Sobota, 7 grudnia 2019. Imieniny Agaty, Dalii, Sobiesława

Orkiestra zagrała „Jeszcze Polska” i przez granicę weszliśmy do Kraju Naszego Kochanego

2018-11-10 11:30:00 (ost. akt: 2018-11-10 12:21:14)

Autor zdjęcia: arch. rodzinne

38 lat po śmierci męża, w roku 1996 umiera Marianna Rymkiewicz. Przy porządkowaniu damskich szpargałów i bibelotów rodzina znajduje zawinięte w chusteczkę: legitymację żołnierską, odznakę pułkową Ułanów Jazłowieckich, dwa Krzyże Walecznych i gruby notes z zapiskami.

Zapiski ukrywały nieznane dotąd własnym, dorosłym już dawno dzieciom i wnukom przeżycia młodego chłopca z Wilna, którego los rzucił w sam środek historycznych zdarzeń decydujących o kształcie granic Niepodległej Ojczyzny.

Skrywanie chwalebnej przeszłości przez Zygmunta Rymkiewicza w czasach szalejącego komunizmu w Polsce do 1956 roku było konieczne. Natomiast nieujawnianie jej przez małżonkę wynikało być może z faktu, że jakiś czas po śmierci męża poślubiła innego, bardzo zazdrosnego mężczyznę, chyba nieprzypadkowo... również ułana. Może nie chciała, żeby czuł się porównywany z nieżyjącym poprzednikiem?

Owszem, wszyscy w rodzinie, mieli jakieś mgliste pojęcie o tym, że ich ojciec i dziadek był kiedyś w wojsku, ale przecież wszyscy byli. O samej uroczystości ślubnej z Zygmuntem w 1930 roku Marianna opowiedziała tylko najstarszej córce Irenie: do Wilna przybył osobiście dowódca 14 Pułku Ułanów Jazłowieckich płk. Antoni Szuszkiewicz i wręczył pannie młodej 14 róż w barwach pułkowych: 7 białych i 7 żółtych.

Przy okazji każdej uroczystości rodzinnej to właśnie następca Zygmunta – Adam – honorowany był chóralnym odśpiewaniem piosenki „Ułani, ułani, malowane dzieci”. Nikt wtedy prócz Marianny nie wiedział, że ich prawdziwy ojciec, dziadek i pradziadek był jednym z pierwszych, którzy tworzyli zalążki najsławniejszego w dziejach polskiej kawalerii 14 Pułku Ułanów Jazłowieckich. Że przebył cały ich szlak bojowy w walce o granice Niepodległej Rzeczpospolitej.

Stanisław Sokołowski (z lewej) uratował Zygmunta Rymkiewicza (z prawej)

Kończyła się I Wojna Światowa. Brało w niej udział 80 milionów żołnierzy. Co ósmy z nich zginął, co czwarty odniósł rany. Rozpadały się mocarstwa, Rosję toczyła zaraza wojny domowej, Niemcy kapitulują militarnie i przeżywają wstrząsy polityczno-społeczne a obrzeża Austro-Węgier zaczynają płonąć od kwestii narodowych, czeskich, słowackich, węgierskich, chorwackich, słoweńskich, bośniackich, ukraińskich i przede wszystkim polskich. Wojna światowa się skończyła, a mimo to tysiące, dziesiątki tysięcy polskich patriotów, żołnierzy poborowych, młodych studentów i starszych oficerów ginęło dalej w walce o kształt naszych granic, wolności i niepodległości młodej, odradzającej się ojczyzny.

Fragment jednego z wielu życiorysów pisanych na przesłuchaniach w UB, na początku lat 50. w Olsztynie:

Ja, Zygmunt Rymkiewicz, urodzony w Wilnie dnia 24 lipca 1898 r. żyłem przy rodzicach... i w czerwcu 1914 roku ukończyłem rosyjskie gimnazjum państwowe w Wilnie. Na ferie letnie zawsze pracowałem jako chłopiec stajenny u hrabiego Berezy i również po skończeniu szkoły zatrudniłem się u niego do pracy w kantorze. Po wybuchu wojny jesienią wyjechałem z końmi do jego majątku w guberni Mińskiej. Z guberni Mińskiej na wiosnę 1915 r. wyjechałem na sezon wyścigów do Wilna, Petersburga, Moskwy i Odesy. W Odesie byłem do marca 1917 i wtedy zostałem wcielony do wojska rosyjskiego. Byłem w pułku w Mikołajewie. W 1917 roku podczas rewolucji brałem udział w walkach po stronie czerwonych. W grudniu tegoż roku zostałem zwolniony i powróciłem do Odesy. W 1919 roku razem z końmi wyjechaliśmy przez Rumunię do Polski, pod opieką Wojska Polskiego. Wobec tego, że nie mogłem powrócić do rodziny, bo Wilno było u Litwinów i pracy żadnej nie było pozostałem w wojsku w 14 Pułku Ułanów. Byłem tam do 1921 r. i w m-cu lipcu wyszedłem do cywila jako plut. rezerwy.


Prawda jest taka, że Zygmunt został wcielony do oddziału kawalerii pułku rosyjskiej armii w Mikołajewie. W grudniu 1917 r. po rozsypce armii carskiej przedostaje się w kilkudziesięcioosobowej grupie kawalerzystów na Kubań. W grupie jest kilkunastu Polaków, podobnie jak on wcielonych do ruskiej armii i podobnie jak biali Rosjanie pałających żądzą stłumienia bolszewickiej rewolucji. Jeszcze w Odesie od zarządcy stadniny Persona dostaje na drogę swojego ulubionego Aganioka i pewną niedużą sumę pieniędzy. W czasie drogi zimowo-wiosennej na Kubań oddział walczył głównie z robactwem i głodem. Chleb racjonowano oszczędnie, porcje były głodowe.

Żołnierze węszyli „za żarciem”, towarzyszył temu lament gospodyń po ginącym drobiu i rekwirowanych zapasach owsa dla koni. Czasem ów żołnierz wolałby już tę wojenkę zakończyć i wracać do domu. Jednak instynktownie wyczuwał, że na pokój się nie zanosi.

Na Kubaniu oddział przyłącza się do formujących się tam białych oddziałów gen. Aleksiejewa. Wkrótce, w połowie sierpnia 1918 roku na mocy porozumienia Aleksiejewa a twórcą polskiego wojska na Kubaniu gen. Żeligowskim, grupa Polaków przechodzi pod rozkazy „Oddziału Polskiego” przy 2-gim Pułku Konnym Ochotniczej Armii gen. Aleksiejewa. We wsi Paszkowskaja pod Jekaterinogradem zaczęła się energiczna organizacja szwadronów polskich. Napływali licznie ochotnicy – rozbitkowie z I i II Korpusów Polskich Wschodnich rozbitej Armii Rosyjskiej.

Fragmenty zapisków z notesu Zygmunta:
… 7.IX.1918 r … Konie różnej jakości i różnie szkolone, czasem sznurki jako wodze i różne gałgany za siodła. Karabiny, rosyjskie szable, szaszki rosyjskie, buty często dziurawe, spodnie często połatane, szkolą nas już piaty miesiąc, Aganiok uczy się szybko, najważniejsze, że w ogóle nie strachliwy. Zrobił się hardy! Jemu szarże bardzo podobają się i na ćwiczeniach bardzo zadowolony jest. Jutro ma się sprawdzić w ataku. Zaraz po pobudce ja muszę do Aganioka chodzić, bo on czeka na mnie i wystawia nos do całowania.

10.IX.1918 r. Dostaliśmy nowego dowódcę, majora Plisa. Jest dwóch Plisów. Dowódca – Kostek, a jego młodszy brat, porucznik – Kaziuk. Oba morowe chłopy, przeklinają jak szewcy. Każde zdanie zaczynają jakimś grubym słowem. To wzieli z ruskiego wojska. Major podobno zuch-maładiec, na pierwszym apelu w galowym mundurze, dużo carskich odznaczeń. Powiedział: „Job wasza mać, ja z tej watahy zrobię porządny oddział ułanów. A nie ma jeszcze żadnych regulaminów polskich, obowiązują ruskie.

15.IX.1918 r. Kaziuk Plisowski (a nie Plis, jak wcześniej pisałem) dał mi szable oficerską rosyjską (miał dwie) za siodło wyścigowe. Ja wczoraj zdobyłem siodło kozackie z całym kompletem wiązań. Pobiliśmy bolszewików pod Dżałgą.

Zginął nasz porucznik Borkowski i dwóch ułanów. Plis nad grobem powiedział: „Borkowski, job twoju mać, odpoczywaj u Boga w niebie, a wy ułani nie przynoście mi tam wstydu”. Potem wystrzeliliśmy salwę honorową i tak nas już znów ubyło.


Konstanty Plisowski (1890-1940):
W czasie I wojny walczył w armii rosyjskiej. Zimą 1918 roku stworzył złożony z Polaków szwadron
We wrześniu 1918 roku na Kubaniu objął dowództwo Dywizjonu 1 Dywizji Jazdy przy 4 Dywizji Strzelców Polskich. Potem dowodziił w Odessie Pułkiem Ułanów 1 Dywizji Jazdy. 1 szwadron pułku walczył u boku wojsk francuskich, greckich i „białych” rosyjskich z bolszewikami w okolicach Odessy. W kwietniu 1919 roku przebił się do Rumunii, a potem przekroczył granicę rumuńską i przybył do Polski.

Plisowski brał udział w wojnie polsko-ukraińskiej. 11 lipca 1919 roku dowodził szarżą pod Jazłowcem. 12 sierpnia jego oddział przemianowany został na 14 pułk Ułanów Jazłowieckich. W 1929 roku mianowany na stopień generała.

Dowodził obroną Twierdzy Brzeskiej w 1939. Trafił do sowieckiego obozu w Starobielsku. Zamordowany wraz z innymi jeńcami w Charkowie. Spoczywa na Polskim Cmentarzu Wojennym w tym mieście


Fragmenty zapisków z notesu Zygmunta:
27.01.1919 r. My wszyscy „opolaczylisia”. Ja „opolaczyłsia” już całkowicie. Do tych pór szwadrony były pod dowództwem Plisa, ale wojskowych polskich legitymacji my nie mieli. Jak płynęli my do Odesy w dniu 23.01.1919 r. przyjęli mnie i innych do Polskiej Armii oficjalnie i teraz ja już kapral polski całą gębą. Jako jedyny podoficer dowodzę całym plutonem. Moi chłopcy podrzucali mnie do góry, aż rąbnąłem głową w sufit, że mnie do dziś boli.


Odessa jest okupowana przez oddziały francuskie, toteż pułk prowiantowała intendentura francuska. Kupiono 400 bardzo dobrych koni, otrzymano broń, różnorodne rzędy końskie i nieco umundurowania. Pułk pełni służbę razem z oddziałami francuskimi i greckimi. Pod francuskimi rozkazami uczestniczy w operacjach najbardziej beznadziejnych, jakie kiedykolwiek wymyślili stratedzy i politycy z Paryża: rozbraja Niemców i Austriaków, „dyscyplinuje” Rosjan białych, walczy z bolszewikami, ale i Ukraińcami Petlury.

Oddziały interwencyjne muszą ustąpić przed nacierającą masą bolszewicką i przebijają sie do Rumunii.

Fragmenty zapisków z notesu Zygmunta:
13.VI.1919r. My już w Rumunii. Uczę Aganioka tańczyć. Jeszcze trochę, a będzie on „pierwyj tancor” w pułku.
Jutro albo pojutrze mamy iść do Polski. Wszyscy podenerwowani.
16.VI.1919 r. Plis przemówił do ułanów na baczność, wszyscy głośnym chórem pomodlili się, orkiestra zagrała „Jeszcze Polska” i przez granicę weszliśmy do Kraju Naszego Kochanego. Coś mnie ścisnęło za gardło. Ja patrzę, a wszyscy płaczą jak dzieci, to i ja rozryczałem się...
Mnie wydawało się, że Aganiok też płakał, bo chrapał tak jakoś dziwnie..
Rano forsowaliśmy Dniestr w bród pod Zawodówką i Korzową, bo most w Toustobabach zniszczony. Wybiliśmy Ukraińców i pogoniliśmy kontrataki...Przeprawiliśmy się przez Złotą Lipę. We wsi Porchowa dostałem meldunek, że w sąsiednim Sokołowie stoi brygada n-p. Przekazałem to Plisowi i on nakazał szarżę. Walczyliśmy szablami, bagnetami, zębami, żywcem rozdzieraliśmy się wzajemnie. Takiej wojny ja jeszcze nie miał. I potem huknęło koło mnie bliziutko i już nic nie pamiętam. Potem dowiedział się ja, że ułan Sokołowski uratował mi życie...
[/qute]

Stanisław Sokołowski (z lewej) uratował Zygmunta Rymkiewicza (z prawej)
Stanisław Sokołowski (z lewej) uratował Zygmunta Rymkiewicza (z prawej)

Z późniejszych chaotycznych zapisków Zygmunta wynika, że kiedy zarządzono odwrót, znaleziono jednego zabitego ułana i kilku rannych. Brakowało kaprala Rymkiewicza. Jego koń kręcił się niespokojnie. Wtedy ułan Sokołowski niewiele myśląc dosiadł Aganioka i ten bezbłędnie po kilkunastu minutach trafił na miejsce, w którym leżał ranny Zygmunt. W ostatniej niemal chwili zdążył przed zbliżającym się oddziałem wroga.

Stanisław Sokołowski przed I wojną studiował w Monachium. Po wybuchu wojny mieszkał w Paryżu, a pod koniec wojny dowiedział się, że podczas rewolucji cała jego rodzina została wymordowana, dwór w Sokołowie pod Zasławiem na ukraińskich kresach spalony, majątek rozgrabiony. Dwie siostry zgwałcono i żywcem wrzucono do studni. Wtedy Stanisław zaciągnął się do strzelców konnych armii tworzonej przez gen. Hallera we Francji, a po przetransportowaniu armii do Polski dzięki koneksjom, załatwił sobie przeniesienie do tworzonych oddziałów kawalerii w Odessie. Tam dostał przydział do pułku majora Plisowskiego.

11 lipca od świtu Pułk rozpoczyna 3-dniowy bój pod Jazłowcem z przeważającymi siłami wroga: ponad 2500 bagnetów, 4 baterie artylerii, 50 CKM. Siły pułku w trzecim dniu ciągłej walki stopniały do 200 szabel! Mimo to Pułk odnosi wielkie zwycięstwo. Zdobywa miasto i klasztor w Jazłowcu, zadaje nieproporcjonalnie wysokie straty w zabitych i rannych, w tym 300 oficerów, zdobywa 37 CKM i 16 armat. Czwartego dnia rusza w pościg za Ukraińcami i zdobywa kilka pociągów ze sprzętem, bronią i żywnością.

Rozkazem Józefa Piłsudskiego otrzymał nazwę 14 Pułk Ułanów Jazłowieckich, a pół roku później sztandar i Order Virtuti Militari.

„Gdzie 14 pułk bojowy
komisarskie lecą głowy
Lance do boju, szable w dłoń
bolszewika goń, goń, goń”


A to był zaledwie dobry początek...

Wiele jeszcze bitew i potyczek stacza Pułk Ułanów Jazłowieckich, zanim nastanie pokój zawarty w Rydze z Rosją Sowiecką.

Pułk zawsze zdobywa przewagę mad liczniejszymi siłami nieprzyjaciela dzięki czystym, zdecydowanym i brawurowym szarżom. Jego dowódca, major Konstanty Plisowski pełen energii, zimnej krwi, szalonej brawury a zarazem rozwagi i doskonałej orientacji w sytuacji był zawsze w miejscach najniebezpieczniejszych, w największym ogniu. Nie ma przesady w tym, że położył podwaliny sławy pułku.

Od 6.VI.1920 r. - walki w odwrocie, wycofanie za Słucz, wypady zaczepne i mniejsze boje. Siła bojowa pułku spadła do nieco ponad 100 szabel! Z otaczającego pierścienia nocnym marszem pułk wydostaje się lasami z matni. Potem pułk osłania Lwów przed Sowietami i bierze udział w zwycięskiej bitwie pod Komarowem.

[quote]Fragmenty zapisków z notesu Zygmunta:
28.VI.1920 r. Wycofywali my dzisiaj do Ludwipola. Tu wieczorem chłopy i baby przyprowadziły całą baterię sowiecką - działa, jaszcze i kilkunastu jeńców powiązanych ze sobą rękami i nogami. Powiedzieli, że raniutko napadli całą wsią na śpiących bolszewików, a oni wcale się nie bronili. Chłopy konie musieli podmienić, bo przyprowadzili jakieś stare chabety. Ale pokwitowanie dostali. Taka zdobycz nam trafiła się..
14.VIII.1920 r. Mój Aganiok nie żyje. Nie mogę pisać...
16.VIII.1920 r. Mojego konika skosili z CKM. Mnie tylko drasnęło w nogę. Aganiok leżał, dyszał i patrzał na mnie. Ja nie mogłem skrócić u cierpienia. Zrobił to ułan Marasz. Chłopy "zdobyli" bańkę samogonu. Podzielili po równo między szwadrony i wieczorem śpiewali. Ja płakałem..


Pułk ściga rozbite sowieckie wojska. 10.X.1920 zdobywa Korosteń. W tym czasie kapral Rymkiewicz dwukrotnie się odznaczył. W bitwie pod Chorowem posłany z plutonem na tyły wsi bronionej przez bolszewików zaszedł ich od tyłu i uderzył na nich w konnym szyku. Dzięki czemu dał możność pułkowi przejść do ataku i zająć wieś.

W bitwie pod Korosteniem uderzył z plutonem na szykujących sie do kontrataku bolszewików. Swoim osobistym przykładem porwał swój pluton i zmusił wroga do ucieczki, biorąc z kilkoma tylko ułanami około 100 jeńców, czemu w wysokim stopniu ułatwił ogólne zwycięstwo.



Bohaterskim zagonem na Korosteń 14 pułk zamknął chlubną historię swych bojowych ciężkich i krwawych działań w wojnie o Polskę 1919-1920 r.

W dniu 20 marca 1921 r. marszałek Józef Piłsudski wręczył pułkowi sztandar podarowany przez wychowanki Jazłowieckiego Klasztoru i udekorował go Krzyżem Virtuti Militari.

W dniu 26 lipca 1921 r. plutonowy Zygmunt Rymkiewicz przechodzi do cywila.

Po powrocie do Wilna w uznaniu zasług bojowych Zygmunt otrzymuje propozycje wstąpienia do Szkoły Oficerskiej Policji oraz "pozwolenie na działalność handlową" dla najbliższej rodziny. Na tej podstawie matka Zygmunta otworzyła restaurację w dzielnicy Antokol, gdzie mieszkali. Ojciec Stanisław - który wcześniej jak mówią rodzinne przekazy - przehulał w karty majątek w Malinówce pod Wilnem, zajął się zaopatrzeniem. Restauracja była czynna jeszcze w czasie II wojny światowej.
Zygmunt po ukończeniu Szkoły Oficerskiej Policji - zostaje komendantem policji w Olkienikach, tam poznaje Mariannę, ślub biorą w 1930 r. Dalej z upodobaniem jeździ konno, wygrywa większość policyjnych zawodów jeździeckich. W 1931 roku przychodzi na świat pierwsze dziecko, córka Irena. Potem kolejno Alicja, Anna, Gerard i Danuta.

Rok 1932, Mała Irenka z rodzicami

Stanisław Sokołowski (z lewej) uratował Zygmunta Rymkiewicza (z prawej)

Do wybuchu II wojny światowej był to najszczęśliwszy okres jego życia. W 1939 roku w sierpniu zostaje jednym z zastępców komendanta policji w Antokolu w Wilnie. W drugim tygodniu wojny zostaje internowany. W marcu 40 roku ucieka i ukrywa się w majątku dalszej rodziny w Malinówce, potem w lasach. Dalsze wojenne losy Zygmunta, tułaczka w oddziałach AK itp. to temat na osobną opowieść.
Po wojnie pierwszym możliwym cywilnym transportem, ze sfałszowanymi dokumentami pracy w charakterze stróża nocnego magazynów prowiantowych i woźnego rosyjskiej szkoły wraz z rodziną i ze skierowaniem repatriacyjnym na Gdańsk wyjeżdża z ZSRR do Polski. Na postoju pociągu na dworcu w Olsztynie pracownik Państwowego Urzędu Repatriacyjnego wyłuskuje Zygmunta z tłumu podróżnych jako "piśmiennego" i każe całej rodzinie wysiadać. Zygmunt zostaje zatrudniony w Powiatowym Oddziale PUR jako intendent. Jako głowa rodziny z 5-giem dzieci dostaje duże mieszkanie w "oficerskiej" dzielnicy Olsztyna.

Niestety, w roku 1949 rozpoczęły się kłopoty. Władze dowiedziały się o ułańskiej przeszłości Zygmunta i rozpoczęły szykany. Całą rodzinę wysiedlono do małej miejscowości Jeziorany pod Olsztynem, Zygmunt dostał nakaz pracy w tzw. ZEOMie - Zakł. Sieci Energ. jako referent administracyjny. To wiązało się z uciążliwymi dojazdami, a jednocześnie rozpoczęły się regularne wezwania do UB, gdzie kazano mu spisywać niezliczoną ilość razy swój życiorys. Kilkakrotnie został dotkliwie pobity za "niezgodności" w szczegółach swej ułańskiej i policyjnej przeszłości. Prześladowania ustały dopiero w 1956 roku i jednocześnie rodzina mogła powrócić do Olsztyna. Dwie zamężne córki już wcześniej urządziły sobie w Olsztynie życie.

Jego przyjaciel, Stanisław Sokołowski po zwolnieniu do cywila w 1921 roku nie miał rodziny i nie miał dokąd wracać - jego rozgrabiony majątek znalazł się w granicach sowieckich. Zabrał się więc razem z Zygmuntem do Wilna. Tam poznał siostrę Zygmunta, zakochał się i ożenił. Wkrótce został prezesem dużego banku w Wilnie, potem wujkiem dzieci Zygmunta. Umiera młodo w roku 1943 na serce.

Nasz bohater Zygmunt Rymkiewicz niedługo cieszył się tzw. "odwilżą". Ciężko zachorował i zmarł w styczniu 1958 roku. Kondukt poprzedzała orkiestra wojskowa. Miejmy nadzieję, że Ojczyzna chciała w ten sposób wynagrodzić mu Jego zasługi dla Niej.

Krzysztof Czułowski
(autor jest synem Ireny, najstarszej córki Zygmunta)


Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB