Poniedziałek, 24 września 2018. Imieniny Dory, Gerarda, Maryny

Michał Nowotyński: Czasem muszę pokazać śmierć, która jeździ po polskich drogach [WYWIAD]

2017-10-29 12:15:27 (ost. akt: 2017-10-30 10:11:07)

Autor zdjęcia: Arch. prywatne

Jego kanał oglądają setki tysięcy ludzi i wciąż ich przybywa. On jednak nic nie mówi, a pokazuje tylko nasze drogi, przez które codziennie ginie kilka osób. Z Michałem Nowotyńskim, twórcą kanału Polskie Drogi, rozmawia Paweł Jaszczanin

ROZMOWA ZA KIEROWNICĄ

— Za panem premiera setnego odcinka Polskich Dróg. Spodziewał się pan, że będzie ich aż tyle?
— Absolutnie nie. Pierwszy odcinek miał podsumować rok 2013. Nie miałem planów, żeby robić to regularnie. Ale ludziom się spodobało. Pomyślałem, że może zrobię też drugą część. Reakcja była podobna. Tak w sumie narodziły się Polskie Drogi.

— Czyli to miała być tylko kompilacja nagrań z 2013 roku?
— Tak. Nie planowałem robić jakiejkolwiek serii. Ale pomyślałem, że skoro ludziom się to podoba i mogę komuś pomóc, to dlaczego nie?

— Myśli pan, że kanał przyczynił się do poprawy bezpieczeństwa na polskich drogach?
— Statystyki nigdy nam tego nie pokażą, ale piszą do mnie widzowie, którzy twierdzą, że dzięki materiałom, które publikuję na Polskich Drogach, jeżdżą bezpieczniej. W wiadomościach czytam, że np. uniknęli niebezpiecznych sytuacji, ponieważ nauczyli się przewidywać zachowania innych uczestników ruchu albo sami zaczęli jeździć ostrożniej, zwracać uwagę na rzeczy, które wcześniej im umykały. To niesamowite. I budujące.

— Teraz coś zza kulis. Kanał jest autorskim pomysłem, czy jednak u kogoś to pan podpatrzył?
— Oglądałem jeden z rosyjskich kanałów. Do dziś go zresztą śledzę. Pomyślałem, że warto przenieść to na nasze krajowe podwórko. Moim założeniem nie było jednak sklejanie wyłącznie wypadków, chciałam publikować rozmaite zdarzenia, które mogą się nam przytrafić na drodze. Czasem zabawne, czasem groźne, ale zawsze takie, z których sam i inni ludzie mogą czerpać naukę.

— O Rosji niejeden kierowca powie: „dziki kraj”. Ale chyba się tak mocno od nich nie różnimy?
— Nie tak bardzo, a będzie jeszcze ciekawiej, gdy przybędzie u nas kamerek. Chociaż już widzę ogromny przyrost.

— Czy celem kanału nie jest też popularyzacja kamerek?
— Gdy podjąłem decyzję, że stworzę serię nagrań z naszych dróg, to faktycznie taki też miałem plan. To nie tylko więcej materiałów dla mnie, najważniejsze jest zwiększenie bezpieczeństwa, dlatego im więcej takich „czarnych skrzynek” w samochodach tym lepiej.

— Ogląda pana potężna grupa ludzi. Powoli standardem staje się prawie pół miliona odsłon.
— Ogromnie mnie to cieszy. Im więcej osób zobaczy, co może spotkać nas na drodze, tym większa szansa, że sami będziemy w stanie uniknąć nieprzyjemnych sytuacji.

— To tak, jakby na pana kanale siedziało małe miasto...
— Próbowałem to sobie wyobrazić. Widzę to zawsze jako wielki stadion na 100 tys. osób. Tyle że moja widownia to kilka takich stadionów. To niesamowite uczucie i na pewno duma.

— Trochę pana kopiują na YouTubie. Ale chyba bez urazy?
— Część z nagrań, które pojawiają się w moich kompilacjach, powtarza się w innych seriach. Ale w ogóle się nie obrażam. Dobrze, że są takie kanały. Razem docieramy do większej liczby odbiorców. Ważne, aby mieć pomysł na serię, wykorzystywać nagrania za zgodą ich autorów i mieć jasno sprecyzowany cel – dla mnie od początku istnienia kanału do teraz — jest to chęć edukowania kierowców. Z tym że na początku chciałem edukować samego siebie, młodego kierowcę, który dopiero zaczynał poruszać się po drogach. Teraz chcę też pomagać innym odnaleźć wskazówki, jak jeździć bezpieczniej i jakich unikać błędów.

— Czy wideorejestrator uratował pana kiedyś przed mandatem? Albo jakąś niebezpieczną sytuacją?
— Przed mandatem nigdy. Ale dzięki swojej kamerce i filmikom od innych ludzi cały czas się uczę. Nie tylko na drodze, ale też składając te filmy. To wszystko zapisuje się z tyłu głowy, przekłada na wyobraźnię za kierownicą. Czyste doświadczenie. Ale też wiem, że wideorejestratory ratują ludziom skórę, jeśli chodzi o mandaty, bo policja ma wszystko czarno na białym.

— Formuła filmików nieco się zmieniła. Na koniec mamy teraz niepokojącą muzykę...
— Niepokojącą? Miała być rozluźniająca (śmiech).

— Mnie raczej przygotowuje na niebezpieczne sytuacje. Bo pokazuje pan też śmierć na drodze?
— Czasem pokazuję wypadki śmiertelne, ale takie jest życie.

— Ludzie nie mają pretensji?
— Zdarzało się. Pisali „sam wrzuć do internetu film, jak ciebie albo twoją żonę potrącą”. Cóż, moja żona wie, że gdybym umarł przez kogoś na drodze i byłoby to nagrane, to ma to wrzucić do internetu – ku przestrodze dla innych.

— Dlaczego?
— Bo to trzeba pokazywać. Dziennie na naszych drogach ginie około dziesięciu osób, a kilkadziesiąt jest ciężko rannych. Nie mam wyrzutów sumienia. Gdy robię serię dotyczącą zdarzeń drogowych, nie mogę udawać, że ta sfera nie istnieje, że tego nie ma. Bo to brzydkie albo niepoprawne. Przed takimi zdarzeniami staram się właśnie ze wszystkich sił i wszelkimi swoimi działaniami ludzi uchronić, zwracać ich uwagę — kierujących i pieszych — na rozmaite niebezpieczne sytuacje, w których mogą się znaleźć.

— Od ilu lat ma pan prawo jazdy?
— Dziesięciu.

— Najstraszniejsza rzecz, jaką pan widział?
— Na żywo widziałem jak kierowca przejechał przez wysepkę, azyl dla pieszych. Nie zauważył, że skończył mu się pas. Ściął kilka znaków, zniszczył opony i uszkodził samochód. Jechał bardzo szybko. Gdyby tam ktoś stał, to wiadomo co by się stało. Jeżeli chodzi o sytuacje nagrane przez wideorejestratory innych kierowców, to widziałem już tyle niebezpiecznych sytuacji, że ciężko powiedzieć, która była najstraszniejsza. To tysiące wypadków, kolizji i innych mrożących krew w żyłach historii.

— Potępia pan trochę kierowców?
— Rzadko zdarza się, że ktoś zrobił coś celowo. Na przykład żeby wyłudzić odszkodowanie. Ale wrzucałem też takie filmy. Wszyscy komentujący to potępiają, ale ja od komentarza się powstrzymuję, choć takiego zachowania zupełnie nie rozumiem. Niech ludzie sami wyciągają wnioski. W końcu motto kanału to „Jeden obraz jest wart więcej niż tysiąc słów”.

— Wysłał pan jakiś swój film na policję, żeby pomóc złapać sprawcę?
— Poszedłem osobiście. Ktoś ewidentnie celowo narażał innych na niebezpieczeństwo. Nagrywałem wtedy telefonem komórkowym, który służył mi za wideorejestrator.

— Na kanale często pojawiają się filmy od winowajców. Jaki ma pan do nich stosunek?
— Coraz więcej osób rozumie, że, mimo swojej winy, powinni się przyznać do błędu. Imponuje mi to, bo wymaga niemałej odwagi. W sieci jest spory hejt. Mimo to potrafią wziąć winę na klatę i pokazać ludziom, czego nie robić za kierownicą. Doceniam to i oglądający również powinni. Dzięki temu czerpią naukę z cudzych pomyłek, może dzięki temu unikną własnych. Wszyscy popełniamy błędy.

— Czy pana zawód wiąże się jakoś z samochodami?
— Od 2016 roku zajmuję się tylko prowadzeniem strony i kanału Polskie Drogi. Mój zawód w ogóle się z samochodami nie wiąże, bo pracowałem w księgarni (śmiech).

— Czuje pan jakąś więź z widzami kanału? Sporo piszą na stronie, ale też komentują na YouTube.
— No pewnie, że czuję. Komentarzy jest cała masa. Dziesiątki tysięcy. Staram się czytać, ile tylko mogę. Sporo osób pomaga mi w tym, co robię, bo czują, że to jest dobre i potrzebne. Przysyłają mi interesujące nagrania, które sami zarejestrowali lub na które trafili gdzieś w sieci. Są osoby, które pomagają mi w ten sposób niemal od samego początku. To ogromnie ważna pomoc, bo można powiedzieć, że mam dzięki temu sporo dodatkowych par oczu w internecie, a to pozwala mi prowadzić Polskie Drogi lepiej i ciekawiej. Za to dziękuję każdemu z osobna. Dziękuję też mojej żonie, która mocno wspiera moje działania. Dzięki jej cierpliwości i wyrozumiałości, mogę codziennie pracować nad tym, aby na polskich drogach zrobiło się choć trochę bezpieczniej.
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (2) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Tak trzeba robic #2362977 | 5.172.*.* 29 paź 2017 23:32

    Ukazywac ,ze nie tylko winni sa kierowcy ,ale i budowniczy drogi oraz stan techniczny pojazdow.a nawet brak w polsce badan przyleglych do drog drzew.ktore to za urzedy selekcjonuje wiatr.

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. REK #2362689 | 176.221.*.* 29 paź 2017 17:19

    Ogladam te filmy i dobrze, że one są bo powiększają doświadczenie kierowcy.

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)