Czwartek, 24 października 2019. Imieniny Arety, Marty, Marcina

Po wyroku w sprawie śmierci czteroletniej dziewczynki: Lena umarła, bo tak musiało być?

2018-09-29 19:00:00 (ost. akt: 2018-09-29 20:51:10)
Anna Szczepańska, sędzia Sądu Rejonowego w Olsztynie. Zdjęcie z ogłoszenia wyroku skazującego lekarkę Agatę Sz. na pół roku więzienia w zawieszeniu na dwa lata. 28 września 2018 r.

Anna Szczepańska, sędzia Sądu Rejonowego w Olsztynie. Zdjęcie z ogłoszenia wyroku skazującego lekarkę Agatę Sz. na pół roku więzienia w zawieszeniu na dwa lata. 28 września 2018 r.

Autor zdjęcia: Małgorzata Kundzicz

Lekarka popełniła błędy, ale nie przyczyniła się do śmierci dziecka – uznał Sąd Rejonowy w Olsztynie, skazując lekarkę na pół roku wiezienia w zawieszeniu na dwa lata. To wyrok w głośnej sprawie śmierci czteroletniej Leny Muchy spod Dobrego Miasta, którą w szpitalu zabiła sepsa.

Sędzia Anna Szczepańska, ogłaszając w piątek wyrok, mówiła do rodziców zmarłej Leny oraz obrońcy oskarżonej lekarki. Samej pani doktor w sądzie nie było. Przyszło za to mnóstwo dziennikarzy, bo tragedia dziecka i jej rodziców, Moniki i Daniela Muchów, odbiła się szerokim echem w całej Polsce.

Sąd skazał lekarkę z Olsztyna za to, że w 2014 roku nieodpowiednio zajmowała się dzieckiem, które trafiło na jej oddział. Wyrok to pół roku więzienia w zawieszeniu na dwa lata. Kobieta ma też zapłacić 300 złotych grzywny i opłacić koszty sądowe.

— Oskarżona kwestionowała swoje sprawstwo, przedstawiała własną wersję wydarzeń. Podważyli ją biegli z zakresu medycyny, którzy wydali opinie w tej sprawie. Te opinie oskarżona także kwestionowała. Sąd uznał jednak, że po przyjęciu dziecka na jej oddział nie działała prawidłowo. Z opóźnieniem podała antybiotyk, podczas gdy w przypadku tej choroby każda godzina opóźnienia zwiększa śmiertelność. Dziewczynka powinna dostać antybiotyk w ciągu pół godziny od przyjęcia jej na oddział — mówiła, uzasadniając wyrok, sędzia Anna Szczepańska.

Sąd zgodził się także z prokuratorem, który w akcie oskarżenia napisał, że lekarka wdrożyła nieprawidłową płynoterapię. Nie prowadziła bilansu płynów, nie monitorowała ciśnienia tętniczego oraz nie prowadziła ciągłego pomiaru jej parametrów życiowych. Przeoczyła rozwój wstrząsu septycznego prowadzącego do rozwoju niewydolności wielonarządowej, zaniechała przeprowadzenia konsultacji z anestezjologiem i przekazania pokrzywdzonej do oddziału intensywnej terapii. W momencie załamania się stanu jej zdrowia około godz. 5 opuściła oddział, nie podejmując przygotowań do resuscytacji krążeniowo-oddechowej.

— Opuszczenie oddziału to poważna nieprawidłowość. Ona powinna być na sali z dzieckiem i rodzicami, a pomoc wezwać przez telefon — podkreśliła sędzia.
Dodała jednak, że brak jest „związku między zaniechaniem lekarki a śmiercią dziecka. Do śmierci mogło dojść nawet, gdyby jej działanie było prawidłowe”.

— Wstrząsu septycznego nie rozpoznano już w czasie przyjmowania dziecka do szpitala. Dziewczynka powinna trafić pod opiekę specjalisty, a przynajmniej specjalista powinien nadzorować prace rezydentki z 3,5-letnim stażem — stwierdził sąd.

Sędzia dodała także, ze Lena potrzebowała pomocy od popołudnia tamtego strasznego dnia. Ale żaden z pracowników medycznych nie przewidział tego, co się zdarzyło.

— To choroba, za którą nikt nie jest odpowiedzialny, a śmiertelność jest bardzo wysoka — mówiła sędzia Szczepańska.

Obrońca oskarżonej nie chciała komentować wyroku. Monika i Daniel Muchowie, rodzice Leny, zastanowią się teraz, czy będą podejmować dalsze kroki. Jeszcze nie wiedzą, czy złożą apelację.

Monika i Daniel Mucha spod Dobrego Miasta, małzenstwo, rodzice Leny, dziewczynki zmarłej w 2016 roku w szpitalu dzieciecym w Olsztynie. Zdjecia z ogłoszenia wyroku. Zgodzili sie na publikacje wizerunku i nazwiska.
Monika i Daniel Mucha spod Dobrego Miasta, małżeństwo, rodzice Leny

My nadal nie wiemy, czy nasze dziecko można było uratować. I pewnie już nigdy się tego nie dowiemy — mówił tata Leny „Gazecie Olsztyńskiej” tuż po ogłoszeniu wyroku.

Śledztwo w tej sprawie trwało ponad dwa lata. Ostatecznie prokuratura oskarżyła młodą lekarkę w trakcie specjalizacji, która tej fatalnej nocy miała dyżur na oddziale szpitala dziecięcego, na który trafiła czteroletnia Lena. Dziewczynka źle czuła się od rana. Po kilku godzinach dostała wysokiej gorączki. Rodzina zadzwoniła po pogotowie, ale dyspozytor odmówił wysłania karetki. Polecił robić zimne okłady, żeby zbić temperaturę.

Nie pomogło, więc babcia Leny ponownie wezwała karetkę. I ponownie jej odmówiono. Babcia usłyszała, żeby na własną rękę zawieźć dziecko do lekarza w Dobrym Mieście. Tam lekarz zaniepokoił się stanem zdrowia dziewczynki i skierował ją do szpitala. Dyżurujący wtedy lekarz uznał jednak, że dziewczynka ma tylko zwykłą infekcję wirusową i odesłał dziecko do domu. O godz. 21 jej stan jeszcze bardziej się pogorszył.

Rodzina znowu zawiozła Lenę do szpitala. Tym razem lekarz dyżurujący rozpoznał posocznicę i skierował dziecko na oddział. Tam dyżurowała młoda, początkująca lekarka. Według prokuratury, zamiast posocznicy zdiagnozowała gorączkę i wysypkę. Po 8 godzinach stan Leny był już krytyczny. Zmarła o godz. 6 następnego dnia.

Okazało się, że posocznicę u Leny wywołała bakteria Neisseria meningitidis. Biegli uznali, że w 90 procentach takich przypadków choroba kończy się śmiercią.

Obrońca lekarki złożył wniosek o warunkowe umorzenie sprawy, argumentując: „Społeczna szkodliwość czynu mojej klientki jest nieznaczna. Warunkowe umorzenie nie byłoby sprzeczne z interesem stron”. Sąd nie zgodził się z takim tokiem rozumowania i zdecydował, ze odbędzie się w tej sprawie proces.
Lekarka ani w śledztwie, ani przed sądem nie przyznała się do winy. Uważa, że zrobiła wszystko, co mogła, aby ratować dziecko. Tłumaczyła, że wyszła z oddziału tylko na pięć minut, na OIOM, aby skonsultować się z anestezjologiem.

Rodzice Leny podkreślają, że lekarki nie było właśnie wtedy, gdy była najbardziej potrzebna: w czasie, kiedy trzeba było reanimować umierającą Lenę.

— To ja robiłem córce masaż serca. Już nawet pytałem pielęgniarkę, czy powinienem zadzwonić po pogotowie, żeby przyjechało na oddział, skoro tu nie ma lekarza — zeznawał tata dziecka.


Lena umarła 16 marca 2014 roku. Przytomność straciła ponad godzinę wcześniej. Zanim to nastąpiło, była niespokojna.

— Wołała: „Mamo, mamo, chcę do domu” — zeznawała mama zmarłej dziewczynki.

MK
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (25) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. xxxx #2632302 | 79.184.*.* 27 lis 2018 16:49

    Musi się nieźle pruć, bo z gęby taka suka że szok

    Ocena komentarza: warty uwagi (3) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. xxxx #2592196 | 79.184.*.* 1 paź 2018 14:57

    HOT MILF :-)

    Ocena komentarza: warty uwagi (5) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)

    1. pani sedzia ladna kobitka #2592058 | 91.199.*.* 1 paź 2018 10:31

      wszystko w temacie. Jest HOT!!!!

      Ocena komentarza: warty uwagi (3) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)

      1. zdzichu #2592036 | 83.28.*.* 1 paź 2018 09:52

        Sąd to powinien się zainteresować panią dyrektor szpitala dziecięcego. Ta lekarka nie miała prawa sprawować dyżuru nocnego bez nadzoru specjalisty. To celowe i świadome działanie wbrew przepisom i na szkodę małoletniego pacjenta, tylko by obniżyć koszty funkcjonowania oddziału.

        Ocena komentarza: warty uwagi (9) ! - + odpowiedz na ten komentarz

      2. ... #2592016 | 213.76.*.* 1 paź 2018 09:03

        do odpowiedzialności powinien zostać pociągnięty dyspozytor który nie wysłał karetki po dziecko... dla nich ważniejsze pieniądze są aby oszczędzić niż ludzkie życie ratować, szczególnie dziecka które jest mniej odporne niż dorosły człowiek... ten kraj to patologia władzy, tu nic nie jest jak powinno być...smutne to i współczuję rodzicom tego dziecka

        Ocena komentarza: warty uwagi (5) ! - + odpowiedz na ten komentarz

      Pokaż wszystkie komentarze (25)