Sobota, 21 września 2019. Imieniny Darii, Mateusza, Wawrzyńca

Nie ma szybkich strzałów

2014-09-27 10:00:00 (ost. akt: 2014-09-27 14:21:57)

Autor zdjęcia: Fundacja Równe Szanse

— Kiedy wyjechałem, Polacy byli dla Niemców Polaczkami, złodziejami samochodów, tanią siłą roboczą do zbioru szparagów, truskawek i ziemniaków. Ale dzisiaj wszystko to radykalnie się zmieniło — mówi w rozmowie z "Olsztyńską" Dariusz Michalczewski, były bokserski mistrz świata.

— Chciałem zacząć naszą rozmowę od sportu, ale chyba muszę od... piwa. Słowna utarczka z właścicielem jednego z browarów zrobiła z pana obrońcę homoseksualistów (biznesmen skrytykował udział Michalczewskiego w kampanii promującej tolerancję wobec osób o odmiennej orientacji seksualnej - red.).
— To burza w szklance wody, czego kompletnie nie rozumiem. Zrobiła się już z tego nawet sprawa polityczna. Bardzo mnie to zaskoczyło, ale z drugiej strony uświadomiło mi, jak bardzo my — Polacy — wciąż jesteśmy nietolerancyjni.

— Zagrała tutaj pewnie pana znana twarz. Gdyby powiedział to statystyczny Kowalski, nikt by tego nie zauważył. A tu Tiger...
— Mówiłem ogólnie o tolerancji, a raczej o jej braku w naszym społeczeństwie: w domu, na drogach, na różnych płaszczyznach. Bo jesteśmy tacy, że jak człowiek wchodzi do windy i mówi "dzień dobry", to inni od razu łapią się za torebki i portfele. To dziwne, bo jesteśmy przecież już narodem wolnym. Już dawno nie ma u nas komuny, nie musimy się bać, możemy mówić o tym, co naprawdę myślimy. Tylko że demokracja wiąże się też z pewnymi regułami. Niektórym ludziom się pomyliło, że jak mamy demokrację, to każdemu wszystko wolno.

— Pan zawsze był tolerancyjny, czy uczył się tego w Niemczech?
— Mnie chyba sport nauczył bycia tolerancyjnym, mieć szacunek do innych. Po części na pewno również dlatego, że swoje dorosłe życie zacząłem w Niemczech w Hamburgu, czyli mieście multi-kulti.


— Polska pod koniec lat 80. była raczej multi-siermiężna. Czy ucieczka z PRL była pana marzeniem? To dlaczego 26 lat temu nie powrócił pan do kraju z wyjazdu ekipy bokserskiej do RFN i tam zaczął boksować zawodowo?
— Wszyscy robimy wszystko, żeby mieć w swoim życiu większy komfort. Pewnie, że chciałem lepszego życia, lepszego świata, chociaż i tak było mi ogromnie żal zostawiać tutaj w Polsce moich bliskich, przyjaciół. Ale jednak ciągnęło mnie tam. Czułem, że jeśli uda mi się w Niemczech, to będę mógł pomóc bliskim. Miałem taką świadomość, to mnie napędzało.

— Jak traktowali pana wtedy Niemcy?
— Polacy byli wówczas dla nich Polaczkami, złodziejami samochodów, tanią siłą roboczą do zbioru szparagów, truskawek i ziemniaków. Ale dzisiaj to wszystko radykalnie się zmieniło. Teraz to niektórzy Niemcy przyjeżdżają do nas pracować, my z kolei coraz częściej zasiadamy u nich na stanowiskach kierowniczych. Wiem co mówię, bo sam przeżyłem te wszystkie zmiany. Niemcy naprawdę zmienili o nas zdanie. Zobaczyli, że jesteśmy bardzo zaradnym krajem.

— Nie ma pan poczucia, że sportowiec może czasami zrobić lepszą promocję własnego kraju na obczyźnie, niż dziesiątki urzędników pracujących w ambasadach?
— Czasami słyszę, jak ludzie mówią do mnie "szacun", "dzięki za te piękne chwile". Przeważnie są to tzw. polscy Niemcy lub osoby, które w tamtych czasach akurat tam pracowały. Dla nich było to ważne, bo one też odczuwały na własnej skórze zmiany, to ich nazywano często złodziejami samochodów. Ja swoimi występami w pewnym sensie mogłem podtrzymywać ich na duchu. Mam nadzieję, że dobrą robotę robiłem też dla tych mieszkających w Polsce.

— Niektórym nie pasowało jednak, że walczył pan pod niemiecką flagą.
— Faktycznie zrobiłem mały przewrót, bo po ucieczce z Polski musiałem przyjąć niemieckie obywatelstwo. Takie były zasady. Któregoś razu obudziłem się jednak rano i pomyślałem o tych wszystkim ludziach mówiących, że Michalczewski jest Niemcem. Pomyślałem, że sprawię, by zmienili zdanie. Że zrobię przyjemność wszystkim moim trenerom, rodzinie, sąsiadom wracając i boksując w końcu znowu dla Polski. Ale wiele to chyba nie dało, niektórzy i tak nie mogli tego przełknąć. Wyszła tutaj chyba ludzka zawiść. Pod tym względem jesteśmy jeszcze bardzo zacofani. Tak rwaliśmy się do Europy, ale w środku wciąż jesteśmy na nią zamknięci.

— Nie kusiło pana, żeby zostać w tym Hamburgu?
— Kocham to miasto, ale mimo to chciałem zrobić coś w Polsce. Wybudowałem tutaj centrum handlowe, otworzyłem Tiger Gym, stworzyłem markę napojów Tiger. Czułem, że polski rynek nie jest jeszcze tak bardzo nasycony, a w pewnych obszarach raczej pusty. Myślałem jednak, że to wszystko pójdzie dużo szybciej, ale także tutaj wyszło, że nie jesteśmy jeszcze takim otwartym narodem. Ale to się oczywiście zmienia. Czasy są jednak inne, każdy ma paszport, może wsiąść w samolot i zobaczyć jak wygląda życie gdzie indziej, uczyć się.

— Prowadzi pan fundację "Równe szanse", która opiekuje się młodymi sportowcami. Dziś o taką szansę jest łatwiej niż kiedyś?
— Nie jest łatwiej. Kiedyś za komuny dostawało się etat, stypendia i to naprawdę było bardzo dużo. Dzisiaj państwo mało łoży na sport, tak naprawdę minimalnie. Nie ma sprawnego systemu, który ułatwiałby funkcjonowanie młodym ludziom w sporcie. Nadzieja jest w biznesie prywatnym, który dofinansowuje sport, jednak nie tak system powinien być zbudowany.

— Wracając do młodych. Główny zarzut kierowany dziś do nich jest taki, że nie zawsze im się zwyczajnie chce walczyć o swoje.
— Młodzi są dziś przekonani, że trzeba zrobić szybki strzał. Zawsze im powtarzam i powiem to raz jeszcze: nie ma szybkich strzałów. Każdy sukces musi mieć solidny fundament. 90 procent osób, które nagle zostały milionerami, po roku lub po dwóch plajtuje. Do sukcesu trzeba dorosnąć, trzeba na niego sobie zapracować. Dopiero wtedy można zostać zamożnym człowiekiem.

— Czyli pan od szóstki w lotku wolał dojście do dużych pieniędzy krok po kroku?
— Tak, bo chyba nie dałbym rady uporać się z takim "zastrzykiem". To tak jak z osobami, które wygrywają przeróżne talent show w telewizji. Mają moment sławy, a za chwilę już ich nie ma, bo nie miały właśnie tych podstaw, fundamentów.

— Czy w Tiger Gym widzi pan jakiegoś sportowego narwańca podobnego do młodego Michalczewskiego?
— Powiem panu, że bardzo słabo jest z tym narybkiem. Coraz częściej natomiast pojawiają się dziewczyny, które potrafią dobrze boksować.

— Sportową karierę zakończył pan w wieku 37 lat. Niektórzy bokserzy, jak chociażby Andrzej Gołota, ganiali po ringu jeszcze długo po czterdziestce. Nie chciał pan walczyć?
— Już dużo wcześniej zaplanowałem, że stoczę pięćdziesiąt walk i kończę z boksem. Tym bardziej, że byłem bardzo zmęczony. Ale nie fizycznie tylko psychicznie. Przez dziewięć lat byłem mistrzem świata, presja była ogromna. Koniec kariery był dla mnie ulgą.

— Nie żałuje pana po latach, że jednak do wyrównania słynnego rekordu Rocky'ego Marciano, który odniósł 49 zwycięstw w 49 walkach zabrakło panu tylko tej jednej?
— Fajnie gdyby tak było, ale już mnie to nie boli. Miałem świetną karierę, naprawdę nic bym w niej nie zmieniał. Jestem dumny z siebie, miałem wielkie szczęście, chociaż musiałem w to wszystko włożyć oczywiście mnóstwo roboty.

— A jak naprawdę było z pseudonimem Tiger?
— Po podpisaniu kontraktu zawodowego w 1991 roku jeździłem na gale razem z innym bokserem. Po czterech czy pięciu walkach dziennikarze "Bild-Zeitung" zapytali trenera, gdzie jest ten jego lew i ten drugi... tygrysek. Nazwali mnie tak, bo trudno było wymówić im nazwisko. Od tamtego czasu przestałem być Darkiem, a stałem się dla wszystkich Tigerem.

— Słyszałem, że kiedyś znalazł się pan nawet w klatce z prawdziwym tygrysem.
— Uuuuu... To prawda, nie wspominam tego zbyt miło. W klatce miał być mały, młody tygrysek, a okazało się że był wielki bengalski! Na dodatek ktoś nie mógł długo znaleźć klucza i w nieskończoność otwierał mi tę cholerną klatkę! Nie polecam takich doświadczeń.

O nim

[quote]Dariusz Michalczewski - urodził się 5 maja 1968 roku w Gdańsku. Bokser, mistrz świata zawodowców federacji WBO, WBA, IBF w kat. półciężkiej oraz WBO w kat. junior ciężkiej, mistrz Europy amatorów w kat. półciężkiej.

Boksem zajął się w wieku 12 lat. Karierę sportową rozpoczął w rodzinnym mieście, gdzie na treningi do sali bokserskiej zaprowadził go wuj. Najpierw reprezentował barwy Stoczniowca Gdańsk, a później Czarnych Słupsk. Po wyjeździe do Niemiec zdecydował się przejść na zawodowstwo podpisując kontrakt z Universum Box-Promotion w Hamburgu. Na zawodowym ringu zadebiutował 16 września 1991 roku w Hamburgu wygrywając z rozpoczynającym karierę Frederico Porterem w 2. rundzie przez TKO. W roku 2002 federacja WBO ogłosiła Michalczewskiego "championem wszech czasów", a jego walkę z Amerykaninem Richardem Hallem za najlepszy pojedynek roku.
Jako pierwszy bokser w historii unifikował pasy mistrzowskie organizacji WBA, IBF i WBO. Przez dziewięć lat był niekwestionowanym mistrzem świata. Jest jednym z najpopularniejszych i najbardziej rozpoznawalnych polskich sportowców. [/quote

Rozmawiał Rafał Bieńkowski
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (13) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Tata #1502172 | 83.9.*.* 7 paź 2014 22:13

    Ciekawy jestem, jakby jeden z drugim gadal gdyby dostal tyle po glowie jak pan dariusz

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. cig #1495269 | 83.24.*.* 28 wrz 2014 13:52

    1) Wcale mnie nie zaskakuje to, co mówi. Profesorowie nie wyjeżdżali tylko masa cwaniaczków w jeansowych garniturach i reklamówką w ręku, którzy lubili np. upić swoich rodaków w pociągu i obrobić z tego co zarobili na zachodzie. 2) Polacy i Niemcy są po 1000 lat sąsiedztwa mocno przemieszani ze sobą i każdy "czysty Polak" i "czysty Niemiec" ma jakąś domieszkę sąsiedniej krwi (chyba, że ktoś zza Buga się zjechał albo jest spod granicy francuskiej) 3) Czy jeżeli zostaniecie okradnięci albo oszukani to pocieszacie się, że sprawca mówił tym samym językiem? 4) Czy w ramach patriotycznego czynu zamieniliście już swoje niemieckie auta na nysę, tarpana lub poloneza?

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. JOJO #1494608 | 46.112.*.* 27 wrz 2014 13:04

    Ja rozumiem-udało się chłopakowi,bił się,zarobił kasę,korzysta z życia.Ale żeby teraz był kreowany na autorytet moralny???Ludzie,nie dajmy się ogłupiać tabloidom.....Fajny jest,ale niech siedzie w domu,w firmie,bawi się z dziećmi,ale jak zacznie mi mówić co ja mam robić i co myśleć,to powiem mu-SPADAJ NA SZCZAW LUB MIRABELKI.

    Ocena komentarza: warty uwagi (4) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  4. wiesiek #1494607 | 88.156.*.* 27 wrz 2014 12:58

    gość tyle kasy zarobił, stać go na najlepsze laski, a zabawia się z tym rafalalem, żenada

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  5. mark #1494602 | 83.24.*.* 27 wrz 2014 12:56

    dziennikarzyno o jakiej tolerancji mówisz w Niemczech ?? do Polaków ? Niemcy nas kochają tak samo jak ruskie ..ich ostatnie filmy antypolskie ,wypowiedzi polityków dziennikarzy o "polskich obozach koncentracyjnych" ,zrzucanie winy z siebie za zbrodnie 2 wojny światowi inneej itd. Widać ze pracujesz w niemieckiej gazecie jaką jes GO i innego zdania nie możesz mieć,tylko oczerniać Polaków i oskarżać ich o nietolerancje . Przecież to Niemcy wymyslili i realizowali plan zagłady żydów,Polaków ,Cyganów itd. !!!

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-4) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (2)

    Pokaż wszystkie komentarze (13)