Nordic walking to moje lekarstwo i uzależnienie

2021-10-24 19:43:26 (ost. akt: 2021-10-24 19:49:40)

Autor zdjęcia: Arch. prywatne

Pani Liliana miała 38 lat, kiedy usłyszała diagnozę: nowotwór złośliwy. Nie załamała się, podjęła walkę o życie z trudnym przeciwnikiem. Miała motywację: dwójkę dzieci, kochającego męża, wspierającą rodzinę i przyjaciół. Życie po operacji zmieniło się o 180 stopni, spowodowało, że odkryła w sobie pasję.
Pani Liliana ma 49 lat, pracuje zawodowo, jest mamą dwóch córek: Oli i Karoliny. Od 25 lat szczęśliwa żona Kamila. Czuła się spełniona i kochana. Wszystko układało się dobrze do 2010 roku, kiedy podczas kąpieli wyczuła u siebie guzek na piersi.
— Miałam wspaniałą rodzinę i przyjaciół. Wszystko się układało doskonale, a tu nagle coś takiego — opowiada. — Umówiłam się natychmiast do lekarza. Badanie, skierowanie na badanie usg, biopsja i diagnoza: nowotwór złośliwy. W ciągu kilku dni mój misternie budowany świat legł w gruzach. Nie byłam na to przygotowana, ale kto by był? W wieku 38 lat nikt się nie spodziewa takiej wiadomości, wręcz wyroku... A zaniepokoiłam się tym bardziej, że rok wcześniej zmarła siostra mojej mamy, właśnie na raka piersi.

Strach

Były łzy, tysiące przerażających myśli i pytanie: dlaczego właśnie ją to spotkało... Pani Liliana była przerażona.
— Całe życie przeleciało mi przed oczami — wspomina. — Dlaczego ja? Tysiące myśli kłębiło mi się w głowie. Czy umrę? Kiedy? Nie będę widziała, jak moje dzieci idą n studia, nie poznam ich partnerów, nie pobłogosławię im w dniu ślubu, nie zobaczę moich wnucząt? W pierwszym odruchu miałam ochotę się poddać, jednak patrzyłam w smutne oczy męża i córek i wiedziałam, że nie mogę się poddać. Postanowiłam walczyć. Wiedziałam, że ta wojna toczy się o najwyższą wygraną - życie.
Cała rodzina wspierała Lilianę. Najbliżsi byli załamani informacją o jej chorobie. Wszyscy zaczęli szukać informacji, jak "pozbyć się najskuteczniej" raka i gdzie można to zrobić.

— Początkowo wszyscy płakali, załamywali się, a ja znalazłam w sobie siłę do walki i postanowiłam, że się nie poddam
— mówi. — Miałam dla kogo żyć, miałam przy sobie człowieka, którego darzę ogromną miłością i dzieci. Te istoty swoim przyjściem na świat wynagrodziły mi wszystkie trudy życia. Dla nich postanowiłam wygrać wojnę z rakiem, to była moja największa motywacja.
Po wszystkich badaniach pani Liliana usłyszała od swojego lekarza, że w jej przypadku potrzebna jest operacja usunięcia całej prawej piersi i węzłów chłonnych.
— Lekarz powiedział, że nie powinnam zwlekać z operacją, bo mój stan jest zbyt poważny. Mówił też, żebym nie traciła nadziei, że wszystko okaże się na stole operacyjnym. Baliśmy się z mężem, że guz urośnie do rozmiaru, którego nie będzie można już operować. Każdy dzień był na wagę złota — wspomina pani Liliana. — Ta operacja to był moja jedyna szansa na życie. Podpisałam zgodę… I obudziłam się obolała, bez piersi. Ale żyłam...
Po operacji pani Liliana przeszła radioterapię, napromieniowania, dostała odpowiednią dawkę chemii. Przed pójściem do szpitala postanowiła ściąć swoje długie włosy. Wiedziała, że po chemii będą wypadać. Córki wraz z nią udały się do fryzjera. Już po pierwszych dawkach chemii włosy zaczęły wypadać jej włosy...
— Nawet w tych chwilach nie byłam jednak sama — opowiada. — Przyjechały moje koleżanki i przywiozły mi piękną chustę na głowę... Nie przejęłam się tym, że straciłam włosy. Każdy dzień przyjmowałam z radością i wiarą. W tym trudnym czasie wszystkie nawet najmniejsze gesty wsparcia, pomocy były dla mnie bardzo ważne. Dawały mi siłę, by walczyć.

— Pozytywne nastawienie, chociaż nie może wyleczyć z raka, może jednak dać imponujące rezultaty — twierdzi Liliana. — Jestem szczęśliwa. Zachorowałam i wyzdrowiałam. Chorować już nie zamierzam, choć cały czas jestem pod kontrolą lekarzy. Żyję teraźniejszością, niczego nie planuję, bo życie szykuje nam różne niespodzianki. Żyję i cieszę się każdą chwilą. Nigdy nie można się poddawać, trzeba walczyć, bo jest o co. Każdy dzień to dar, więc wykorzystajmy go dobrze.

Obrazek w tresci

Restart

Na swojej drodze do wyzdrowienia pani Liliana spotkała wielu dobrych lekarzy, którzy okazali jej serce i wsparcie. Poznała też wiele osób, które podobnie jak ona, stoczyły walkę ze śmiertelną chorobą. Nie wszystkim udało się z nią wygrać...
Minęło już jedenaście lat od tamtych wydarzeń. Dziś pani Liliana cieszy się z każdego promyka słońca. Włosy odrosły. Nie jest też tak sprawna jak kiedyś, ale optymizm jej nie opuszcza. Wróciła do pracy i odnalazła w sobie pasję.
— Praca zawodowa czasami męczy, czasami uskrzydla, jeśli wykonujesz ją z pasją. Zawsze jednak warto mieć swoje hobby, przy których można się odprężyć i poprawić samopoczucie — tłumaczy. — Jeśli masz pasję, to czujesz się spełniona, szczęśliwa, nie chcesz z niej rezygnować, a motywację zamieniasz w determinację. Ja odkryłam kije. Kije? Tak właśnie kije dają mi wolność, kiedy przemierzam nowe trasy, czuję powiew wiatru i oddech rywali za plecami, a gdy na szyi po zawodach wisi medal – wiem, że to właśnie ten sport, który kocham. Czuję się sportowcem i rywalizacja jest dla mnie bardzo ważna. Nic nie zastąpi mi dreszczyku emocji, adrenaliny i rywalizacji podczas zawodów.
W czasach szkolnych pani Liliana bardzo lubiła różne aktywności sportowe. Brałam udział we wszystkich zawodach sportowych. Po chorobie postanowiła wrócić do sprawności fizycznej. Musiała znaleźć jednak dyscyplinę, która byłaby dla niej odpowiednia. Początkowo były to spacery, z każdym treningiem pokonywała coraz dłuższe odległości.
— Uważam, ze sport jest bardzo fajny i rozwijający dla ludzi w każdym wieku, dlatego, że uczy rywalizacji w dobrym tego słowa znaczeniu. Kiedyś to właśnie sport w naturalny i zdrowy sposób wypełniał młodzieży wolny czas. Gdy byłam dzieckiem nikt nie siedział w domu przed telewizorem. Teraz młodzi ludzie tylko patrzą w ekrany komputerów i telefonów. Na aktywność fizyczną brakuje im chęci i czasu. Ja systematycznie uprawiam Nordic Walking. To takie spacery na wyższym poziomie, bo zwiększają moją aktywność – dyscyplina, która rozwija dużo więcej partii mięśni niż zwykły spacer. pokonuję coraz trudniejsze trasy i coraz dłuższe. Wszystko jest w naszych głowach, kiedy ciało już nie ma sił, pozostaje tylko silna psychika. Jeśli nasz umysł uwierzy, że potrafisz to zrobić, ciało znajdzie sposób, żeby to zrobić. Lubię brać udział w różnych zawodach, szczególnie tych charytatywnych. Każde mają w sobie niepowtarzalny klimat. Ludzie tworzą atmosferę. Społeczność "kijkowa" jest ze sobą bardzo związana, mimo że rywalizujemy ze sobą na trasach, na co dzień się przyjaźnimy, wspieramy, motywujemy. Jestem optymistką i patrzę na świat przez różowe okulary. Uważam, że jestem typem człowieka społecznego, lubię kontakt z ludźmi, zajęcia grupowe im więcej z siebie daję, tym więcej do mnie powraca.
Rodzina, praca i pasja są motorem napędowym pani Liliany, która apeluje do kobiet: Badajcie się regularnie! Życie to cenny dar, o który trzeba dbać! Nikt inny za was tego nie zrobi!

Joanna Karzyńska

2001-2021 © Gazeta Olsztyńska, Wszelkie prawa zastrzeżone, GRUPA WM Sp. z o. o., 10-364 Olsztyn, ul. Tracka 5