Poniedziałek, 23 września 2019. Imieniny Bogusława, Liwiusza, Tekli

500 złotych premii za pracę

2019-09-05 12:33:22 (ost. akt: 2019-09-05 12:46:16)
Janusz Cichoń, sekretarz stanu w Ministerstwie Finansów

Janusz Cichoń, sekretarz stanu w Ministerstwie Finansów

Autor zdjęcia: Beata Szymańska

Forum ekonomiczne w Krynicy znów przyciąga uwagę. Do kurortu zjechali politycy, biznesmeni, eksperci i dziennikarze, żeby dyskutować o gospodarce, relacjach międzynarodowych i nowych technologiach. Wśród dyskutantów był poseł Janusz Cichoń.

— Panie pośle, tuż przed forum w Krynicy rząd przyjął przyjął projekt budżetu na przyszły rok, który po raz pierwszy od 30 lat nie zakłada deficytu. Wiele osób zastanawia się, czy jest to w ogóle możliwe, zważywszy rosnące wydatki na różne programy społeczne?
— Rząd robi skok na kasę i dzięki temu będzie miał budżet bez deficytu. Chce bowiem zabrać pieniądze z OFE i przekazać je na Indywidualne Konta Emerytalne, ale pobierze jednorazowo opłatę przekształceniową w wysokości 15 proc. tej kwoty. To da do budżetu ok. 20 mld zł w 2020 roku. W ten sposób rząd chce zrekompensować niższe dochody po obniżeniu podatków. Projekt budżetu to iluzja księgowa i z pewnością będzie musiał być bardzo szybko nowelizowany.

— To rząd chce zabrać każdemu z nas 15 proc. tego, co mamy zgromadzone w OFE?
— No tak, każdemu. Te pieniądze w OFE nigdy nie były nasze, są w systemie emerytalnym.

— Powodzenie budżetu zależy w dużej mierze od dochodów. W przyszłym roku dochody podatkowe mają wzrosnąć o 21,1 mld zł, a dwie trzecie tego wzrostu mają dać zwiększone wpływy z podatku VAT. W ekonomii da się coś takiego zaplanować?
— Póki jest wzrost gospodarczy. Jest pewna korelacja pomiędzy wzrostem a dochodami z VAT. Jednak jest to też obciążone bardzo poważnym ryzykiem związanym z koniunkturą, a mamy wyraźne sygnały spowolnienia gospodarczego. W tle jest jeszcze brexit, wojna handlowa między Chinami a Stanami Zjednoczonymi, tak więc tych zagrożeń nie brakuje.

— Zdaniem byłego premiera Jana K. Bieleckiego mówienie o zrównoważonym budżecie to po prostu element kampanii wyborczej.
— Dokładnie, bo to jest iluzja księgowa, element kampanii. W tym roku 14 krajów europejskich ma nadwyżki budżetowe, mimo że nie mają tak wysokiego wzrostu gospodarczego jak my. Polska też będzie miała taki budżet w 2020 roku, ale dzięki zabiegom księgowym i temu skokowi na kasę, o którym wspomniałem.

— Wiodącym teamem krynickiego forum jest oczywiście gospodarka. O czym konkretnie jest mowa?
— Brałem udział m.in. w panelu, który prowadził Jan Maria Rokita, a który dotyczył oczekiwań Polaków związanych z wyborami. Z PiS był Paweł Szefernaker. Przedstawialiśmy nasze diagnozy i mówiliśmy o tym, co chcemy zaproponować Polakom.

— Co to za propozycje?
— Jako KO proponujemy program „Praca musi się opłacać”. Chodzi o to, żeby ludzie nie wpadali w pułapkę  dobroczynności, bo w takich regionach jak Warmia i Mazury, gdzie sporo osób pracuje za minimalną płacę, pracować się nie opłaca. Ludzie wolą żyć z zasiłków, pomocy społecznej i nie mają dużo mniej niż pracowaliby za najniższą płacę. Dlatego proponujemy premię za zatrudnienie osobom najniżej zarabiających. Wszyscy, którzy mało zarabiają, dostaną premię za aktywność zawodową. Będzie to 500 zł na rękę, przy czym ich zarobki wzrosną o ok. 600 zł, bo obniżymy także podatek PIT i ZUS. Premia będzie wypłacana z budżetu i będzie stopniowo malała do momentu, kiedy nasza pensja osiągnie pułap 4,5 tys. zł brutto. To premia za pracę, ale też wyrównanie nierówności, z którymi mamy do czynienia. Przypomnę, że na Warmii i Mazurach dziś średnia płaca to jest 80 proc. przeciętnej płacy w kraju, a w handlu tylko 75 proc. Proponujemy też obniżenie ZUS dla mikro i małych przedsiębiorców. Składka nie będzie płacona od przeciętnego, ale minimalnego wynagrodzenia.

— Co jeszcze jest w tych propozycjach programowych?
— Uproszczenie podatkowe dla rzemieślników, którzy korzystają z karty praw podatnika. Bardzo istotnym elementem tego programu jest premia za aktywność zawodową osób starszych. Chodzi tu o starsze osoby, jak też tych, którzy mimo osiągniętego wieku emerytalnego nie przechodzą na emeryturę i dalej pracują. Państwo będzie płacić za nich w całości składkę ZUS, dzięki czemu wynagrodzenie pracownika będzie wyższe, bo nie będzie obciążone składką. Natomiast w przypadku emerytów, którzy pracują, składka będzie pobierana tylko od wynagrodzenia, a nie od emerytury. Chcemy w ten sposób zachęcić starsze osoby do aktywności zawodowej. Bo co dziś najbardziej boli Polaków? Otóż niskie dochody i niedostateczna opieka zdrowotna, i tu też mamy gotowe rozwiązania, które sprawią, że kolejki do specjalistów się skrócą, poprawią jakość opieki zdrowotnej w Polsce.

Andrzej Mielnicki
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także