Piątek, 20 lipca 2018. Imieniny Fryderyka, Małgorzaty, Seweryny

Spowiedź matki: "Oddałam córkę do adopcji"

2017-12-08 17:00:00 (ost. akt: 2017-12-08 10:21:02)
To zdjęcie to jedyna pamiątka jaką mam. Modlę się byś była szczęśliwa. Przez te 47 lat zawsze byłaś w moim sercu i myślach

To zdjęcie to jedyna pamiątka jaką mam. Modlę się byś była szczęśliwa. Przez te 47 lat zawsze byłaś w moim sercu i myślach

Autor zdjęcia: Joanna Karzyńska

- Jesteś już dorosłą kobietą i masz 47 lat, a ja? Mam kochaną rodzinę ale nie jestem szczęśliwa. Wiem, że przy wigilijnym stole nie zasiądziesz córeczko z nami. Dlaczego? Bo Cię oddałam do adopcji, bo myślałam, że to jest najlepsze wyjście... - wyznaje pani Danuta.

Czasem w naszym życiu podejmujemy decyzje, które na zawsze zmieniają nasze życie. Czasami to los płata nam figla, a czasem decydują o tym najbliżsi ludzie. Kim trzeba być, żeby oddać własne dziecko? Większość powie, że wyrodną matką... A może czasami kochającą matką, którą życiowa sytuacja zmusiła do podejmowania trudnych wyborów.

— Niewiele osób wiedziało, że zaszłam w ciążę, ukrywałam to. Nie było to trudne, a na dodatek rodzice wysłali mnie do ciotki pod Gdańsk, żeby nikt nie widział "brzucha" — opowiada pani Danuta. — Dla rodziny to był wstyd, że 18-letnia panna zaszła w ciążę. Matka powiedziała mi, że "trzeba się pozbyć problemu", a ja bałam się sprzeciwić i poddałam się. Mam żal do niej i do samej siebie, że nawet nie próbowałam...

Historia pani Danuty zaczyna się jak wiele: na zabawie poznała chłopaka, który skradł jej serce. Przyjechał tu za pracą aż spod Bartoszyc. Spotykali się przez kilka miesięcy, przysięgał miłość, obiecywał ślub. Co dwa tygodnie jeździł do swojego domu, jednak nigdy nie zabierał ze sobą ukochanej. Nie niepokoiło to pani Danuty, która myślała, że narzeczony jeździ do chorych rodziców.


— Na wiadomość o ciąży przestraszyłam się, ale pomyślałam, że razem damy radę. Miałam nadzieję, że Heniek się oświadczy moim rodzicom i będziemy razem wychowywać nasze dziecko — wspomina pani Danuta. —Nie stało się tak jednak. Heniek powiedział mi, że nie chce tego dziecka. Myślałam, że jak ochłonie to zmieni zdanie, jednak on w ciągu kilku dni zwolnił się z pracy i wyjechał do siebie. Nie miałam do niego żadnego kontaktu i wiedziałam, że muszę liczyć tylko na siebie i rodzinę.

Jednak na wiadomość o nieplanowanej, a co gorsza pozamałżeńskiej ciąży rodzice pani Danuty wpadli w szał. Były wyzwiska, szarpanie, wyganianie z domu, a na końcu ultimatum: albo odda dziecko albo musi opuścić dom i wieś.
Choć rodzina nie była biedna i pewnie miejsce znalazłoby się dla kolejnego członka rodziny, to już dla nieślubnego dziecka nie. Jeszcze wielokrotnie pani Danuta próbowała porozmawiać z mamą, jednak ta nie chciała zmienić zdania. Kiedy ciąża zaczęła być widoczna, rodzina wysłała ciężarną do swojej rodziny pod Gdańskiem. Rodzice pojechali tam już wcześniej i po powrocie oznajmili pani Danucie, że "wszystko jest załatwione".

— Kiedy po raz pierwszy poczułam ruchy dziecka dziwne uczucia mną targały. Bałam się, a jednocześnie cieszyłam się, że ta mała istota jest we mnie i daje oznaki życia — wspomina. Przez te 9 miesięcy pogodziłam się z myślą, że Heniek mnie zostawił, dowiedziałam się, że był żonaty, więc nie szukałam go nawet. Im bliżej było terminu porodu tym bardziej bałam się... że będę się musiała rozstać z dzieckiem. Miałam różne myśli, pytałam czasem ciotkę co będzie z moim maleństwem, ale zawsze odpowiadała, że znaleźli jej dobrą rodzinę.

I tak w grudniową noc urodziła się dziewczynka. Pani Danuta przez kilka godzin miała przy sobie córeczkę. Dała jej na imię Basia, bo akurat tego dnia obchodzono imieniny Barbary.

— Kiedy Basia pojawiła się na świecie, łzy same ciurkiem płynęły mi po twarzy. Nie z bólu czy zmęczenia, ale z miłości i strachu — mówi ocierając płynące łzy. —To bolesne wspomnienia, ale do dziś pamiętam jej krzyk i zapach jej drobnego ciałka. To była najpiękniejsza chwila w moim życiu, kiedy trzymałam ją w ramionach. Teraz czuję tę samą radość, gdy na świecie pojawiają się moje wnuki. Zawsze trzymając je na rękach myślę o mojej córci.

Niestety, już dzień później do domu ciotki przyjechali rodzice pani Danuty z małżeństwem. Kobieta musiała oddać dziecko. Prosiła, błagała, jednak rodzice pozostali nieugięci w swojej decyzji. Podczas pożegnania matki i córki, adopcyjna mama obiecała pani Danucie, że będą kochać Basię i że będzie szczęśliwa z nimi. Sami nie mogli mieć dzieci, a los zesłał im Basię.


— Kiedy musiałam pożegnać się z córką myślałam, że umrę. Nie pamiętam co się działo ze mną przez pierwszych kilka miesięcy. Wróciłam do domu, do pracy, ale już nigdy nic nie było takie samo — zapewnia. — Czas nie leczy ran- jak mówią. Tylko je zabliźnia.

W wieku 23 lat pani Danuta poznała pana Tadeusza. Ujął ją swoim ciepłem i skromnością. Cierpliwie ponawiał próby spotkania się z kobietą. W końcu zdobył jej serce. Pan Tadeusz to jedyna osoba, której pani Danusia opowiedziała o swoim dziecku. To on pomógł jej zacząć żyć na nowo. Jednak przez cały ten czas pani Danusia chciała zobaczyć córkę i dowiedzieć się czy jest szczęśliwa. Przyszły małżonek pomógł jej w poszukiwaniach. Pewnego dnia pojechali pociągiem do Gdańska i tam na stacji czekała na nich adopcyjna mama Basi. Prosiła, by nie burzyć ich życia i nie zabierać dziewczynki.

— Opowiadała wiele o mojej córeczce, a w ręku nerwowo ściskała zdjęcie Basi. Płakała i prosiła, żeby nie niszczyć ich życia i pozwolić im być szczęśliwą rodziną - opowiada pani Danusia. — Chciałam zobaczyć małą i na własne oczy przekonać się czy tak jest. Pojechaliśmy pod ich dom. Pani Teresa weszła do ogrodu, gdzie była Basia z babcią. Dziewczynka wybiegła jej na powitanie krzycząc "mamusiu, mamusiu" i zaplotła rączki wokół jej szyi. Przyglądałam się im zauroczona i podjęłam decyzję, że nie zburzę jej szczęścia...

Pani Danusia wyszła za mąż za pana Tadeusza i urodziła dwójkę dzieci. Dziś ma już czwórkę pięknych wnucząt. Niedawno przeszła na zasłużoną emeryturę, ale wciąż jest aktywna i pomaga swoim dzieciom i wnukom.

Rodzice pani Danusi już nie żyją. Ona sama przyznaje, że bardzo długo nosiła w sercu ogromny żal, że nie pomogli jej wychować córki i zmusili ją do oddania dziecka. Nigdy nie przeprosili jej, jednak ona im wybaczyła. Panią Danusię los postawił w podobnej sytuacji, bo jej córka również zaszła bardzo młodo w ciążę. Małżonkowie wspierali ją w trudnych chwilach, a dziś z dumą patrzą na swojego wnuka, który już rozpoczął studia na wydziale prawa.

