Wtorek, 18 czerwca 2019. Imieniny Elżbiety, Marka, Pauli

Uchodźcy mogą być motorem Europy

2015-09-19 20:50:00 (ost. akt: 2015-09-28 11:37:54)
Prof. Egon Spiegel współpracuje z UWM w Olsztynie już 13 lat, początkowo z Wydziałem Teologii, obecnie z Wydziałem Nauk o Środowisku UWM w Olsztynie

Prof. Egon Spiegel współpracuje z UWM w Olsztynie już 13 lat, początkowo z Wydziałem Teologii, obecnie z Wydziałem Nauk o Środowisku UWM w Olsztynie

Autor zdjęcia: Bartosz Cudnoch

O tym, jaką siłą są uchodźcy i jak Europa na nich patrzy rozmawiamy z profesorem Egonem Spieglem, teologiem i politologiem z Uniwersytetu Vechta w Niemczech.

— Uchodźcy szturmują bramy Europy. Co to oznacza dla Europejczyków?
— Uchodźcy, z którymi ma teraz do czynienia Europa, to w większości ludzie inteligentni, wykształceni, znający obce języki, mający osiągnięcia w swoich krajach, myślący przedsiębiorczo, do pewnego też stopnia zasobni, skoro mogli ponieść koszty dotarcia do Europy. Polegając badaniach z 2013 roku, co siódmy uchodźca starający się o azyl w Niemczech ma wyższe wykształcenie, w 70 procentach to ludzie poniżej 30 roku życia, połowa z nich nie skończyła 25 lat. Łatwo mogą się nauczyć języka, nadają się do asymilacji. Moja teza jest taka, że fala uchodźców, którą obserwujemy, może być dla Europy bodźcem pozytywnym.

— A nie problemem? Sprawdzianem europejskiej solidarności, tolerancji i humanitaryzmu, ale także wydolności opieki społecznej itd.?
— Wszyscy podkreślają humanitarne motywy, którymi Europa powinna kierować się, przyjmując uchodźców, także Niemcy. Ale z tyłu głowy mają ekonomiczny aspekt sprawy, dzisiejszych uchodźców można traktować wówczas jak wartość dodaną, zasilić niemiecki rynek pracy. Policzyłem sobie, że jeśli informacje o wykształceniu są prawdziwe, daje to od ręki 100 tysięcy młodych ludzi z wyższym wykształceniem. Licząc średnio, studia w Niemczech to koszt około 50 tysięcy euro. Proszę to pomnożyć przez 100 tysięcy uchodźców z wyższym wykształceniem. Zysk wynosi 5 miliardów.

— Sugeruje pan, że opłaca się je dziś wydać na pomoc uciekinierom?
— Tak. Niemcy nie robią tego tylko z miłości. Nie byliśmy takim kolonialnym krajem, jak na przykład Anglia, do nas nie przyjeżdżali imigranci z byłych kolonii. Przez ostatnie 60 lat mieliśmy imigrantów ekonomicznych: z Hiszpanii, Włoch, Jugosławii, Grecji, potem też Turcji. Turcy przynieśli ze sobą konserwatywny islam, słabo się integrowali i to był problem, zwłaszcza w pierwszym pokoleniu, bo generacja, która urodziła się już w Niemczech, jest inna. Generalnie jednak tamta fala imigracji wynikała z wielkiego w Niemczech zapotrzebowania na tanią siłę roboczą. Powtórzę, że dzisiejsi uchodźcy to w dużej mierze ludzie wykształceni, mają inną mentalność, inne spojrzenie na świat. Posługują się internetem, widzimy w ich rękach najnowsze smartfony, świat się zresztą bardzo unifikuje kulturowo, wszędzie są znane marki firm. Uchodźcy mogą być motorem dla europejskiej gospodarki. Nie trzeba przed nimi zamykać granic. Różnorodność jest wartością, zastrzykiem świeżej krwi.  

— W Polsce to hasło chyba się nie przebije. Politycy i z prawa, i lewa mówią, że lepszym motorem byłby powrót setek tysięcy młodych wykształconych rodaków, którzy dziś pracują w Anglii, Irlandii czy Niemczech, a pomagać trzeba przede wszystkim swoim.
— Nie wszyscy młodzi wrócą z zagranicy. Nie chciałbym udzielać rad Polakom, ale, według mnie, jesteście w podobnej sytuacji, jak Niemcy i kraje zachodnie. W każdym też kraju mamy ludzi żyjących poniżej minimum socjalnego. W Polsce jego próg jest niższy niż w Niemczech, ale na przykład w Olsztynie widzę, że buduje się linię tramwajową. Na pewno kosztuje ona wiele milionów, które można by przeznaczyć na pomoc najuboższym. Nie wolno tak myśleć! Wydatki na pomoc socjalną, na komunikację, szkoły, szpitale jako część budżetu państwa nie stoją ze sobą w sprzeczności. Pewnie i najubożsi skorzystają z tego, gdy w Olsztynie zaczną kursować tramwaje, będą mieli korzyść z tego, że miasto się zdynamizuje. Tak samo trzeba traktować wydatki na pomoc dla uchodźców.

— Ale to Amerykanie, Francuzi, Brytyjczycy bombardują islamistów w Syrii i Iraku. Oni przyczynili się do zaostrzenia toczącej się tam wojny, także politycznej destabilizacji w Libii, Somalii czy Erytrei. Uchodźcy, to głównie problem Zachodu, to on przede wszystkim powinien wziąć odpowiedzialność za uchodźców, nie zrzucać jej teraz m.in. na Polskę.
— Takie opinie nie są w porządku, Polska należy przecież do NATO i Unii Europejskiej. Wysyłała swoje wojska do Iraku, choć obiecane zyski z udziału w odbudowie kraju okazały się złudą. Potem wysłała wojsko do Afganistanu. Nie słyszałem też, żeby sprzeciwiała się teraz bombardowaniom Państwa Islamskiego. Solidarność europejska wszystkich do czegoś zobowiązuje. Według mnie, Polska historycznie, ze względu na swoje doświadczenia wielokulturowości, ma nawet lepsze szanse na zrozumienie potrzeby pomocy uchodźcom, niż Niemcy. Przy okazji powiem, że z ks. prof. Cyprianem Rogowskim na Wydziale Nauk o Środowisku UWM realizujemy projekt badawczy o problematyce transkulturowości w globalnym świecie.

— Europa boi się, że wraz z uchodźcami dotrą terroryści. 
— Terroryści, jeśli mają jakieś zadania do wykonania, nie trafiają do Europy jako uchodźcy, ich przyjazd jest o wiele lepiej zorganizowany.

— Ale różnice kulturowe i religijne na pewno są problemem. Obawiamy się zwłaszcza radykalnego islamu, słychać nawet zapowiedzi końca judeo-chrześcijańskiej cywilizacji.
— Przypomnę więc, że na początku historii Jezusa, była ucieczka do Egiptu. Świadomość tego powinna kształtować nasze religijne podejście do problemu uchodźców. A radykalizm religijny nie jest przypisany tylko do islamu, grozi — i mówię to jako katolicki teolog — także chrześcijanom. Przecież jeszcze niedawno w Irlandii Północnej katolicy i protestanci walczyli ze sobą. Kiedy myślę o skutkach działań religijnych radykałów, zgadzam się z tym, co w swojej ostatniej książce napisał Dalajlama, że czasem byłoby lepiej, gdyby w ogóle nie było religii. Ale są znaki, że mimo wszystko powinniśmy być optymistami. Jakiś czas temu z grupą moich studentów przeprowadziliśmy zajęcia w jednym z niemieckich przedszkoli. Tematem byli Trzej Królowie. Pokazaliśmy dzieciom obraz przedstawiający mędrców, a studenci pytali, co na nim widać. Dzieci odpowiadały, że złoto, wielbłądy, drogie szaty, że żłóbek, Maryja, dzieciątko. I co, i co jeszcze? My oczywiście zauważaliśmy, że jeden z królów jest czarny, a dzieci zupełnie nie. Dla 25-letnich studentów to był jeszcze problem, dla przedszkolaków już nie.

— Sugeruje pan, że gdy także na polskich ulicach pojawią się uchodźcy, przyzwyczaimy się i ich zaakceptujemy.
— Tak.

Rozmawiał Stanisław Brzozowski
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB