Wtorek, 26 marca 2019. Imieniny Dory, Olgi, Teodora

Anthem: Hymn po prostu nie wypalił [RECENZJA]

2019-02-27 16:07:21 (ost. akt: 2019-02-27 14:21:14)
Fabułę zepchnięto na dalszy plan

Fabułę zepchnięto na dalszy plan

Autor zdjęcia: Paweł Jaszczanin

W ubiegłym tygodniu napisałem, że nie ma gier idealnych. I podtrzymuję to w przypadku najnowszej gry od BioWare — Anthem. Nie sądziłem, że aż tak się zawiodę. Ale nie odbieram tej grze przyszłości. Chcę w nią wierzyć. Choć może naiwnie.

Anthem był grą, na którą bardzo długo czekałem. I powiem wprost. Czuję się, jakbym grał w „Mass Effect: Andromeda”. I to nie jest komplement. Jest bardzo „andromedowo”. A miało tak nie być.
Zacznijmy od tego, że serię „Mass Effect” po prostu uwielbiam. Andromeda była policzkiem ze strony BioWare. Studio miało za zadanie nie popełnić błędów z Andromedy czy choćby „Destiny”. Ale do deweloperów dotarło chyba inne słowo — zamiast nie kopiować odczytali kopiować. Mam chyba jakieś masochistyczne zapędy, bo obiecałem sobie, że tego, co zrobiono z Andromedą BioWare po prostu nie wybaczę. Ale zacząłem grać w Anthem.

Są i plusy

Przede wszystkim grafika. Jest bajeczna. Szczegółowość, wykonanie — jak w Andromedzie — klasa. Przemierzanie świata (otwartego na eksplorację) to niesamowita przyjemność. Latanie zostało fantastycznie zaprojektowane — mimo małych wad. Wprawny gracz szybko je jednak opanuje. Całość działa na silniku Frostbite, więc można się było spodziewać dobrego sterowania i sporej dawki realizmu. Jeśli chodzi o strzelanie — zostało zrobione pod pada. Wyznaję świętą zasadę, że „jak strzelanka, to tylko z myszką”, ale tutaj strzela się całkiem dobrze i nie mam zamiaru czepiać się na siłę. Anthem (na początku) urzekł mnie historią. Trafiamy na odległą planetę, porzuconą przez pradawnych bogów w czasie jej tworzenia. Na powierzchni zostało po tym fakcie sporo nieprzyjaznych bestii oraz narzędzie kreacji tego świata, czyli „potęga hymnu”. To właśnie rzecz, o którą wszyscy walczą. To świetny pomysł na połączenie baśniowej krainy fantasy i nowoczesnej technologii. Wcielamy się we Freelancera, w zasadzie takiego łowcę nagród. Ale nie idziemy w teren wyposażeni w karabin, bo nie wytrzymalibyśmy pięciu sekund. Do naszej dyspozycji oddano pancerze klasy Javelin, które przypominają strój Iron Mana z Marvela. Wyglądają efektownie, można je modyfikować od strony wizualnej i praktycznej. Walczymy nie tylko z potworami, ale także wrogą frakcją Dominion oraz obcym znanym jako Scars. Czas między misjami spędzamy w Fort Tarsis — mieście, który każdy gracz odwiedza indywidualnie i widzimy je z perspektywy pierwszej osoby.

Anthem

Miasto ma ciekawy projekt. Szkoda że klatkuje

Tam poznajemy fabułę. Większość gry nastawiono na kooperację — zbieramy drużynę 3 znajomych, lub gra dobiera ich spośród aktywnych użytkowników. Oczywiściem można utworzyć sesję prywatną, ale wtedy jest trochę mniej zabawy.

Cztery klasy pancerza

Grę zaczynamy od krótkiego prologu i stworzenia postaci — do wyboru kilkanaście twarzy, ale szału nie ma. Wypełnianie zadań nagradzane jest punktami doświadczenia, za które rozwijamy naszą postać. Walka bardzo przypomina „Mass Effect: Andromeda”, ale to akurat nie jest wada, bo walczy się naprawdę dobrze. Przede wszystkim skupiamy się na zdolnościach Javelinów. Tych do wyboru mamy cztery. Za pierwszym razem gra ostrzega, żeby się zastanowić, bo zmiany możemy dokonać dopiero na 8. poziomie. Myślę jednak, że każdy znajdzie coś dla siebie. Jedyny element wspólny, to silniki odrzutowe ułatwiające eksplorację planety i pomagające w walce. Przyjrzyjmy się klasom Javelinów.
Mamy tutaj zbalansowanego Łowcę, którego polecam mimo wszystko graczom niezbyt pewnym swoich umiejętności na początku przygody. Kolos to z kolei chodząca forteca. Jest powolny, ale niesamowicie wytrzymały i silny. Sztorm z kolei wygląda jak... magik. Jest chyba najbardziej efektownie wyglądający, choć to rzecz gustu. Może się teleportować (na małym obszarze), a ataki opiera na sile żywiołów (mówiłem – magik). Są obszarowe, więc radzę trzymać się z dala od wrogów i eliminować ich na dystans. Nie ukrywam, że wybrałem czwartą opcję, czyli Śmigacza — najszybszy i najbardziej zwinny z Javelinów. Wygląda... nieco kobieco? W walce polega na szybkiej eliminacji i unikach. Bardzo podoba mi się możliwość zmiany pancerzy w trakcie gry, bo niektóre z misji można wtedy rozegrać w inny sposób. Jeśli gramy w drużynie — warto wykorzystywać Javeliny w sposób skoordynowany. Sztorm trzyma się z tyłu i osłania towarzyszy, a do tego eliminuje grupy wrogów i — co ważne — lewituje w powietrzu, więc trudno go trafić z ziemi. Kolosem możemy w sumie stać w miejscu i atakować po kilku wrogów jednocześnie nie martwiąc się zbytnio o własną skórę. Śmigacza trzeba się po prostu nauczyć. Sam mam problemy, ale frajda jest ogromna. Są też ataki specjalne — każdy Javelin ma inny. Wyglądają świetnie i zadają ogromne obrażenia. W walce wykorzystujemy też kombinacje ciosów. Jest zapalnik i detonator. Jeśli wykonamy akcję w odpowiedniej kolejności wróg otrzyma większe obrażenia.

Największa zaleta została minusem

Chodzi o misje. Są po prostu słabe. W większości polegają na tym samym — lecimy, walczymy i wracamy.


Anthem

No dobra. Wsiadanie do Javelina jest super



Czasem osłaniamy kolegów, czasem po prostu czyścimy mapę z wrogów. I to dosłownie, bo ich ciała nawet nie zostają na ziemi. Owszem, po każdej misji stajemy się silniejsi — bo dostajemy nowe wyposażenie, które potem przypniemy do pancerza w Kuźni, ale poza walką z bossami jest po prostu... nudno. W Forcie Tarsis klatkują animacje. Nie dotyczy to tylko PS4, ale też PC. To niedopuszczalne. Zwłaszcza, że przycięcia są naprawdę częste. Twarze postaci też mnie nie porwały, ale jest dużo lepiej niż w Andromedzie. Wiem... za dużo tych porównań. Dodatkowo gra potrafi wciąż — mimo łatek — wyrzucić nas z rozgrywki przez błąd połączenia z internetem. Te rzeczy da się naprawić łatkami, ale nie nudne misje. To po prostu gra nastawiona na kooperację. Ale aż do bólu. Nie chcę odbierać „Anthem” możliwości rozwoju. Słyszałem też, że gra ma potencjał na lata. Chciałbym w to wierzyć, więc do końca tego tytułu nie skreślam. Ale... niesmak pozostaje.

Paweł Jaszczanin

Nasza ocena: 6/10
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (2) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. gaga #2692529 | 185.244.*.* 5 mar 2019 14:37

    A mi sie podoba.Kupilem w ME w preorderze i fajnie sie gra

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. Dudebroski #2689356 | 89.228.*.* 27 lut 2019 17:31

    To było wiadome przecież grę robiło EA :)

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz