Czwartek, 15 listopada 2018. Imieniny Amielii, Idalii, Leopolda

Pracujący emeryt? To nie mit!

2018-08-20 10:00:00 (ost. akt: 2018-08-14 11:15:55)
Prof. Zbigniew Endler, ekolog

Prof. Zbigniew Endler, ekolog

Autor zdjęcia: Beata Szymańska

Jedni czekają na tę chwilę, inni odwlekają, ile tylko się da. Wbrew pozorom nie każdy marzy o emeryturze. I wielu Polaków, mimo osiągnięcia wieku emerytalnego, dalej pracuje. Dlaczego? Okazuje się, że powodów jest tyle, ile jest ludzi.

Dzisiaj w naszym kraju wiek emerytalny dla kobiet wynosi 60 lat, a dla mężczyzn 65 lat. Mimo to Polacy pracują dłużej. Wielu odwleka chwilę przejścia na emeryturę. Przyczyn jest kilka — od demografii po ekonomię. Jednak dziś, jak zauważa prof. Piotr Szukalski, demograf z Uniwersytetu Łódzkiego, nie ma już presji, żeby opuszczać rynek pracy, żeby zajmować się wnukami, bo te często są na przykład w Londynie. I, jak pokazują statystyki, około 17 proc. Polaków — mimo osiągnięcia wieku emerytalnego — nadal pracuje.

Ekolog prof. Zbigniew Endler przeszedł na emeryturę w wieku 70 lat, ale nadal pracuje na uczelni w Gdańsku. — Klucz leży w tym, żeby nie poddać się gnuśności — uważa ekolog. — Nie czuję wypalenia zawodowego.
Dlaczego Polacy pracują, choć mogliby przejeść na emeryturę? Przecież powinni wypoczywać albo zwiedzać świat.

— Jest kilka powodów — odpowiada prof. Endler. — Bardzo często decyduje o tym ekonomia, czyli niskie emerytury. A gdy pojawiają się wnuki, dziadkowie chcą je wesprzeć. Poza tym pracując dalej, można zarobić sobie choćby na fajną wycieczkę. Kolejna rzecz to aktywność. Sporo osób czuje się jeszcze na tyle dobrze i ma poczucie, że może coś jeszcze przekazać. I — oczywiście — mając zajęcie, nie ma czasu na nudę. Ja marzę, żeby jeszcze odwiedzić Maderę i Azory. Zbieram fundusze. Marzenia są nam są potrzebne, to taki wentyl bezpieczeństwa.

Edward Cyfus, warmiński działacz regionalny, od trzech lat jest na emeryturze, ale tempa nie zwolnił. — Piszę kolejną książkę, będzie oczywiście o Warmii — mówi w rozmowie z nami warmiński gawędziarz. — Jeżdżę na spotkania, wieczory autorskie...

Dlaczego nie odpoczywa?

— A co, mam siedzieć na cmentarzu na ławeczce i czekać aż mnie zakopią? — irytuje się. — Taki stary jeszcze nie jestem. A moja mama mi kiedyś zawsze mówiła: „Edek, warto jest wtedy żyć, kiedy jesteś potrzebny, kiedy ktoś cię potrzebuje”. Mam swoje zainteresowania, teraz przez trzy miesiące prowadziliśmy z prof. Izabelą Lewandowską w MOK warsztaty warmińskie.

Tadeusz Machela, muzyk z olsztyńskiej Kapeli Jakubowej, od listopada będzie emerytem. — Skończę wtedy 65 lat — mówi. — A 28 sierpnia żona przechodzi na emeryturę, to będzie nas dwoje. Dom emerytów — żartuje muzyk.
Wcale nie marzy jednak o emeryturze. — Wolę być aktywny, występować i grać dopóki nas zapraszają i chcą nas słuchać. Bo ważne, żeby mieć kontakt z ludźmi. To napędza, dodaje energii — mówi Tadeusz Machela. — Kapcie i telewizor nie są dla mnie.


Jak pokazują statystki, średni wiek przechodzenia na emeryturę w 2006 roku wynosił 57,1 roku, w 2010 — 60,1 roku, a w 2014 roku wyniósł już 60,9 roku. Mieszkańcy Warmii i Mazur pracują jeszcze dłużej. Średni wiek przejścia na emeryturę w naszym regionie wynosił odpowiednio: 57,9 roku, 60,9 oraz 61,4 roku.

Co ważne, każdy rok pracy dłużej to wyższa emerytura. Być może jest to jedna z głównych przyczyn, że mieszkańcy naszego regionu często odwlekają przejście na emeryturę. Zarobki na Warmii i Mazurach są najniższe w kraju, co z automatu oznacza niższą emeryturę. I tego się boimy — biedy na emeryturze. Szczególnie panie, których emerytury są średnio o około tysiąca złotych niższe niż mężczyzn. Za pierwsze półrocze tego roku średnia emerytura wyliczona w ZUS Olsztyn dla kobiet wyniosła 1551 zł, dla mężczyzn — 2467 zł, natomiast w oddziale ZUS w Elblągu średnie świadczenie dla kobiet wyniosło 1535 zł, dla mężczyzn — 2629 zł.

Bo z emeryturami jest trochę jak z przysłowiowym ciastkiem. Nie da się go zjeść i mieć. — Podobnie jest z emeryturami — podkreśla w rozmowie z Gazetą Jeremi Mordasewicz, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan. — Nie da się, wbrew temu, co opowiadają politycy, mieć wczesnych i zarazem wysokich emerytur.

Wiele osób liczy też, że po przejściu na emeryturę sobie dorobi. — To prawda, ale trzeba pamiętać, że nie zawsze będą mieli na to siły — zauważa Jeremi Mordasewicz.
Później przechodzimy na emeryturę, ale można nawet powiedzieć, że należymy do najbardziej zapracowanych narodów świata. W 2017 roku Polak przepracował średnio 1928 godzin — tak wynika ze statystyk Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD). Średnia dla wszystkich krajów należących do OECD wyniosła z kolei 1763 godziny. Dłużej od nas pracowali jedynie Chilijczycy, Rosjanie, Grecy, Koreańczycy, Kostarykanie i Meksykanie. Najkrócej Niemcy — 1363 godziny. Jeszcze dwanaście lat temu, kiedy goniliśmy Zachód, pracowaliśmy rocznie 1994 godziny. Jednak trzeba pamiętać, że dłużej nie znaczy lepiej, bo chodzi też o efektywność, wydajność pracy, która w Polsce jest jeszcze dużo niższa niż na przykład w Niemczech.
Dlaczego pracujemy więcej? Po pierwsze, musimy gonić bogate kraje. Ale jest jeszcze jeden powód. W Polsce pracuje zaledwie 51 procent dorosłych Polaków. A w kolejnych latach będzie rosła liczba osób nieaktywnych zawodowo. Dziś na jedną osobę pobierającą świadczenie przypadają około cztery osoby aktywne zawodowo. Według prognoz, w 2060 roku będzie to cztery do jednego.


Andrzej Mielnicki
a.mielnicki@gazetaolsztynska.pl

Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB