Poniedziałek, 27 maja 2019. Imieniny Amandy, Jana, Juliana

Hitem będzie to, co zaprojektuje Zień?

2014-06-08 19:01:01 (ost. akt: 2014-06-08 22:48:38)

Autor zdjęcia: Bartosz Cudnoch

— Dzisiaj moda jest fajna. Ja bardzo lubię te czasy. Obecnie w modzie chodzi o to, żeby poprzez nią wyrazić siebie. I fajnie jest, jeżeli mamy do tego dobry gust — mówi Maciej Zień, projektant mody i wnętrz. W jego kreacjach wystąpiły m.in. Agnieszka Grochowska, Justyna Steczkowska i Małgorzata Socha.

— Kto nauczył pana szyć i projektować?
— Projektować nauczyłem się sam, naprawdę. Szyć również uczyłem się sam, ale niestety się... nie nauczyłem. To nie jest moja bajka. W tym przypadku trzeba mieć absolutnie anielską cierpliwość. A ja, nie zostałem nią obdarzony.

— Kiedy zainteresował się pan modą?
— Modą interesuję od najmłodszych lat. Później skończyłem liceum plastyczne, a następnie wybrałem się na studia na kierunek: projektowanie ubioru. Przerwałem je jednak, ponieważ nie spełniały moich oczekiwań. Po prostu nie było jeszcze wtedy w Polsce odpowiedniej kadry naukowej.

— Skąd u pana to zamiłowanie?
— Nie wiem, coś mi tak od małego w duszy grało. Pamiętam, że projektowanie ubioru w moim życiu było od zawsze. Najpierw przejawiało się to w rysowaniu różnych postaci z bajek, ponieważ każdy z nas wychował się na bajkach. To nie były jednak typowe rysunki, ale zmieniające się sukienki księżniczek i arystokratek. Więc to już w dzieciństwie zaczęło kiełkować w mojej głowie. Później, już w liceum plastycznym, bardziej serio zacząłem zajmować się modą. A w wieku 17 lat miałem swój pierwszy pokaz mody, który ułatwił mi rozwój i dodatkowo okazał się wielkim sukcesem.

— Rysował pan te sukienki dla koleżanek z podwórka?
— Nie, to było dla mnie. Ja mam zarysowane dosłownie setki zeszytów z różnymi postaciami, które później zacząłem nazywać modelkami. Bo świadomość tego, co to jest i z czym to się wiąże, wzrastała z wiekiem.

— W pana dzieciństwie było tak, że koledzy interesowali się samochodami i ganiali za piłką po boisku, a pan projektował i szył sukienki dla mamy?
— Koledzy grali w piłkę, ja nie grałem. Piłkę nożną mogę oglądać jedynie na żywo i to na dużym stadionie. Niekoniecznie widzę siebie biegającego za piłką. Nie ciągnęło mnie też do biegania po podwórku. Każdy ma swoje pasje, swój świat. A moim światem niewątpliwie była i jest sztuka. Ja wolałem czytać książki, rysować. I rysowałem oraz szyłem stroje dla Barbie. Kupiłem sobie taką lalkę, ponieważ miała najlepsze proporcje. Pamiętam, że to była lalka Barbie inspirowana figurą Naomi Campbell.



— Długo zajęło panu zrozumienie kobiet? Bo przecież musiał je pan zrozumieć.
— Nawet nie tyle zrozumieć kobiety, co poznać i zrozumieć psychologię kobiet. I mówię to z pełną świadomością. Na początku trzeba przeprowadzić wywiad z klientką. I poznać to, co lubi, jakie ma pragnienia. Te wszystkie informacje trzeba w subtelny sposób wyciągnąć, żeby później móc zaprojektować najlepszy strój, idealnie pasujący nie tylko do figury, ale także do osoby.

— Chce mi pan powiedzieć, że klientki nie są nawet świadome, jakie informacje pan zdobywa, kiedy z nimi rozmawia?
— Tak. Najlepiej, kiedy taka rozmowa odbywa się na luzie i jest prowadzona w naturalny sposób. Tu nie chodzi o to, żeby zadać z listy dziesięć pytań, tylko pozwolić powiedzieć klientce to, co chce. A sztuką jest uważnie słuchać.

— Takie projektowanie to ciężka robota?
— Tak naprawdę, to chyba każda robota jest ciężka. Zawsze jest tak, że tam jest dobrze, gdzie nas nie ma. Ale to jest na pewno jeden z takich zawodów, które wykonuję z wielką pasją i trudno byłoby mi wyobrazić siebie w innym miejscu.

— Czyli łączy pan przyjemne z pożytecznym. A do tego gdzieś pan pojedzie, coś zobaczy, zdobędzie jakąś nagrodę...
— Absolutnie ma pan rację.

— Właśnie, jest pan znanym projektantem. Nie przytłacza pana czasami ta popularność?
— Popularność nie. A przytłacza… Może inaczej. Chce mi się iść jeszcze dalej, zrobić coś większego. Apetyt mam dosyć duży na rozwój swoich marek: wnętrzarskiej i modowej. Żeby to zrobić, musiałbym chyba wyjechać z kraju.

— Czy w nawale pracy znajduje pan czas dla siebie?
— Co ja robię w wolnych chwilach? Rysuję (śmiech).

— Ale to rysowanie jest związane z pańskim zawodem.
— Z przyjemnością również. Jeżeli odpowiednio dobierze się zawód, który chce się wykonywać, i połączy to z pasją, to tak naprawdę już ani jednego dnia się nie przepracuje.

— Czy Polacy są z modą za pan brat, czy może jednak na bakier?
— Jestem daleki od mówienia o Polakach w ogóle. Podobnie jak o żadnym narodzie nie lubię mówić ogólnie, jeżeli chodzi o gusty. Bo ilu ludzi, tyle gustów. A wśród nich są osoby mniej lub bardziej wrażliwe na ubiór, na wnętrze, w którym przebywają. Takie narody jak Francuzi czy Anglicy są w lepszej sytuacji, bo mają lepsze wzorce i tradycje, które nie były przerwane. Inaczej niż my, Polacy. Ale dopiero teraz, tak naprawdę, tworzy się polski styl, który zaczyna mieć odrębne cechy. One się powoli krystalizują i trudno je jeszcze nazwać, ale ja już rozpoznaję polskich projektantów. Nie wiem jeszcze do końca, z czym to się je i jak to odpowiednio nazwać. My mamy inne doświadczenia, więc trochę inaczej wyglądamy, inaczej się zachowujemy, inaczej postrzegamy rzeczywistość. Ale to nie znaczy, że postrzegamy ją gorzej.

— Ale w innych krajach śmieją się np. z Polaka urlopowicza w sandałach, skarpetach i z plecakiem.
— Tego nie brakuje również zagranicą! Proszę pojechać choćby do Niemiec. Tam jest jeszcze gorzej. A plecaki są bardzo modne. Ja już przestałem, a tak naprawdę nigdy nie zacząłem, osądzać kogokolwiek. Bardziej jestem osobą, która chętnie doradza i pomaga ludziom, żeby się rozwijali.

— Dużo czasu zajmuje stworzenie sukienki od początku do końca?
— No, dla mnie to łatwe i dużo czasu mi to nie zajmuje, ponieważ ta praca towarzyszy mi każdego dnia (śmiech). Problem jest tylko taki, czy ten projekt będzie dobry czy zły. Do tego potrzebna jest wypoczęta głowa, dobra inspiracja, a na dobrą inspirację nie ma jednego sposobu. Czyli nie wystarczy wstać rano, zjeść śniadanie, przebiec się w parku, obejrzeć dobry film i wtedy powstanie dobra sukienka. Nie. Nigdy nie wiadomo, czym się zainspirujemy. Dlatego bardzo ważne jest dla mnie, żeby zawsze się otaczać ładnymi rzeczami i ładnymi ludźmi. I inspirującymi, czyli takimi, którzy coś w życiu osiągnęli, którzy są w stanie mi przekazać jakieś fajne, ciekawe informacje.

— Podkreśla pan, że w życiu pomagała panu przede wszystkim mama, bo to ona w pana wierzyła.
— Mama zawsze jest najlepsza, bez dwóch zdań. Mama zawsze służyła mi radą, sama również ma dobry gust, więc dzięki niej mogłem się rozwijać. Zawsze wspierała mnie, namawiała do pracy i do tego, żebym rozwijał swój talent. A bardzo ważne jest to, żeby w życiu mieć kogoś bliskiego obok siebie. To ułatwia start w dorosłość.

— Mama w pana wierzyła, a tata? Nie chciał, żeby pan został piłkarzem albo prawnikiem?
— Tata chciał, żebym został projektantem wnętrz, ponieważ jest inżynierem. Więc tak naprawdę po kilku latach się doczekał. Więc nie może chyba narzekać (śmiech).

— Mała czarna dla Renaty Przemyk. Pamięta pan jeszcze?
— Tak, oczywiście. To była moja pierwsza sukienka. A dzisiaj małych czarnych i dużych czarnych tworzy się już trochę więcej.

— Historia z Renatą Przemyk wydarzyła się po jej koncercie, na którym był pan z koleżanką. Miał pan wtedy 17 lat. Nie bał się pan tak po prostu podejść i zapytać?
— Nie wiem, skąd miałem w sobie tyle tupetu. To była chyba siła młodości, determinacja i ambicja. A jak się chce, to można wszystko. Zapytałem Renatę Przemyk po koncercie, czy mogę coś dla niej zaprojektować i się zgodziła. Na pewno kontakt z takimi osobami jak Renata, Grażyna Torbicka czy Justyna Steczkowska, z którą się przyjaźnię do dzisiaj, pomagają w życiu każdego projektanta właśnie dlatego, że to przede wszystkim kobiety oglądają kolorowe pisma. A wiemy, że dzisiaj prasa i media są najlepszym sposobem, by pokazać się światu.

— Czy polscy kreatorzy będą mieli kiedyś szansę dorównać Mediolanowi czy Paryżowi pod względem mody?
— Mam taką nadzieję. Ale nie liczyłbym na to, że nagle, co kraj, to stolica mody. Nie ma tak. Co więcej, to nie miałoby nawet większego sensu, żeby tworzyć nie wiadomo jaką liczbę ośrodków mody. W Europie mamy Paryż, Mediolan i Londyn. I uważam, że to w zupełności wystarczy. Są trzy stolice mody i bardzo ciężka praca dla redaktorów mody, stylistów. Są to ludzie, którzy podróżują przez trzy tygodnie co pół roku między tymi trzema miastami. Więc gdyby jeszcze po drodze mieli zahaczyć o Moskwę, Berlin, Warszawę i Pragę, to najzwyczajniej w świecie by zwariowali. Moim zdaniem nie ma to szansy powodzenia. Ale na pewno jest szansa na to, żeby nasz rynek rozwijał się lokalnie. My jesteśmy Polakami, a po polsku mówi się tylko w naszym kraju. I nie mamy za bardzo szansy na to, by zrobić wielką karierę międzynarodową. Wiadomo, że łatwiej jest Londynowi czy Paryżowi, które mają olbrzymie i długoletnie tradycje. Bo skąd się wzięła w Polsce moda? Z Włoch do nas przyszła. To stamtąd przywożono pierwsze wielkie kreacje dla królowych.

— Czyli dobrze nam w tym przedsionku, czy może mamy jednak aspiracje?
— Ja na pewno mam aspiracje (uśmiech). A czy innym jest tak wygodnie i dobrze? Powiem panu tak: najważniejsze, żeby być szczęśliwym. To jest moje motto życiowe.

— Jakie mamy dzisiaj modowe hity?
— Hitem będzie wszystko to, co zaprojektuje Maciej Zień. Żartuję oczywiście. Powiem tak: dzisiaj moda jest bardzo fajna. Ja bardzo lubię te czasy. Obecnie w modzie chodzi o to, żeby poprzez nią wyrazić siebie. I fajnie jest, jeżeli mamy do tego dobry gust, czyli potrafimy dobrze zestawić ze sobą materiały, kolory, idealnie dostosować fason do swojej figury. I w tym kierunku idę ze swoimi kolekcjami. Nie skupiam się na konkretnych rzeczach, że w tym sezonie będą modne mini czy dzwony. Taki sposób myślenia jest mi bardzo daleki.

O nim
Maciej Zień urodził się 1979 w Lublinie. Projektant mody i wnętrz. Mieszka i tworzy w Warszawie. Dwa razy do roku prezentuje autorskie kolekcje mody damskiej inspirowane francuską tradycją prêt-à-porter i haute couture. Znany również z prezentowanych raz do roku kolekcji sukien ślubnych. Oficjalnie zadebiutował w 2000 roku. Mając 17 lat, zaprezentował pierwszą autorską kolekcję na lubelskim konkursie dla młodych projektantów Prowokacje. Finalista konkursu dla projektantów mody Złota Nitka oraz Złoty Wieszak. Klientkami Zienia są m.in.: Aneta Kręglicka, Grażyna Torbicka, Jolanta Pieńkowska, Aleksandra Kwaśniewska, Justyna Steczkowska, Małgorzata Kożuchowska, Małgorzata Socha i Edyta Górniak.


Mateusz Przyborowski
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB