Piątek, 16 listopada 2018. Imieniny Edmunda, Marii, Marka

Córka nie chciała się nią opiekować... Ale los się do niej uśmiechnął

2018-09-07 12:39:27 (ost. akt: 2018-09-08 20:19:00)

Autor zdjęcia: Joanna Karzyńska

Dwa tygodnie temu pisaliśmy o pani Krystynie spod Szczytna, która oddała cały majątek córce. Źle traktowana przez własne dziecko kobieta, wstydziła się swojej sytuacji i aby "zejść córce z oczu" często przebywała w szpitalu. Postanowiła coś zmienić w swoim życiu. Teraz szykuje się do przeprowadzki do syna pod Warszawę.

Kiedy w "Gazecie Olsztyńskiej" z 23 sierpnia ukazał się artykuł "Źle wychowałam swoje dziecko", w którym pani Krystyna opowiedziała nam o swoim trudnym życiu u boku córki, rozdzwoniły się telefony i przyszło wiele e-maili z ofertą pomocy. Okazało się, że obcy ludzie mają więcej serca niż rodzone dziecko, któremu rodzice oddali swój dorobek życia.

Przypomnijmy historię pani Krystyny. Kobieta urodziła i wychowała trójkę dzieci, pomagała przy wnukach, oddała dom córce, a po śmierci męża okazało się, że jest niepotrzebna. Córka szybko zapomniała o matczynej dobroci. Nie chciała pomagać matce, a pewnego dnia wykrzyczała jej że marnuje jej czas, że się jej wstydzi i po prostu "zawraca jej d..ę".

Kobieta nie wiedziała co robić, starała się schodzić swojemu dziecku z oczu. Coraz częściej dzwoniła po pogotowie, by choć na trochę wyrwać się z koszmaru, jaki zgotowali jej najbliżsi. Jak mówiła, w szpitalu czuła się jak na urlopie. Była między ludźmi, miała z kim porozmawiać i nikt jej nie poniżał. Dwóm synom nie wspominała słowem, że jest źle traktowana, że cierpi i w swoim domu czuje się jak intruz.

— Przez tyle lat cierpiałam w milczeniu, wstydziłam się, że moje dziecko jest dla mnie tak niedobre — przyznaje pani Krystyna. — Nigdy nie pisnęłam słówkiem synom, że jest tak źle i że na starość przeżywam taki koszmar. Często się zastanawiałam, gdzie popełniłam błąd w wychowaniu córki. Czym zawiniłam, że swoje ostatnie lata jestem tak traktowana. Szukałam zawsze winy w sobie i dlatego nie chciałam, by ktokolwiek wiedział co dzieje się w naszych "czterech ścianach". Ile to razy modliłam się do Boga, żeby już mnie zabrał do siebie, żebym nie musiała patrzeć na to wszystko...

Kiedy bohaterka naszego tekstu przeczytała artykuł i dowiedziała się, że jest tak wiele osób, które pragnie jej pomóc, nie kryła łez. Nasi Czytelnicy oferowali różne formy pomocy: pomoc prawną, spotkanie, pobyt u siebie w domu.

— Jednak są dobrzy ludzie na tym świecie — mówiła ze łzami w oczach pani Krysia. — To takie przykre, że córka nie chce mnie znać, a osoby, które mnie nie znają, okazują mi tyle ciepła. Tyle świąt spędzonych samotnie, przepłakanych wieczorów, tysiące odmówionych różańców, miliony godzin wpatrywania się w ekran telewizora... Większość ludzi nie lubi przebywać w szpitalu, a ja tam mogłam spędzać całe tygodnie. Wyszukiwałam sobie choroby, byle tylko przyjęli mnie na oddział. Tam zapominałam choć na chwilę, jak bardzo jestem samotna.
Kobieta przemogła swój strach i wstyd i zadzwoniła do synów. Opowiedziała im o całej sytuacji. Nie kryła łez w rozmowie z nimi. Nie spodziewała się, że już kolejnego dnia w szpitalu obaj pojawią się. Okazało się, że mężczyźni byli już u swojej siostry, która zaprzeczyła, że źle traktuje matkę. Oznajmiła im, że matka "na starość zgłupiała i chce, żeby z nią siedzieć całymi dniami".

— Szlochałam jak dziecko kiedy ich zobaczyłam — opowiada pani Krystyna. — Przyjechała też żona starszego syna i od razu zapewniła mnie, że gdy tylko lekarze wypiszą mnie ze szpitala, zabiorą mnie do siebie. Dobre dzieciaki z tych moich synów. Byli źli na mnie, że tak długo nic im nie mówiłam. Wstydziłam się i nie chciałam im głowy zawracać. Jednak po rozmowie z nimi postanowiłam, że wyjadę do syna.

Pani Krystyna cieszy się, że w synach znalazła oparcie. Kobieta nie zamierza sądzić się z córką, bo jak mówi "do grobu z sobą tego nie zabierze". Starszy syn już przygotował w swoim domu pokoik dla matki, w którym będzie mogła zamieszkać. Synowie obiecali, że co jakiś czas będą przyjeżdżali z mamą do Szczytna na grób swojego ojca.

— Niby mówi się, że starych drzew się nie przesadza, ale dłużej nie zniosę tej gehenny - mówi pani Krystyna. — Trudno będzie się rozstać i z wioską i z ludźmi... Znam tu każdy kąt, każde drzewo i uliczkę. Tu spędziłam wiele pięknych chwil z mężem i z dziećmi. Będę musiała zostawić wszystkie wspomnienia. Gdy zamykam oczy, to wciąż widzę nasz dom, ogród, pole i las. Nigdy bym nie pomyślała, że na starość będę zmuszona przenieść się w obce miejsce, ale jak mówią: dom twój tam, gdzie twoi najbliżsi. A jeśli chodzi o moją córkę, to mam nadzieję, że jeszcze przed moją śmiercią zrozumie, że nie majątek jest ważny ale to żeby mieć kochających ludzi wokół siebie. Nawet kawałek suchego chleba smakuje jak najlepszy rarytas, kiedy nie jest okraszony łzami...


JK
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (21) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. wiara #2577352 | 107.2.*.* 10 wrz 2018 20:05

    wiara w dzieci ,czesto zawodzi i tu narzekanie i rozpaczanie Nic NIE POMOZE, TRZEBA BYC KONSEKWENTNYM I OSTRO ROZPRAWIC SIE Z CHAMSTWEM I NIE WDZIEDZCZNOSCIA KRENYCH CZY DZIECI TAK SIE CORCE W MATCZYNYM DOMU NIE PODOBA ,TO NIECH IDZIE DO TESCIOW LUB NA KOMPLETNE UTRZYMANIE MEZA, ODWOLAC DAROWIZNE I FORA ZE DWORA JAK DOROSLE DZIECI CHCA LUB MUSZA MIESZKAC Z RODZICAMI ,TO NIECH DOPLACAJA DO RACHUNKOW I WYZYWIENIA ,NIECH SZANUJA MATKE I OJCA A JAK NIE TO WON NA SWOJE., TYLE W TEMACIE

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. dom #2576616 | 107.2.*.* 9 wrz 2018 19:51

    ja bym nie wyprowadzala sie z wlasnego domu ,obecnie polowy i liczyla na super opieka ze strony syna i synowej ,to moze byc totalna pomylka i niby dlacZego musialabym zejsc z oczu corki,zamiast dac jej zyciowa nauczke ?????

    Ocena komentarza: warty uwagi (2) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. moon #2576521 | 107.2.*.* 9 wrz 2018 17:28

    stare polskie przyslowie mowi z deszczu pod rynne zycie z synowa moze byc jeszcze gorsze ,jak z corka.

    Ocena komentarza: warty uwagi (2) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  4. Amber #2576514 | 107.2.*.* 9 wrz 2018 17:24

    to nie jest super dobre rozwiazanie , skoro matka ma problemy z corka ,to tym bardzej bedzie miala klopoty z synowa ,wiele starych ludzi doswiadczylo z z corkami jest zle ,ale z synowymi jest jeszcze gorzej,skoro Pani Krystyna wlascicieluje jeszcze polowe domu ,to niech tego pilnuje a nie zostawia pod opieke corki, ktora postara sie szybko przywlaszczyc sobie i wymeldowac matke tak by calosc domu nalezaa do niej osobiscie nie poszlabym na laske synowej i syna co innego spotykac sie pare razy w roku a co innego zyc z synowa pod jednym dachem.

    Ocena komentarza: warty uwagi (2) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  5. kibic z dala #2576471 | 195.136.*.* 9 wrz 2018 16:00

    Zbyt jednostronnie.Na wsi nie zyje sie anonimowo.Czy rzeczywiscie starsza pani jest jest bez winy.

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

Pokaż wszystkie komentarze (21)