18 listopada 2019. Imieniny Klaudyny, Romana, Tomasza

Wywieźli nas, bo byliśmy Polakami

2019-09-16 17:26:09 (ost. akt: 2019-09-16 20:32:52)
Wywieźli nas, bo byliśmy Polakami — mówi pani Janina

Wywieźli nas, bo byliśmy Polakami — mówi pani Janina

Autor zdjęcia: Andrzej Sprzączak

Jutro będziemy obchodzić 80 rocznicę ataku ZSRR na Polskę. Dla mieszkających tam Polaków zaczął się wtedy czas terroru i wywózek. Jedną z wywiezionych była Janina Hryniewska, która we wrześniu 1939 roku miała 14 lat.

Po agresji sowieckiej na Polskę 17 września 1939 roku, Sowieci przeprowadzili w latach 1940–1941 cztery masowe deportacje, głównie Polaków, w głąb Związku Radzieckiego, na Syberię i do Kazachstanu. Deportacje zostały starannie zaplanowane. Już 5 grudnia 1939 roku zapadła decyzja o usunięciu części Polaków z okupowanych przez Sowietów terenów Rzeczypospolitej. W głąb ZSRR zesłano tysiące polskich obywateli, w tym Janinę Hryniewską z rodziną, która mieszkała na Wileńszczyźnie, 120 kilometrów od Wilna. Hryniewscy mieli rodzinny majątek w Poświlu, na terytorium dzisiejszej Białorusi.

We wrześniu 1939 roku Janina Hryniewska miała 14 lat. 1 września zaczęła naukę w drugiej klasie gimnazjum w Święcianach. — 17 września z radia dowiedzieliśmy się, że wojska sowieckie przekroczyły polska granicę — wspomina pani Janina. — Była wielka rozpacz, popłoch, bo dorośli pamiętali pierwszą wojnę światową. Przez nasz majątek biegła wtedy pierwsza linia frontu. W naszym domu byli Niemcy, a niedaleko za rzeką Rosjanie.

Wkrótce usłyszeli huk jadących sowieckich czołgów

— Wymknęłam z młodszym batem i siostrą cioteczną, żeby popatrzeć. Żołnierze nam machali, chyba myśleli, że ich witamy. My? Nigdy w życiu. Nasi przodkowie walczyli w Powstaniu Styczniowym. Ręce trzymaliśmy z tylu i tylko patrzyliśmy. A czołgi jechały i jechały. Strasznie nam się oberwało za tę samowolę, bo usłyszeliśmy, że sowieccy żołnierze mogli nas zabić.
10 listopada 1939 roku NKWD aresztowało ojca pani Janiny, Aleksandra Hryniewskiego. Został osadzony w więzieniu w Święcianach. Hryniewski był w Ozonie (Obóz Zjednoczenia Narodowego, prorządowa organizacja polityczna stworzona w 1936 roku na polecenie marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego). Ktoś doniósł, że ma broń. Później zaczęły się rewizje i rozkradanie majątku. Sowieci zabierali meble, inwentarz, zboże. Rozkułaczyli majątek.

Myśleliśmy, że Anglia i Francja nas obronią

— Ludzie nie chcieli brać krów, koni, mama prosiła ich, żeby wzięli— wspomina pani Janina.— Nie chciała, żeby inwentarz trafił, gdzieś daleko w obce ręce. Myśleliśmy, że to będzie czasowe, że Anglia, Francja nas obronią, bo przecież mieliśmy zawarte układy z tymi państwami. A oni tylko ulotki zrzucali. I nie przyszli na pomoc Polsce.

13 kwietnia w nocy 1940 roku enkawudziści przyszli po nich samych. Powiedzieli, że rodzina Aleksandra Hryniewskiego podlega wysiedleniu w głąb Związku Radzieckiego. Zabrali ją, matkę, brata Witka i siostrzeńca ojca, Zenka, który akurat był u nich.

— Powiedzieli, że spotkamy tam naszego ojca, żebyśmy się nie martwili — opowiada pani Janina.
Dali nam dwie godziny na spakowanie. Powiedzieli, że na dorosłą osobę możemy zabrać 30 kilogramów bagażu. Pamiętam, że zabrałam ze stolika kilka książek. Były to poezje Adama Mickiewicza „Ballady i romanse”, „Dziady”, „Grażyna” oraz tomiki Norwida i Ujejskiego.

Nie przyjęła sowieckiego obywatelstwa

Innych też zabrali i wszystkich załadowali do bydlęcych wagonów. I tak wieźli w tych nieludzkich warunkach dwa tygodnie, gdzieś w głąb Rosji. Dostawali tylko zimną i gorącą wodę. Nie mogli wyjść z wagonu. Któregoś dnia zobaczyli tablicę z napisem EUROPA-AZJA. Wszyscy w wagonie zaczęli płakać. Hryniewscy trafili do północnego Kazachstanu, do sowchozu (państwowe gospodarstwo rolne), potem kołchozu ( spółdzielcze gospodarstwo rolne). Domem był barak, ziemianka, a głód, brud, choroby i ciężka praca — codziennością.

W 1943 roku odmówili przyjęcia obywatelstwa radzieckiego. — Za to mnie i mamę aresztowali — wspomina pani Janina. — Po miesiącu nas skazali. Ja dostałam dwa lata ciężkich robót w łagrze. Wsadzili nas do pociągu i wywieźli za Bajkał, pod mongolską granicą. Trzysta kilometrów musieliśmy iść ze stacji na piechotę. Pracowałam przy budowie drogi. Było bardzo ciężko, a najgorszy był ciągły głód. Cały czas śniłam o chlebie.
Po wyroku wróciły z matką do sowchozu do Kazachstanu. Do Polski pani Janina wróciła pod koniec maja 1946 roku. Zamieszkała w Stargardzie Gdańskim, gdzie powojenne losy rzuciły ich rodzinę z Wileńszczyzny. Potem przeniosła się do Olsztyna.

Za co spotkał ich ten los, ta krzywda? — Byliśmy Polakami, ojciec walczył z bolszewikami, za zasługi dostał ziemię koło Wilna. Miał dużo medali, dlatego nas wywieźli — tłumaczy Janina Hryniewska-Maśny.

Syberia, Kazachstan stały się grobem dla tysięcy polskich zesłańców. Umarli w łagrach z mrozu, chorób i katorżniczej pracy. — Cały czas wierzyliśmy, że Polska się odrodzi, a my wrócimy do domu. Tylko ta nadzieja trzymała nas przy życiu — wspomina pani Janina, której dane było przetrwać piekło zesłania. Przeżył też jej brat i mama. — Ale nie da się zapomnieć tego, co tam przeżyliśmy. Nie da się zapomnieć łagru, Kazachstanu — dodaje kobieta.

Ojciec nie wrócił z łagru

O ojcu nic nie wiedzieli. Pisali, szukali. Po latach przyszło zawiadomienie z Czerwonego Krzyża , że zmarł na terenie Związku Radzieckiego w Iwanowskiej obłasti w szpitalu NKWD 29 kwietnia 1942 roku. Tylko tyle. Jednak nie ustawali w poszukiwaniach. Już w 2001 roku pani Janina dostała pismo z Komitetu Bezpieczeństwa Publicznego Białorusi, że jej ojciec został skazany przez NKWD na 8 lat więzienia jako „przewodniczący faszystowskiej partii OZON ” i że zmarł w szpitalu NKWD 29 kwietnia 1942 roku. 4 września 1989 roku białoruska prokuratura zrehabilitowała Aleksandra Hryniewskiego.

Gdybym ja Boże zapomniał o nich

— A jeślibym o nich zapomniał, Ty, Boże na Niebie, zapomnij o mnie — pisał o syberyjskich zesłańcach Adam Mickiewicz. Czy pamięć o nim, o zesłańcach Sybiru, o wschodniej golgocie przetrwa, jak już odejdzie ostatni Sybirak?

Dziś olsztyński oddział Związku Sybiraków liczy 900 osób i z każdym rokiem jest ich mniej. — Ludzie odchodzą, ale są Kluby Wnuka Sybiraka, w Olsztynie mamy trzy i jeden w Giżycku. Ma powstać klub w Bartoszycach. Młodzież podtrzymuje pamięć o Sybirakach. Chcemy powołać Stowarzyszenie Pamięci Zesłańców Sybiru — mówi Zygmunt Skotnicki, prezes olsztyńskiego oddziału Sybiraków, którego rodzina została wywieziona podczas pierwszej deportacji, zwanej lutową. Wtedy na na Sybir zostało wywiezionych ok.141 tys. osób. Ofiarami pierwszej deportacji padli głównie osadnicy wojskowi, pracownicy leśni i PKP oraz urzędnicy państwowi.

— Według Sowietów to był najgorszy element. To był wywóz Polaków na zawsze, bez prawa powrotu — podkreśla prezes Skotnicki. — Nie mogli pojąć, dlaczego ich wywożą. Był strach, przerażenie. Do dziś siostrze ciężko o tym mówić. Mnie nie było wtedy jeszcze na świecie. Urodziłem się już w Krasnojarskim Kraju. Ojciec zginął pod Lenino, zresztą tam walczyło aż pięciu Skotnickich, bo jeszcze dwóch braci ojca i dwóch kuzynów. Z tej piątki wojnę przeżyło trzech. Mama zmarła na tyfus w 1945 roku. Mnie do Polski w maju 1946 roku przywiozła moja starsza siostra, która miała jedenaście lat. Ja cztery. Ciężko mi było pojąć, że wkoło są dzieci, które mają rodziców. A ja ich nie mam. Dlaczego? I jeszcze zakaz mówienia o tym, co było na Sybirze, bo inaczej czekały represje.

Andrzej Mielnicki

Cztery deportacje
Po agresji radzieckiej na Polskę Sowieci przeprowadzili cztery masowe deportacje obywateli RP w głąb Związku Radzieckiego.
— Teraz po otwarciu archiwów sowieckich szacuje się, że te cztery wywózki dotknęły około 350 tys. osób — mówi dr Paweł Błażewicz z Biura Edukacji Narodowej IPN, którego dziadek też trafił na Sybir. Trzeba jednak pamiętać, że Polaków wywożono z terenów powojennej Polski nawet do 1952 roku. Musimy też pamiętać o tym, że już przed wojną Sowieci wywieźli na Syberię około sto tysięcy Polaków, którzy po pokoju ryskim w 1921 roku znaleźli się na terenie Związku Radzieckiego, a kolejne 110 tys. osób rozstrzelali, tak jak w Katyniu, strzałem w tył głowy. Ktoś kto miał coś wspólnego z Polską był niebezpieczny dla systemu komunistycznego.
am






Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (6) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Niewielu Polaków na forum #2792327 | 213.184.*.* 17 wrz 2019 16:54

    Najwyższe wyrazy szacunku za doznane cierpienia. Cześć BOHATEROM!

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. I sru #2792259 | 84.62.*.* 17 wrz 2019 15:05

    Na Syberii i w Kazachstanie nie bylo zle. Przynajmniej towarzysze radzieccy nauczyli roboty Polakow.

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-3) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. Danka #2792021 | 83.23.*.* 16 wrz 2019 22:38

    To nasza ciocia.W naszej rodzinie zawsze zywe byly wspomnienia ich wywozki,moze tez dlatego jestesmy patriotami,kochamy Polske!

    Ocena komentarza: warty uwagi (3) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  4. Abc #2791988 | 79.184.*.* 16 wrz 2019 21:39

    STAROGARDU Gdańskiego (a nie Stargardu)... Stargard to leży koło Szczecina, a Starogard jest w woj. pomorskim.

    Ocena komentarza: warty uwagi (2) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  5. Babcia #2791894 | 178.36.*.* 16 wrz 2019 18:53

    To byl holocaust na polskim narodzie.

    Ocena komentarza: warty uwagi (7) ! - + odpowiedz na ten komentarz

Pokaż wszystkie komentarze (6)