środa, 29 stycznia 2020. Imieniny Franciszka, Konstancji, Salomei

Siedem miłości Władka K.

2018-10-08 12:00:00 (ost. akt: 2018-10-10 14:10:48)
Władek Katarzyński na olsztyńskim Zatorzu

Władek Katarzyński na olsztyńskim Zatorzu

Autor zdjęcia: Beata Szymańska

Władysław Katarzyński, dziennikarz „Gazety Olsztyńskiej”, obchodzi 50-lecie pracy twórczej. Jutro odbierze nagrodę marszałka regionu w dziedzinie kultury za całokształt twórczości. Uroczystość odbędzie się w olsztyńskiej filharmonii. Namówiłam go na zwierzenia.

— Podczas twojego spotkania autorskiego w Olsztynie słuchałam, jak czytasz wiersz „Poduszka”, który zadedykowałeś żonie. I muszę cię zapytać o miłości twojego życia. Pierwsza to?
— Żona! Opoka mojego życia, daje mi pracować. Irenę poznałem, gdy miałem 25 lat, a ona 17. Jako piłkarz Warmii Olsztyn przyjechałem na mecz z Iharem Bartążek. Ja zawsze grałem ostro — przez 32 lata, będąc piłkarzem różnych klubów i odnosząc niezliczone kontuzje — ale w tym meczu przeszedłem samego siebie i sędzia piłkarski Alojzy Jarguz wyrzucił mnie z boiska. Usiadłem na ławeczce między kibicami i zobaczyłem śliczną blondynkę. Ślub braliśmy trzy lata później, kiedy byłem w wojsku po Studium Nauczycielskim na przepustce, a domem weselnym było mieszkanie pod moją jednostką wojskową. Żonie zachciało się jednak romantycznego wieczoru pod gwiazdami i poszliśmy na taras do Staromiejskiej. Irena szybko wsiąkła w artystyczno-kabaretowe środowisko, w którym działałem i polubiła je.

— Ile lat jesteście lat po ślubie?
— 42 lata.
— Jest jakaś recepta na taki długi związek?
— Nie kłócić się, nie robić problemów z drobiazgów. Uwielbiamy taniec, były czasy, kiedy co tydzień tańczyliśmy w dyskotece w DŚT, a potem w kawiarni Teatralna. Chodzimy razem na imprezy kulturalne, kibicujemy piłkarskiej reprezentacji Polski. Ja jestem od zarabiania pieniędzy, ale prawdziwą głową domu jest Irena, która robi opłaty i remonty, a także wybiera elementy wystroju wnętrz i to z ogromnym wyczuciem smaku. Mamy dwoje dzieci Mariusza i Iwonę (mieszka w Anglii).
— A co jest drugą twoją miłością?
— Dziennikarstwo!
— Ale zaczynałeś w szkole?
— Tak, przez 18 lat byłem nauczycielem w wiejskiej szkole, najpierw w Jarotach, potem w Giławach. Codziennie jeździłem z Olsztyna do Giław ponad 20 kilometrów. Ostatnio zawiozłem tam moją córkę, która nie mogła się nadziwić, że przez tyle dojeżdżałem takimi wertepami do pracy. Teraz dzięki portalom, m.in. Naszej klasie i Facebookowi, mam kontakt ze swoimi dawnymi uczniami. Wspomnienia wracają. Porównują mnie z nauczycielką matematyki, która była bardzo zdyscyplinowaną osobą. Ja — przeciwnie. Grałem z uczniami w piłkę nożną, organizowałem dyskoteki, chodziłem z nimi po lesie.

— I wyśpiewałeś przebój piłkarskich mistrzostw świata w Hiszpanii.
— Mam w życiorysie taki epizod. Napisałem tekst piosenki „Corrida”, muzykę skomponował nauczyciel Ryszard Wieczorek, a zaśpiewały dzieci ze szkolnego kabaretu Ściąga. Kabaret stał się znany w 1982 roku, kiedy w Hiszpanii odbywał się mundial. Nagraliśmy nawet teledysk, a w tle stała krowa szkolnej woźnej, pani Kręciejewskiej. Z uczniami zostaliśmy zaproszeni do telewizji na Woronicza, gdzie śpiewaliśmy na żywo i dostaliśmy na pamiątkę piłki z autografami sportowców. Kiedy wróciliśmy do szkoły, z całej Polski nadeszło 3 tysiące listów. Piosenkę na życzenie telewidzów prezentowano przed każdym meczem polskiej reprezentacji.

— Czego uczyłeś w szkole?
— Języka polskiego, wf-u, fizyki, geografii, historii. Szkoły cierpiały na brak nauczycieli. Byłem przygotowany wyłącznie do prowadzenia zajęć z polskiego, więc można sobie wyobrazić, jaki to był poziom.. Kiedyś, gdy wielu nauczycieli wyjechało do Niemiec, usłyszałem „Władek, tymczasowo zostaniesz dyrektorem" i trwało to 6 lat.

— A kiedy dyrektor został dziennikarzem?
— Zimą, gdy pękł piec. Pojechałem do Olsztyna, do kuratorium z błaganiem o pieniądze na naprawę. Pod moją nieobecność przyjechał młody dziennikarz z „Gazety Olsztyńskiej” i nie czekając, aż wrócę, napisał, że dyrektora nie ma, a dzieci marzną. Kiedy tekst się ukazał, postanowiłem zareagować. Opisałem sytuację tak zajmująco i satyrycznie, że następnego dnia miałem telefon z Gazety. Potrzebują dziennikarza, który zna region i dobrze pisze. Mają dla mnie propozycję pracy. Jeszcze rok upierałem się, żeby pracować w szkole, aż w końcu zostałem dziennikarzem. W Giławach było coraz mniej uczniów, szkoła po moim odejściu przetrwała może trzy lata.


— Trzecia miłość?
— Warmia! Kraina magii, kraina dobrych ludzi. Fascynuje mnie jej historyczna, skomplikowana przeszłość, przyroda. Znam tu każdą wioskę niemal każdego sołtysa. Słuchałem opowieści Warmiaków, którzy później wyjechali do Niemiec. Kiedyś pojechałem do Dorotowa i zafascynowała mnie wyspa na środku jeziora. Dlaczego nazywała się Herta? Pytałem o to mieszkańców, ale nie wiedzieli. Postanowiłem sam napisać legendę. Herta była córką bogatych gospodarzy. Zakochała się w biednym rybaku, a ojciec miał dla niej innego wybranka. Zawiózł ją na wyspę, żeby przemyślała wybór narzeczonego. W nocy zerwała się straszna burza, biły pioruny, Herta postanowiła dopłynąć wpław do ukochanego. Utonęła w jeziorze. Od tamtej pory wyspa nazywa się Herta. Opublikowałem swoją bajkę w Gazecie. Gdy po kilku latach znów pojechałem do Dorotowa, pytam jedną Warmiaczkę o jakieś legendy, a ona mi opowiada mi moją historię Herty...

— A może zapamiętałeś jakaś szczególną dziennikarską wyprawę?
— Wiele lat temu dotarłem do grobowca rodziny Farenheitów, zwaną piramidą w Rapie. Mało kto wtedy interesował się tym miejscem. Byłem z fotoreporterem. Miejscowi ostrzegali nas: nie wchodźcie do piramidy, bo nad tym miejscem wisi klątwa. Nie posłuchaliśmy. Weszliśmy do mrocznej wieży. Kolega robił zdjęcia z fleszem. Gdy wychodziliśmy się, poślizgnąłem się i złamałem rękę. A kolega po trzech tygodniach ciężko zachorował.
— Uwierzyłeś w klątwę?
— Może po prostu mieliśmy pecha? A teraz trochę inna anegdota. Kiedyś robiłem reportaż wcieleniowy i przebrałem się za ubogiego, chcąc napisać, jak ludzie reagując na obecność bezdomnych. Na końcu zawitałem do miejskiej opieki społecznej, gdzie u wejścia zatrzymała mnie ochrona. Poruszony zamieszaniem, wyjrzał z biura jeden z pracowników. „O, redaktor Katarzyński”, uśmiechnął się, widząc moje przebranie. „Puści go pan, pewnie jakiś reportaż robi!”

— Wiem, że lubisz słuchać ludzi...
— ... a czasami oni słuchają mnie. Kiedyś w dawnej kwaterze Hitlera w Gierłoży, która przecież ma intrygującą historię, o mało nie zasnąłem, słuchając nudnej opowieści jednego z przewodników. Gdy już skończył, powiedziałem mu, żeby ubarwił ją, na przykład dodał "przewodnicy i kamienie zawsze mówią prawdę". Gdy po kilku latach przyjechałem do Gierłoży, znów na niego trafiłem. Swoją tyradę zakończył słowami "przewodnicy i kamienie mówią prawdę". Tak jest z dziennikarzami, jesteśmy malarzami życia, czasami musimy poprawić coś pędzelkiem.

— Kolejna twoja miłość to?
— Kabarety: Ściąga, Paragraf, Wanna... Poprzez kabaret można było odreagować to, co się działo wokół. Cenię kabaret, który operuje dowcipem, finezją, który ma intelektualny kontakt z widzem.

— Jeszcze dorzucisz...
— ... piłkę nożną, grałem od dziecka, ciągle kocham nożną, jeśli nie gram, to oglądam. I Zatorze, dzielnicę, w której spędziłem dzieciństwo. Opisywałem je w wielu wierszach, opowiadaniach. Wśród kolegów miałem jednego złodziejaszka. Po latach, brudny i obdarty zaczepił mnie, kiedy uczestniczyłem w kweście na rzecz ratowania cmentarza św. Józefa: „Władek, a nie dałoby się tej puszki, wiesz?” Jana to: „No wiesz? Spadaj!” On: „Takiś kumpel! Nie bez powodu mówią, że ty i mecenas Rajmund Żuk jesteście jedynymi, udanymi przykładami resocjalizacji chłopaków z Zatorza”.

— Brakuje siódmej?
— Wnuki!!!! Mamy czworo wnuków Natalkę, Bartka, Simona i 3,5-letniego Kubę. Natalka, Bartek i Simon malują, Kuba dostał ostatnio gitarę elektryczną.
— Pracowaliśmy wiele lat razem i wiem, że dziennikarstwo nie było twoją pracą.
— To pasja! Nigdy nie byłem obarczony redakcyjnymi dyżurami. Zawsze wyjeżdżałem, kiedy chciałem i gdzie chciałem. Zrobiłem tysiące kilometrów, napisałem tysiące tekstów. Cały czas piszę, nie zrobiłem pożegnania, odchodząc z redakcji. Cały czas jestem w drodze. I na Facebooku. Komentuję rzeczywistość i wrzucam nowe zdjęcia.


BB
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB