Jeden bieg, dwóch braci i Trójmiasto

2021-07-13 10:26:46 (ost. akt: 2021-07-13 11:35:08)
W szranki stają od lat. Czy pobiegną ramię w ramię na słynnym Biegu Rzeźnika?

W szranki stają od lat. Czy pobiegną ramię w ramię na słynnym Biegu Rzeźnika?

Autor zdjęcia: archiwum prywatne

BIEGI || Blisko 700 śmiałków stawiło się 10 lipca nad Bałtykiem, by — mimo ostatniej fali upałów — zmierzyć się z TriCity Trail. Na szlakach Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego honoru powiatu szczycieńskiego bronili zwłaszcza dwaj bracia — Marcin i Mateusz Dudziec.
Nadmorscy organizatorzy przygotowali uczestnikom trzy testy. Pierwszy, teoretycznie najłatwiejszy półmaraton stanowił 21-kilometrową pętlę (start i meta w Wejherowie). Pozostałe — jak ostatnimi laty wiele rzeczy w naszym kraju — oznaczone były plusem.

TriCity Trail+ osadzony został na trasie Gdańsk-Wejherowo (ponad 80 km). Natomiast Maraton+ oznaczał wyścig z Gdyni do Wejherowa (49 km, przewyższenia +1015/-1115 m.). I to właśnie na tym dystansie zmierzyli się bracia ze Szczytna.

Określony przez organizatorów limit wynosił 9 godzin. Żaden z nich nie miał jednak zamiaru tyle zwlekać z przekroczeniem linii mety. Jako pierwszy — po 5 godzinach i 24 sekundach — zameldował się na niej starszy z braci, Marcin, reprezentant klubu Jurund Szczytno (23. OPEN). Młodszy o 7 lat Mateusz wykonanie zadania zgłosił po 6 godzinach, 9 minutach i 27 sekundach (96. OPEN). Zwycięzcą biegu został Michał Orzeł z Warszawy, z czasem 4 godziny 1 minuta i 31 sekund.

— Trasa była trudna. Z krótkimi, ale bardzo stromymi podbiegami. Do tego stopnia, że na jednym z nich przygotowano do pomocy specjalną linę — wspomina Marcin Dudziec. — Najtrudniejsze były jednak strome zbiegi. Zwłaszcza te na ostatnich kilometrach, gdy nogi były już mocno zmęczone. Łatwo było o kontuzję. Z drugiej strony wszelki trud rekompensowały piękne widoki i świetne rozmowy, których nie brakowało na samej trasie.Uczestnicy wspierali się wzajemnie. Nawet jeśli czasem ograniczało się to do... wspólnego narzekania na zasadzie: "Co ja tu robię, nigdy więcej!".

— Swój wynik oceniam jako bardzo dobry. Tym bardziej, że nie mam dużego doświadczenia w bieganiu ultra. Przed startem celowałem w 5 godzin i dokładnie tak trafiłem. Mam jednak świadomość kilku błędów. Gdy je wykluczę, w przyszłych startach wyniki będą lepsze — dodaje zawodnik Jurunda.

Do rywalizacji z setkami innych biegaczy przyzwyczaił się lata temu. Jak podchodzi do konfrontacji "braterskiej"?

— Wyprzedziłem brata, ale miał akurat słabszy dzień, zdarza się. Jeśli wprowadzi konkretną systematykę treningową, ma dużą szansę mnie dogonić. Choć naturalnie nie zamierzam mu tej sprawy ułatwiać, sam również nie będę się obijał. Za ile mnie wyprzedzi? Może nigdy, a może... za rok? Między nami jest 7 lat różnicy, wszystko zależy od wielu czynników. Myślę jednak, że to nasze ściganie wkrótce będzie funkcjonowało jeszcze bardziej na zasadzie współpracy. Marzy mi się wspólny start na imprezie, w której biegnie się w parach. Jak np. na słynnym Biegu Rzeźnika — podsumowuje Marcin Dudziec.

Kamil Kierzkowski

2001-2021 © Gazeta Olsztyńska, Wszelkie prawa zastrzeżone, GRUPA WM Sp. z o. o., 10-364 Olsztyn, ul. Tracka 5