Sobota, 7 grudnia 2019. Imieniny Agaty, Dalii, Sobiesława

W garniturze życie jest inne

2019-05-18 19:07:06 (ost. akt: 2019-05-28 11:12:41)
Przemysław Majewski rozdaje płyty w Gdańsku

Przemysław Majewski rozdaje płyty w Gdańsku

Autor zdjęcia: Piotr Lech

To facet, który potrafi przenieść się w czasie, a jednocześnie mocno trzyma się teraźniejszości. Łączy przeboje Bodo z rapem. Za własne pieniądze rozdaje płyty. Z miłości do Polski. Z raperem Przemysławem Majewskim rozmawia Ada Romanowska

— Świetnie wyglądasz w garniturze!
— To garnitury, które szyję na miarę i mam swojego krawca w Bydgoszczy. To fachowiec, jakich mało i długo się naszukałem, zanim go znalazłem. To człowiek, który z pasją podchodzi do szycia. Po prostu zna się na tym, co robi. Szukałem krawca w okolicach Koszalina, gdzie mieszkam, ale na nikogo nie natrafiłem.

— Ale do Bydgoszczy jest kawał drogi! Jeździsz na przymiarki?
— Jak trzeba, to jadę. Bydgoszcz jest mi często po drodze, więc po prostu „wpadam” tam, gdy jestem potrzebny. Ale tak naprawdę wystarczyło pojechać dwa razy, żeby krawiec wiedział, co ma robić. Mam już trzy stroje uszyte z czasów międzywojnia. Z krawcem się zaprzyjaźniłem, więc mam przyjemne z pożytecznym.

— A skąd w ogóle w twoim sercu międzywojnie?
— Gdy powstał utwór „100 lat” z okazji odzyskania niepodległości przez Polskę, wpadłem na pomysł, żeby uszyć sobie garnitur. Miał mi się przydać do nakręcenia teledysku. I gdy już go uszyłem, spojrzałem na siebie w lustrze i pomyślałem: a może nagrałbym całą płytę? I jak pomyślałem, tak zrobiłem. Odświeżyłem polskie szlagiery z dawnych lat.

— Czyli jednak szata zdobi człowieka…
— Jak mam garnitur na sobie, życie wygląda jakby inaczej. Jest jakoś ciekawiej. Zagłębiłem się w okres dwudziestolecia międzywojennego, byłem we Lwowie i zainspirowała mnie historia tego miasta. Mój dziadek walczył w legionach Piłsudskiego, więc była to dodatkowa motywacja i do stworzenia płyty, i mojego stylu.

— Od Eugeniusza Bodo do rapu to kawał drogi.
— Trzeba łamać konwenanse i robić coś innego. Zauważyłem, że to się podoba ludziom — i starszym, i młodszym. Starsi wracają do wspomnień, a młodsi poprzez rap okrywają historię i kulturę. Kiedyś muzyka była wspaniała, moda, sposób bycia, architektura. To wszystko warte jest pokazywania.

— Masz więc prawdziwie „biało-czerwone serce”. Jak w piosence.
— Jestem patriotą i staram się robić coś, co przyniesie efekty. Nie chcę tylko o tym gadać, ale dać coś od siebie. Utwór „Mam biało-czerwone serce” znalazł się nawet w podręczniku do języka polskiego „Jutro pójdę w świat — klasa 5″. Przyznam, że przez przypadek. Napisałem ten kawałek jedenaście lat temu i wrzuciłem go do sieci. Ktoś zrobił do niego teledysk będący pokazem zdjęć, które dokumentowały historię Polski. To żyło swoim życiem aż pewnego dnia, sześć lat temu, zadzwoniła do mnie pani z Warszawy. Powiedziała, że jest z wydawnictwa pedagogicznego i spytała, czy nie mam nic przeciwko, aby dzieci uczyły się historii bazując na moim tekście.

— Dobro wraca.
— Różne rzeczy w życiu robiłem, święty nie jestem. Ale teraz rzeczywiście chcę robić dużo dobrego. Między innymi właśnie dlatego zdecydowałem się rozdawać za darmo płytę „Międzywojenna nuta”. Aż sto tysięcy egzemplarzy! Próbuję związać to finansowo, choć nie ukrywam, że jest ciężko. Na wszystko wyłożyłem pieniądze z własnej kieszeni. Rozdałem już osiemdziesiąt tysięcy płyt, zostało mi jeszcze dwadzieścia. Do Olsztyna przywiozę tysiąc.

— Ale wydać płytę w takiej ilości i nie zarabiać na niej…
— Przy takiej ilości nie jest to łatwe, nie ukrywam. Ale jestem przedsiębiorcą i myślę, jak związać koniec z końcem. Żona jest z tego niezadowolona, bo wydaję płytę kosztem czegoś innego. Ale słowo się rzekło. Nie żałuję. Jak założę sobie jakiś cel, to staram się do niego dążyć. I często mi się to udaje. Przyznaję, że to ogromne wyzwanie i od dwóch lat już na to pracuję. Najpierw musiałem nagrać płytę, co też wiązało się z kosztami. Opłaciłem studio, producenta… Oczywiście krążek musiał też wyglądać — nawiązuje do płyty winylowej. Jest nadruk na krążku w tym stylu, płytkę wkłada się z boku do pudełka. Tak jak w międzywojniu. I powoli myślę, żeby nagrać kolejną płytę, bo wciągnąłem się w tamte czasy. Są czarujące! Jesienią albo zimą wejdę do studia. Tym bardziej, że dużo ludzi z radością reaguje na moje aranżacje. Często jeżdżę do szkół, spotykam się z uczniami i nie tylko rozdaję płyty, ale przede wszystkim opowiadam o tym, co kiedyś było. Tak, to wciąga.

— Ale przede wszystkim na rodzinę musisz zarobić. Co więc robisz, gdy nie śpiewasz?
— Od piętnastu lat prowadzę studio tatuaży, chociaż sam nie tatuuję. Jeszcze produkuję krem do gojenia się tatuaży. Ostatnio natomiast otworzyłem knajpę, w której podaję wieprzowinę w różnej postaci. I oczywiście tam też płytę można dostać za darmo. Również każdy, kto robi sobie u mnie tatuaż, też dostaje płytę w gratisie. W ogóle płyty schodzą jak świeże bułeczki. Wysłałem sporo zagranicę — rozeszły się po całej Europie. Ostatnio pięćset sztuk poszło do Stanów Zjednoczonych, gdzie będą rozdawane z okazji 75-lecia Kongresu Polsko-Amerykańskiego w Chicago. Zjeżdża się tam cała Polonia, a ja jestem szczęśliwy, bo będą mnie słuchać też za oceanem. Idę więc do przodu z tym projektem. Zostało mi do rozdania dwadzieścia tysięcy sztuk. Przy tym co już się rozeszło, to pestka.

— Zazwyczaj artyści chwalą się, że sprzedali sto tysięcy płyt. Otrzymują certyfikaty sprzedaży w postaci złotej czy platynowej płyty chociażby. Tobie to nie grozi...
— Ale wcale nie chodzi mi o takie gratyfikacje. Ja chciałem rozdać swoją muzykę, po prostu. Ilość jest symboliczna, bo nawiązuje do 100-lecia zdobycia niepodległości. Nic nie dzieje się bez przypadku.

— A zarabiasz w ogóle na muzyce?
— Szczerze powiem, że nie… Gdybym może poruszał jakieś inne treści, produkował inne rytmy, to może i bym coś zarobił. Ale z taką muzyką ciężko przebić się do mediów. Ale czy to jest najważniejsze? Mam inne priorytety.



Eugeniusz Bodo — w świecie kina, które w latach trzydziestych XX wieku opanowywało wyobraźnię milionów ludzi, Eugeniusz Bodo zadziwiał wszechstronnością. Był konferansjerem, aktorem, piosenkarzem, twórcą scenariuszy, reżyserem i producentem filmów. Był prawdziwym idolem, amantem podziwianym i kochanym przez tłumy. Występował w najsłynniejszych rewiach warszawskich i kabaretach: "Qui Pro Quo", "Morskie Oko". Śpiewał wielkie przeboje — "Umówiłem się z nią na dziewiątą", "Baby, ach te baby", "Tyle miłości", "Już taki jestem zimny drań", "Ach, śpij kochanie", które nucimy do dziś.

Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (1) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. qq #2735792 | 188.147.*.* 21 maj 2019 13:45

    Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że gdy urząd skarbowy dowie się o darmowym rozdawaniu płyt, obciąży artystę podatkiem i odsetkami... Ale dla samego artysty należą się brawa

    ! - + odpowiedz na ten komentarz