Niedziela, 18 listopada 2018. Imieniny Klaudyny, Romana, Tomasza

To była makabryczna zbrodnia. Co się stało z głową ofiary?

2018-08-26 17:00:00 (ost. akt: 2018-08-26 19:37:47)
Zdjęcie jest tylko ilustracją do tekstu

Zdjęcie jest tylko ilustracją do tekstu

Autor zdjęcia: Pixabay

Ta zbrodnia dotąd nie doczekała się wyjaśnienia. Co ktoś mógł mieć do biednego rencisty, który przy kolejowym torze zbierał pokrzywy? Dlaczego go zabił i do czego była mu potrzebna głowa ofiary? Głowy nie odnaleziono po dziś dzień, a sprawca pozostaje nieznany. Oskarżony o to zabójstwo sąsiad ofiary, Kazimierz W. ostatecznie został uniewinniony.

Wacław G. miał 73 lata. Mieszkał w „koszarce”, kolejowym budynku w Biedaszkach pod Kętrzynem. Tego dnia, w maju 2000 przed południem flancował z żoną kapustę. Potem wziął sierp i poszedł wzdłuż torów naciąć młodych pokrzyw dla drobiu. Oddalił się od domu najwyżej o kilkaset metrów. Mijały jednak godziny, a on nie wracał. Zaniepokojona żona po południu wyszła go szukać, wołała. Czekała całą noc, lecz mąż nie wrócił.

Następnego dnia (to była niedziela), zaniepokojona nie na żarty, wcześnie rano zadzwoniła do mieszkającej w Kętrzynie córki. Już o siódmej rano do Biedaszek przyjechał policjant z psem tropiącym. Wilczur szybko podjął trop. Całkiem niedaleko od domu, w wypełnionym wodą przepuście pod biegnącymi wysokim nasypem torami kolejowymi, znalazł płachtę na pokrzywy z sierpem w środku.

Dalej trop poprowadził przez łąkę wprost na wał nad płynącą tam rzeką Guber. Pod dziko rosnącą jabłonką widać było świeżo rozkopaną ziemię, pies węszył jeszcze kilkadziesiąt metrów wzdłuż rzeki, ale zaraz stracił trop. Policjant i towarzyszący mu zięć Wacława G. wrócili do rozkopanej ziemi. Wystarczyło kilka sztychów łopatą, by ukazały się robocze drelichy i walonki Wacława G. Mężczyźni przestali kopać, gdy spostrzegli, że… zwłoki pozbawione są głowy.

Sensacyjna wiadomość błyskawicznie obiegła okolicę. Wśród przyglądającym się z daleka pracy policyjnej ekipy dochodzeniowej był również sąsiad i prawie równolatek Wacława G., Kazimierz W.

Śladów na miejscu sprawca (sprawcy?) wiele nie pozostawił. Najważniejszym była porzucona w zaroślach, krótka ręczna piła do drewna. Najprawdopodobniej właśnie tą piłą odcięto głowę ofierze. Innych widocznych obrażeń nie było. Dalsze badania wykazały jednak kilka promili alkoholu we krwi zabitego. Jakby ktoś specjalnie upił Wacława G. a potem – na żywca – oderżnął mu głowę. Tej głowy policja bezskutecznie szukała potem w rzece i wszelkich możliwych miejscach.


Śledztwo w sprawie zabójstwa w Biedaszkach prędko utknęło w miejscu. Kolejne wersje upadały jedna po drugiej. Okazało się, że ze sprawą nie miał nic wspólnego chłopak w kapturze, który w sobotę koło południa, torem od strony Kętrzyna szedł do swojej dziewczyny. Nie maczali też w tym rąk członkowie bractwa rycerskiego, którzy tego dnia dali w mieście pokaz walk na miecze i biwakowali w pobliżu. Policja dowiadywała się o miejscowych satanistów, sprawdzała też czy w dniu zbrodni nie kręcili się w okolicy jacyś podejrzani Rosjanie. Wszystko bez efektu. Rodzina Wacława G. domagała się jednak znalezienia winnego, jego córkę nawiedzały dziwne sny. W końcu, po wielu tygodniach kręcenia się w kółko, o pomoc poproszony został słynny jasnowidz Jackowski.
To podobno on wskazał na sąsiada Kazimierza W., wdowca, którego syn miał przy jego domu w Biedaszkach warsztat stolarski.
Warsztat właściwie już nie działał, ale policja przeprowadziła w całym obejściu szczegółową rewizję zabierając wiele rzeczy do dalszych badań. Okazało się, że na jednej ze starych koszulek są ślady krwi. Badania DNA z prawie stuprocentową pewnością wykazały, że jest to krew zabitego Wacława G.

Kazimierz W. został na tej podstawie aresztowany. Dołek na komendzie policji w Kętrzynie musiał być dla starszego, schorowanego mężczyzny szokiem. Wiele razy przeganiali go po schodach na górę naciskając, żeby się przyznał. Może miałby wytłumaczenie, gdyby od razu sobie przypomniał, że ta plama od krwi na koszulce mogła powstać wówczas, kiedy na sąsiada naskoczyły na podwórku psy, a on je odganiał. Ale przypomniało mu się to dopiero w celi, gdy setny raz zadał sobie pytanie, o co właściwie w tym wszystkim chodzi? Wtedy, po zatrzymaniu i wielogodzinnym maglu po prostu miał dość. Niewyspany, wymęczony powtarzającymi się przesłuchaniami powiedział: „dobrze, niech będzie, że to ja”. Mówił potem, że na odczepne, ale – niestety - do protokołu.

Zanim Sąd Okręgowy w Olsztynie go uniewinnił przesiedział w areszcie prawie dwa lata. Miał zresztą aż dwa procesy, ostateczny wyrok zapadł dopiero 22 października 2004 r.

— Znałem go od czterdziestu lat. Można powiedzieć, że był moim przyjacielem. To musiał zrobić ktoś nienormalny. Ja jestem normalny – zapewniał w sądzie Kazimierz W. Mówił, że Wacławem G, nigdy nie miał żadnego konfliktu. O wyroku uniewinniającym przesądziła opinia psychologów stwierdzająca, że we wcześniejszym życiu i charakterze Kazimierza W. nie ma niczego, co pozwalałoby widzieć w nim sprawcę tak makabrycznej zbrodni. Fizycznie raczej też nie byłby do niej zdolny.

Mężczyzna wyszedł na wolność, lecz do swojej wsi, gdzie wcześniej co niedzielę służył księdzu do mszy, już nie wrócił. Rodzina zabrała go do Kętrzyna.

BS
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (9) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. I tyle #2564937 | 88.156.*.* 27 sie 2018 16:02

    A co na to Qlsony ??? Zapewne dojdą do wniosku ,że to było samobójstwo po czym zamordowany sam sobie odciął głowę i gdzieś ją tam schował. I co najgorsze zaginęło nagranie z monitoringu z tego incydentu

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. Pato psy #2564778 | 94.254.*.* 27 sie 2018 13:29

    Polska policja to jedna wielka patologia , jak nie maja sprawcy to powiedzą że samobójstwo i po sprawie

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. abcd #2564760 | 83.29.*.* 27 sie 2018 13:09

    Krótka historia o pogardzie i godności Społeczeństwo, które godzi się na usunięcie kary śmierci z kodeksu karnego, okazuje pogardę ofiarom, bowiem stawia życie mordercy ponad życie ofiary, a jednocześnie wysyła czytelny komunikat do przestępców: możesz zabijać, twoje życie jest bezpieczne, a my jesteśmy bezsilni. Likwidując karę śmierci społeczeństwo samo siebie pozbawia godności, bowiem jest to również komunikat do wszystkich obywateli: od teraz nie dzielimy już ludzi na dobrych i złych, ale dzielimy na martwych i żywych. Czytaj "Krótkie historie o zabijaniu" na "henryk dabrowski pl"

    Ocena komentarza: warty uwagi (2) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)

    1. jeśli miał amalgamat w zębach to wykrywaczem #2564691 | 5.172.*.* 27 sie 2018 11:49

      WYKRYWACZ METALI DETEKTOR METALU COBRA CT-1065 !

      ! - + odpowiedz na ten komentarz

    2. Złomiarz #2564415 | 5.172.*.* 27 sie 2018 06:08

      Trzeba było sprawę przekazać olsztyńskiej policji w momencie by ją rozwikłali - stwierdzili by że to samobójstwo, jak nad długim gdzie gość strzelił sobie w łeb a potem odrzucił pistolet 15 m dalej.

      Ocena komentarza: warty uwagi (4) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (2)

      Pokaż wszystkie komentarze (9)