środa, 20 listopada 2019. Imieniny Anatola, Edyty, Rafała

Los wystawia ją na próbę, jednak ona się nie poddaje

2019-06-30 18:00:00 (ost. akt: 2019-06-28 17:40:16)

Autor zdjęcia: Arch. prywatne

Wygrała walkę z nowotworem, odbudowała spalony dom, wychowała piątkę dzieci i wciąż z optymizmem patrzy w przyszłość. — Mąż i dzieci byli moją siłą napędową — mówi. — I wciąż wspierają mnie w spełnianiu marzeń.

Lucyna Strzelecka z Braniewa mówi o sobie skromnie, że robi to, co kocha i co jest jej największą pasją. Swoją pozytywną osobowością zaraża innych i zachęca do realizacji wszystkich marzeń.

— Taka niespokojna dusza ze mnie. W mojej głowie ciągle kłębią się nowe pomysły — mówi pani Lucyna. — Nie umiem siedzieć bezczynnie w miejscu. Lubię być aktywna i chcę spełniać marzenia, bo nigdy nie wiadomo, co przyniesie los. Czasem wystarczy jedna chwila, choroba czy wypadek i nasze życie zmienia się o 180 stopni. Dlatego trzeba chwytać każdą chwilę, kochać i cieszyć się nawet drobnymi rzeczami. Wiele różnych sytuacji i zdarzeń w moim życiu miało, i ma nadal wpływ na to, jaka jestem, co robię i jakich wyborów dokonuję. Uwielbiam ludzi z pasją i to, jaką moc mają pasje i jak potrafią kreować ludzi. Dzięki pasjom można inaczej spojrzeć na świat, na innych ludzi, i na życie — podkreśla.

Pani Lucyna ma 48 lat, jest żoną Roberta i mamą piątki fantastycznych dzieci: Martyny, Klaudii, Pauliny, Mateusza i Gracjana. Ma też dwójkę ukochanych wnuków: Kacpra i Marikę. Z wszystkich jest niezmiernie dumna i zapewnia, że są jej szczęściem.

— Kocham każde swoje dziecko najbardziej na świecie — mówi pani Lucyna. — Nie wyobrażam sobie, że któregoś z nich mogłoby nie być. I choć teraz został z nami tylko najmłodszy syn, to i tak bardzo dobry kontakt mam ze wszystkimi dziećmi. W trudnych chwilach to właśnie one i mąż dodawały mi sił do walki z przeciwnościami losu.

Niestety, jak to w życiu bywa, nie zawsze jest tak, jak byśmy chcieli. Zimą 2001 roku rodzinę pani Lucyny nawiedziła ogromna tragedia. W nocy zapalił się ich dom. Przypadkowy przechodzień zauważył płomienie i zawiadomił straż pożarną.


— Ktoś zaczął dobijać się do drzwi. Kiedy je otworzyłam, strażak kazał mi zabrać wszystkich z domu, bo dom się pali — wspomina. — Wyszliśmy, tak jak staliśmy i z przerażeniem obserwowaliśmy jak płonie dorobek całego życia. Traumę, jaką przeżyliśmy, nie da się opisać. Dom nie nadawał się do zamieszkania, więc kilka lat mieszkaliśmy po stancjach i powoli remontowaliśmy spalony dom. Było nam przykro, jednak najważniejsze, że nikomu nic się nie stało.

Kiedy rodzina Strzeleckich powoli zapominała o koszmarze pożaru, spadło na nich kolejne nieszczęście. Pani Lucyna wyczuła na piersi zgrubienie. Początkowo zlekceważyła je, jednak kiedy miesiąc później guzek zaczął ją boleć, wybrała się do lekarza.

— Miałam 40 lat, gdy dowiedziałam się, że jestem chora, że mam nowotwór — mówi. — Trzeba było amputować pierś. Pierwsza myśl, że będę musiała leżeć w szpitalu. Nie myślałam o śmierci. Postanowiłam, że się nie poddam. Miałam dla kogo żyć. Mąż i dzieci byli moją siłą napędową do walki z nowotworem. Wiedziałam, że to będzie trudna wojna, ale muszę ją wygrać. Chciałam patrzeć jak moje dzieci rosną, cieszyć się z nimi w chwilach szczęścia i być obok w trudnych momentach ich życia. Przeszłam wszystkie zabiegi, które pozwoliły mi żyć.

W 2014 roku pani Lucyna z rodziną wprowadziła się do swojego wyremontowanego domu. W jednym z pomieszczeń urządziła swoją pracownię. To właśnie w tym miejscu powstają prawdziwe cuda, wykonane własnoręcznie przez panią Lucynę. A trzeba przyznać, że talent ma ogromny. Spod jej rąk wychodzą nie tylko przeróżne dekoracje, ozdoby świąteczne czy też kukiełki. Pani Lucyna pięknie maluje obrazy, szkicuje, maluje na festynach dzieciom twarze, a nawet potrafi zrobić tatuaż.



— Sztuka od zawsze była mi bardzo bliska — mówi pani Lucyna. — Gdy byłam małym dzieckiem i ledwie potrafiłam kredki utrzymać w ręce, to już malowałam. Zawsze lubiłam wszelkie zajęcia plastyczne. To moja największa pasja. Sztuka to podstawa tego, czym zajmuję się przez całe moje życie. Był czas, że zajęta wychowaniem piątki dzieci, nie miałam zbyt wiele czasu na poświęcanie się swojej pasji. Dziś uważam, że bez sztuki życie każdego człowieka byłoby uboższe. Nie wyobrażam sobie bez niej życia. Dzięki twórczości człowiek wyraża swoje człowieczeństwo, kształtuje swój świat.

Pani Lucyna uwielbia czas, kiedy może odpocząć w swoim ogrodzie. Pielęgnuje ze starannością każdy kwiat i posadzone drzewko. Ogródek to jej azyl.
— Uwielbiam patrzeć jak wszystko budzi się do życia, obserwować przyrodę — zdradza. — A już najbardziej lubię patrzeć na padający za oknem deszcz. Podziwiam siłę natury, piękną i nieprzewidywalną.



Kobieta bardzo kocha zwierzęta. W swoim ogródku ma zaprzyjaźnionego jeża, o którego dba. W jej pracach często przejawiają się motywy zwierząt i przyrody. Pani Lucyna we wszystkim, co robi, chciałaby być profesjonalna. Jak sama przyznaje, może godzinami siedzieć nad swoją pracą, żeby była perfekcyjna. Nie lubi gotować, woli wkręcać śrubki lub wiercić dziury w ścianie.

— Dzięki swojej pasji nauczyłam się, co to jest ciężka praca, wytrwałość i przede wszystkim ogromna pokora — przyznaje pani Lucyna. — Cieszę się, że rodzina wspiera mnie gorliwie we wszystkich moich działaniach. Gdyby nie było tego wsparcia, nie byłoby możliwości realizacji wielu twórczych działań. Bezcenna jest jej obecność, wchodzenie w sprawy, którymi się zajmuję, dyskutowanie, doradzanie. Zwykła działalność i uczestniczenie, w tym co robię. Potrzeba jest kontaktu z bliskimi i mam świadomość tego, że akceptują moje życie i wszystkie jego sfery.



Skutki choroby pani Lucyna odczuwa do dziś. Niedawno okazało się, że choroba nowotworowa nawróciła... Wyrok — rak tarczycy.

— Żyję i jestem z moimi bliskimi. Nie poddaję się i to chyba najlepsza recepta — śmieje się. — Życie doświadcza nas, jednak może właśnie dzięki temu teraz każdy dzień smakuje inaczej. Żyję pełnią życia i cieszę się z każdego dnia, promieni słońca, zapachu kwiatów... I wiem, że nigdy nie można się poddawać! Śmieją się, że jestem taką naprawiaczką świata, bo wszystko robię po swojemu — zapewnia nasza bohaterka.

Joanna Karzyńska
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (4) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Nick #2755914 | 95.223.*.* 1 lip 2019 23:03

    Tak trzymac pani Lucyno. A obrazy bardzo ciekawe.

    Ocena komentarza: warty uwagi (2) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. Zenon #2755830 | 89.66.*.* 1 lip 2019 20:21

    Wspaniale!!!

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. arguska #2755574 | 91.231.*.* 1 lip 2019 11:18

    Pani Lucyno, jest Pani dla mnie inspiracją! Życzę zdrowia i wciąż wielu pomysłów!!!

    Ocena komentarza: warty uwagi (2) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  4. wot #2755396 | 83.9.*.* 30 cze 2019 23:16

    Lubię ludzi, którzy nigdy się nie nudzą. Być może dlatego, że sam do nich należę. Dlatego tym bardziej kłaniam się Pani Lucynie do samej ziemi. Współczuję zaś ciągle niezadowolonym.

    Ocena komentarza: warty uwagi (4) ! - + odpowiedz na ten komentarz