Sobota, 23 września 2017. Imieniny Bogusława, Liwiusza, Tekli

Kobietom wbija się do głowy, że biznes i polityka są nie dla nich

2017-01-21 16:32:33 (ost. akt: 2017-01-21 09:43:21)

Autor zdjęcia: Archiwum prywatne

Dosadnie odpowiedziała Andrzejowi Mleczce na kontrowersyjny żart o molestowaniu. Tropi seksizm i... nieustannie rysuje. W jej komiksach i obrazkach z kotami zakochał się internet. Z Katarzyną Babis, czyli Kiciputkiem, rozmawia Katarzyna Guzewicz

— Najpopularniejsi rysownicy w Polsce to dziś Vontrompka, Janek Koza, Marek Raczkowski czy Andrzej Mleczko. Gdzie są kobiety?
— Jest ich mało, to fakt. Sama nie wiem ile, bo bardziej siedzę w światku komiksowym. Komiksy rysuje wiele utalentowanych dziewczyn. Kultura nerdowska jest bardziej męska. Kobieta poruszająca jakiś problem lub opowiadająca przez komiksy historię jest automatycznie szufladkowana jako autorka kobieca. Panuje pogląd, że komiksy tworzone przez kobiety są kobiece i traktują o typowo kobiecych problemach. Tymczasem komiks o podobnej tematyce, na przykład autobiograficzny, ale stworzony przez mężczyznę, jest po prostu komiksem! Często trudno nam się przebić przez tę bańkę sztuki kobiecej. Ja już się z tym pogodziłam i funkcjonuję w swojej niszy. Poza tym rzeczywiście poruszam często tematy czysto kobiece. Choćby dlatego, że mówię o tym, jak ciężko dziewczynom funkcjonować w męskim świecie (śmiech). Karierę rysowniczki zaczynałam bardzo wcześnie. Dziś nie wiem, czy protekcjonalizm, którego doświadczyłam, wynikał z mojej płci, czy może braku doświadczenia i młodego wieku. Dlatego jestem ostrożna w diagnozowaniu środowiska rysowników i rysowniczek pod tym względem.

— Dlaczego Kiciputek? To ma coś wspólnego z pani miłością do kotów?
— Chyba tak. Prawdę mówiąc, nie wiem, skąd wzięło się to słowo i co oznacza. Może powinnam wymyślić do niego jakąś historię, którą mogłabym powtarzać (śmiech).

— Kiciputek jest kobietą i do tego chce ratować świat przed mizoginią.
— Nadal mamy z tym zjawiskiem problem. Najlepszy dowód na to to popularność komiksów na ten temat. Wiele dziewczyn odnajduje swoje problemy w mojej twórczości. To zresztą nie tylko problem kobiet. Wszyscy bywamy określani przez stereotypy, chociaż nie zawsze sobie to uświadamiamy. Najbardziej rażące tego przejawy to dyskryminowanie w miejscu pracy albo to, że na tym samym stanowisku zarabiamy mniej niż mężczyźni. Słyszymy seksistowskie komentarze na ulicy. Molestowanie kobiet i dziewczynek to już powszechne zjawisko. Są też rzeczy mniej drastyczne, które można zauważyć na co dzień. Choćby to, że w grupie głos kobiet jest ignorowany. Trudniej nam się przebić, jesteśmy traktowane mniej poważnie. Dotyczy to zwłaszcza miejsc traktowanych jako tradycyjnie męskie, np. biznes czy polityka. Kobietom od najmłodszych lat wbija się do głowy, że do tych rzeczy się nie nadają. To w nas potem siedzi.

— Na straży tego porządku stoi wiele kobiet. Są ofiarami systemu?
— Wszyscy wzrastamy w tej kulturze, takie społeczeństwo sobie stworzyliśmy. Nie moją rolą jest ocenianie, która kobieta jest ofiarą opresji patriarchalnej, a która ma po prostu takie poglądy. Przecież nie każda z nas musi odnajdywać się w szufladce z napisem feminizm, nie każda musi podzielać moje poglądy. Bez wątpienia jednak wypracowujemy w sobie mechanizmy, które pozwalają nam funkcjonować w takim świecie. Niektóre kobiety uznają, że łatwiej grać według tych reguł. Kiedy przyznaję się do swoich poglądów i aktywizmu, nie zawsze jestem traktowana poważnie, bo dostaję łatkę zacietrzewionej feministki. Łatwiej czasem udawać, że tego feminizmu nie potrzebujemy.

— Andrzej Mleczko zapewniał, że kobiety wspiera. I niespodziewanie dla wszystkich zażartował, że molestowanie brzydkich kobiet powinno być karane łagodniej. Kiciputek odpowiedziała mu dosadnie: „Spier...”. Był ciąg dalszy tego konfliktu?
— Mleczko tłumaczył się z tego na różne sposoby. Przekonuje, że satyra została źle odebrana. Trzeba brać odpowiedzialność za swoje dzieło bez względu na intencje. Jeżeli żart został zinterpretowany inaczej, niż chciałby autor, to chyba coś jest nie tak z żartem, a nie z ludźmi, którzy go odbierają.



— A może wkładając w swoje usta krzywdzącą kobiety wypowiedź, Andrzej Mleczko chciał wyśmiać takie poglądy?
— Artysta i satyryk z takim dorobkiem powinien wiedzieć, że żartowanie wbrew pozorom nie jest takie proste. Nie wystarczy zacytować głupiej wypowiedzi, żeby powstała satyra. Trzeba dodać komentarz, jakoś to rozbroić, obnażyć głupotę i hipokryzję. Mleczko zrobił z tego autocytat, w dodatku z własna twarzą. Rozumiem oburzenie po publikacji rysunku. Bo gwałt czy molestowanie to, według mnie, nie jest temat do żartów. To kwestie drażliwe, łatwo się przy nich poślizgnąć, zrobić coś, co zamiast w sprawców, będzie wycelowane w ofiarę. Nie dowalajmy tym, którzy i tak mają ciężko.

— Zdarza się, że jest pani dyskryminowana za bycie kobietą?
— Najbardziej da się to poczuć w internecie. Ludzie w sieci o wiele mniej się krępują i często tracą wszelkie hamulce. Znam wielu mężczyzn, którzy są rozpoznawalni w internecie i nie dostają codziennie tylu obleśnych lub hejterskich wiadomości. Ludzie próbują znaleźć mój adres, wyszukują moich krewnych na Facebooku albo wręcz planują jakieś przykre akcje wymierzone we mnie. Poza internetem jest mi trochę łatwiej niż przeciętnej dziewczynie. Praca w domu daje mi dużo swobody. Nie muszę się odnajdować w hierarchii w miejscu pracy. Są jednak rzeczy, które nie przydarzyłyby mi się, gdybym była facetem. Mam na myśli przede wszystkim seksistowskie komentarze w miejscach publicznych: klubach, barach, nawet na ulicy.

— Słyszy pani czasem, że z aktywizmu się wyrasta?
— Sama się nad tym zastanawiam, bo jestem jeszcze dość młoda (śmiech). Jednak większość moich znajomych aktywistów i aktywistek jest starsza ode mnie o dekadę albo i więcej. Wydaje mi się, że jest właśnie na odwrót, że zaangażowanie to nawyk, który zostaje na lata i sam się napędza.

— A gdzie jest granica? Jak daleko by się pani posunęła w obronie ideałów?
— Wczoraj (rozmawiałyśmy w czwartek, 12 stycznia — red.) skończył się głodowy protest w Dobrzeniu Wielkim. Brał w nim udział mój przyjaciel Michał. Wielu osobom wydawało się dziwne, że można w taki sposób protestować w sprawach decyzji administracyjnej! Żeby sprzeciwić się poszerzaniu granic Opola, ci ludzie rozpoczęli głodówkę! To dobrze znana, chociaż ostatnio rzadko używana metoda protestu. Fakt, że znam ludzi, którzy dla sprawy byli gotowi poświęcić własne zdrowie, jest dla mnie bardzo inspirujący. Sześć osób wylądowało w szpitalu, zanim protest się zakończył. Często się zastanawiam, czy ja byłabym w stanie coś takiego zrobić. Mam nadzieję, że tak.

— Ostatnio krytycy zarzucili pani... seksizm. Narysowała pani dziewczynę tańczącą zmysłowo w deszczu dolarów.
— Cieszę się, że ten taniec wydaje się komuś zmysłowy (śmiech). To miał być raczej taniec radości z napływających pieniędzy niż seksowny pokaz striptizerki. Nie żeby było coś złego w takiej formie zarobku. Seksizm można zarzucić raczej tym, którym tańcząca dziewczyna z niczym innym się nie kojarzy. Już nawet nie odpowiadam na te zarzuty, bo one są po prostu zabawne. Często jestem na cenzurowanym za poglądy: nieprzychylni mi ludzie wnikliwie sprawdzają, czy płacę podatki, szukają haków, próbują wytknąć hipokryzję. Czuję, że muszę świecić cały czas przykładem.

— Da się dziś wyżyć z rysowania?
— Ilustruję gry komputerowe i czasem przyjmuję zlecenia na ilustrowanie książek i komiksów, robię ilustracje reklamowe. Kiciputek powstaje po godzinach (śmiech). Można tę działalność wspomóc drobnymi kwotami, to czasem pomaga mi przetrwać do końca miesiąca. Mam taki system, że wstaję rano i przechodzę do tzw. biura, czyli pomieszczenia obok sypialni. Pracuję w trybie podobnym do normalnej pracy biurowej Czasem marzy mi się praca poza domem, wyjście do ludzi... Brakuje mi też wyraźnego podziału między pracą a domem. Pracuję czasem po 10-11 godzin. Czasem pomysł na rysunek wpada nagle, wtedy od razu go zapisuję. Czasem czuję w sobie ten wyjątkowy rodzaj politycznej siły. Gdy tylko wydarzy się coś głupiego, od razu mam potrzebę, żeby to skomentować (śmiech).

Kiciputek, czyli Katarzyna Babis
Urodziła się w 1992 roku; ilustratorka i rysowniczka komiksów. Feministka, aktywistka, miłośniczka kotów, animacji Disneya i sztuki tatuażu. Skończyła grafikę na Wydziale Artystycznym UMCS w Lublinie. Od 2012 roku prowadzi bloga pełnego feministycznych treści i zezowatych kotów. Na papierze zadebiutowała albumem komiksowym „Tequila” według scenariusza Łukasza Śmigla. W 2014 roku ukazał się jej drugi komiks „Rag&Bones”.
Pochodzi z Lublina, od niedawna mieszka w Warszawie.



Porozmawiaj z autorką:
Katarzyna Guzewicz
k.guzewicz@gazetaolsztynska.pl
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (25) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Jerzyk #2175169 | 88.156.*.* 5 lut 2017 13:56

    A szafy dzwigac na 4 pietro bo jakos nie widac????

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. TKR #2172505 | 88.156.*.* 1 lut 2017 14:49

    He he he, mistrzyni ciętej riposty.

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. Tom #2172409 | 145.237.*.* 1 lut 2017 13:11

    Następna Pani żyjąca we własnym feministycznym świecie. Ile kobiet w biznesie i polityce jest w europie az miło popatrzeć. Może chodziło Pani o kraje muzułmańskie?

    Ocena komentarza: warty uwagi (5) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  4. heeeejhooo #2167201 | 81.190.*.* 24 sty 2017 17:48

    Feminizm to synonim głupoty , nie wiem czy komukolwiek jest do czegoś potrzebny , nawet kobietom. Feministki nic dobrego realnie dla kobiet w historii nie zrobiły, poza poniżaniem i pogardą wyrażaną dla tych kobiet które w odróżnieniu od dziwadeł feministycznych są w stanie odnaleźć się w każdej rzeczywistości , w każdych warunkach. Największe feministki to zwykle te najbardziej nieudolne kobiety w sferach w których kobiety zwykle dominują , więc wymyślnymi rewolucyjnymi przerysowanymi teoriami próbują ratować swoje depresyjne samopoczucie i poczucie wartości oraz ostatnie resztki zdrowia psychicznego wpędzając w kompleksy i deprecjonując INNE kobiety które w tych sferach radzą sobie o niebo lepiej od nich.

    Ocena komentarza: warty uwagi (13) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  5. marta #2165657 22 sty 2017 18:58

    Kiciputek robi świetne rysunki i mądrze pisze polecam jej Facebook. Szkoda, że w artykule nie pojawiło się więcej rysunków (chyba,że w papierowej wersji,bo nie widziałam). Patrząc, chociażby na komentarze, feminizm jest bardzo potrzebny.

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-10) ! - + odpowiedz na ten komentarz

Pokaż wszystkie komentarze (25)