Niedziela, 18 listopada 2018. Imieniny Klaudyny, Romana, Tomasza

Sięgnęłam dna i odbiłam się

2017-09-15 20:11:37 (ost. akt: 2017-09-15 21:15:51)

Autor zdjęcia: pixabay.com

W Polsce jest więcej samobójców niż ofiar wypadków, a wrzesień jest miesiącem zapobiegania zamachów na własne życie. Tylko jak zapobiec, jeśli o nieszczęściu nie zawsze łatwo jest mówić. A trzeba. Monika z Olsztyna opowiada nam o swoich przeżyciach.

Nie marzyła o podróżach, szalonej miłości i różowych sukienkach. Monika miała osiemnaście lat i chciała się zabić.
— Wydawało mi się, że jestem dorosła. Już prawie byłam kobietą, za chwilę mogłam iść do pracy, mieć dzieci, a tak naprawdę cały czas byłam dzieckiem. Nic nie mogłam. Nikt mnie nie rozumiał. Życie było ciężkie, rozstałam się z chłopakiem. Nie tak miało wszystko wyglądać — opowiada Monika, dziś trzydziestoletnia matka i żona. — Byłam wylewna, ale w kluczowych sprawach zamykałam się w sobie. W końcu wybuchłam. Nie poradziłam sobie z życiem i zażyłam tabletki.

Ale próba samobójcza to nie był impuls. Monika czuła, że coś się z nią dzieje. Może nie do końca wszystko rozumiała, ale czuła, że siły w niej coraz mniej.

— Kiedy mieszkałam w internacie, zauważyłam, że koleżanka się tnie — wspomina. — Byłam wstrząśnięta tym, co ona robi. Ale potem pomyślałam: kurczę, ale to wcale nie jest trudne. Też to zrobiłam… I powiem szczerze, że nie czułam bólu. Nawet nie czułam satysfakcji. Nie wiem nawet, dlaczego to robiłam. Podobno to przynosi ulgę — tak mówili w telewizji w mądrych programach. Podświadomie może i przynosiło mi to frajdę. Pewnie, gdyby tak nie było, nie musiałabym tego robić. A cięłam się kilka razy. Na szczęście z tego wyrosłam. Chociaż czy na szczęście? Poszłam o krok dalej. Pomyślałam: po co ja właściwie mam żyć? Przecież nic się nie zmieni. Nikt mnie nie rozumie. Codziennie chciałam się zabić. Ale co innego chcieć, a co innego to zrobić. Mówiłam sobie: dziś nie jestem w stanie tego zrobić, nie umiem. To była strach, brak odwagi. Nie dawałam rady psychicznie, ale bałam się. A może myślałam, że jeszcze się poukłada. Ale nic z tego, każdy następny dzień nie był wcale lepszy. Pojawiały się kolejne załamania. Im dalej w las, tym więcej drzew. W końcu przyszła ta chwila, że podjęłam decyzję. Pomyślałam: tu i teraz, nie ma na co czekać. Akurat brat był bardzo chory i podwędziłam mu środki nasenne. Siadłam, połknęłam je i położyłam się spać.

Znalazła ją mama, która zaniepokojona weszła do pokoju. Bo Monika zaczęła głośno kaszleć. Przyniosła jej wodę, żeby się napiła, ale nie mogła porozumieć się z córką. Zadzwoniła po pogotowie. Gdy przyjechał lekarz, dziewczyna cały czas była nieprzytomna. Obudziła się, gdy prowadzono ją do karetki. To pamięta. Z resztą ma problem, bo była zamroczona tabletkami.

— Te leki działały jeszcze przez trzy dni. W głowie mam więc tylko migawki z tego, co się działo — opowiada. — Ale gdy zorientowałam się, że jednak żyję, że nie udało mi się zabić, płakałam przez cały tydzień. Ale nie dlatego, że się nie udało. Zastanawiałam się: jak ja w ogóle mogłam to zrobić? To był taki kac moralny. Bardzo źle się czułam.

Dzisiaj wie, że nie targnęłaby się na swoje życie. Ale myśli o tym, gdy ma złe samopoczucie.

— Cały czas mam w głowie: co by było, gdybym wtedy się nie obudziła i co by było, gdybym jeszcze raz spróbowała? Teraz mam męża i dzieci. Jestem szczęśliwa. Ale mam też upadki — przyznaje. — Gdy jest mi źle, myślę: jak kiedyś było łatwo położyć się i zasnąć. Teraz już nie miałabym takiej odwagi. Pociesza mnie to, że wtedy wyszłam z depresji, to teraz tym bardziej dam radę. Tamta historia stała się po coś. Sięgnęłam dna i mogłam się odbić.

