Poniedziałek, 16 grudnia 2019. Imieniny Albiny, Sebastiana, Zdzisławy

Namawiamy: Puśćcie wodze fantazji

2019-02-24 12:00:00 (ost. akt: 2019-02-25 10:50:53)
Od lewej: Sylwia, Elżbieta, Agnieszka

Od lewej: Sylwia, Elżbieta, Agnieszka

Autor zdjęcia: Fot. Sylwia Frankowska

Na Swoim\\\ Poznały się na studiach dla osób 40+. Każda z nich ma wiele doświadczeń i talent. Dlatego te trzy artystki nie bały się zaryzykować. Dziś dają nowe życie meblom. Ich wspólny biznes „Waran z komodo” to strzał w dziesiątkę!

Bywa, że kredens odnawia się nawet i dwa tygodnie. Zwłaszcza, jeśli klienci mają specjalne życzenia. Na przykład ma na nim znaleźć się motyw wybitnego czeskiego malarza Alfonsa Muchy.

Elżbieta Michno-Hordziejewska, inicjatorka tego całego zamieszania, zakasuje rękawy i maluje ręcznie farbami akrylowymi wybrany motyw. Odtwarza obraz na kredensie.

Klienci mają różne oczekiwania. Lubią na meble przenosić ulubione obrazy. Ostatnio plastyczka wyczarowała „Drzewo życia” Gustava Klimta.

Ale zanim dzieło pojawi się na meblu, trzeba je... — Odrobaczyć, oczyścić, ponaprawiać — tłumaczy. — Spryskać, owinąć folią. Mebel ma być jak nowy i absolutnie sprawny.

http://m.wm.pl/2019/02/orig/fotel-529175.jpg

Elżbieta w wieku 15 lat wyjechała z rodzinnego Olsztyna do Warszawy, W stolicy ukończyła szkołę artystyczną, wyszła za mąż, urodziły się jej córki Ada i Maryna.

Przez wiele lat prowadziła tam pracownię tkactwa artystycznego. Jak mówi, powrót do Olsztyna był wynikiem zmian zachodzących w jej życiu. Sama wychowuje swoje nastoletnie córki. Ukończyła studia na kierunku dekorator wnętrz a także kurs tatuażu i makijażu permanentnego. Później pojawił się pomysł na kolejne studia. Wybór padł na socjologię dla osób 40 plus. Tam poznała Sylwię i Agnieszkę.

Założenie własnej firmy wydawało się początkowo szaleństwem. Jak mówi Elżbieta, najtrudniej było znaleźć odpowiedni lokal. Poza tym skąd wziąć na to pieniądze? Ale wszystko ułożyło się samo.

W październiku powstał „Waran z komodo”, biznes rękodzieła artystycznego, w którym odnawia się meble i daje im nowe życie. Na początek wynajęły budynek z podwórkiem. Tak, żeby proces oczyszczania mebli szedł sprawnie.

— Chciałyśmy dać drugą szansę starym meblom, których często pozbywamy się bezrefleksyjnie — mówi Elżbieta. — Wszystkie meble w moim prywatnym mieszkaniu są meblami po reanimacji i zapewniam, że mogą stworzyć niepowtarzalny klimat.

Czego oczekują klienci?
— Chcą, żeby coś odtworzyć. Ale my powtarzamy, że trzeba dać meblowi nowe życie. I namawiamy, żeby puścić wodze fantazji — opowiada artystka.

I dodaje, że klienci chcą mieć meble proste, klasyczne i sterylne. W modzie są teraz meble z czasów PRL. Chociażby taki fotel typu lisek. Albo sprzęt w stylu boho.

— Wróciła moda na odnawianie gratów — uśmiecha się Elżbieta. — A my działamy tak, żeby mebel był na błysk, użyteczny i w dobrym stylu. I niszowy.

Agnieszka Czubkowska, przyznaje, że coraz trudniej jej rozstać się z meblami, nad którymi pracuje. Coraz bardziej się do nich przywiązuje. Czasami jest to kredens, innym razem lustro.

— Wcześniej tego nie miałam — dziwi się. — Dlatego toaletka po moich pradziadkach, nad którą pracuję, stoi już u mnie bardzo długo...

Każdy przedmiot musi być niepowtarzalny, jedyny w swoim rodzaju. Bywa, że praca nad jednym trwa bardzo długo.

Agnieszka jest ceramikiem z zawodu, ale — jak mówi — z tym rzemiosłem niewiele miała wspólnego. Najwyżej prowadziła warsztaty dla dzieciaków. Do tej pory specjalizowała się w aranżacjach kwiatowych. Od 20 lat pracuje w biurze turystycznym. Po godzinach działa w stowarzyszeniach. W „Waran z komodo” zajmuje się nie tylko czyszczeniem mebli, ale także transportem, dostawą, szukaniem klientów.

Praca przy meblach ją... odstresowuje. Ma też pracownię w domu. Jeśli trzeba użyć cięższych narzędzi, może liczyć na pomoc męża. Jej pracy chętnie przygląda się trzyletni syn Jakub.

— Ja szlifuję, a syn ma swoją sztalugę i też nad czymś pracuje — uśmiecha się.

Sylwia Frankowicz jest fotografem. — Zabrałyśmy się do robienia różnych rzeczy, a później nastąpił podział obowiązków — mówi. — U mnie pojawiły się problemy zdrowotne, więc zajęłam się stroną organizacyjną i medialną. Jednak przy odnawianiu mebli trzeba się fizycznie napracować. To ciężka praca.

Ale najpierw Sylwia była szlifierką i malarzem. Uwielbia prace manualne. Uszyje, wykona biżuterię.

— Oczywiście Ela jest w tym najlepsza — podkreśla. — Ale ja też nie od razu zabierałam się za robienie zdjęć w naszej firmie. Pod okiem Eli uczyłam się też tkactwa. A teraz przydaję się do tego, żeby to piękno mebla wyeksponować — uśmiecha się.

Sylwia podkreśla, że ich firma jest małym kroczkiem do powstrzymywania nadmiernego konsumpcjonizmu. — Ekologia, zero waste, idea odnawiania zamiast produkowania — te hasła są nam bliskie — zapewnia.

Jak wspomina początki znajomości z Elżbietą i Agnieszką?

Lubiłyśmy ze sobą po prostu spędzać czas — opowiada. — A że każda z nas miała w sobie jakiś pierwiastek artystyczny, padł pomysł na wspólny biznes.

Wcześniej Sylwia próbowała żyć na własny rachunek. Ale bycie fotografem nie jest łatwe. — Chyba że ma się własne studio albo fotografuje śluby — opowiada. — Ale może ja nie jestem typową bizneswoman...?

Za to profesjonalnym fotografem i artystką na pewno. Jak mówi, uwielbia uwieczniać w kadrze zachody i wschody słońca. Wykona też portret, abstrakcję czy fotografię makro, bo przecież diabeł tkwi w szczególe.

— Z natury jestem realistką — opowiada. — Ela jest taka bardziej „na hurra”. I bardzo dobrze, bo się przynajmniej uzupełniamy. Każda z nas ma inny punkt widzenia.

Kryzys? — Czasami mogłabym rzucić wszystko i wyjechać do Skandynawii — śmieje się. — Tam jest spokój. Ale mąż tutaj w Olsztynie jest taką kotwicą. Tutaj mam rodzinę. I jestem spełniona.

Elżbieta, Agnieszka, Sylwia — trzy różne osobowości i temperamenty. Zapewniają, że nie ma między nimi konfliktów. Wszystkie świetnie się uzupełniają. Zresztą, każda z nich ma swoją rolę do odegrania.

— Ciągle jesteśmy na etapie nakręcania się — mówi Elżbieta. — Borykamy się z problemami finansowymi, bo najpierw musiałyśmy w naszą firmę zainwestować.

Skąd nazwa „Waran z komodo”? Gatunek gada z rodziny waranów nazywany smokiem z Komodo raczej nie wzbudza pozytywnych skojarzeń.

— Ma być drapieżnie, zabawnie, a nawet... denerwująco — stwierdza Agnieszka Czubkowska. — To pomysł grafika Zbyszka Urbalewicza. Taki żarcik.

A Sylwia dopowiada: — Nazwa jest na tyle abstrakcyjna, że można pod nią zawrzeć wszystko. Oczywiste skojarzenie z komodą, czyli meble, ale nie tylko.

Wspólniczki zgodnie podkreślają, że doceniają stare, sprawdzone wzorce i szlachetne materiały takie jak drewno.

- Staramy się pokazać, że wyrzucanie dobrych rzeczy, kupowanie takich, które się zaraz rozpadną, nie ma sensu. Zaśmiecamy tym sposobem Ziemię — mówi Sylwia.

Firma ma swój fan page na Facebooku. — Cały proces twórczy, począwszy od burzliwych dyskusji, poprzez przygotowanie i wykończenie, daje nam olbrzymią radość z możliwości pracy. Jeśli kochasz to, co robisz, to znaczy, że nie przepracujesz ani jednego dnia — zapewniają artystki.

Aleksandra Tchórzewska
a.tchorzewska@gazetaolsztynska.pl

Na swoim:

Nie wiem, skąd to się wzięło, ale Polacy, Słowianie i Europejczycy w ogólności, mają taką dziwną przypadłość. Nie lubią się chwalić. Inaczej mówiąc, to chwalenie się nie jest w dobrym tonie. Dokładnie na odwrót mają Amerykanie. Chwalenie się stanowi podstawę ich kultury. I chyba to także na tym chwaleniu się i kulturowym optymizmie wyrosła ich dzisiejsza potęga. My natomiast wychowywaliśmy się na wierszyku „Samochwała” Jana Brzechwy, który to wierszyk skutecznie wyuczał dzieci, że chwalenie się to bardzo brzydki zwyczaj. Podobnie jak brud za paznokciami. Inna różnica jest taka: Polacy lubią tych, którzy nie wyróżniają się z tłumu. Takich cichych ludzi. Amerykanie kochają za to ludzi sukcesu. Dlaczego o tym piszę? Bo szukamy przedsiębiorczych ludzi, którzy chcą się pochwalić swoim pomysłem na sukces w biznesie. W naszym cyklu „Na swoim” chcemy pokazywać nasze lokalne firmy. Te, które dopiero startują, a także te, które są już znane. Przede wszystkim jednak chcemy pokazywać ludzi, którzy je wymyślili, którzy nimi kierują. Co ważne: szukamy nie tyle ludzi biznesu, co ludzi, dla których biznes jest pasją. Chcecie się pochwalić? Napiszcie do mnie na Facebooku lub na Messengerze.


Igor Hrywna







Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB