Piątek, 25 maja 2018. Imieniny Borysa, Magdy, Marii-Magdaleny

Mam na imię Lucy

2018-05-15 15:30:00 (ost. akt: 2018-05-15 15:32:31)
okładka książki „Mam na imię Lucy”

okładka książki „Mam na imię Lucy”

Autor zdjęcia: materiały promocyjne

Nasza akcja\\\ „Mam na imię Lucy” Elizabeth Strout to jedna z tych książek, które zapadają w mojej pamięci na bardzo długo. Być może dlatego, że interesuje mnie wszystko, co dotyczy życia, ludzkich wyborów i prawdy o naturze człowieka.

Lubię książki, które nie mówią wprost i nie dają gotowych odpowiedzi. I taka jest właśnie ta niewielkich rozmiarów powieść „Mam na imię Lucy” Elizabeth Strout.

Bohaterką jest mieszkająca w Nowym Yorku pisarka Lucy Barton. Lucy pochodzi z ubogiej rodziny, swoje dzieciństwo i młodość spędziła w małym, „bez krzty piękna”, prowincjonalnym miasteczku w stanie Illinois. Do jedenastego roku życia mieszkała w garażu. Rodzice nie okazywali jej uczyć, źle ją traktowali. Często chodziła głodna, brudna, a w domu było zimno.

Lucy dorastała z poczuciem, że jest inna. Dzieci nie chciały się z nią bawić, mówiły: „Twoja rodzina śmierdzi”. Jej przyjacielem było samotne drzewo rosnące na polu kukurydzy i książki. W domu Lucy nie było książek, dlatego często zostawała po szkole, żeby poczytać. To gdzieś wtedy Lucy postanawia: „Będę pisać i ludzie nie będą czuli się tacy samotni”.

Akcja powieści toczy się w szpitalu, do którego Lucy trafia na dziewięć tygodni. Pewnego dnia odwiedza ją matka, której nie widziała od lat. Wizyta uruchamia w niej lawinę bolesnych wspomnień, wypieranych przez lata. Lucy wraca myślami do czasów dzieciństwa, analizuje swoje uczucia, sytuacje i wybory, które wpłynęły na to, kim dzisiaj jest.

W trakcie powierzchownych rozmów z matką kobiety „odnajdują dawno zapomnianą czułość, miłość 
i przebaczenie”. „Mam na imię Lucy” porusza problem odrzucenia, inności, braku miłości 
i konsekwencji, jakie to ze sobą niesie w dorosłym życiu. Ale jest to też opowieść pokazująca drogę Lucy do akceptacji siebie i swojej przeszłości, tak że na końcu powieści może powiedzieć pewnym głosem: „Nazywam się Lucy Barton”.

Siłą powieści jest jej język, piękny, oszczędny w formie, a zarazem dosadny, trafiający prosto w serce. W książce poznajemy jedynie migawki z życia Lucy, wiele zostaje niedopowiedziane, w sferze naszych domysłów, co też uważam za duży atut książki. 
Po lekturze „Mam na imię Lucy” zachęcam do przeczytania kolejnej powieści Elizabeth Strout „To, co możliwe”, na kartach której przedstawione są losy ludzi związanych z Lucy Barton.
Powieść „Mam na imię Lucy” została przez New York Times Review of Books nazwana „prozą uważnych słów i wibrującej ciszy”. Utwór jest więc skierowany do wymagającego czytelnika, polecam ją szczególnie dla fanów tego typu literatury. Zapraszam do wysłuchania historii Lucy.

Katarzyna Nowak
Warmińsko-Mazurska Biblioteka Pedagogiczna w Olsztynie

Czytajmy razem: O swoich lekturach opowiadają nam nasi czytelnicy. Te recenzje umieszczamy w naszych tygodnikach oraz na www.gazetaolsztynska.pl. Do naszej akcji zapraszamy też biblioteki z całego województwa. Pracujący w nich bibliotekarze na naszych łamach będą zachęcali do czytania, do odwiedzania ich wypożyczalni oraz czytelni. Biblioteki, które chcą dołączyć do naszej akcji, proszę o kontakt przez messengera na Facebooku. Dzisiaj dzielimy się z Państwem recenzją, jaką otrzymaliśmy z Warmińsko-Mazurskiej Biblioteki Pedagogicznej w Olsztynie.
Igor Hrywna






Fot. materiały promocyjne
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB