Quantcast

Sobota, 26 września 2020. Imieniny Cypriana, Justyny, Łucji

Nagórki były pełne narkotyków i przemocy

2015-10-17 18:01:00 (ost. akt: 2015-10-17 18:08:07)
Olsztyn wygląda ładnie, ale poza zmianami zewnętrznymi jak tramwaje, nie słyszałem, by działo się tu coś wyjątkowego.

Olsztyn wygląda ładnie, ale poza zmianami zewnętrznymi jak tramwaje, nie słyszałem, by działo się tu coś wyjątkowego.

Autor zdjęcia: Przemysław Getka

Z Jackiem Żebrowskim, poetą rocznik 1979, wychowanym na olsztyńskich Nagórkach, autorem sztuki o Pier Paolo Pasolinim, rozmawiamy o szwajcarskim winie, wyspie Gozo, na której pracował, wierszach pisanych po friuliańsku i kłączach.

— Kilka dni temu wróciłeś ze Szwajcarii. Czym się tam zajmowałeś?
— Nie da się utrzymać z pisania. Od wielu lat pracuję dorywczo w różnych krajach. Staram się wybierać ciekawe miejsca. Nie korzystam z agencji pracy, ale też nie jeżdżę na oślep. Pomagają mi znajomi. Byłem na winobraniu. To dobry zarobek. Przez dziewięć dni zarobiłem tyle, ile wynosi średnia pensja krajowa.

— Dobre jest szwajcarskie wino?
— Dobre, ale nie jestem w tej materii ekspertem.

— Spotkałeś w Szwajcarii uchodźców?
— Tak. Nie ma ich tylu, co w Niemczech, ale są. Mieszkałem z nimi na squacie. Większość z nich to młodzi mężczyźni, którzy przyjechali z Afryki, żeby poprawić sobie warunki życia, ale w Szwajcarii raczej im się to nie uda, bo trudno jest tam uzyskać pozwolenie na pobyt stały. Handlują kokainą, żeby się utrzymać.

Jestem takim chłopakiem z przedmieścia. Wyszedłem ze środowiska punkowego, wychowałem się w blokowisku na słynnych Nagórkach. Dziś to spokojna dzielnica, w której mieszkają starsi ludzie, ale w latach 90. Nagórki były pełne przemocy i narkotyków.

— Wcześniej mieszkałeś pół roku na Malcie…
— Żyje tam mój znajomy. Pojechaliśmy z moją dziewczyną, z biletem w jedną stronę. Okazało się, że obok głównej wyspy, jest malutka o nazwie Gozo. Tam znaleźliśmy mieszkanie i pracę.

— Opowiedz o Gozo.
— Mieszkają tam biedni ludzie. To taka Malta sprzed 30 lat. Atrakcji jest niewiele. Ale mnie się podobało, mogłem odetchnąć. Czułem się wśród nich dobrze. To bardzo otwarci ludzie, nastawieni przyjaźnie do obcokrajowców. Są ultrakatolikami. Praktycznie nie ma tam kultury ludowej. Ich język należy do grupy języków semickich. Problemem Gozo jest masowa emigracja młodzieży.

— Gdzie pracowałeś?
— W fabryce. Przy przetwarzaniu lokalnej żywności.

— Jak twórczo wykorzystasz pobyt na wyspie?
— Zainteresowała mnie poezja maltańska, szczególnie jeden z tamtejszych poetów Immanuel Mifsud, który napisał tom pod tytułem „Polska/Slovensko”. To jego wspomnienie poetyckie z wyprawy do Polski i Słowacji. Piszę też reportaż o wyspie. Chętnie przygotowałbym antologię poezji maltańskiej.

— Wracasz na Gozo?
— To praca sezonowa. Prawdopodobnie zamieszkam w Gdańsku. Wrocław przejadł mi się, bo to bardzo drogie miasto. W środowisku kulturalnym trwa walka o granty i pieniądze. Pionierski okres rozkwitu kultury alternatywnej we Wrocławiu skończył się.
Moim zdaniem cała kultura znów koncentruje się w Warszawie. W latach 90. mieliśmy w Polsce tendencję odśrodkową. Na przykład w dziedzinie literatury silne były takie ośrodki jak Śląsk, Gdańsk, Olsztyn ze swoją „Prozą północy”, ale też Toruń, Poznań i Wrocław właśnie. Dziś we Wrocławiu mamy do czynienia z konsumpcją sztuki przywiezionej z zewnątrz, mało są promowani lokalni artyści.

— A jak oceniasz rodzinny Olsztyn?
— Miałem nadzieję, że utrzyma się odśrodkowy ruch Obywateli Kultury. Olsztyn wygląda ładnie, ale poza zmianami zewnętrznymi, takimi jak tramwaje, ulice i parki, nie słyszałem, żeby działo się tu coś wyjątkowego. Pod tym względem Olsztyn nie różni się od Gdańska czy Białegostoku. Podróżuję po Polsce i widzę, że wszędzie jest podobnie. Literatura nikogo już nie pociąga.

— Jesteś autorem tekstu „Ludobójstwo” o Pier Paolo Pasolinim, który w reżyserii Łukasza Fijała był prezentowany na Scenie Margines Teatru Jaracza. Dlaczego zainteresowałeś się tym włoskim poetą i reżyserem?
— Nie jest on moim ulubionym reżyserem filmowym, ale cenię jego poezję. Jest trudna. Pasolini pisał początkowo po friulańsku, który jest dialektem języka włoskiego. Ja czytałem jego wiersze po angielsku. Do napisania sztuki zainspirowała mnie eseistyka Pasoliniego i jego poglądy na cywilizację współczesną. Dosyć wcześnie dostrzegł on nadchodzące "społeczeństwo spektaklu", o którym pisał też francuski filozof Guy Ernest Debord. Pasolini zdokumentował zmianę, jaką przeszło społeczeństwo włoskie na przełomie lat 50. i 60. XX wieku. Coś podobnego dostrzegamy teraz we współczesnej Polsce: gwałtowne zmiany obyczajowe i ekonomiczne, polaryzację postaw na prawicowe i lewicowe. Przejście od epoki industrialnej do konsumpcyjnej, co prowadzi do tego, żeby było więcej kapitalizmu…

— Włochy przeżywały wtedy gwałtowną migrację.
— Tak jak obecnie Olsztyn. Młodzi stąd wyjeżdżają do innych miast, a na ich miejsce przyjeżdżają inni młodzi z regionu, na studia.

— A uwrażliwienie społeczne Pasoliniego?
— Też mnie zainteresowało. Gdy Pasolini przeniósł się do Rzymu, zamieszkał w slamsach na przedmieściach stolicy Włoch. Pisze o tym w powieściach, które niestety nie wyszły po polsku. W wolnym tłumaczeniu „Gwałtowne życie” i „Chłopcy z przedmieścia”. Jestem takim chłopakiem z przedmieścia. Wyszedłem ze środowiska punkowego, wychowałem się w blokowisku na słynnych Nagórkach. Dziś to spokojna dzielnica, w której mieszkają starsi ludzie, ale w latach 90. Nagórki były pełne przemocy i narkotyków. Pasolini pisze o innym mieście i o innych czasach, ale duch jest podobny.

— Wielu autorów widzi aktualność Pasoliniego. Abel Ferrara nakręcił film o ostatnich chwilach życia Pier Paolo. Widziałeś ten film?
— Nie zachwycił mnie, choć nie jest to najgorszy film, w końcu to autor „Złego porucznika”.

— Piszesz opowiadania, artykuły, wiersze, a jakich poetów polecasz do czytania?
— Kira Pietrek, Szczepan Kopyt, Konrad Góra, Robert Rybicki, Rafał Kwiatkowski, Piotr Makowski, nie mówiąc o starszych, takich jak Andrzej Sosnowski, który jest bardzo popularny wśród młodych. Ale są świetni debiutanci jak Rafał Różewicz, zresztą z rodziny Tadeusza Różewicza. Oprócz poezji wszystkim polecam polski reportaż, który stał się naszą specjalnością.

— Interesujesz się kinem. Jesteś wychowankiem DKF-u w dawnym kinie Grunwald na Zatorzu. Przygotowujesz antologię "Anarchizm w kinie".
— Kiedy byłem w Lozannie, odwiedziłem Centrum Studiów Anarchistycznych, największą w Europie bibliotekę gromadzącą materiały dotyczące anarchizmu światowego. Zamierzam się tam wybrać ponownie w przyszłym roku. W antologii, a przygotowuję ją razem z Krzyśkiem Kołackim, wiele miejsca poświęcimy francuskiemu reżyserowi Jeanowi Vigo (1905-1934, autor m.in. "Pały ze sprawowania" i "L’Atalante" — red.). Przy okazji wspomnę jeszcze, ze z Konradem Górą, dolnośląskim poetą, pracujemy nad nowym numerem naszego artzine'a "Papier w dole", który będzie poświecony Pasoliniemu.

— Co to znaczy dzisiaj być anarchistą?
— Anarchizm, czyli bezrząd, to unikanie autorytetów koncesjonowanych przez władzę. Współcześnie widzę analogię do wolnego oprogramowania. Każdy może kod kodyfikować, ale trzeba się trzymać zasad.

— Jakich?
— Demokracja bezpośrednia, federacyjność. Gilles Deleuze i Felix Gauttari w wydanym w 1980 roku, nieprzetłumaczonym na polski „Mille plateaux. Capitalisme et schizophrénie” piszą o społeczeństwie przyszłości zorganizowanym na zasadzie kłączy, które rozwijają się niehierarchicznie, nie od władzy do poddanych, tylko w sieci różnych powiązań. Pasolini pod koniec życia, gdy odszedł od poglądów komunistycznych, też pisał, że decentralizacja jest drogą do przetrwania społeczeństwa.

Marek Barański

Polub nas na Facebooku:

Zobacz także