Czwartek, 20 lipca 2017. Imieniny Fryderyka, Małgorzaty, Seweryny

Mały Książę przemówił po... prusku

2015-02-06 17:05:10 (ost. akt: 2015-02-06 17:10:49)

Piotr Szatkowski z „Małym Księciem” po prusku.


Piotr Szatkowski z „Małym Księciem” po prusku.

Autor zdjęcia: Fot. archiwum prywatne

„Mały Książę” po prusku? Jak najbardziej. Autorem przekładu na ten stary martwy język jest Piotr Szatkowski, skandynawista. To pierwsze na świecie tłumaczenie wybitnego dzieła literatury pięknej na ten język.

Tych, którzy władają pruskim, na świecie jest niewielu. Wśród tych nielicznych jest Piotr Szatkowski. Pochodzi spod Działdowa, obecnie mieszka w Trójmieście. Już w działdowskim I LO zaczął intensywniej interesować się historia regionu. — Zacząłem więcej czytać — wspomina. — Historia Mazur jest zupełnie inna niż pozostałych części Polski. Interesuje mnie też gwara.

W internecie Szatkowski trafił na forum.prusai.eu, gdzie były lekcje pruskiego. Wciągnęło go. Miał o tyle łatwiej, że ukończył skandynawistykę na Uniwersytecie Gdańskim, gdzie jako główny język wybrał duński, równie egzotyczny dla przeciętnego Polaka co pruski.

Ostatecznie wymarł trzy wieki temu
Pruski to dziś język martwy i nieużywany. Posługiwały się nim plemiona bałtyckie mieszkające między dolną Wisłą a dolnym Niemnem. — Nieprawdą jest jakoby Prusowie zostali całkowicie wymordowani przez Krzyżaków — mówi Szatkowski.

— Przyjmowali chrześcijaństwo, mieszali się z osadnikami, ale używali swego języka. Na pruski przetłumaczono m.in. „Ojcze nasz”. „Słownik Elbląski” z XIV wieku liczył około 800 słów. Jeszcze w XVI wieku potrzebni byli tłumacze z pruskiego. Wówczas też wydano trzy luterańskie katechizmy po prusku. Przyjmuje się, że język wymarł ostatecznie w XVIII wieku.


Na nowo został opracowany przez niemieckich lingwistów przed II wojną światową. Zainteresowanie tym językiem wzrosło w latach 80. XX wieku. Najwybitniejsi powojenni specjaliści od pruskiego to Władimir Toporow, Vytautas Maziulis, Letas Palmaitis i Wojciech Smoczyński. 


Istnieje słownik pruski z przekładem na sześć innych języków, w tym polski, litewski i łotewski. Ukazał się w 2008 roku i liczy około 6 tys. wyrazów. Internetowy słownik pruskiego jest obszerniejszy, liczy około 10 tys. słów. To niewiele w porównaniu z przebogatym angielskim z 400 tys. wyrazów. — Ale ten 10-tysięczny zasób pokrywa codzienne sytuacje — zapewnia Szatkowski.


W Europie po prusku mówi płynnie kilkadziesiąt osób. W Kaliningradzie mieszka taka rodzina. W Polsce po prusku mówi 10 osób. Jest nawet dwójka pruskojęzycznych dzieci. — Kiedy byłem z prezesem Gniewomirem Sarbickim i jego żoną na wycieczce po Skandynawii, przez dwa tygodnie rozmawialiśmy między sobą wyłącznie po prusku — wspomina Szatkowski.

Tak jakoś przyszło samo z siebie
Gniewomir Sarbicki, fizyk, jest prezes Stowarzyszenia Prusów — Prusaspire w Polsce. Siedziba stowarzyszenia znajduje się w Elblągu. 
Sarbicki przyznaje, że w domu z żoną na co dzień też rozmawia po prusku. Wkrótce urodzi się im dziecko.
 Na pewno nasiąknie dawnym językiem.
Stowarzyszenie zostało zarejestrowane w 2013 roku, ale jako grupa nieformalna, skupiające osoby zainteresowane historią Prusów i ich językiem, istnieje ponad 10 lat. Zrzesza 20 osób i ma koło 30 sympatyków.


Kiedy pytam Sarbickiego, co zainteresowało go w tej dawnej kulturze, odpowiada, że wynikło to samo z siebie. Pruska przeszłość była obecna w nazwach miejscowości. — Na przykład w nazwie Morąg — tłumaczy. — Dla nas brzmi naturalnie znajomo. I kiedy słyszymy takie nazwy, wiemy, że wracamy do domu. 
Trudno jest stwierdzić, czy ktoś ma pruskie pochodzenie. Mogą je mieć osoby pochodzące z północnego Mazowsza, bo tam przed wiekami osiedlali się Prusowie i pracowali jako wolni chłopi lub stawali się drobną szlachtą — mówi Sarbicki. — Ale jest to bardzo trudne do udowodnienia.



Trzeba było wymyślić pojazd latający

Piotr Szatkowski tłumaczy swoje zainteresowanie pruskością poszukiwaniem własnej, odrębnej tożsamości w zglobalizowanym świecie. Ale z drugiej strony historia Prusów jest częścią kulturowego dziedzictwa Europy. — Prusowie nie izolowali się od ludów z nimi sąsiadujących — opowiada. — W ich języku odnajdujemy zapożyczenia z polskiego. Z kolei badania archeologiczne dowodzą intensywnej wymiany towarów z sąsiadami. Ziemie Prusów były też najeżdżane i kolonizowane m.in. przez duńskich władców.


Dlaczego do przekładu na pruski wybrał akurat „Małego Księcia”? — Lubiłem tę historię od dzieciństwa — odpowiada. — A poza tym jest to tekst uniwersalny, napisany dość prostym językiem.


— Jak poradził pan sobie z wyrazami, których w czasach Prusów nie istniały, na przykład samolotów? — Starałem się nie wymyślać, tylko tworzyć nowy wyraz używając tych, które już są — mówi tłumacz. — I tak samolot to pojazd latający. Pracę zacząłem w 2011 roku, a skończyłem we wrześniu 2014. Starałem się to zrobić jak najpoprawniej.

Szatkowski podczas pracy korzystał z francuskiego oryginału „Małego Księcia” oraz przekładów na niemiecki, angielski, duński i polski. 

Stowarzyszenie Prusów wydało książkę własnym sumptem w nakładzie 200 egzemplarzy. Ukaże się też audiobuk.

Ewa Mazgal
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także