Niedziela, 21 października 2018. Imieniny Celiny, Hilarego, Janusza

Laura Kozowska: "Każdy strach wyzwala demony" [ROZMOWA]

2018-04-14 08:15:00 (ost. akt: 2018-05-26 15:07:40)

Autor zdjęcia: Arch. prywatne

Laura Kozowska przeżyła dwa rozwody, upadek swojej firmy, oszukali ją współpracownicy. Nie poddała się i napisała książkę — „Nie ma takiego bagna, z którego nie da się wyjść”. Dziś pomaga innym.

— Po lekturze twojej książki zaczęłam zastanawiać się, czy jest coś, czego nie potrafisz?
— Tak, nie potrafię grać na skrzypcach. Z kolei na pianinie zagram melodię, do której mogę zaśpiewać. Spokojnie, parę rzeczy by się znalazło (śmiech). Ale rzeczywiście czasem mówią o mnie, że jestem kobietą renesansu. I wcale się nie dziwię, i nie zaprzeczam, bo pewnie coś w tym jest.

— Skąd w tobie tyle umiejętności? Byłaś handlowcem, ale i prezesem. Jesteś trenerem personalnym, pisarką.
— Wychowałam się na wsi, w lesie. Trzeba było mieć wiele umiejętności, nie było innego wyjścia. W czasie jednego z naszych spotkań z rodzicami, jeden z ojców powiedział, że córka ma 13 lat i miała przygotować kurczaka. Już po chwili stwierdziła: „to mięso jest tak śliskie, jak to pokroić?”. Takie są rozterki dzisiejszych dzieci. Ja ich nie miałam. Nie było na to czasu. Łapałam kurę, opaliłam ją, wypatroszyłam, ugotowałam rosół. Potem zrobiłam domowy makaron. Ojciec przyszedł z pracy, a na stole stał gotowy obiad. Miałam siedem lat.

— Nigdy nie bałaś się wyzwań?
— Nie, ale też często pakowałam się w różne kłopoty. Nadal podejmuję wyzwania, ale jestem ostrożniejsza, ale to dzięki rozmowom z szefem. Kiedy moja intuicja, czyli szef, czyli Bóg, podpowiada, że mam się w coś nie pakować, odpuszczam. I robię to częściej. Choć ostatnio znów wyszłam ze swojej strefy komfortu i dwa lata temu przez wakacje byłam bez domu. Spakowałam rzeczy w Poznaniu, które przez dwa miesiące przeleżały w garażu znajomych i wyruszyłam z najmłodszym synem w podróż. Pozwiedzaliśmy, popodróżowaliśmy, pomogliśmy innym. Pod koniec wakacji przeprowadziłam się do Jabłonnej pod Warszawą.

— Czy są w twoim życiu rzeczy, które chciałabyś wymazać, gdyby była taka możliwość?
— Niczego nie żałuję. Patrząc z perspektywy wiem, że wszystko było potrzebne. Nawet te najtrudniejsze chwile. Trudne dzieciństwo, utrata firmy, brak środków do życia. Gdyby to się nie wydarzyło, dziś nie miałabym tej świadomości. Każde doświadczenie było po coś. Zmarł mój partner, dwa razy się rozwiodłam. Kochałam całym sercem i mam czterech cudownych synów. Czego mam żałować?

— To dzieci dodawały tobie siły?
— Kiedyś tak rzeczywiście było. Teraz nie. Pokochałam siebie. Nauczyłam się tego. Kiedy zaakceptowałam siebie, nawet swoje ciało, które nie ma wymiarów 90-60-90, jest mi z tym lepiej. Kiedyś żyłam głównie dla dzieci. Robiłam wszystko, by były szczęśliwe, miały jak najlepiej, żeby miały to, czego sama nie miałam. Myślałam, że to wystarczy, żeby były szczęśliwe. Okazuje się, że wcale nie. Wpoiłam im wiele dobrych wartości, więc wierzę, że kiedyś zrozumieją, co chciałam im przekazać.

— W swoim życiu miałaś dobre momenty, ale chwilę potem...
— Nie było innej możliwości. Wychowując czwórkę dzieci, kiedy mieszkasz w wynajętym mieszkaniu, to musisz mieć dochód w wysokości co najmniej sześciu tysięcy złotych miesięcznie. Kiedy zaczęłam mieć kłopoty finansowe, upadła firma, moje dochody zajął komornik. Próbowałam pracy na czarno. Obiecywano mi wiele, po czym przy wypłacie okazywało się, że znów mnie oszukano. Kiedy zaczęłam pracować legalnie, a dowiadywano się o moich problemach z komornikami, natychmiast mnie zwalniano. Bo komornik wysyłał pracodawcom kolejne pisma, więc ci woleli mieć spokój. I znów zostawałam bez pracy. Ta historia znajdzie się w mojej kolejnej książce. Tak naprawdę dopiero dziś mogę powiedzieć, że wychodzę na prostą.

— Ta książka przytacza prawdziwe fakty z twojego życia. Jest tam o oszustach, okrucieństwie współpracowników i tym, jak wykorzystuje się osoby w trudnej sytuacji. Czy kiedykolwiek ci grożono?
— Wiele razy, a nie napisałam w książce wszystkiego. Nie pojawiła się tam historia o smutnych panach w czerni, którzy pewnego dnia stanęli w moich drzwiach i powiedzieli, że wiedzą, do których szkół chodzą moje dzieci i gdzie mieszkają. Bałam się wyjść po mleko do sklepu. Cztery lata w moim życiu wszechobecny był strach. Dziś się nie boję.

— Co się zmieniło?
— Doszłam do wniosku, że nie ma się czego bać. Każdy strach i lęk wyzwala demony. I jeżeli wiesz, że pozytywne myślenie daje ci wszystko i czujesz opiekę szefa, czyli Boga, to zupełnie inaczej żyjesz. Nie jestem osobą, która roztkliwia się nad sobą. Za to rozczulam się bardzo często nad motylami, kwiatami, małymi dziećmi. Kiedy prowadzę zajęcia w więzieniu, gdzie robię to nieodpłatnie, to też mam z tymi ludźmi bardzo dobry kontakt. Widzą, że ja ich po prostu szanuję. Nie uważam, że są gorsi dlatego, że są w więzieniu. Pytam ich zawsze, czy wiedzą, co ich różni od osób, które są na wolności? Mają czas. Godziny na to, by dobrze zaplanować swoje życie kiedy wyjdą na wolność.

— Udowodniłaś, że warto sięgać po marzenia. Zostałaś pisarką.
— Może tak, choć nigdy nie zależało mi na tym, by coś udowadniać. Robię to dla siebie. Wiem, że warto realizować swoje marzenia. Powtarzam też wszystkim, żeby robić to, co się chce. Miałam niedawno wykład dla młodzieży w Planecie 11 w Olsztynie. Mówiłam im: podążajcie za swoją pasją. Nie pozwólcie, by rodzice wybierali wam szkoły i zawody. Rodzice są po to, by tylko wspierać pasje i talenty. Jeżeli do tej pory nie mieliście tego wsparcia, to nie pozwólcie, by to rodzice podjęli decyzję za was. Idźcie tam, gdzie czujecie. Podążajcie za swoją pasją i bądźcie w tym najlepsi. Ja też błądziłam. Matematyka, psychologia, pracowałam jako handlowiec, byłam prezesem w jednej firmie, potem dyrektorem w drugiej. Dopiero teraz robię to, co kocham. Mogę uczyć innych ludzi świadomego życia. Nie jestem teoretykiem, który wiedzę zdobył z książek. Jestem stuprocentowym praktykiem. Kiedy spotykam swoich czytelników, podkreślają, że dzięki tej lekturze dostali kopa, by zmienić swoje życie. A jeszcze częściej słyszę — „przeczytałam twoją książkę. Ale wiesz co, Laura. Myślałam, że moje życie jest bagnem. Ale przy twoim to zaledwie kałuża”.

kajot

Spotkanie z Laurą Kozowską, autorką książki „Nie ma takiego bagna, z którego nie da się wyjść” odbędzie się 20 kwietnia o godz. 17 w Książnicy Polskiej.


Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (5) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Komentowanie wyłączone

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Luu #2484425 | 88.156.*.* 14 kwi 2018 19:27

    Ta pani na spotkaniach autorskich pieprzy jak potłuczona.

    Ocena komentarza: warty uwagi (3) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. Z"ukosa" #2484374 | 83.6.*.* 14 kwi 2018 17:44

    "Kozy " słyną z twardości i odporności na trudy losu a także z wielkiego uporu , nie licząc z jego się z konsekwencjami. .. Ale na pewno to bardzo wartościowe istoty.

    Ocena komentarza: warty uwagi (7) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. lov #2484249 | 213.76.*.* 14 kwi 2018 11:58

    Zastanawia mnie, czy się żalisz, czy chwalisz ?

    Ocena komentarza: warty uwagi (10) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)

    1. mega #2484232 | 81.190.*.* 14 kwi 2018 10:53

      Brawo, dziewczyna! Tylko po co, skoro wyszłaś z jednego bagna, pchasz się w drugie (mam na myśli dwa związki).

      Ocena komentarza: warty uwagi (22) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (2)

      1. hmmm #2484173 | 79.184.*.* 14 kwi 2018 08:28

        Brawo dla pani że sobie tak dobrze poradziła i radzi.Mając 7 lat złapała i opaliła kurę-żywą czy też ukatrupiła ją?Nie to żebym się czepiał.

        Ocena komentarza: warty uwagi (6) ! - + odpowiedz na ten komentarz