Wydawałoby się, że po próbie samobójczej Monika zacznie rozmawiać z rodziną. Że wszystko się ułoży. To był i do tej pory jest temat tabu.

— Rodzina pozwoliła mi wszystko przetrawić w sobie. Z tego największego bagna mnie wyciągnęła, ale nie rozmawialiśmy szczerze o tym, co się stało. Przez tydzień leżałam w łóżku, przynosili mi jedzenie, którego i tak nie chciałam jeść. Siedziałam i płakałam — opowiada. — To był naprawdę okropny tydzień. Nie jestem w stanie sobie nawet tego wyobrazić, że moje dziecko jest teraz w takiej sytuacji. Kiedy stanęłam na nogi, wróciliśmy wszyscy do codzienności. O próbie samobójstwa nie rozmawialiśmy. To był wstyd dla wszystkich. Mama jest na przykład bardzo wierząca. Dla katolików samobójstwo to przecież ciężki grzech.

Dziś najwięcej żalu ma do matki. Ojciec nie żyje, więc go nie obwinia. Matka natomiast nie widziała, że Monika potrzebuje wsparcia. A może nie chciała wiedzieć.

— Moich wołań o pomoc było wiele. Zamykałam się w pokoju, nie spałam też tygodniami. Działy się ze mną różne rzeczy. Nie mogłam jednak z nikim o tym porozmawiać. Miałam bardzo kochający dom, a jednak to było za mało. Moja mama na przykład nigdy nie powiedziała mi, że mnie kocha. Nigdy nie porozmawiała ze mną od serca. Chciałam, żeby była moją przyjaciółką, a nie tylko opiekunką. Ona nie była złą matką, ale… była tylko matką. Sprzątała mi czasami w pokoju, gotowała obiad, a gdy byłam chora, podawała mi leki. Brakowało mi jednak głębszej relacji. Może mamie też tego brakowało, a może nie zdawała sobie, co dla mnie jest tak naprawdę ważne. Zresztą, pewnie nawet do głowy jej nie przyszło, że mogę się zabić. Takie rzeczy przecież nie dzieją się w dobrych rodzinach. Przecież zabijają się tylko dzieci ze złych domów! Nie, każdy może mieć załamanie. Piękny, brzydki, bogaty, biedny…

Kiedy Monika przestała płakać po wyjściu ze szpitala, zmieniło wszystko. — Zrobiłam sobie całkowity reset — przyznaje. — Od tamtej chwili byłam czystą kartką, którą zapisywałam od nowa. Bardzo szybko wyszłam za mąż, bo przestawiłam tok myślenia. Jednak wszystko siedzi w głowie. Nie da się wymazać żadnej traumy. Nie myślę o tym na co dzień, ale wiem, że mam w środku taką, a nie inną energię. I pewnie cała rodzina ma też taki strach: co będzie, gdy przyjdzie załamanie? Czy dam radę? Wiem, że mama bardzo się o mnie boi. Bo skoro już raz chciałam się zabić, to mogę wrócić do tej myśli. Wiem, jak to się robi… A może rodzina nie rozmawia ze mną o tym, żeby nie rozgrzebywać rany?

Ada Romanowska
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (10) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. siwy #2336488 | 82.177.*.* 26 wrz 2017 08:47

    przecież to bardzo modne, mimo to nie podają jak i gdzie, przez kogo..itd., itp., była molestowana

    Ocena komentarza: warty uwagi (3) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. fff #2335825 | 155.136.*.* 25 wrz 2017 11:07

    Ludzei maja za dobrze. Wtedy do łba wpadaja jakies demoy.....

    Ocena komentarza: warty uwagi (5) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. jaa #2329188 | 37.47.*.* 16 wrz 2017 11:07

    Wiedzieliście, że mamy najwyższą liczbę samobójstw mężczyzn względem kobiet w europie? 1:5, a wy opisujecie jakąś sikse co się ibupromu najadła?

    Ocena komentarza: warty uwagi (7) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  4. Xxxxx #2329146 | 195.136.*.* 16 wrz 2017 09:16

    Ludzie decydują się z powodu biedy nie mają co włożyć do gara zero pomocy od nikogo przerasta ich ten stan i nie widza sensu :(szkoda ludzi

    Ocena komentarza: warty uwagi (2) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  5. NO TAK #2329133 | 46.76.*.* 16 wrz 2017 08:36

    DRAMATÓW LUDZKICH NIE BRAKUJE A CZY TY JA NIE JESTEŚMY POWODEM TAKICH DECYZJI

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

Pokaż wszystkie komentarze (10)