Poniedziałek, 5 grudnia 2016. Imieniny Kryspiny, Norberta, Sabiny

W Polsce kieliszek zawsze jest kojarzony tylko z alkoholem

2016-01-12 12:54:48 (ost. akt: 2016-01-12 12:48:35)
Glass Duo tworzą Anna i Arkadiusz Szafrańcowie. Są jedynym polskim zespołem grającym „szklaną” muzykę. O tym, że się tym zajęli, zdecydował... złodziej, który skradł im skrzypce i trąbkę.

Glass Duo tworzą Anna i Arkadiusz Szafrańcowie. Są jedynym polskim zespołem grającym „szklaną” muzykę. O tym, że się tym zajęli, zdecydował... złodziej, który skradł im skrzypce i trąbkę.

Autor zdjęcia: Przemysław Getka

Pokazują, że utwory Chopina, Czajkowskiego czy Straussa można zagrać prawie na wszystkim, a na pewno na szklanych kieliszkach. Nawet jeśli zaczynało się od skrzypiec i trąbki. Niezwykli muzycy z Glass Duo odwiedzili Olsztyn, do którego zaprosiła ich Filharmonia Warmińsko-Mazurska. Z Anną i Arkadiuszem Szafrańcami rozmawia Rafał Bieńkowski.

— Bardzo dużo tych kieliszków... Kto zwykle zmywa po koncercie?
Anna: — My jesteśmy gender, tak więc nie ma podziału w tym zakresie (śmiech). Radzimy sobie, jak się da.
Arkadiusz: — Raczej się nie migam, bywa raczej odwrotnie (śmiech).

— Na jakich zasadach działa wasz instrument? Z pozoru wygląda to bardzo prosto, ale chyba w praktyce nie jest to takie łatwe.
Arkadiusz: — Mamy 57 kieliszków, jedne bardzo małe, drugie bardzo duże. Rozpiętość jest spora, bo to prawie pięć oktaw. Zasada wydobycia dźwięku jest bardzo podobna do grania na skrzypcach. Nasz palec, który musi być mokry, zwilżony, to smyczek, który pociera krawędź kieliszka i wprawia szkło, czyli strunę, w drganie. Wody w kieliszkach nie ma, ta służy co najwyżej do strojenia. Do samego dźwięku nie jest nam potrzebna. Kieliszki zostały wyprodukowane specjalnie do naszego instrumentu. Szkło jest zwykłe, typowe, kieliszki takie jak wszystkie. Tyle że zrobione na konkretne zamówienie. Natomiast wcześniej graliśmy na kieliszkach, które zdobywaliśmy tu i ówdzie. Wtedy bywało tak, że kiedy widzieliśmy gdziekolwiek — czy to w sklepie, czy u kogoś — kieliszek, który by się nadawał do instrumentu, od razu próbowaliśmy go zdobyć.

— Chyba raczej trudno się podróżuje z koncertu na koncert z tak delikatnym instrumentem?
Anna: — Kiedy jeździmy samochodem, nie ma żadnego problemu, ponieważ mamy dwa futerały, do których wszystko pakujemy. Natomiast rzeczywiście schody zaczynają się wtedy, kiedy latamy samolotami. Bywa ciężko.
Arkadiusz: — Pakujemy wtedy każdy kieliszek bardzo szczelnie i ściśle w mniejsze walizki, które następnie zabieramy ze sobą na pokład i trzymamy obok siebie. Inaczej się nie da.

— Glass Duo, czyli zespół grający na tzw. szklanej harfie, istnieje długo, bo już od 1998 roku. Czy ludzie wciąż się dziwią, że można grać na kieliszkach?
Arkadiusz: — Wiele osób podchodzi do tego na zasadzie „wow” i to wszystko, ale zdecydowana większość widzi w tym instrumencie niesłychany potencjał i niespotykaną, niezwykle piękną barwę dźwięku. Zawsze próbują doszukiwać się jakichś innych brzmień znanych instrumentów, ale szkoda, bo czy ktoś zastanawia się, do czego podobny jest na przykład dźwięk fortepianu, fletu czy trąbki? Zastanawiamy się tak, jeśli słyszymy dźwięk, którego nie znamy.
Anna: — Próbujemy trochę uciekać od takiego postrzegania naszego instrumentu. Chcemy, żeby na pierwszym planie była muzyka. Żeby takie pytania nie podważały wartości samego instrumentu. Po prostu gramy muzykę.
Arkadiusz: — To trochę tak jak z przesłuchaniami do orkiestry. Żeby były one w pełni obiektywne, powinny odbywać się za tzw. kotarą, czyli komisja, która słucha, nie widzi muzyka. Może on mieć więc tak naprawdę brudny instrument, brzydki, jakikolwiek, byleby ładnie grał. Bo ocenia się muzykę. Tutaj powinno być tak samo.

— Od lat występujecie na największych festiwalach na całym świecie. A jaka była reakcja środowiska muzycznego, kiedy zaczynaliście granie na szkle? Koledzy nie patrzyli na was trochę krzywo?
Arkadiusz: — Chyba jeszcze do tej pory wspominamy nasze pierwsze występy przy kolegach w Gdańsku, gdzie padały słowa w stylu: „Ja też potrafię zagrać na kieliszku”.
Anna: — W Polsce już się jakoś tak utarło, że kieliszek zawsze kojarzony jest z alkoholem. Ale jak gramy w Niemczech, to chyba ani razu nam się nie zdarzyło, żeby ktoś z nas w ogóle zażartował. Oni od razu widzieli w tym przede wszystkim instrument, kiedy u nas w kraju takie żarty są na porządku dziennym. Słyszeliśmy już przeróżne wersje na ten temat. Reakcje były różne. Z profesjonalnymi muzykami było podobnie, ponieważ zawodowcy też mają w głowach pewne schematy. I jeśli coś wykracza poza dany schemat, to od razu pewne kwestie są szufladkowane. No bo przecież instrument złożony z kieliszków nie może być profesjonalny (śmiech). Jeżeli mówi się, że ten instrument istniał już w XVIII wieku, to czasami i tak nikogo to nie przekonuje. Jak mówi historia, pewnego dnia koncert grany na takim instrumencie usłyszał Benjamin Franklin, po czym pomyślał, że go przerobi i zrobi coś nowego, lepszego. Tak powstała wówczas szklana harmonijka. Miała jednak nieco inny kształt, nie dało się z niej pić.

— Na kieliszku od wódki też da się zagrać?
Anna: — Nie na każdym. Muszą być spełnione pewne warunki. Kieliszek nie może być np. grawerowany oraz zbyt gruby. A to, czy jest on od wódki, czy koniaku nie ma już absolutnie żadnego znaczenia.

— Gracie m.in. utwory Chopina, Czajkowskiego, Dvoraka, Piazzolli czy Straussa. Ile trzeba ćwiczyć, żeby zagrać na szkle na przykład polkę Straussa czy motyw z Harry'ego Pottera, bo taki również macie w swoim repertuarze?
Anna: — Pod tym względem jest bardzo podobnie jak z wieloma innymi instrumentami. To znaczy trzeba ćwiczyć do upadłego. Im dłużej się ćwiczy, tym większą biegłość się osiąga. Ten instrument w niczym nie odbiega od innych. Ja wcześniej grałam na skrzypcach, Arek na trąbce. Kieliszki nie są jednak łatwym instrumentem, wręcz bardzo chimerycznym. Czasami nie do końca wiadomo, o co chodzi. Nie da się więc do końca odpowiedzieć na to pytanie, tak samo jak trudno przewidzieć, ile może trwać nauczenie się koncertu Felixa Mendelssohna na skrzypce. Bo jeden nauczy się go w dwa tygodnie, drugi w dwa lata, a jeszcze kolejny w ogóle.

— A czy zdarzyło się, że z którejś z kompozycji musieliście zrezygnować, bo trudno było ją zagrać na szkle?
Anna: — Od razu pomyślałam o dwóch takich. Kiedyś graliśmy „Walc kwiatów” Czajkowskiego, który był dosyć trudny w sensie ogarnięcia, był bardzo rozbudowany. To trudne tym bardziej, że cały program, który gramy, gramy z pamięci. Odstawiliśmy więc ten utwór z powodów... gabarytowych. Ostatnio tak samo było z fugą Jana Sebastian Baha.

— Jak to się w ogóle stało, że skrzypaczka i trębacz zaczęli postukiwać na szklankach?
Anna: — Takich impulsów było kilka. Ale takim bezpośrednim pstryczkiem, chociaż wiem, że może to zabrzmieć trochę śmiesznie, było to, że ukradli nam kiedyś skrzypce i trąbkę. Mieliśmy jednak też zakontraktowane grania z kieliszkami. Na początku była nawet myśl, że weźmiemy urlop bezpłatny, ale dyrektor powiedział: „No, niestety trzeba coś wybrać: albo to, albo to”. Stanęliśmy pod ścianą. Wybraliśmy szklaną harfę. Ale co ciekawe, jednego złodzieja sami namierzyliśmy, chociaż niewiele to pomogło.
Arkadiusz: — Instrumenty pewnie wiszą gdzieś na ścianie.

Rafał Bieńkowski


Glass Duo
Powstał w 1998 r.; jedyny polski zespół zajmujący się tzw. szklaną muzyką. Ich instrument to największa szklana harfa na świecie, a jej skala sięga 5 oktaw. Zespół gościł na wielu scenach Europy, Azji, Ameryki oraz Afryki. Zapraszany jest na najbardziej renomowane festiwale muzyczne na całym świecie. Duet współpracował z większością polskich orkiestr filharmonicznych, m.in. Filharmonią Narodową czy Sinfonią Varsovią oraz zagranicznymi zespołami orkiestrowymi, m.in Klaipeda Chamber Orchestra z Litwy i Württemberg Chamber Orchestra z Heilbronn w Niemczech.
Źródło: glassduo.com
Polub nas na Facebooku: