Sobota, 21 września 2019. Imieniny Darii, Mateusza, Wawrzyńca

Dzisiaj rozpada się prawie co drugie małżeństwo. Najwięcej rozwodów jest m. in. na Warmii i Mazurach

2018-03-28 20:01:38 (ost. akt: 2018-03-28 11:45:18)
Zdjęcie jest ilustracją do treści

Zdjęcie jest ilustracją do treści

Autor zdjęcia: Grzegorz Czywkin

Dzisiaj rozpada się prawie co drugie małżeństwo. Z danych wynika, że najwięcej rozwodów jest na Warmii i Mazurach oraz w Lubuskiem. Czy jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze? A może nie potrafimy kochać aż po grób?

To u nas, jak podaje GUS, na 10 tys. osób przypada 18,5 rozwodów. Tak samo jest w Lubuskiem. Średnia krajowa to 16,5. To 2661 spotkań na sali rozpraw w roku.

Na głowę bijemy też inne województwa pod względem rozwodów w miastach. Tu na 10 tys. mieszkańców są 22,2 rozwody. W Olsztynie współczynnik wynosi 19,1. Średnia krajowa to 19,5. Na wsiach jest spokojniej — 13,2. Dane dotyczą 2016 roku. Dla przykładu, w 2016 istniało w naszym województwie 316,5 tys. małżeństw. W 2011 było ich 327,8 tys.

Ludzie wcale się nie znają. Biorą ślub, a potem się dziwią, że nie jest kolorowo, bo do siebie nie pasują — zauważa Katarzyna Bociurska z Olsztyna. — Liczą też na to, że wady drugiej połówki jakimś cudem wyparują po ślubie. Ludzie sami się pakują w związki bez przyszłości, przy czym nie potrafią rozmawiać o problemach. I wszystko się z czasem sypie.

— Teraz jest moda, że jak coś się zepsuje, to się wyrzuca, a kiedyś się naprawiało — dodaje Sylwia Boboryk z Olsztyna. — Ludzie mają więcej egoizmu w sobie i nie chce im się walczyć. Nie widzą też winy w sobie. Trzeba wkładać coś do małżeństwa, bo jeśli nic nie wkładasz, to nie oczekuj, że coś dostaniesz w zamian. Nie chodzi o finanse, ale o zainteresowanie, słuchanie.

— A mi się też wydaje, że wiele kobiet ma parcie na ślub — uważa Katarzyna Bakuła z Olsztyna. — Tak naprawdę nie widzą lub nie chcą widzieć wad partnera. Żyją tylko tym, żeby mieć ten swój dzień za wszelką cenę. A po ślubie oczy się otwierają, pojawiają się pierwsze poważne decyzje, problemy i okazuje się, że dwoje ludzi nie może się ze sobą dogadać. W najprostszych sprawach. Innym powodem może być też zbyt długi związek. Niby ludzie ze sobą mieszkają 10 lat, a gdy wezmą ślub, coś się psuje. W mojej rodzinie para była ze sobą właśnie te 10 lat, a miesiąc po ślubie już się rozwodzili.

W 2016 na Warmii i Mazurach zawarto 6700 związków małżeńskich. To o 3 proc. mniej niż w 2015 i o 33 proc. mniej w porównaniu z 2008 rokiem. Podobna tendencja jest w całym kraju. Młodzi ludzie odkładają decyzję o legalizacji związku, a przez to zmniejsza się liczba zawieranych małżeństw. Zwiększa się jednak liczba rozwodów. W porównaniu do 2000 roku mamy wzrost rozstań aż o 44,1 proc.
Gdzie ta miłość aż po grób?


— Mamy wizję małżeństwa jako miejsca zapewniającego szczęście, bezpieczeństwo i satysfakcję. A potem okazuje się, że jest inaczej. Pojawia się nie tyle chęć, ile nawet przymus psychiczny rozstania — mówi prof. Piotr Szukalski, demograf z Uniwersytetu Łódzkiego, autor książki „Małżeństwo: początek i koniec”. — W wielu przypadkach decydujemy się na ślub pochopnie, ale nie zawsze. Ludzie żyją dziś na kocią łapę, budzą się przy sobie i przestają udawać przed sobą. To pomaga. Gdyby nie to, rozwodów byłoby jeszcze więcej, bo znalibyśmy się mniej.

Jego zdaniem, w Polsce nie jest jeszcze tak źle. Na tle Europy Zachodniej, a zwłaszcza Północnej, jesteśmy oazą stabilnych małżeństw. Na szczęście część osób, która w miarę wcześnie się rozstaje, raz jeszcze zakłada związek.
A Warmia i Mazury?
— Tu pary nie różnią się znacznie od reszty kraju. Są bardzo podobne do tych, które żyją na przykład w Łodzi — dodaje demograf.
Najczęściej rozstają się małżeństwa ze stażem od pięciu do dziewięciu lat. Często rozwodzą się też osoby, które mają już odchowane dzieci. Na przykład mężczyzna porzuca żonę dla młodszej partnerki. Dzieje się to nawet po ponad 20 latach wspólnego pożycia. W przypadku małżeństw z kilkuletnim stażem najczęstszą przyczyną rozwodów jest tzw. niezgodność charakterów. Z tego powodu rozpada się aż 41 proc. związków.

— Uważam, że niezgodność charakterów to wymówka — zauważa Robert, który rozwiódł się dwa lata temu. — Łatwiej podać taki powód, niż prać brudy w sądzie. Wiele par rozwodzi się za porozumieniem stron, chociaż to nieprawda. Kij zawsze ma dwa końce, ale jeden jest zazwyczaj ostrzejszy. Mam wielu znajomych, którzy się rozwiedli. Według mnie najczęściej winna jest zdrada. W moim przypadku tak było. W małżeństwo wkrada się nuda, którą zagłusza się nową znajomością. Gdy potem to wyjdzie na jaw, rzeczywiście jest niezgodność charakterów. Ale nie to jest powodem rozpadu małżeństwa. To przede wszystkim brak troski o to, żeby nuda nigdy się nie pojawiła. Za często odpuszczamy.

Zdrada winna jest 21,9 proc. rozwodów. Ale winny jest też alkohol — 16,7 proc. i pieniądze — 7,5 proc. I to właśnie może być problem naszego regionu, bo zarabiamy najmniej w Polsce. Mamy też największe bezrobocie. To na pewno rzutuje na związek.

Najwięcej rozwodów jest wśród małżeństw, które mają dzieci — 58,7 proc. Im więcej dzieci, tym rozwodów mniej. Natomiast, i tu ciekawostka, przeciętna wartość zasądzonych alimentów na Warmii i Mazurach wynosi 698,96 zł. To wynik bliski średniej krajowej.

Jesteśmy coraz starsi, kiedy decydujemy się na ślub, ale jednocześnie coraz mniej dojrzali — podkreśla prof. Piotr Szukalski. — Mamy większe oczekiwania niż rodzice i dziadkowie. Chcemy szczęśliwego życia, ale nie wiemy, czym jest to szczęście. Babcie na to pytanie odpowiedziałyby bez zastanowienia: szczęście to mąż, który mało pije i rzadko bije. W naszych realiach szczęście definiuje się inaczej.
ar
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (50) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Prawdziwych kobiet już nie ma #2759759 | 188.146.*.* 9 lip 2019 19:17

    Polki nie nadają się do małżeństwa, stały się roszczeniowymi pasożytami a państwo je w tym wspiera 500+, zasiłkami, alimentami, itd.

    Ocena komentarza: warty uwagi (4) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. kasia #2729292 | 5.173.*.* 9 maj 2019 17:51

    Coraz więcej rozwodów,bo coraz więcej pokus.A męskie słowo nic nie znaczy.Kiedyś mężczyźni mieli honor.Co nie znaczy ,że nie ma dziś walecznych i wytrwałych,ale cieniasy odpadają,bo otoczenie ich nie piętnuje.Najlepsze ,że często zamienił stryjek siekierkę na kijek.Jak w jednym poważnym związku nie pracował nad relacją, to w drugim też nie będzie.Tylko dzieci żal.A kobiety często tylko patrzą na hajs.

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-2) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)

    1. Ziew... #2676386 | 89.75.*.* 5 lut 2019 18:35

      Och ci paskudni mężczyzni zgorszyńce jedne i świntuchy.Ciekawe z kim oni zdradzają te swoje ,,kury domowe,, te chodzące ideały. Z kosmitkami ...??? bo w burdelach przecież też same porwane niewolnice .Śmiech na sali :)))

      Ocena komentarza: warty uwagi (7) ! - + odpowiedz na ten komentarz

    2. Sam #2676163 | 89.75.*.* 5 lut 2019 14:18

      Stare przysłowie mówi,, Każdy ma taką babę na jaką go stać,,Wszystko.Stąd się biorą rozwody.Do tego gó....ne prawo i stronnicze sądy rodzinne

      Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

    3. Tyy #2666567 | 87.160.*.* 20 sty 2019 22:25

      To wina facetek

      Ocena komentarza: warty uwagi (2) ! - + odpowiedz na ten komentarz

    Pokaż wszystkie komentarze (50)