Martwa łosza przy mazurskiej chacie

2022-01-12 09:08:16 (ost. akt: 2022-01-11 13:21:11)

Autor zdjęcia: arch. prywatne

Przy jednym z domów w Węgielsztynie gospodarz znalazł martwego łosia. Kilka dni wcześniej widział go krążącego po okolicy. Dlaczego łoś padł? Z choroby, po wypadku, a może z rąk kłusowników? Właścicielka posesji chce wyjaśnić tę sprawę.
Anna Kielak, właścicielka posesji we wsi Węgielsztyn pod Węgorzewem od lat dba o dzikie zwierzęta, które szczególnie zimą odwiedzają jej gospodarstwo i sad. Troszczy się o łosie, sarny, koziołki, udostępniając im owoce z sadu, łąkę, wodę gromadzoną w zbiornikach.

- Nie mamy psa ze względu na dzikie zwierzęta, które podchodzą pod nasz dom i ogród – opowiada pani Anna Kielak. - Nie chcemy ich straszyć. Mamy duży obszar łąki, około półtora hektara. Łosie i sarny z małymi przychodzą do nas, tu mają ciszę, spokój. Mogą nawet na podwórko wchodzić. A my wcale nie protestujemy, cieszymy się. Zwierzęta nas znają. Latem jak pasą się na łące i widzą nas przy domu, to wcale nie uciekają. Przychodzą rano i po południu. Nas się nie boją, bo widzą, że im krzywdy nie robimy. Podnoszą tylko głowy, przyglądają się przez chwilę i dalej skubią rośliny na łące, gałązki z drzew czy zjadają jabłka w naszym sadzie. One się tutaj chowają. Są jabłonie, więc i jabłek każdego roku jest dużo. Sami tych owoców nie zbieramy, tylko zostawiamy zwierzętom na zimę.

Fot. arch. prywatne

Martwa łosza koło domu
Pani Anna przeszła operację i aktualnie przebywa na rehabilitacji z daleka od rodzinnego domu. Jednak jej brat codziennie dzwoni do niej i opowiada, co się w gospodarstwie dzieje. Kilka dni temu powiadomił siostrę o martwym łosiu znalezionym w pobliżu domu. Wiadomość ta zmartwiła i zaniepokoiła całą rodzinę.

- Od kilku dni brat widział łoszę z oklapniętym uszkiem i łosia czarnego z białymi skarpetkami – mówi pani Anna. - Para przychodziła do nas każdego dnia. Spali w różnych częściach sadu. Jak brat odśnieżał, to łosie przechodziły do wodopoju, a potem wracały. W piątek łosza chodziła sama, nie było przy niej łosia. Stała pod domem przy trzech dużych świerkach. Wytrzebiłam w tym miejscu gałęzie, żeby łosie, sarny z koziołkami w razie wiatrów czy zamieci mogły się tam schronić. Samca nie było też w sobotę. W niedzielę przed południem brat poszedł sprawdzić wiaderka i kociołki, gdzie zbieramy deszczówkę, którą potem piją zwierzęta, znalazł nieżywą łoszę. Leżała tam martwa. Zawiadomiliśmy gminę.

Fot. arch. prywatne

Urzędnicy po otrzymaniu zgłoszenia nie wyjaśniali i nie dochodzili, dlaczego zwierzę jest martwe. Zlecili usunięcie łosia z prywatnej posesji.

- Łoś został zabrany do utylizacji przez firmę, z którą mamy podpisaną umowę na odbiór padłych sztuk zwierząt - wyjaśnia Ewa Wojnowska, naczelnik Wydziału Ochrony Środowiska w Urzędzie Miejskim w Węgorzewie. - Dostaliśmy zgłoszenie. Nie wnikamy, czy zwierzę zostało potrącone czy postrzelone. Naszym obowiązkiem jest zabezpieczyć teren poprzez usunięcie padłej sztuki i to wszystko.

Kłusownicy, choroba czy wypadek?
Samiec nie przychodzi do sadu pani Anna od kilku dni. Właścicielka bezpiecznej dotąd przystani dla łosi i saren podejrzewa, że łoś leży w lesie postrzelony. Klępa wiele razy spała między świerkami w odległości około półtora metra od domu.

- Padła, bo była chora? To dlaczego miała zakrwawioną głowę? - zastanawia się pani Anna. - To było duże zwierzę, ciągnikiem ją zabrali. Gdybym była na miejscu, zrobiłabym oględziny i sama przeprowadziła śledztwo. Doszukiwałabym się wszystkiego. Nikogo nie oskarżam, ale najlepszy dzień dla kłusowników to sobota. Wtedy jest ich najwięcej. Ja stąd pochodzę, od lat obserwuję, co się w okolicy dzieje. Jest też dużo myśliwych. Jest odstrzał, trzeba polować i myśliwi polują, serce mnie boli, ale to rozumiem. Jednak nie można strzelać tak blisko domu. To jest bardzo niebezpieczne. Nie można tego robić w pobliżu posesji, gdzie mieszkają ludzie. Poza tym łosie są pod ochroną.

Zdaniem pani Anny, martwa łosza powinna zostać zbadana przez weterynarza.

- Trzeba było zajrzeć do rany, lekarz weterynarz się zna i mógłby powiedzieć czy to rana postrzałowa – twierdzi Anna Kielak. - Wiem tylko, że klępa nie była pijana i nie uderzyła głową o róg ściany domu. Nie wierzę też, że zrobiło jej się słabo i uderzyła się w głowę tak bardzo aż krew się polała. Coś się wydarzyło i trzeba to wyjaśnić.

Węgorzewska policja wyjaśniała sprawę i nie doszukała się przestępstwa.

- W Komendzie Powiatowej Policji w Węgorzewie wszczęto postępowanie sprawdzające w kierunku kłusownictwa – informuje st. asp. Agnieszka Filipska, oficer prasowy KPP w Węgorzewie. - Na podstawie przeprowadzonych czynności nie stwierdzono śladów, które by świadczyły o popełnieniu przestępstwa.

Fot. arch. prywatne

Posesja pani Anny nie znajduje się wśród dużych kompleksów leśnych, wokół są pola i łąki. A łoś padł na terenie prywatnym. Leśnicy też niewiele mogli w tym przypadku zrobić.

- Każdy przypadek należy rozpatrywać indywidualnie, a przyczyny są różne i dopóki nie przeprowadzi się badań weterynaryjnych, trudno ustalić przyczyny śmierci zwierzęcia – wyjaśnia Przemysław Sarżyński, zastępca nadleśniczego z Nadleśnictwa Borki. - Za każdym razem, gdy podejrzany jest upadek łosia, służby powinny zawiadomić powiatowego lekarza weterynarii. Śmierć łosia może mieć różne przyczyny. Łosie mają często problemy z sercem. Część przypadków dotyczy uderzeń komunikacyjnych. Taki łoś może przejść nawet kilka kilometrów zanim upadnie. Obrażenia wewnętrzne mogą ujawnić się po kilku dniach.

Zdaniem leśników martwe zwierzę w lesie czy na jego obrzeżach nie jest powodem do niepokoju i należy pamiętać, że natura obroni się sama.

- Takich przypadków jest dużo – dodaje Przemysław Sarżyński. - Łosi w mazurskich lasach jest więcej, więc i częściej można natknąć się na martwe zwierzę, które padło z różnych przyczyn.

Łoś z Węgielsztyna jest już kolejnym znalezionym tej zimy w powiecie węgorzewskim. Kilka tygodni temu informowaliśmy o śmierci młodego łosia w pobliżu wsi Wilkus. Niedawno znaleziono martwego łosia w lesie niedaleko Pozezdrza, a niespełna da tygodnie wcześniej dwa inne w środku lasu pod Węgorzewem.

Fot. arch. prywatne

Łosie pod ochroną czy na pewno?
Formalnie łoś jest wciąż na liście zwierząt łownych, ale z powodu zmniejszającej się liczby tych zwierząt w latach 90, gdy odstrzał doprowadził do niemal całkowitego wyginięcia polskiego łosia minister środowiska wydał rozporządzenie z 10 kwietnia 2001 r., które zapewnia bezterminowy całoroczny okres ochronny i całkowity zakaz odstrzału. Czy sytuacja może się powtórzyć? Koła łowieckie, rolnicy wnoszą o zniesienie moratorium. Dlaczego?

- Argumentują to zbyt dużą liczebnością łosi, wypadkami komunikacyjnymi czy stratami w uprawach i płodach rolnych oraz leśnych i dlatego trzeba zacząć znów na nie polować – mówi pułkownik Jolanta Futera, komendant Straży Ochrony Przyrody w Giżycku. - Uważają, że obecnie stan populacji jest szacowany na około 30-35 tysięcy osobników. Na szczęście Sejm pod naciskiem protestu społecznego w październiku 2021 odrzucił projekt.


Fot. arch. prywatne

Co do ostatniej sytuacji z miejscowości Węgielsztyn, w której z niewyjaśnionych przyczyn znaleziono martwego łosia w pobliżu zabudowań gospodarczych, Jolanta Futera również zbadała sprawę.

- Z przeprowadzonego śledztwa wnioskuję, że mamy do czynienia albo z dobrze prosperującą machiną, w której każdy kryje każdego, albo rzeczywiście łoś padł z przyczyn naturalnych lub z powodu choroby – twierdzi. - Pan zajmujący się wywozem padłych zwierząt widział krew na głowie łosia, również krew widział brat pani Anny. Kierowca firmy zajmującej się zabieraniem padłych zwierząt twierdzi, że tak, były ślady krwi w miejscu rosoch (czyli łopat, które łoś zrzuca). Weterynarz potwierdza, że istnieje taka możliwość, gdyż młode łosie mogą lekko krwawić po pozbyciu się łopat. Łowczy również wiedział o sprawie, wysyłając myśliwego, żeby ją zbadał. Okazało się, że łoś leżał tam kilka dni, gdyż był już spuchnięty i wokoło znajdowały się odchody. Policja w Węgorzewie zakończyła śledztwo, uznając, że nie znaleziono znamion przestępstwa na tle kłusowniczym. Skoro łoś ma ranę po zrzucie rosoch, jest więc osobnikiem młodym, więc dlaczego padł? Stary łoś ginie z przyczyn naturalnych po około 15 latach. Od leśniczego usłyszałam, że może to być choroba, tzw. gąbczastość mózgu u jeleniowatych. Czyżbyśmy mieli chorobę przyniesioną ze Skandynawii? Zwróciłam się z prośbą o informowaniu SOP o padłych łosiach w okolicach, być może trzeba będzie podjąć próbę zbadania przyczyn.
Renata Szczepanik

Komentarze (1) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Komentarze dostępne tylko dla zalogowanych użytkowników. Zaloguj się.

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. zenon #3087588 12 sty 2022 21:59

    Widocznie jest tych łosi za dużo i przyroda sama ogranicza ich liczebność

    Ocena komentarza: warty uwagi (2) odpowiedz na ten komentarz

2001-2022 © Gazeta Olsztyńska, Wszelkie prawa zastrzeżone, GRUPA WM Sp. z o. o., 10-364 Olsztyn, ul. Tracka 5