Niedziela, 25 września 2016. Imieniny Aureli, Kamila, Kleofasa

Boniek: Jak dwa razy prosto kopnie piłkę, to od razu wyjeżdża za granicę

2015-11-25 09:53:41 (ost. akt: 2015-11-25 10:01:43)
- Stomil ma jakieś problemy, mam jednak nadzieję, że tak samo jak najwcześniej zostaną rozwiązane - mówi Zbigniew Boniek.

- Stomil ma jakieś problemy, mam jednak nadzieję, że tak samo jak najwcześniej zostaną rozwiązane - mówi Zbigniew Boniek.

Autor zdjęcia: Bartosz Cudnoch

Zapewnia, że nalot PZPN na Olsztyn był przyjemną i wcześniej uzgodnioną wizytą. I wcale nie miał związku z budową nowego stadionu, czy problemami piłkarskiego Stomilu. Jak ocenia reprezentację Polski i jakie mamy szanse na mistrzostwach Europy we Francji? Ze Zbigniewem Bońkiem rozmawia Zbigniew Szymula.

W Polsce jest tak, że jak ktoś przegra mecz, to zaraz się mówi, że mu się nie chciało, że „sodówka”... Grałem w piłkę, więc wiem, że piłkarzom się zawsze chce. Czasami tylko nie wystarcza umiejętności, bo rywal był lepszy...
— Pańska wizyta w Olsztynie, jak zresztą całego zarządu PZPN, jest trochę zaskakująca. Co tak naprawdę sprowadziło pana do Olsztyna?
— Na początku chciałbym sprostować pewne fakty: nie jest to nalot PZPN na Warmińsko-Mazurski Związek Piłki Nożnej, tylko przyjemna i wcześniej uzgodniona wizyta. Zaplanowaliśmy tu zarząd PZPN, na którym omawialiśmy problemy polskiej piłki, poza tym uczestniczyliśmy w gali z okazji jubileuszu 70-lecia warmińsko-mazurskiego związku, a korzystając z faktu, że jesteśmy w Olsztynie, porozmawialiśmy też o piłce olsztyńskiej i warmińsko-mazurskiej. Spotkałem się też z prezydentem Olsztyna Piotrem Grzymowiczem, zresztą rozmawialiśmy już w poprzednim roku, kiedy to pan prezydent przedstawił mi pewien plan rozwoju, bo sam ma świadomość, że mieszkańcy mają prawo myśleć czy nawet śnic o tym, żeby tu była dobra drużyna i żeby miała dobre struktury, a przede wszystkim, żeby miała odpowiednią infrastrukturę, bo bez tego nie ma dziś sportu. I pod tym względem, z tego co wiem, jest wszystko na najlepszej drodze. 11 grudnia ma zostać ogłoszona firma, która zrobi projekt stadionu, więc widzę, że sprawy idą do przodu i zgodnie z harmonogramem, który lokalne władze sobie ustaliły. Miały być światła, no i światła są, a była to inwestycja bodajże rzędu czterech milionów złotych, teraz planowana jest budowa stadionu i ja wierzę, że też wszystko skończy się zgodnie z zapowiedziami. Kiedyś powiedziałem, że w każdym mieście jest teatr, jest kościół, w każdym mieście musi być także porządna infrastruktura piłkarska, bo to się ludziom po prostu należy. O innych sprawach nie chciałbym za wiele mówić, bo jako PZPN nie możemy ingerować w zarządzanie poszczególnymi klubami, bo to nie są nasze kompetencje. Wiem, ze Stomil ma jakieś problemy, mam jednak nadzieję, że tak samo jak najwcześniej zostaną rozwiązane. Ale jeszcze raz mówię: nie jest to nasz problem, tylko właścicieli, którzy tym klubem zarządzają.

— Od prezesa WMZPN Tomasza Miętkiewicza usłyszeliśmy, że przy okazji waszych spotkań często dopytuje się pan o losy Stomilu. To oznaka jakiejś sympatii do tego klubu?
— Rzeczywiście rozmawiamy bardzo często, tyle że muszę dodać, że ja się interesuję w podobny sposób wszystkimi klubami, bo jestem prezesem Polskiego Związku Piłki Nożnej. W dodatku takim, który — jak to się mówi — nie został wyznaczony do tego, żeby zarządzać piłką. Ja się po prostu z tej piłki wywodzę, praktycznie interesuję się nią od momentu, jak tylko zacząłem chodzić. A przeciwko Stomilowi kilka razy nawet grałem, miałem stąd kilku kolegów, z którymi zaczynałem moją przygodę w reprezentacji, czy to Janusza Kupcewicza (wychowanek Warmii Olsztyn, uczestnik mistrzostw świata w Argentynie w 1978 roku i Hiszpanii w 1982 roku — red.), czy Zbigniewa Kubelskiego (wychowanek Stomilu, w latach 1975-1977 roku występował w najwyższej klasie rozgrywkowej w ROW Rybnik — red.), czy potem jeszcze Bohdana Masztalera (uczestnik mistrzostw świata w 1978 roku — red.), kiedy byłem już w reprezentacji seniorskiej. Poza tym miałem na boisku dobre stosunki z panem Alojzym Jarguzem (sędziował mecze na mistrzostwach świata w Argentynie i Hiszpanii — red.), który postawą człowieka z wyższej półki potrafił na meczu uspokoić wielu piłkarzy (podczas piątkowej gali prezes Boniek wręczył Alojzemu Jarguzowi pamiątkową paterę — red.). Mam więc tu dobre koneksje, ale to się tyczy także innych regionów. Poza tym Stomil jest drużyną znaną w Polsce, drużyną, która na dziś musi albo tej I ligi bronić, albo walczyć o Ekstraklasę.

— Jest pan po spotkaniu z prezydentem Piotrem Grzymowiczem. Czy padły jakieś konkretne daty w sprawie nowego stadionu dla Olsztyna?
— Po pierwsze: ja takiej presji na władze nie mogę wywierać, ale z tego, co usłyszałem, to na początku grudnia ma być wybrany projekt, potem wykonanie tego projektu trwa około ośmiu miesięcy, no a potem to już trzeba budować. Oczywiście nie pytałem prezydenta Grzymowicza, ile ma odłożonej gotówki na ten stadion, ale wbrew temu, co się niekiedy mówi, przy woli politycznej wybudowanie stadionu na 8-10 tysięcy miejsc nie powinno być problemem. Mówię to o takim obiekcie, bo to jest zwyczajnie logiczne — lepiej, żeby taki stadion — fajny, przytulny i dobrze zrobiony — był trzy razy w roku za mały, niż 27 razy w roku za duży. I nie ma — według mnie — problemu ze znalezienie pieniędzy, bo jeśli kredyty są zabezpieczone, to jest wiele banków, które w takim przedsięwzięciu będą chciały uczestniczyć. Dziś to wszystko jest policzalne, wiadomo, jaki jest koszt jednego „krzesełka” na stadionie, a co za tym idzie, jaki jest koszt globalny. I to jest proste. A jeżeli już, jak słyszę, na początku grudnia jest wybór projektu, to rozumiem, że za tym idzie także wewnętrzna dyskusja o tym, jak ten projekt stadionu obudować finansowo.

— Przejdźmy do reprezentacji Polski. Czy po sukcesie, jakim niewątpliwie był awans do finałów mistrzostw Europy, kadrowiczom nie grozi popularna „sodówka”, z którą czasem mieliśmy do czynienia przy okazji poprzednich wielkich imprez?
— Zapewniam, że ten problem nie dotyczy tej drużyny. Z prostej przyczyny: bo to nie są piłkarze, którym może to grozić. W Polsce jest tak, że jak ktoś przegra mecz, to zaraz się mówi, że mu się nie chciało, że „sodówka”... Grałem w piłkę, więc wiem, że piłkarzom się zawsze chce. Czasami tylko nie wystarcza umiejętności, bo rywal był lepszy...

— Reprezentacja to jest wizytówka polskiego futbolu, ale kluby ostatnio nie błyszczą na arenie międzynarodowej. Czy PZPN ma pomysł jak sprawić, żeby polskie kluby także były mocne?
— To nie jest problem PZPN, bo nie jesteśmy właścicielami klubów. Pan mi zadaje pytanie, dlaczego tak się dzieje, więc ja odpowiem... pytaniem: jak nasze kluby mają lepiej grać, jeśli tak już jest, że gdy tylko ktoś dwa razy prosto kopnie piłkę, to od razu wyjeżdża za granicę? Przecież wystarczy sobie spokojnie przeanalizować, dlaczego my kiedyś graliśmy w europejskich pucharach. My wszyscy w komplecie do późnego wieku byliśmy w Polsce! A teraz polskie kluby są niedoinwestowane, nie są w stanie sprostać wymogom piłkarzy i stąd jest ten masowy wyjazd. I tego nie można powstrzymać, albo powiem inaczej: można to powstrzymać w prosty sposób: warunki u nas muszą być takie same jak w zachodnich klubach. Ale to jest na razie mrzonka, więc musimy się pogodzić z tym, że jak tylko ktoś zaczyna lepiej grać, to od razu kręci się przy nim mnóstwo ludzi. Po to, żeby takiego chłopaka wywieźć na zachód, żeby tam się niby uczył, bo przy tym da się zarobić spore pieniądze. A tymczasem to jest tak, że jak piłkarz jest bardzo dobry w Polsce, to wyjedzie i za granicą sobie poradzi. A jak szybko wyjedzie, bo dwa razy prosto kopnął piłkę, to wtedy zazwyczaj jeszcze szybciej wraca. Takich przykładów mieliśmy już sporo.

— W przyszłym roku we Francji zostaną rozegrane mistrzostwa Europy. Czy zarząd PZPN postawi trenerowi za cel awans do 1/8 finału?
— Jeśli już jedziemy na Euro, to musimy mieć ambicję, by wyjść z grupy. I nie trzeba o tym dużo mówić, wystarczy dużo przy tym zrobić. Jestem zwolennikiem teorii, żeby iść do przodu powoli, nie spieszyć się i nie deklarować. Jadąc na mistrzostwa świata do Niemiec czy Hiszpanii nic nie deklarowaliśmy, tylko graliśmy, no i coś tam żeśmy ugrali.

Ze Zbigniewem Bońkiem rozmawiał Zbigniew Szymula.

Zbigniew Boniek (lat 59), jeden z najwybitniejszych polskich piłkarzy. Grał w Zawiszy Bydgoszcz (1973-75), Widzewie Łódź (1975-82), Juventusie Turyn (1982-85), Romie (1985-88). Uczestnik trzech finałów mistrzostw świata (Argentyna 1978, Hiszpania 1982 — 3. miejsce, Meksyk 1986). Zdobywca Pucharu Europy (1985), Pucharu Zdobywców Pucharów (1984) i Superpucharu Europy (1984). W 1982 roku zajął 3. miejsce w plebiscycie Złotej Piłki. Po zakończeniu kariery piłkarskiej zaczął pracować jako trener, m.in. w 2002 roku został na krótko selekcjonerem reprezentacji Polski. Od 2012 roku jest prezesem PZPN.
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB