Czwartek, 17 października 2019. Imieniny Antonii, Ignacego, Wiktora

Tułaczka Wioli po stancjach

2018-12-27 21:40:00 (ost. akt: 2018-12-27 21:46:51)

Autor zdjęcia: materiały promocyjne

Recenzja\\\ Bohaterka nowej powieści Wioletty Grzegorzewskiej „Stancje” to 19-letnia Wiola. Po maturze staje przed wyborem — albo pozostać na wsi i podjąć słabo płatną oraz mało satysfakcjonującą pracę, albo iść na studia w obcym mieście.

Dziewczyna decyduje się na polonistkę i wyjeżdża do Częstochowy. Niestety, już na początku nowego życia los nie jest łaskawy dla Wiolki. Nie przyznano jej akademika, bo jej wieś Hektary leży zbyt blisko Częstochowy. Musi więc wynająć jakąś tanią stancję.

Trafia do hotelu robotniczego „Wega”, gdzie mieszka w małej, nieogrzewanej klitce. Oszczędza na wszystkim — na jedzeniu, biletach autobusowych, ciuchach. W hotelu poznaje losy innych jego mieszkańców — dozorcy Waldka, rosyjskich handlarzy — braci bliźniaków Siergieja i Aleksego, dwóch kobiet — Ludmiły i Natki.

Pewnej deszczowej nocy dziewczyna musi szybko i w tajemnicy opuścić hotel oraz przechować dla Natalii paczkę. Wiola nie wie, dlaczego Ludmiła wyprowadza ją z hotelu tajnym wyjściem. W ten sposób zaczyna się kolejny etap tułaczki nastolatki po stancjach. Mieszka przez jakiś czas w pokoju na poddaszu w Domu Zgromadzenia Sióstr Serca Jezusowego.

Będzie to dla niej wyjątkowo trudny okres. Za kąt do spania i jedzenie sprząta korytarze, płynem do mycia naczyń czyści konfesjonały i figurki świętych. Jednak nie ciężka praca zmusza ją do przeprowadzki na kolejną stancję, czyli do pokoju z „łysym” materacem. Na jaw wychodzą bowiem tajemnice siostry przełożonej z czasów drugiej wojny światowej.

Powieść opisuje trzy lata życia Wioli w Częstochowie, jej zmagania z miejską rzeczywistością, nowymi i trudnymi wyzwaniami. Niewiele wiemy o jej życiu na wsi. Tylko w kilku miejscach wspomina swoje dzieciństwo, rodziców, dziadka i babcię. Z tych retrospekcji wyłania się obraz biednego i smutnego losu dziewczyny.
„Stancje” to opowieść o dojrzewaniu, poszukiwaniu swojego miejsca w życiu, o pierwszej miłości, marzeniach i rozczarowaniach. Wiola sprawia wrażenie osoby, która biernie poddaje się losowi. Przypadkowo napotkani ludzie i zdarzenia decydują o jej losie.

Nie brakuje jej jednak determinacji i wytrwałości w znoszeniu przeciwności losu. To tu i teraz kształtuje się jej osobowość, charakter, hierarchia wartości. Trudności, które napotyka na początku swojego dorosłego życia, nieodwracalnie wpłynęły na postrzeganie przez nią świata i siebie samej.

Wioletta Grzegorzewska w swojej powieści opisuje również przemiany zachodzące w społeczeństwie polskim połowy lat 90. To wtedy odkrywamy restauracje McDonald’s i inne „zdobycze” zachodniego świata. Wiola jest biernym obserwatorem tych zmian. Szkoda, że w książce tylko między wierszami można domyślać się rzeczywistości przyklasztornej Częstochowy. Autorka na marginesie opisuje miejskie sklepiki z dewocjonaliami oraz rzesze pielgrzymów, których duchowość jest na pokaz.

Również tylko w kilku miejscach skąpo wspomina o studiach dziewczyny i jej znajomych. Niewątpliwie byłby to ciekawy element tej trochę biograficznej opowieści, zwłaszcza dla tych, którzy studiowali w tym czasie na różnych uczelniach.

„Stancje” to także luźna kontynuacja docenionego przez krytykę zbioru „Guguły” wydanego w 2014 roku. Angielska wersja tej książki „Swallowing Mercury” w przekładzie Elizy Marciniak zyskała nominację do międzynarodowej Nagrody Bookera. Polecam obie powieści.

Hanna Tomaszewska-Reich
Warmińsko-Mazurska Biblioteka Pedagogiczna

Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB