środa, 20 listopada 2019. Imieniny Anatola, Edyty, Rafała

Pani senator stanęła za nami murem

2019-08-23 09:21:39 (ost. akt: 2019-08-23 09:38:53)

30-letni Tomasz Piesiecki przez wiele lat walczył o poprawę losu swojego i innych ofiar wypadków, które – tak jak on sam – na początku lat 90. zostały w nich poszkodowane, a po kilkunastu latach straciły rentę. Zostały bez środków do życia, bez możliwości leczenia i rehabilitacji… W walce o sprawiedliwość i godne życie wspierała go senator Lidia Staroń. Wygrali. Dzięki ich wysiłkom zmieniły się niekorzystne przepisy, a pan Tomasz i inne osoby w podobnej sytuacji odzyskają rentę.

W sierpniu Prezydent Andrzej Duda podpisał ustawę o szczególnych uprawnieniach osób poszkodowanych w przypadku wyczerpania sumy gwarancyjnej ustalonej na podstawie przepisów obowiązujących przed dniem 1 stycznia 2006 r. Za kilka tygodniu ustawa wejdzie w życie.

Tomasz Piesiecki w wieku 3 lat został potrącony przez samochód. Cudem uszedł z życiem, ale ma przerwany rdzeń kręgowy i porusza się na wózku. Dzieciństwo spędził w szpitalach. Opiekowała się nim mama, która musiała zrezygnować z pracy. Rodzice wydali setki tysięcy złotych na kosztowną rehabilitację, popadli w długi… Nikt im nie pomagał, a sprawca wypadku umył ręce. Nie wiedzieli, że mogą starać się o jakiekolwiek świadczenia z tego tytułu.

Starania o odszkodowanie i rentę rozpoczęli dopiero 10 lat po wypadku. W 2009 r. pan Tomasz dostał jednorazowe odszkodowanie i comiesięczną rentę w wysokości 1000 zł. Sytuacja finansowa rodziny uległa poprawie. Świadczenia wypłacał Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny, który zajmuje się wypłatą odszkodowań ofiarom wypadków spowodowanych przez osoby, które nie posiadają obowiązkowego OC lub w sytuacji, gdy sprawca wypadku nie został zidentyfikowany. Spokój rodziny nie trwał jednak długo. W 2013 r. Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny przestał wypłacać rentę, bo… wyczerpała się suma gwarancyjna, która na ten czas była rażąco niska. Dziś wynosi ona kilkadziesiąt razy więcej (5 mln euro). Taka sytuacja nie miałaby miejsca, gdyby wypadek wydarzył się choćby kilka miesięcy później – wtedy sumy zostały podniesione.

Pan Tomasz oddał sprawę do sądu, ale przegrał. – W sądzie dowiedziałem się, że odpowiedzialność UFG wobec mnie się skończyła. Gdyby wypadek był kilka miesięcy później odpowiedzialność trwałaby nadal – wspomina Tomasz Piesiecki z rozgoryczeniem

Mężczyzna został pozbawiony pieniędzy na życie, leczenie i rehabilitację. Musiał żyć z niewielkiej renty socjalnej. Mimo trudnej sytuacji nie załamał się. Postanowił walczyć o sprawiedliwość dla siebie i innych poszkodowanych w wypadkach, którzy również utracili rentę z powodu wyczerpania się sumy gwarancyjnej.


Były to osoby najczęściej niechodzące, bez środków do życia, bez pieniędzy potrzebnych na leczenie i rehabilitację. Mężczyzna szukał pomocy u Rzecznika Praw Obywatelskich i w parlamencie. Bez skutku. Wtedy na swojej drodze spotkał senator Lidię Staroń. Ustawą, która miała być ratunkiem dla takich ludzi jak on zajęła się senacka Komisja Praw Człowieka Praworządności i Petycji, w której pracowała senator.

Mało tego, w maju 2017 roku, Sąd Najwyższy w odpowiedzi na skargę kasacyjną w jego sprawie zalecił sądowi rozpatrującemu sprawę podwyższyć sumę gwarancyjną. – To był precedens na skalę kraju – mówi Tomasz Piesiecki. – Wyrok sądu w mojej sprawie ma zapaść niebawem, ale już otrzymuję pieniądze zasądzone tytułem zabezpieczenia – dodaje.

Pan Tomasz z senator Lidią Staroń nie zrezygnowali z walki o innych poszkodowanych. Parlamentarzystka, widząc krzywdę młodego człowieka, mocno zaangażowała się w pracę nad przepisami, od których miało zależeć dalsze być albo nie być tych najbardziej poszkodowanych. – Dopóki pani senator osobiście zajmowała się tą sprawą, proces legislacyjny przebiegał sprawnie – mówi mężczyzna. – Chociaż łatwo nie było, bo wprowadzeniu tak radykalnej, systemowej zmiany sprzeciwiały się firmy ubezpieczeniowe – dodaje. – Niestety, kiedy w marcu 2018 r. senator ciężko zachorowała, sprawa nagle ucichła. Postanowiłem poszukać kolejnego sojusznika, ale drugiej takiej osoby jak pani Staroń, która z takim zaangażowaniem zajęłaby się pomocą osobom niepełnosprawnym, po prostu nie ma. Byłem już bliski poddania się – podsumowuje pan Tomasz.

Dziś senator czuje się już dobrze, wróciła do pracy. Wraz z jej powrotem udało się sfinalizować kwestię ustawy. Pan Tomasz nie kryje emocji: – Jestem bardzo szczęśliwy.

Po tylu latach starań w końcu mogę powiedzieć: wygraliśmy! Zrobiłem coś dobrego dla siebie i dla innych. Osoby, które obejmie regulacja, naprawdę potrzebują tej pomocy. Są to ludzie najbardziej poszkodowani, najczęściej leżący, którzy niestety nie mogli pojechać ze mną do parlamentu i zabrać głosu w swojej sprawie.


Nie wiem, co by z nami było, gdyby los nie postawił na mojej drodze pani senator… Stanęła za nami murem, za co jestem jej ogromnie wdzięczny – mówi wzruszony. To nie była łatwa sprawa, do tej pory nikomu nie udało się doprowadzić jej do końca. Do 2010 r. zajmował się nią ówczesny Rzecznik Praw Obywatelskich, następnie Rzecznik Finansowy. W 2011 r. projekt ustawy upadł w Sejmie. Dopiero energiczne działanie senator Lidii Staroń i interwencja w ministerstwie spowodowały, że sprawa ruszyła z kopyta – dodaje pan Tomasz.

Ustawa wkrótce wejdzie w życie, odmieni los wielu osób. Najwyższy czas, aby ofiary wypadków miały równe prawa, a firmy ubezpieczeniowe stanęły po stronie ofiar, a nie sprawców. Tym bardziej, że skutki nowej regulacji nie spadną na konsumentów. Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny jest w dobrej kondycji finansowej i bez problemu będzie mógł wywiązać się z nałożonych na niego obowiązków. Tym bardziej, że jest to suma mikroskopijna w skali Funduszu, a dla ofiar wypadków to sprawa życia i śmierci.

Tomasz Piesiecki obecnie zajęty jest planowaniem ślubu, ale jednocześnie nie wyklucza dalszych działań na rzecz niepełnosprawnych. – Jeżeli będę mógł pomóc przy innych problemach naszego środowiska, na pewno się włączę – deklaruje.

NS

Senator Lidia Staroń: Wysokość sumy gwarancyjnej z początku lat 90. była absurdalnie niska, biorąc pod uwagę koszty leczenia i rehabilitacji, utracone dochody rodzin poszkodowanych… Stało się to źródłem rażącej niesprawiedliwości i nierówności, której przykładem jest historia Pana Tomasza. To niesamowite, że mimo tak wielu przeciwności losu, ten młody mężczyzna się nie poddał, krok po kroku dążył do zmiany krzywdzącego prawa. Należą mu się wyrazy ogromnego szacunku – za determinację i wytrwałość. Cieszę się, że go poznałam i mogłam wesprzeć w staraniach o godne życie dla osób, które i tak zostały wystarczająco skrzywdzone przez los. Sprawiedliwości w końcu stało się zadość.


W 2018 roku w Polsce w wypadkach drogowych zostało rannych 37 359 osób
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także