Wtorek, 12 listopada 2019. Imieniny Konrada, Renaty, Witolda

Hip-hop to nie jest palenie zioła, kaptur na łbie i ogólna zadyma

2015-08-09 08:00:00 (ost. akt: 2015-08-08 19:41:06)
Reprezentował Polskę na tanecznej Eurowizji w Amsterdamie w 2003 roku.

Reprezentował Polskę na tanecznej Eurowizji w Amsterdamie w 2003 roku.

Autor zdjęcia: Archiwum prywatne autora/Piotr Manasterski

Jego kolekcja muzyki hiphopowej liczy ponad 500 kaset.W wieku siedmiu lat dał posłuchać księdzu Liroy’a na walkmanie, którego dostał od ministra kultury. Pochodzi z Nidzicy, jest tancerzem hip-hop dance. Mateusz Przyborowski rozmawia z Jakubem Grędą.

— Twoja kolekcja jest imponująca. 191 albumów na płytach winylowych i 518 na kasetach magnetofonowych. Lista wszystkich ma 35 stron! Wśród nich nie tylko te zespołów hip-hopowych, ale także m.in. Breakoutu.
— Zdaję sobie sprawę, że są lepsi ode mnie. Na pewno jeżeli chodzi o winyle z rapem. Natomiast jeżeli chodzi o kasety z rapem, to takich kolekcjonerów w Polsce nie ma zbyt wielu. Pierwszą kasetę, której niestety nie mam w kolekcji, dostałem od moich nieco starszych wujków, którzy tańczyli w Klubie Miłośnika Tańca TAN w Nidzicy. To była kaseta zespołu K7 „Swing Batta Swing”. „Albóóm” Liroy’a był moją drugą kasetą. Fajna historia jest z nią związana.

— ?
— W 1997 roku za udział w ogólnopolskim programie „Talenty” w nagrodę dostałem walkmana od ministra kultury i sztuki. Słuchałem na nim właśnie Liroy’a, również podczas kolędy. Oczywiście pochwaliłem się księdzu i w pewnym momencie założyłem słuchawki na uszy. A Liroy, jak wiadomo, nie szczędzi w słowach. Ksiądz też chciał posłuchać. Po minucie oddał mi walkmana, nic nie powiedział, tylko kontynuował rozmowę z rodzicami. Trzecią kasetę niemieckiego zespołu C-Block mama kupiła mi w Dukacie w Olsztynie. To był przypadek. Miałem wtedy 8 lat. Nie znałem się na hip-hopie, więc szukałem kaset po okładkach. Wszystkie trzy gdzieś mi zaginęły.

— Oczywiście, bo piosenki Rihanny, do których tańczą uczestnicy tych programów, to żaden rap. Albo Pikej, Mezo itp. Ludzie są przekonani, że to rap i mówią, że to gó… Prawdziwych piosenek hip-hopowych w radiu nie usłyszysz. No, po bumie na Paktofonikę sporadycznie można usłyszeć na przykład ich albo Grubsona. To jest śmiech na sali.


— Kolekcję zacząłeś tworzyć stosunkowo późno, bo w 2002 roku.
— Miałem 13 lat i był już wtedy internet. Z kolegami z klubu tanecznego szukaliśmy nowych piosenek do treningów. Jeden z kolegów miał w domu może około 40 kaset. Pomyślałem, że to fajna zajawka. Pierwszą kasetę zespołu House Of Pain odkupiłem od kolegi za 7 zł. Mam ją do tej pory. Drugą kasetę w kolekcji, zespołu Cypress Hill, znalazłem na strychu w domu wujków. Modliłem się, żeby nie było tam nagranego disco polo. (śmiech) Później poszło jak lawina. Kieszonkowe w większości szły na kasety. Dzisiaj w miesiącu przeznaczam na moje hobby około 50 zł, ale ostatnio na unikaty wydałem 500 zł i stwierdziłem, że muszę się uspokoić. Najdroższa kaseta, jaką mam, jest rapera Raekwona, który wydał ją w liczbie tysiąca sztuk na świat. Zapłaciłem za nią 750 zł. Ściągnąłem ją ze Stanów Zjednoczonych. Mam też kasety, które kupiłem za 30 zł, a dzisiaj w Internecie kosztują 200-300 zł. Ciekawostką jest to, że te amerykańskie są dużo tańsze.

— Winyle też kupujesz?
— Kupiłem może pięć płyt za maksymalnie 50 zł. Winyle są czasami droższe od kaset. A pierwszą płytę wygrzebałem w 2005 roku z piwnicy w domu rodzinnym. To MC Hammer. Większość winyli hip-hopowych i rapowych otrzymuję od gościa, który w Wielkiej Brytanii prowadzi sklep internetowy z płytami. Dlatego w tym miejscu chcę powiedzieć: Dzięki wielkie Tomku!

— Twoja kolekcja to nie przypadek. Jesteś tancerzem. Jakim: hip-hopowym czy rapowym? Bo można znaleźć różne informacje na ten temat.
— W latach 90. to się nazywało rap dance, jednak wtedy wiedza na ten temat była mała. Rap to muzyka, a hip-hop to kultura, w której jest właśnie rap, graffiti, kilka stylów tańca hip-hopowego, wiedza, beatbox itd. Ja jestem tancerzem hip-hop dance, który dodatkowo łączę z akrobatyką.

— Tańczyć zacząłeś mając trzy lata.
— Nawet wcześniej, ponieważ ponoć w brzuchu mamy dawałem już czadu. W 1992 roku moja kuzynka miała komunię świętą. Jej rodzice wynajęli kamerzystę, który dokumentował uroczystość. Oczywiście w domu głośno leciała też muzyka. Dwadzieścia minut tej komunii to moje występy taneczne. Na kasety wideo rodzice nagrywali mi też telewizyjne teledyski, m.in. Johna Travolty. W przedszkolu pan Andrzej Grażul, który był jednym z założycieli naszego klubu tanecznego, prowadził zajęcia rytmiczne. Opowiadał mi później, że pewnego razu odłączyłem się od dziecięcego kółka i tańczyłem sam. Powiedział mojej mamie, żebym przyszedł na zajęcia, które odbywały się na nidzickim zamku. Pamiętam, że się zraziłem.

— Znowu było dziecięce kółko?
— Takie same, jak w przedszkolu! Ktoś mnie wepchnął do środka. Chciałem uciec, ale dzieci mi nie pozwoliły. Zacząłem płakać i powiedziałem mamie, że już więcej tam nie przyjdę. Po kilku miesiącach pojechałem z wujkami na pokaz za Nidzicą. I wróciłem do klubu. Na początku uczyłem się podstaw baletu, jednak to hip-hop był w moim sercu.

— W 1996 roku zostałeś nieoficjalnym mistrzem Polski. Dlaczego nieoficjalnym?
— Te mistrzostwa odbywały się w Łodzi. Było nas może z 12 osób i nie mieściliśmy się w żadnej kategorii wiekowej. Organizatorzy stworzyli więc oddzielną grupę. Wygrałem. I nawet dostałem puchar, wzięty chyba w ostatniej chwili z półki w teatrze, w której odbywały się zawody. To był orzeł, bez wygrawerowanego tytułu.

— Cztery lata później, w 2000 roku, zostałeś już oficjalnym mistrzem… świata do lat 11. Jako pierwszy Polak w historii.
— Nasz klub był również zrzeszony w Polskiej Federacji Tańca. Na mistrzostwach Polski, które były kwalifikacjami na mistrzostwa świata, zająłem pierwsze, a kolega z klubu drugie miejsce. Zawody odbyły się w niemieckim Bremerhaven. Pierwszy raz byłem za granicą. To był dla mnie szok. Supermarkety. Kupowaliśmy igły i nitki w pakiecie dla rodziców. Do tego duża hala sportowa, obok skatepark, mnóstwo deskorolkarzy i rolkarzy. Scena, gdzie tańczyli breakdance. Wszystko ze sobą połączone. Chcieli mnie zdyskwalifikować na tych mistrzostwach.

— Dlaczego?
— Już wtedy łączyłem taniec z akrobatyką. Miałem przygotowany układ choreograficzny. Na mistrzostwach Polski było okej, ale na mistrzostwach świata w mojej kategorii wiekowej nie można było wykonywać salta w tył czy innych skoków akrobatycznych. Nikt nam jednak tego nie powiedział. Moja znajoma z Polski była sędziną na tych zawodach i wybroniła mnie. Szybko musiałem też zmienić układ taneczny, ale mimo wszystko udało mi się wygrać. Mogę odnieść się do jeszcze jednej ważnej dla mnie rzeczy?

— Oczywiście!
— Społeczeństwo żyje w niewiedzy. Hip-Hop przedstawiany jest w złym świetle. Czyli jako narkotyki, kaptury na łbach, chuliganka na meczach itd. To jest stereotyp. Nigdy nie zapaliłem zioła. Skończyłem AWFiS w Gdańsku, jestem nauczycielem wychowania fizycznego, instruktorem tańca, trenerem gimnastyki sportowej. Czasami mam na głowie czapkę, trochę luźniejsze spodnie, ale w końcu ten hip-hop jest we mnie. To tak samo, jak muzyk country, który chodzi w kowbojkach i kapeluszu. W latach 90. europejskie federacje taneczne też wyglądały inaczej. Kiedyś były oryginalne, tzn. na zawodach leciał prawdziwy rap. Po 2000 roku wszystko zaczęło się komercjalizować. I spaczać tę kulturę. Muzyka zaczęła się chrzanić. Z radia leciał Usher, Justin Timberlake, które nie są stricte rapem. Druga sprawa to stroje: kolorowe, seledynowe, jakieś odblaski. W Stanach Zjednoczonych nigdy tak nie było. W Polsce stało się tak dlatego, ponieważ ludzie zaczęli szukać czegoś nowego. Z jednej strony fajnie, nie neguję tego, ale z drugiej widać niewiedzę osób tańczących oraz instruktorów.

— Taneczne programy telewizyjne też mają w tym swój udział.
— Oczywiście, bo piosenki Rihanny, do których tańczą uczestnicy tych programów, to żaden rap. Albo Pikej, Mezo itp. Ludzie są przekonani, że to rap i mówią, że to gó… Prawdziwych piosenek hip-hopowych w radiu nie usłyszysz. No, po bumie na Paktofonikę sporadycznie można usłyszeć na przykład ich albo Grubsona. To jest śmiech na sali. W federacjach tanecznych tej kultury również nie ma. Każdy marzy tylko o sukcesie jakim jest zdobycie mistrza Polski i świata. A to nie o to chodzi. Na studiach też tańczyłem w federacjach, ale tylko po to, żeby mieć stypendium. Od około 8 lat są organizowane dobre warsztaty w Polsce, które prowadzą pionierzy stylów hip-hopowych oraz są organizowane tzw. zawody streetowe. Będąc dzieckiem też oczywiście marzyłem o tytułach. Byłem w telewizji, programach „5-10-15” czy „Teleranek”. Dzięki tej rozpoznawalności mogłem też pojechać na taneczną Eurowizję.

— W 2003 roku w Amsterdamie.
— Nie byłem brany pod uwagę na ten konkurs. Do Holandii miała pojechać Iza Sokołowska, która jest dzisiaj moją koleżanką. Jednak doznała kontuzji. I wtedy przypomniano sobie o małym „Grędziu”. Chcieli mnie wysłać, mimo że Eurowizja była typowym konkursem baletowym i tańca współczesnego. Wszystko działo się miesiąc przed turniejem. Ściągnęli mnie z biwaku. Miałem sesję zdjęciową, bo trzeba było zmieniać plakaty. Z realizatorami robiliśmy próby kamer, żebym nie zniszczył sprzętu podczas wykonywania figur akrobatycznych. To było dla nich coś nowego. Udział zakończyłem na półfinale. Przygoda była jednak fajna. Mogłem pokazać hip-hop dance, coś innego. Jako pierwszy Polak. Pierwszy raz leciałem też samolotem, a za kieszonkowe od sponsora kupiłem sobie aparat cyfrowy. Miał 2,1 megapikseli, nagrywał filmy z dźwiękiem. Dzięki temu mam nagranych dużo wspomnień z gimnazjum.

— W sumie twoja kolekcja zawiera ponad 500 kaset i winyli. Lista jest już zamknięta?
— No co ty! (śmiech) Dwa miesiące temu znalazłem w internecie kobietę, która miała kasety na oddanie. Nie miała jednak rapu. Powiedziała, że mnie kojarzy z telewizji, co było dla mnie szokiem. Ta kobieta mieszka w Anglii. Wyobraź sobie, że w każdą niedzielę chodzi na targ i szuka dla mnie kaset! Wysyła mi zdjęcia, żebym mógł zobaczyć, czy jest coś z rapu. Do tej pory znalazła cztery kasety za niecałe 2 funty. W Polsce bym ich nie dostał. Teraz walczy z jakimś facetem o kolejne unikatowe, za co jestem jej bardzo wdzięczny. Tak więc raczej nigdy nie zamknę tej kolekcji. A jak będę stary i będę miał wnuki, to marzyłbym, aby również jarały się kulturą hip-hopową. I wtedy tę kolekcję im przekażę.

— Będziesz musiał dokupić półki albo zamienić mieszkanie na większe.
— Jedna półka w domu była projektowana specjalnie dla kaset. Sądziłem, że to wystarczy. Ale za dwa lata będę chyba musiał poszukać gdzieś miejsca. Bardzo ciężko byłoby mi, gdybym musiał je kiedyś sprzedać. Jednak bez kaset mógłbym żyć. Bez tańca nie.

Rozmawiał Mateusz Przyborowski

Jakub „Grędziu” Gręda urodził się w 1989 roku w Nidzicy. Tancerz hip-hop dance. Pierwsze poważne kroki stawiał w Klubie Miłośnika Tańca TAN w Nidzicy. W wieku 7 lat został Nieoficjalnym Mistrzem Polski, a w 2000 roku, jako pierwszy Polak w historii, zdobył tytuł mistrza świata do lat 11. Reprezentował Polskę na tanecznej Eurowizji w Amsterdamie w 2003 roku. Ukończył Akademię Wychowania Fizycznego i Sportu im. Jędrzeja Śniadeckiego w Gdańsku.

Źródło: www.gredziu.pl, www.facebook.pl/tapesgredziu
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także