Od dnia pierwszego porodu minęło 47 lat, a 42 od czasu kiedy widziała po raz ostatni córkę. Przyznaje, że myśli o Basi bardzo często, zastanawia się jak potoczyły się jej losy.

— Najtrudniej przeżyć mi kolację wigilijną... Patrzę na pusty talerz na stole, który stawia się dla zbłąkanego gościa i marzę, by kiedyś zasiadła przy nim Basia - mówi pani Danusia. — Dzieci czasem pytają dlaczego dzieląc się co roku z nimi opłatkiem płaczę. Nigdy nie odważyłam się powiedzieć im co zrobiłam i dlaczego. Na szczęście zawsze jest przy mnie Tadeusz, który mnie wspiera. W swoich modlitwach zawsze proszę Boga, by obdarzył cię szczęściem i dziękuję mu, że na naszej drodze postawił wspaniałych ludzi, jakimi są twoi rodzice. Chciałabym jeszcze przed śmiercią móc cię przytulić córeczko i powiedzieć ci, że zawsze byłaś w moich myślach i sercu.
jk
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (35) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. facet #2398293 | 83.9.*.* 14 gru 2017 22:19

    jesem 50 letnim facetem i rozumiem co przezyla ta Pani , znikad pomocy , rodzice nie pomogli, wszyscy sie odwrocili od kobiety ,ktora potrzebowala pomocy, nalezy tylko i wylacznie napietnowac jej rodziców i te wiejskie srodowisko,bo co powiedza ludzie !? ja pytam jej rodziców ,kto jest wazniejszy czy wasi sasiedzi czy wasza córka ?....jestescie obrzydliwi do granic mozliwosci , kazdy popelnia blad w zyciu i nie mozna nikogo wykluczyc z zycia ,ze zrobil cos czego nie oczekiwalisci, rozumien te Pania ,ze musiala oddac dziecko do adopcji ,lepsze to niz utopic w stawie lub betonie jak robia to obecne "matki", PANI ta ma odwage przyznac sie do tego i opowiedziec ludziom co straznego stalo sie w jej zyciu , ja jako facec wstydze sie za tego DRANIA co obiecal jej milosc i malzenstwo , jesli kiedys to przeczyta -choc nie sadze, to powiem ,ze jest podlym draniem ,ktory wykorzystal dziewczyne i ' zrobil " jej dziecko , jest to najgorszy typ samca ,który zaspokaja swoje potrzeby seksualne nie liczac sie z konsekwencjami co dalej/....

    Ocena komentarza: warty uwagi (11) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. Asia #2397533 | 89.206.*.* 13 gru 2017 22:21

    Proszę odnaleźć córkę! To jest trudne ale Pani musi ją odnaleźć i powiedzieć że jest jej mamą! To nie jest Pani wina że tak się stało, a każda matka powinna mieć swoje dzieci przy sobie!

    Ocena komentarza: warty uwagi (5) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. ado #2396439 | 46.165.*.* 12 gru 2017 15:44

    Mądrzy ludzie istnieją

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)

    1. gosć ' #2396370 | 83.17.*.* 12 gru 2017 13:54

      wystarczy przeczytać nagłówek, aby zrozumieć cierpienie, sądzę że nikt nie chciał być w podobnej sytuacji. obserwuje ks. Jacek Stryczek dobry człowiek więcej takich mądrych ludzi pozdrawiam.

      Ocena komentarza: warty uwagi (2) ! - + odpowiedz na ten komentarz

    2. zpt #2396297 | 31.0.*.* 12 gru 2017 12:00

      Pani Danuto. Z uwagi na charakter mojej pracy wielokrotnie spotykałem się z podobnie dramatycznymi sytuacjami. Każda podjęta przez Panią decyzja będzie trudna. Ale zdecydowanie doradzam odszukanie córki i wyjawienie dręczącej Panią tajemnicy. Nie należy przesądzać, że (dorosła już kobieta) Panią odrzuci.....Zwłaszcza, jeśli pozna okoliczności tej dramatycznej sprawy. Proszę spróbować, tym bardziej, że wciąż Pani o tym marzy. W razie potrzeby służę pomocą. Pozdrawiam.

      Ocena komentarza: warty uwagi (10) ! - + odpowiedz na ten komentarz

    Pokaż wszystkie komentarze (35)