Wtorek, 25 września 2018. Imieniny Aureli, Kamila, Kleofasa

Krzysztof Ibisz zdradza sekret, jak nieprzerwanie być wulkanem energii

2015-10-24 12:23:00 (ost. akt: 2015-10-24 12:22:13)

Autor zdjęcia: mat. prasowe

Zapewnia, że po upadku na rolkach już wszystko z nim w porządku. Uwielbia poczucie humoru Marii Czubaszek, nawet jeśli śmieje się z niego. Naszym czytelnikom zdradza sekret, jak nieprzerwanie być wulkanem energii. Z Krzysztofem Ibiszem rozmawia Katarzyna Guzewicz.

— Czy po upadku na rolkach i kontuzji nogi doszedł już pan do siebie, bo raczej nie widać, żeby pan odpoczywał?
— Nie, wręcz przeciwnie! Ludzie z takimi kontuzjami jak moja, nie powinni siedzieć w domu, ale pracować, wyjść między ludzi. Pracuję tyle samo albo jeszcze więcej. To przecież tylko kostka, a z moją głową wszystko jest w porządku (śmiech). Ze sportu również nie zrezygnowałem, choć na razie pozostaje mi tylko siłownia. Nie mogę jeszcze pójść na rower ani biegać, ale w lutym zamierzam wrócić do tych treningów. Sport to mój sposób na ładowanie akumulatora.

Pozdrawiam czytelników "Gazety Olsztyńskiej". Życzę wam zdrowia i obiecuję, że w marcu przyjdzie wiosna
— Jak już jest pan między ludźmi, to pewnie bez przerwy ktoś prosi o wspólne zdjęcia albo autograf. To nie męczy?
— Nie zamykam się przed ludźmi, chodzę po ulicy jak każdy i żyję normalnie. Takie spotkania są zawsze bardzo miłe. Jeśli komuś sprawi przyjemność zrobienie sobie ze mną zdjęcia, bardzo mnie to cieszy. Zresztą potem te zdjęcia często widzę na różnych fejsbukowych profilach. Czasem proszę też o wysłanie i wrzucam na swój fanpage. To jeden z największych plusów naszej pracy, takie właśnie miłe spotkania. Zresztą uważam, że moja praca to same plusy (śmiech).

— Wszyscy wiedzą i widzą, że jest pan wulkanem energii i optymizu. Jest jakiś niebanalny sekret?
— Podstawą jest dobra organizacja i przygotowanie. Zawsze trzeba znaleźć czas, żeby do każdego wydarzenia i wyzwania dobrze się przygotować. To cały sekret.

— Czyli jest pan zawsze gotowy na wszystko, nawet na najgorsze?
— Każde nowe wyzwanie jest dla mnie zaskoczeniem. Na tym polega koloryt tej pracy. Tu się nic nie powtarza. Ciągle jest inny projekt, program. Każde spotkanie jest inne i trudno przewidzieć jak przebiegnie. Powiem tak: moja praca jest jak ciekawa podróż, gdzie za rogiem kryje się ciągle coś innego. Bywają krótkie, tak jak to w Olsztynie, ale przecież czasem pojawiam się w nowym miejscu na cały dzień. Podchodzę do tego jak do przygody. Nie grozi mi rutyna. Ten zawód jest moją pasją. I nie znam ani jednej osoby, która robiłaby to, co ja, i nie czuła wielkiej satysfakcji. Praca z ludźmi to pasja i frajda.

— Maria Czubaszek powiedziała, że bardziej się jej pan podobał, gdy był pan... starszy. Zgadza się pan?
— Nie mam żadnego wpływu na to, co o mnie ktoś mówi. I uwielbiam poczucie humoru Marii Czubaszek.

— Wszyscy znamy pana pasję i podejście do pracy, zamiłowanie do sportu rownież. A czym zajmuje się Krzysztof Ibisz po godzinach, gdy nie jest na siłowni?
— Interesuję się historią teatru. Szczególnie historią przedwojennych warszawskich teatrów, głównie tych rozrywkowych. Ale też historią samej przedwojennej Warszawy. Historia mojego miasta jest dla mnie ważna. Kolekcjonuję albumy na ten temat, zbieram zdjęcia ulic. Porównuję z ich aktualnym wyglądem i staram się sobie wyobrażać, jaka Warszawa była piękna przed wybuchem wojny. Szukam też informacji o losach aktorów czy słynnych konferansjerów, np. Fryderyka Jarosy'ego, którzy występowali na scenie w tamtym czasie. Cieszę się, że te postacie wracają z zapomnienia. Pojawiło się na rynku kilka dobrych książek o tej tematyce. Zbieram nie tylko albumy, ale poszukuję też nagrań z ich głosami. Jest na nich uwiecznione to, jak aktorzy grali ale też zapowiedzi spektakli. Robię to dla siebie. Moja kolekcja ciągle się rozszerza. Gdy ukazuje się nowa publikacja, staram się ją mieć w swoich zbiorach.

— Oprócz projektu "Taniec z Gwiazdami" podobno pracuje pan nad swoim nowym spektaklem?
— Przede wszystkim moim głównym projektem jest teraz „Taniec z Gwiazdami”. Za nami sześć odcinków, jesteśmy coraz bliżej finału. Dokładam starań, żeby to, co powstaje, miało jak najwyższą jakość i trzymało wysoki poziom. Ważne jest to, żeby każdy odcinek był ciekawy i czymś zafascynował widza. Poświęcamy na to praktycznie cały tydzień, a w piątek jest największa frajda, bo wtedy jesteśmy na antenie i to całe 2,5 godziny. Druga ważna dla mnie rzecz to gra w teatrze. Odwiedzam także miasta w Polsce ze spektaklem "Randka w ciemno na dwie pary". A niedawno zacząłem prace nad nowym. Regularnie co dwa lata prezentuję nowy spektakl. Teraz będzie coś zupełnie innego. Ostatnio nawet w czasie podróży czytałem scenariusz. Bardzo mi się podoba. Nieprzerwanie dopracowuję też projekty telewizyjne. Trwają prace nad wielkim sylwestrem w Polsacie. Dopóki stacja oficjalnie tego nie ogłosi, nie zdradzę miejsca, w którym się odbędzie. Widziałem, że w internecie już rozgorzały dyskusje na ten temat. Planujemy jak zawsze wspaniałe widowisko.

— Podobno Olsztyn jest panu bliski. Zdarza się panu nas odwiedzać nie tylko przy okazji imprez, które pan prowadzi?
— Bardzo lubię przyjeżdżać w te strony. Pamiętam pierwsze duże wydarzenie, które tu prowadziłem. To był konkurs tańca, a cudowną jurorką była Ivona Pavlovic. Nawet nie marzyłem, że mógłbym kiedyś być obok niej w jednym programie. Mam nadzieję, że niedługo znowu uda mi się wrócić do Olsztyna. To pięknie położone miasto. Całe dzieciństwo spędziłem nad mazurskimi jeziorami, czyli w sumie niedaleko Olsztyna. Gdy miałem 7 lat, przyjeżdżałem tu z tatą pod namioty. On spał w dużym namiocie, a ja w swojej „jedynce” (śmiech). To był fantastyczny czas, czułem się samodzielny i prawie dorosły. Chodziliśmy na wycieczki do lasu, łowiliśmy ryby, rozpalaliśmy ognisko i myliśmy się w jeziorze. Nadal zresztą pojawiam się tu w czasie, gdy nie pracuje. Raz do roku przyjeżdżam na Warmię i Mazury żeby spędzić kilka dni pod namiotem.

— Wybiera się pan w niedzielę na wybory?
— Oczywiście.

— W latach 90. miał pan epizod w polityce — był pan posłem Polskiej Partii Przyjaciół Piwa. Czy w dzisiejszych czasach takie ugrupowanie miałoby szansę dostać się do sejmu?
— W dzisiejszych czasach potrzeba powagi, profesjonalizmu i odpowiedzialności.

Krzysztof Ibisz - prezenter, dziennikarz, aktor, osobowość telewizyjna. Skończył studia Wydziale Aktorskim Państwowej Wyższej Szkoły Telewizyjnej, Teatralnej i Filmowej w Łodzi i studia podyplomowe w Instytucie Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego. W latach 1993–1996 pracował w Telewizji Polskiej. W latach 1997–2000 pracował w TVN, gdzie prowadził min. programy: „Wszystko albo nic”, „Zostań Gwiazdą” i „Gorączkę złota”. Od roku 2000 jest związany z telewizją Polsat, na antenie której prowadził programy rozrywkowe, m.in. „Bar”, „Dwa światy”, „Awanturę o kasę”, „Życiową szansę”, „Rosyjską ruletkę”, „Grę w ciemno”. Pojawił się gościnnie także w serialach min.: „Świat według Kiepskich”, „Fala Zbrodni”, „Pierwsza miłość”. W latach 2000–2008 występował w serialu „Plebania”.
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB