Piątek, 18 stycznia 2019. Imieniny Beatrycze, Małgorzaty, Piotra

Kamil Nowak z Blogojciec.pl: Idealny rodzic nie istnieje [ROZMOWA]

2019-01-11 20:51:52 (ost. akt: 2019-01-11 21:00:55)

Autor zdjęcia: Arch. prywatne

W gwiazdozbiorze blogów parentingowych ten wydaje się świecić coraz jaśniej. Blog Ojciec jest chętnie odwiedzany przez osoby, które cenią dystans, poczucie humoru i duże zaangażowanie społeczne. O tym, dlaczego idealny rodzic nie istnieje i dlaczego nie warto się tym martwić, z Kamilem Nowakiem, blogerem i autorem książki „Idealny rodzic nie istnieje”, rozmawia Daria Bruszewska-Przytuła.

— Swoją książkę rozpoczyna pan od przypomnienia instrukcji znanej z pokładu samolotu. W razie niebezpieczeństwa rodzic powinien założyć maskę tlenową najpierw sobie, a dopiero potem dziecku. Rozumiem, że można to potraktować jako metaforę?
— Wydaje mi się, że ta instrukcja może być pomocna zarówno w sytuacji, gdy już mamy dziecko i w sytuacji, gdy dopiero przygotowujemy się do bycia rodzicem. Zadbanie o siebie, jako o dorosłego człowieka i rodzica, jest wręcz niezbędne, aby móc zadbać o tę małą istotę, która kroczy obok nas. Szczególnie że ta mała istota potrafi być olbrzymim wyzwaniem i trzeba mieć dość siły, aby to wyzwanie podjąć.

— Pisze pan: „Piekło nie zna takiej furii jak ta okazywana przez czterolatka, którego kromka została pokrojona w kwadraty, gdy on chciał w trójkąty”. Co jeszcze może zaskoczyć początkującego rodzica? Czego nam nie mówią o wychowaniu dzieci, a powinni?
— Pokrojony banan, kubek w złym kolorze, cebula, która według dziecka jest jabłkiem... Dzieci nie mają tak dobrze jak dorosły człowiek rozwiniętych obszarów w mózgu, które odpowiadają za określanie, co jest prawdziwym zagrożeniem i w efekcie potrafią na nawet niewielki bodziec reagować tak, jakby zależało od tego ich życie. Ta wiedza o budowie i rozwoju dziecięcego mózgu jest jedną z rzeczy, którą powinno się każdemu rodzicowi podawać na samym początku jego drogi.

— Niektóre osoby na hasło „bezstresowe wychowanie” dostają białej gorączki. A pan mówi o tym, że zarówno tradycyjne, jak i „bezstresowe” wychowanie wiążą się ze strachem. Dlaczego?
— „Bezstresowe wychowanie” to jest taki pusty termin, którego uwielbiają używać zwolennicy przemocy i agresji. Twierdzą oni, że jak się dziecka nie bije, to dziecko jest „wychowywane bezstresowo” (w domyśle źle) i to ich niby usprawiedliwia. Tymczasem to, co oni rozumieją pod pojęciem „wychowanie bezstresowe” to tak naprawdę brak wychowania i to rzeczywiście może doprowadzić do tego, że „dziecko wejdzie nam na głowę”. Rodzic boi się, że straci miłość dziecka i dlatego się podporządkowuje (w przeciwieństwie do sytuacji, gdzie bijemy dziecko — wtedy ono się podporządkowuje, bo boi się stracić naszą miłość). Jak widać obie te relacje opierają się na strachu, na pewnego rodzaju bezmyślnym posłuszeństwie (masz mnie słuchać, nie dlatego, że mam rację, tylko dlatego, że inaczej cię skrzywdzę) i o żadnej nie można powiedzieć, że to zdrowa relacja. W końcu jeśli dziecko traktujemy gorzej niż przyjaciela, ba, gorzej niż obcą osobę, a czasami nawet gorzej niż domowe zwierzę, to chyba coś ewidentnie jest nie tak.

— Istnieje złoty środek?
— Potrzebujemy relacji, gdzie nie ma przemocy i agresji, ale gdzie jednocześnie są zasady i granice, bo one nie tylko uczą podstawowych zasad funkcjonowania w społeczeństwie, ale i dają dziecku poczucie bezpieczeństwa.

— Gdyby miał pan stworzyć dekalog dobrego rodzica, to jakie zasady by się w nim znalazły jako najważniejsze?
— Myślę, że nie ma potrzeby tworzyć całego dekalogu. Jeśli komuś zależy na dobru dziecka i jednocześnie jest gotowy poszukać pomocy, gdy ma jakiś problem, to wydaje mi się, że to spokojnie wystarczy, aby określić kogoś dobrym rodzicem.

— Napisał pan w swojej książce to, co chyba każdy współczesny rodzic myśli kilka razy dziennie: „Żyjemy w diabelnie trudnych dla rodziców czasach”. Mam czasami wrażenie, że to, co jest błogosławieństwem, bywa też przekleństwem. Moja mama nie mogła w internecie sprawdzić, czy rozwijam się prawidłowo, ale nie czytała w nim też, że jest złą matką. A my czytamy.
— Wielu czytelników po lekturze mojej książki pisało właśnie, że była ona najlepszym lekarstwem na to poczucie niedoskonałości, które co chwilę narzuca nam współczesny świat. Że dała im w końcu ten luz i dystans do tych wszystkich świętoszkowatych komentarzy ludzi, którzy wiedzą o wychowaniu dzieci wszystko, mimo że najpewniej sami ich nie mają.


Kamil Nowak żartobliwie radzi, jak radzić sobie z ocenami naszego postępowania
Rys. Maciej Zuch Mazurek/ il. z książki „Idealny rodzic nie istnieje




— Ci „inni” bywają nam jednak potrzebni. Wsparcie znajomych, którzy są w podobnej sytuacji do naszej, może być na wagę złota. Jakimi ludźmi powinniśmy się otaczać, żeby nie zwariować i jak im się za to odwdzięczyć?
— Przede wszystkim takimi, z którymi będziemy z przyjemnością spędzać czas. Takimi, którzy nie oczekują od naszych dzieci, że będą zachowywały się jak mali dorośli i że dwulatek będzie podczas rozmowy dorosłych siedział w spokoju przez trzy godziny. Niekoniecznie muszą to być nasi dotychczasowi znajomi czy nasza rodzina, bo wartości różnych ludzi dotyczące dzieci mogą być diametralnie różne i wtedy naprawdę nic na siłę. Czasami warto poszukać ludzi z dziećmi w podobnym wieku, bo to pozwala nawiązać kontakt na nieco innym poziomie. Można zacząć w żłobku czy przedszkolu, jak nie mamy innych źródeł. Znam też przypadki, kiedy rodzice zakładali swoje własne kluby rodziców, aby takich ludzi w swojej okolicy wyszukać i uważam to za świetny pomysł.

— Wracając do wyzwań związanych ze współczesnością. Uchyla pan przed swoimi czytelnikami drzwi do swojego prywatnego świata. Ustalił pan z żoną jakieś zasady związane z tym, co na blogu wolno, a czego nie?
— W naszym przypadku nie było takiej potrzeby, bo moje zasady są bardziej restrykcyjne niż mojej żony. Początkowo takie nie były, ale siedząc w sieci od lat i widząc, jak bardzo nieprzewidywalna może być, postanowiłem wizerunkiem dzieci się nie dzielić. Jak będą duże, to będą mogły same tworzyć swoją internetową obecność. Ja sam zresztą z perspektywy czasu wiem, że nie chciałbym, aby moi rodzice rozporządzali moim wizerunkiem, więc zakładam, że moje dzieci mogą mieć podobne podejście.

— Dzielę z panem niechęć do zachwytów nad ojcami bawiącymi się z dziećmi (w domyśle: wow, jakie to niesamowite!), bo rodzicielstwo to sport drużynowy i na dodatek taki, w którym w jednej ekipie powinno być dwóch kapitanów. Czasami jednak obserwuję mamy, które zazdrośnie bronią swojego prawa do bycia tym „numerem 1” dla dziecka.
— To zawsze idzie w dwie strony. Z jednej strony mamy wygodnych ojców, którzy sami się wycofują i zostawiają wszystko mamie, bo tak im łatwiej, a z drugiej strony mamy zaborcze mamy, które nawet chętnego do pomocy ojca odstawiają na boczny tor, bo „one wiedzą lepiej”. Dlatego istotne jest, żeby z jednej strony ojcowie nie dali sobie wejść na głowę takim „zaborczym mamom”, ale i żeby tych „wygodnych ojców” kopnąć w tyłek i zagonić do roboty, bo inaczej ciężko będzie mówić o partnerstwie i wspólnym wychowywaniu dzieci. Wspólne jest wtedy, gdy robimy to razem.

— Idealny rodzic nie istnieje, ale domyślam się, że chce się pan jednak do ideału zbliżyć...
— To nad czym muszę pracować, to zdecydowanie panowanie nad własnymi emocjami. Długa droga już za mną, ale jeszcze spory kawał drogi mam do pokonania. Niektóre rzeczy jest diabelnie ciężko wykorzenić... Z kolei to, co w sobie najbardziej lubię, to umiejętność przekazywania dzieciom odpowiedzialności za ich sprawy. Szkoła, oceny, śniadanie, sprzątanie pokoju itp. Oczywiście wszystko to adekwatnie do wieku. Jak zrobimy to dobrze, nie będziemy musieli później stać na dwunastolatkiem i sprawdzać mu zeszytów ani pilnować, by zabrał czy nawet przygotował sobie śniadanie. Zresztą dziesięciolatek i co drugi ośmiolatek również. To jest właśnie przygotowanie terenu, któremu w książce poświęciłem jeden rozdział, bo jak ów „teren” będzie dobrze przygotowany, to rodzice nie będą musieli latać za dzieckiem w pocie czoła z wywieszonym jęzorem, tylko będą mogli cieszyć się tym, czym rodzicielstwo jest i być powinno. A takich właśnie wypoczętych i szczęśliwych rodziców potrzebujemy nie tylko jako pojedyncze osoby, ale i jako całe społeczeństwo.


Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (7) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. grab #2661343 | 5.172.*.* 12 sty 2019 13:14

    Człowiek ciągle się uczy. Jeśli swe dziecko kocha i wychowuje go na porządnego człowieka, to czasem musi dać mu klapsa, by zrozumiał, że są pewne zasady, które i jego obowiązują. Tzw. bezstresowe wychowanie to błąd rodzicielski.

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. Rodzice proszą o podpisy #2661179 | 188.146.*.* 12 sty 2019 08:11

    http://petycja.eu/protest-przeciwko-refo rmie-prawa-rodzinnego-ud392/?fbclid=IwAR 1wCewugiATpfF1YNF2COqZarsdt4IgroYppdj68n XO8eIoajf8n56W77Y#podpisz

    Ocena komentarza: warty uwagi (6) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. babcia #2661157 | 89.228.*.* 12 sty 2019 06:46

    teoria jest super, gorzej bywa w praktyce, wiem co mówię Mam b.dorosłe dzieci, samodzielne, z własnymi rodzinami, wykształcone, ułożone nikt nie wie ile to kosztowało wysiłku, nieprzespanych nocy, o finansach nie wspomnę dzieci wychowywaliśmy na czuja, ale z miłością, , nie wierzę ,że są idealni rodzice, każdy może popełnić jakiś błąd, szczególnie ,że żadnej szkole nie uczyli jak wychować dzieci.

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  4. szkoda #2661141 | 81.190.*.* 12 sty 2019 01:32

    mi takich ludzi

    Ocena komentarza: warty uwagi (2) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  5. I jeszcze #2661113 | 82.145.*.* 11 sty 2019 23:00

    A te swoje blogi wsać sobie w d....... . Rodzic

    Ocena komentarza: warty uwagi (4) ! - + odpowiedz na ten komentarz

Pokaż wszystkie komentarze (7)