Wtorek, 19 listopada 2019. Imieniny Elżbiety, Faustyny, Pawła

Agnieszka Karłowicz: Punk rock, boks i... polityka [ROZMOWA]

2019-01-27 16:02:56 (ost. akt: 2019-01-28 11:30:29)

Śpiewa w zespole hardcorowo-punkowym Kamikaze, uprawia boks, ogród, działa społecznie, jest radną w Ostródzie, ale przede wszystkim mamą, a od niedawna też babcią. Jak to się robi? Z Agnieszką Karłowicz rozmawia Barbara Chadaj-Lamcho.

— Lubisz tańczyć pogo?
— Nie, nie lubię.

— Ale lubisz muzykę agresywną?
— Tak, ale na scenie jestem sama i mogę sobie wtedy poszaleć. Pogo w tłumie to dosyć ryzykowne zajęcie, chociaż też mi się zdarzało. Wolę się przyglądać.

— Można radną z Ostródy zobaczyć, jak śpiewa z zespołem punkowym na scenie?
— Można! Już 1 lutego w ostródzkim amfiteatrze będziemy grać na koncercie charytatywnym dla córki naszego starego „załoganta”, Jaszczura, czyli Janusza Rutkiewicza, którego córka Maja ma glejaka. Zbierają pieniądze na leczenie i ich w tym wspieramy. Będzie jeszcze kilka innych zespołów.

— A pamiętasz swój pierwszy występ?
— Pewnie, że pamiętam! To jeszcze było w kinoteatrze w dawnych Czerwonych Koszarach w Ostródzie z zespołem Naga Prawda, miałam wtedy chyba 16 lat.

— Jaka muzyka jest ci najbliższa? Może inaczej, na jakich zespołach się wychowałaś, co cię muzycznie ukształtowało?
— Na pewno Dezerter, ich teksty, Post Regiment, ale też klimatyczny Dead Can Dance.

— Przed Dezerterem występowaliście ostatnio jako support...
— Tak! Podczas koncertów w Ostródzie i Malborku. Być na „cześć” z muzykami, których się kiedyś na scenie wielbiło, to fajne doświadczenie.

— Jeździłaś na słynne koncerty w Polsce?
— Kiedyś załapałam się na Jarocin, Woodstock, jeszcze w Żarach. Tułałam się też po wielu koncertach w okolicy.

— To śpiewanie w kapeli punkowej, to efekt młodzieńczego buntu?
— Śpiewanie to za dużo powiedziane. To raczej pewien rodzaj ekspresji i potrzeba wyrzucenia z siebie różnych emocji. Ale także przekazania w tekstach tego, co dla mnie ważne, co mnie boli, otacza. A śpiewać w kapeli zaczęłam przez przypadek. W szkole należałam do chóru kameralnego muzyki dawnej prowadzonego przez Sławomira Oleczka. Znajomi mieli gitarę, perkusję i bas i szukali dziewczyny, która z nimi zaśpiewa. Zaczęłam po angielsku od „In the name of love” zespołu U2. I potoczyło się. Nie było wielkiej konkurencji, bo niedużo jest dziewczyn śpiewających do ostrej muzyki.

— Robisz w życiu tak wiele rzeczy... Jesteś nauczycielką języka angielskiego, społeczniczką, radną, śpiewasz w zespole punkowym, jesteś mamą, a teraz zostałaś babcią...

— Uprawiam też boks! Biję się z kobietami...

— Po co?
— Zawsze lubiłam się fizycznie umęczyć. Dla mnie to sposób na odreagowanie i wyrzucenie z siebie złych emocji. Jak z treningu wychodzę na czworaka i mam zakwasy, to czuję, jak myśli się klarują, a głowa odpoczywa.

— I to wszystko da się pomieścić w 24 godzinach?

— Pewnie, że się da!

— A która z tych ról jest dla ciebie najważniejsza?
— Wszystkie są ważne, bo jestem każdą z tych osób po trochu. Jednak najlepiej czuję się w roli mamy, a teraz babci, bo nie ma przesady w stwierdzeniu, że można oszaleć na punkcie wnuków, wiem, bo teraz sama tego doświadczam. Mój ma na imię Leon.

— A doświadczenie kilkunastoletniej pracy w szkole jest ważne?
— Ważne. Praca z dziećmi zawsze sprawiała mi frajdę. Dzieci są bardzo szczere, otwarte i bezpośrednie. Z nimi praca jest trudna, ale jednocześnie łatwa. Dzieci dają do myślenia, czasami szczerze krytykują. Nie przeszkadza mi to. Dorośli za dużo kombinują.

— Dlaczego więc odeszłaś ze szkoły?
— Brakowało mi przestrzeni i czasu na wszystko. Nie mogłam poświęcić się Stowarzyszeniu Inicjatyw Możliwych RzeczJasna tak bardzo, jak chciałam, a miałam i mam plany z nim związane. System, w którym pracowałam, taki bardzo sformatowany, źle na mnie działał. Poza tym dzieci mam już duże, prawie samodzielne. Potrzebowałam zmiany.

— Stowarzyszenie wiele uwagi w swoich działaniach poświęca właśnie edukacji edukatorów, podpowiadaniu nauczycielom, jak można pracować z dziećmi...
— Raczej pokazywaniu narzędzi, nowoczesnych rozwiązań, niekonwencjonalnych metod.

— To wynika z rozczarowania sposobem edukacji w naszych szkołach?
— Tak, rozczarowania systemem, który powstał na potrzeby rewolucji przemysłowej, i sprawdzał się sto lat temu. Który ogranicza nauczycieli, a dzieci nie przygotowuje do wyzwań nieznanej przyszłości. Ja chciałabym i wiem, że można inaczej. Jednak nie wierzę w rozwiązania systemowe. Do ministrów edukacji nigdy nie mieliśmy szczęścia. Wierzę w pracę u podstaw.

— Kolejna ważna sprawa w twoim życiu: Stowarzyszenie Inicjatyw Możliwych RzeczJasna. Jak doszło do jego powstania?
— Wszystko zaczęło się od referendum w 2012 roku (przeprowadzone z inicjatywy grupy mieszkańców Ostródy; w jego wyniku został odwołany ówczesny burmistrz Olgierd Dąbrowski — red.). Jak się powiedziało A i zrobiło wielkie zamieszanie, to trzeba było powiedzieć też B i zacząć działać. Pamiętam spotkanie założycielskie u mnie w ogrodzie, pod wiatką. Zebraliśmy grupę lokalnych aktywistów i założyliśmy stowarzyszenie.

— Czym się teraz zajmuje?
— Mamy trzy główne obszary działania, które nam się po latach skrystalizowały. Jeden to nowoczesna edukacja dzieci i dorosłych oraz wprowadzanie nowych idei. Drugi to nowe technologie i to co się z nimi wiąże oraz nasza społeczna telewizja RzeczJasna. Trzeci obszar to działalność obywatelska. To pokłosie naszego udziału w wyborach samorządowych. Marcin Punpur i ja jesteśmy radnymi Rady Miejskiej. To duży sukces. Dzięki przedwyborczej kampanii dołączyły do nas nowe osoby. To bardzo cieszy. Wielka szkoda, że nasza kandydatka Kinga Wiśniewska nie została pierwszą burmistrzynią w Ostródzie. Miała świetny wynik. To nic. Za pięć lat poprawimy.

— Idziecie po władzę? Po co wam ta droga? Czy nie wchodzicie w ten sposób w politykę?
— Nie idziemy po władzę. Chcemy mieć wpływ na otaczającą nas rzeczywistość. Chociaż jeszcze do niedawna miałam wątpliwości typu: co ludzie powiedzą, a po co mam się w tym babrać... Bo u nas polityka wciąż kojarzy się źle, z czymś pełnym układów, takim fuj... Ale jak się mówi o tym, że jest źle, jak się kogoś krytykuje, to kolejnym krokiem powinno być pokazanie, jak można to zrobić inaczej. A żeby robić inaczej, trzeba być tam, gdzie są podejmowane decyzje. W przeciwnym razie można głośno krzyczeć, ale nikt nie będzie słuchał.

— Radnej będzie łatwiej?
— Mój głos jako nauczycielki, choćby i bardzo lubianej, usłyszy kilka osób. Głos radnej, przewodniczącej Komisji Oświaty, Kultury i Sportu Rady Miejskiej w Ostródzie, ma zupełnie inną wagę i mam większą sprawczość. I chociaż mamy w radzie „tylko” dwóch radnych, to uważam, że jeżeli się z ludźmi rozmawia, jest się autentycznym, ma dobre intencje i traktuje się ich jak partnerów do rozmowy, to można się dogadać. I działać. Przyszliśmy do samorządu z innym myśleniem o lokalnej polityce i tak będziemy postępować.

— Marzy Wam się „Miasto szczęśliwe”. Co się pod tym hasłem kryje?
— Marzą mi się aktywni mieszkańcy. Tacy, którzy nie będą tylko narzekać, ale będą też działać. Którzy będą mieli odwagę wpływać na decyzje. Którym zachce się wstać z kanapy i coś zrobić. W RzeczJasna pokazujemy, że można.

— Chcesz dużo robić dla innych, dużo dać z siebie. Lubisz ludzi?
— Lubię. Ciągnie mnie do ludzi zawodowo, ale lubię się też schować... na jakiś czas.
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (3) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Crust #2670495 | 5.173.*.* 28 sty 2019 05:28

    Punk w strukturach systemu powinien się znaleźć tylko po to żeby to roz.ebać od środka.

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. Popieram #2670482 | 83.9.*.* 28 sty 2019 00:18

    Bo kto był za młodu punkiem, ten na stare lata będzie dobrym człowiekiem.

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. aaa #2670341 | 185.104.*.* 27 sty 2019 17:25

    bbb

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-2) ! - + odpowiedz na ten komentarz