Piątek, 15 listopada 2019. Imieniny Amielii, Idalii, Leopolda

Mam otwarte szyby, wiatr dmucha w twarz, jestem gość

2018-07-26 14:34:24 (ost. akt: 2018-07-26 14:43:24)
Hubert Maron dba o kondycję. Tu na ćwiczeniach z byłymi "gromowcami"

Hubert Maron dba o kondycję. Tu na ćwiczeniach z byłymi "gromowcami"

Autor zdjęcia: Archiwum prywatne

Podróżował samolotami i oglądał ciepłe kraje z tarasów hoteli. Teraz rusza na południe, ale autem i pod namiot. Zaplanował trasę wiodąca przez kilka krajów i liczącą 6 tys. km. 


Wszystko zaczęło się od pewnej dziewczyny, która z podróżowania uczyniła styl życia. To ona zainspirowała Huberta Marona, przedsiębiorcę z Kurzętnika, do podróży autem i pod namiot.

— Zobaczyłem, że świat można oglądać inaczej — opowiada Hubert Maron. — Można jechać daleko, z plecakiem, nie wiedząc, kiedy i gdzie skończy się podróż. Ja na przykład leciałem na Cypr. I nigdy nie przychodziło mi do głowy, żeby spać gdzieś w namiocie przy kilkustopniowym mrozie. Wzdrygałem się na myśl o spływie kajakowym i robalach. Bliższy był mi Jack Daniels i cola z lodem w hotelowym barze. Oglądałem zabytki, które zawsze oglądają wszyscy, bo podróżowałem jak wszyscy. To banał... 


Teraz będzie inaczej. — To moja pierwsza taka wyprawa — dodaje Hubert Maron. — Dorosłem na tyle, żeby przejechać 6 tys. km. Będzie mi towarzyszył kumpel, który wystąpi też w roli pilota. Trasa jest zaplanowana tylko do Karlukova w Bułgarii, gdzie znajduje się jaskinia Prohodna nazywana Oczami Boga. Później nieścisły plan zakłada podróż brzegiem Morza Czarnego. Będę patrzył na „banał” z wyższością. Patrzcie — powiem sobie — mam otwarte szyby, wiatr dmucha mi w twarz, jestem gość.


Ze Złotych Piasków Hubert pojedzie w kierunku Burgas. Przejedzie Bośnię-Hercegowinę, odwiedzając Medziugorie i Czarnogórę. Dalszy etap to Bukareszt.
— Podróż ma też na celu próbowanie lokalnych smaków: węgierskiej pasty, węgierskiej zupy, rumuńskich przypraw, owoców i warzyw dojrzewających w słońcu południa. Pamiętam targ w Izraelu, którego kolory i zapachy kulinarnie mnie zainspirowały — mówi.


Sześć tysięcy kilometrów zamierza przejechać w 10-14 dni.
— To jest maks — podkreśla. — Na dłużej nie zostawię firmy.

Wyprawie będzie towarzyszył blog z relacjami, zdjęciami i praktycznymi informacjami.


— Nie będę prowadził go dla sławy, ale po to, żeby podzielić się wrażeniami — podkreśla. — A gdyby pani zechciała wybrać się na urlop, będzie pani mogła poznać trasę, ceny, miejsca, gdzie można rozbić namiot, ale też hostel, gdyby trzeba schronić się przed ulewą.

Hubert przyznaje, że w końcu spełnia swoje marzenia. Jak mówi, posprzedawał różne drogie „zabawki”.

— Muszę coś ze swoim życiem zrobić — tłumaczy. — Muszę jeszcze zobaczyć kawałek świata. Dlatego wybieram bardziej „być” niż tylko „mieć”. 

Podróżnik posługuje się angielskim i rosyjskim. Wiele osób tego drugiego języka nie docenia.

— W Izraelu okazał się bardzo przydatny — wspomina. — Rozmawiałem z ludźmi z Ukrainy. Zapytali mnie: „Ty Moskal?”. Kiedy powiedziałem, że jestem Polakiem, zawołali: „Waldek Kiepski!”. Okazało się, że kiedy byli w Berlinie, oglądali tylko Polsat, bo tylko Polsat był za darmo. Czy pani może sobie to wyobrazić? Waldek Kiepski w Tel Awiwie!

Hubert przygotował się też kondycyjnie do wyprawy. Ćwiczy crossfit i chodzi na basen.

— Przygotowanie fizyczne jest bardzo ważne, bo to ogromny wysiłek — mówi. — No i nigdy nie wiem, co czeka mnie za zakrętem. A to mnie bardzo ciekawi. A poza tym liczę na spotkania z ludźmi, chcę poznać różne kultury i obyczaje.

Hubert Maron już planuje drugą wyprawę. — Będzie „łapała” Skandynawię i Lofoty z białymi nocami — tłumaczy. — Wybieram się tam na przełomie września i października. Z Nord Cape na Lofoty mamy popłynąć łodzią.




MZG
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także