Każdy z nas ma szansę na normalne życie

2021-09-12 12:29:40 (ost. akt: 2021-09-12 11:37:03)

Autor zdjęcia: pixabay.com

Andrzej ma 47 lat a za sobą bagaż przeróżnych doświadczeń: dobrych, złych i takich o których dziś opowiada ze smutkiem i żalem. Historia jego życia mogłaby posłużyć za scenariusz sensacyjnej książki. On sam mówi, że stał się człowiekiem, gdy znalazł się na dnie...
- Życie mnie nie rozpieszczało. Ojciec alkoholik i matka, która też piła i nie przejmowała się, że dzieci nie mają się w co ubrać ani co jeść - opowiada Andrzej. - Radziliśmy sobie jak mogliśmy. Z rodzeństwem często kradliśmy w sklepach, latem na ogródkach działkowych. Przynosiliśmy tez trochę jedzenia dla siostry, bo mała była i nie mogliśmy zabierać jej ze sobą. W domu nikt nie pytał skąd mamy jedzenie, a ja już w wieku kilku lat potrafiłem ze sklepu wynieść to co chciałem.

Pan Andrzej ma dziś 47 lat, wspaniałą żonę i dwóch synów: Adriana i Karola. Kiedy patrzy na swoją żonę i dzieci w jego oczach widać miłość i uwielbienie. Mężczyzna cztery lata temu wrócił do Polski po kilkunastu latach "tułaczki". Wrócił tu gdzie spędził dzieciństwo i lata młodości. Tu zaczął nowe życie z Ewą: ożenił się, urodziły mu się dzieci i podjął pracę jako kierowca samochodów ciężarowych.

- Wyjeżdżając z kraju prawie 20 lat temu obiecywałem sobie, że nigdy tu nie wrócę, że nie chcę wracać do tego, o czym usilnie chciałem zapomnieć. A jednak życie spłatało mi figla - mówi.- Dziś jestem innym człowiekiem, dojrzalszym o wiele doświadczeń, mądrzejszy i odporniejszy na trudności życiowe. Widocznie musiałem dotknąć dna, by wyjść na ludzi.

Kiedy uciekł po raz pierwszy z domu miał 12 lat. Tułał się po stodołach na wsiach. Do domu przywiozła go policja po tym jak został złapany w sklepie na kradzieży. W domu nikt za nim nie tęsknił, rodzice chyba nawet nie zorientowali się, że go nie ma. Nigdy nikt nie interesował się trójką dzieci w domu i tym, jak żyją, dlaczego nie zawsze chodzą do szkoły ani dlaczego całe dnie spędzają na podwórku. Rodzeństwo nauczyło się sobie radzić.
Jak tylko pan Andrzej był pełnoletni postanowił wyjechać gdzieś za granicę, marzyło mu się lepsze życie i ucieczka z domu, w którym najważniejszy był alkohol. Jeden z kolegów załatwił mu pracę na budowie w Niemczech. Młody chłopak nie zastanawiał się długo. Zdobył pieniądze i z jedną małą torbą pojechał do tego nieznanego mu kraju. To co tam zobaczył zachwyciło go. Nigdy nie był w dużym mieście, nawet w dużym markecie nie robił zakupów. Świat w obcym kraju jawił mu się jako spełnienie marzeń. Pracował ciężko na budowie od rana do nocy. Po powrocie do mieszkania nie miał początkowo na nic siły. Jadł i kładł się spać. Po całym dniu pracy bolały go ramiona i plecy. Po raz pierwszy jednak czuł się szczęśliwy...

- Może dla kogoś wyda się to głupie ale cieszyłem się, że mam swoje pieniądze - mówi. - Początkowo nie wydawałem pieniędzy na jakieś niepotrzebne zakupy czy zachcianki. Czułem się taki dumny, bogaty i naprawdę szczęśliwy. Po 5 latach postanowiłem wrócić do kraju. Tu jakoś nie mogłem znaleźć żadnej partnerki, a samotność coraz bardziej mi doskwierała.
Tęsknota za krajem była silna, samotność jeszcze bardziej popierała słuszność decyzji o powrocie. Pan Andrzej postanowił zamieszkać w Warszawie.

- Uważałem, że w dużym mieście łatwiej mi będzie się odnaleźć. Miałem odłożone pieniądze, wynająłem mieszkanie, znalazłem pracę. Jednak rzeczywistość nie była kolorowa - przyznaje pan Andrzej. - Okazało się, ze moja wypłata ledwie starczała na utrzymanie mieszkania i wyżywienie. A ja żeby zapomnieć o wszystkim coraz częściej zaglądałem do kieliszka. I stało się, pewnego dnia szef wyrzucił mnie z pracy a kiedy okazało się, że nie mam za co zapłacić właścicielowi mieszkania za wynajem, ten kazał opuścić mi mieszkanie. Tak znalazłem się na dworcu - dodaje cicho.

Do wszystkiego człowiek się przyzwyczaja. Pan Andrzej też nauczył się żyć jako bezdomny. Czas spędzał na dworcu, w parkach, wystając pod marketami i galeriami. Żebrał i kradł. Dziś wspomina, że był to najgorszy okres w jego życiu, bo właśnie wtedy spadł na samo dno. Pił co popadło, jadł resztki ze śmietników, widział jak ludzie z obrzydzeniem odsuwają się od niego albo dają mu pieniądze, żeby już od nich się odczepił. Kilka razy trafiał do schroniska ale tam był zakaz picia alkoholu a wydawało mu się, że nie jest w stanie wytrzymać jednego dnia bez procentów. Pił, by zapomnieć, by nie myśleć o swojej porażce.
- Spotkałem na ulicy kumpla z którym pracowałem w Niemczech na budowie, kiedy mnie zobaczył był w szoku - opowiada pan Andrzej. - Zabrał nie do siebie, pozwolił się wykąpać, dał ubrania i zaproponował, bym znów z nim pojechał do Niemiec. Szybko podjąłem decyzję. Nic tu w Polce dobrego mnie nie czekało.

Pan Andrzej znów rzucił się w wir pracy, by zapomnieć o przeszłości i nie myśleć o alkoholu. W międzyczasie poznał swoją przyszłą żonę. Jego życie zmieniło się diametralnie. Razem wrócili do Polski.
- Aby rozpocząć nowe życie musiałem rozprawić się z przeszłością - tłumaczy. - Dziś moim całym światem jest moja żona i dzieci. Cały czas utrzymuje kontakt z Grześkiem, kolegą który mi pomógł. Wiem, że wszystko co dzieje się w naszym życiu, jest "po coś". Na swojej drodze spotykamy różnych ludzi i to oni kształtują nasz charakter. Jako dorosły człowiek wiem, że nie można nikogo skreślać, że nawet pochodząc z patologicznej rodziny, pomimo popełnionych błędów można być szczęśliwym.

2001-2021 © Gazeta Olsztyńska, Wszelkie prawa zastrzeżone, GRUPA WM Sp. z o. o., 10-364 Olsztyn, ul. Tracka 5